Witam was,
otoz dzisiaj partner powiedzial,ze chcialby wyjechac na rok na cos w rodzaju stazu za granice. To podniosloby jego kwalifikacje i na pewno poszerzylo mozliwosci zawodowe. Calkowicie rozumiem go,ze chcialby sprobowac czegos nowego,pracowac nad powaznym projektem...ale dla mnie rok to za duzo.
Nie wyobrazam sobie zycia przez rok w roznych krajach. Mieszkamy razem,mamy koty..nie chce zostac sama na tak dlugo. Wiem,ze niektorzy ludzie tak zyja,ale ja sobie tego nie wyobrazam , no nie i koniec. Kilka miesiecy to jednak cos innego,niz rok. I czuje sie z tym zle ,bo powiedzialam o tym partnerowi i to uszanowal,ale on ma w glebi pretensje,ze on nigdzie nie moze jechac i czuje sie ograniczony. Nie chce go ograniczac,chcialabym zeby sie rozwijal,ale nie zgodze sie na rok zycia osobno ( raczej nie mialabym mozliwosci sie z nim widywac). Po prostu dla mnie rownoznaczne z rozstaniem. Nie jestem bluszczem, nie chodzi o nic z tych rzeczy. Ja sobie po prostu nie wyobrazam tworzyc z kims zwiazku i miec nagle roczna luke w zycie. Przez rok tyle sie moze zmienic,tyle wydarzyc..
I z jednej strony czuje ,ze go ograniczam, ale z drugiej meczylabym sie,gdybym sie na to zgodzila. Jakies rady,czy tylko rozstanie?
Jaki kompromis w takiej sytuacji ?
Przede wszystkim- gdzie on chce jechac? I rozumiem, ze zaproponowal wyjazd razem? Napisalas:
"Nie wyobrazam sobie zycia przez rok w roznych krajach."
Kotom mozna wyrobic paszporty i szczepienia.
Nie mozemy wyjechac razem,bo ja jeszcze mam tutaj studia i nie rzuce mojej edukacji dla jego edukacji . Partner mialby okazje wyjechac do Szwajcarii.
Witam was,
otoz dzisiaj partner powiedzial,ze chcialby wyjechac na rok na cos w rodzaju stazu za granice. To podniosloby jego kwalifikacje i na pewno poszerzylo mozliwosci zawodowe. Calkowicie rozumiem go,ze chcialby sprobowac czegos nowego,pracowac nad powaznym projektem...ale dla mnie rok to za duzo.
Nie wyobrazam sobie zycia przez rok w roznych krajach. Mieszkamy razem,mamy koty..nie chce zostac sama na tak dlugo. Wiem,ze niektorzy ludzie tak zyja,ale ja sobie tego nie wyobrazam , no nie i koniec. Kilka miesiecy to jednak cos innego,niz rok. I czuje sie z tym zle ,bo powiedzialam o tym partnerowi i to uszanowal,ale on ma w glebi pretensje,ze on nigdzie nie moze jechac i czuje sie ograniczony. Nie chce go ograniczac,chcialabym zeby sie rozwijal,ale nie zgodze sie na rok zycia osobno ( raczej nie mialabym mozliwosci sie z nim widywac). Po prostu dla mnie rownoznaczne z rozstaniem. Nie jestem bluszczem, nie chodzi o nic z tych rzeczy. Ja sobie po prostu nie wyobrazam tworzyc z kims zwiazku i miec nagle roczna luke w zycie. Przez rok tyle sie moze zmienic,tyle wydarzyc..
I z jednej strony czuje ,ze go ograniczam, ale z drugiej meczylabym sie,gdybym sie na to zgodzila. Jakies rady,czy tylko rozstanie?
Jaki kompromis w takiej sytuacji ?
Rok to przecież też kilka miesięcy. Bardzo szybko minie, można się często odwiedzać w dobie samolotów (nie musisz tych odległości przemierzać jak dawniej- na koniu albo dyliżansem przez kilka tygodni). Jest skype, nawet darmowo można pogadać np. przez WhatsAppa. Rok wbrew pozorom to niedługo. Byle tylko na pewno wrócił po tym roku, bo istnieje szansa, że mu się tam spodoba/dostanie propozycję pracy tam itd. A wtedy sama musisz sobie odp na pytanie, czy byłabyś chętna przeprowadzić się tam do niego w razie czego
Nie chce takiego zycia. Nie chce skype ani whatsappa zamiast bliskiej osoby obok. Przypomnij sobie co robilas dokladnie rok temu. Dalej uwazasz,ze to bylo tak chwile temu ? Po prostu dla mnie to za duzo i mam do tego prawo. I wiem,ze on ma prawo do wyjazdu. Jesli nikt nie ustapi to tylko rozejscie...
Moj Boze dziewucho. Co piatek jezdze 1000 km i tyle samo wracam w niedziele, co z tego? No nic bo to moj wybor. Ale to zaden gwarant u3mania zwiazku. Fakt, ze nie zawsze sie uda.
Nie dramatyzuj, sa wolne dni, dlugie weekendy, swieta, ferie...mnostwo tego. Wystarczy chciec. Sama tez mozesz do niego jechac
A czy nie pomyslalas moze, ze jestem na takim etapie w zyciu,ze nie chce co weekend pokonywac 1000km? meczyc sie podroza? Milosc wiele zniesie,ale nie wszystko. Ze chcialabym miec normalny dom a nie zyc na walizkach ? Dlaczego uwazasz,ze ja powinnam sie dostosowac ?
Nie chce takiego zycia. Nie chce skype ani whatsappa zamiast bliskiej osoby obok. Przypomnij sobie co robilas dokladnie rok temu. Dalej uwazasz,ze to bylo tak chwile temu ? Po prostu dla mnie to za duzo i mam do tego prawo. I wiem,ze on ma prawo do wyjazdu. Jesli nikt nie ustapi to tylko rozejscie...
Tak, rok temu o tej porze chodziłam na praktyki, pamiętam, jaka była pogoda, pamiętam, jakie były grzyby w lesie. Pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj i dziwię się, że ten rok tak szybko minął, bo dla mnie to była chwila.
Ale wiesz, na pewno nie powinnaś go ograniczać, wymagać, by porzucił możliwość rozwoju.
Wiem, że masz prawo chcieć kogoś w pobliżu, ale czemu nawet nie weźmiesz pod uwagę dojazdów, odwiedzin itd. Wiesz, jak się kogoś kocha, to dużo można znieść, można pójść na wiele ustępstw i zrobić wszystko, by związek trwał. A nie widzę tego u Ciebie. Ty piszesz "ja będę to, ja będę tamto, jak JA będę się czuć, JA nie dam rady"- tylko o sobie, nie myśląc, co on czuje, czy jemu będzie łatwo, że pewnie jest rozdarty, bo nie chce tracić ani Ciebie, ani stażu. Nie myślisz o tym, jak mu pomóc przejść przez to, jak go wesprzeć, by się rozwijał. Nie myślisz o tym, by go odwiedzać czy "wytrzymać" ten rok, a przecież nie 10 lat, by trochę się poświęcić dla kogoś, kogo rzekomo kochasz. Widzisz, wg mnie miłość nie polega tylko na tym, żeby być ze sobą, gdy jest nam wygodnie, gdy partner może być obok i spełniać wyłącznie nasze potrzeby. Miłość polega też na daniu czegoś od siebie, na kompromisach, na wspólnym przechodzeniu przez problemy. Jakby kiedyś (odpukać) ciężko zachorował i musiałby pojechać do innego miasta na leczenie, długotrwałe, nie mógłby wychodzić ze szpitala itd. Też byś go od razu zostawiła, bo przecież odległość, bo nie mógłby Ci dać obecności i nie spełniałby Twoich oczekiwać? Wiem, że staż to nie choroba, ale coś równie poważnego i istotnego w życiu.
A czy nie pomyslalas moze, ze jestem na takim etapie w zyciu,ze nie chce co weekend pokonywac 1000km? meczyc sie podroza? Milosc wiele zniesie,ale nie wszystko. Ze chcialabym miec normalny dom a nie zyc na walizkach ? Dlaczego uwazasz,ze ja powinnam sie dostosowac ?
Pomyslales bo mam penisa
A pomyslalas, ze moglabys zapasc na spiaczke na rok? Hipotetycznie - istnialaby taka bakteria wywolujaca spiaczke na 12 miesiecy i bum...budzisz sie. Wtedy tez bys rezygnowala?
Dlaczego uwazasz, ze ktos musi sie dostosowac? Mozg ma tyle polaczen a Ty wybierasz tylko to jedyne wlasciwe - z mozdzka. Zapytaj pterodaktyla co mysli,, tyle, ze on widzial wiecej dzieki innemu rozstawieniu oczu.
Ty jestes na takim etapie zycia, ze myslisz o sobie...tylko w perspektywnie zwiazku mylbie interpretowanego jako koniecznosc bycia razem ciagle.