Byłem z dziewczyną ponad 5 lat. Rozstaliśmy się już prawie rok temu, ale do dziś nie mogę zaznać spokoju i zacząć żyć na nowo. Czy to, że zacząłem czuć się wykorzystywany i oszukiwany ze względu na to, że pisze z innym, potem daje się odwozić do domu, wreszcie jeździć po nocach w konsekwencji czego stałem się bardziej szorstki z efektem kuli śniegowej, im częściej się kłóciliśmy, tym bardziej odpychała mnie od siebie?. Nie wiem jak to określić, napisałem już jeden post, ale zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie odpycha swoją długością. Czy oczekiwanie wierności i lojalności to tak wiele? Czy zmiana stosunku do swojej partnerki to coś normalne adekwatne do tego typu zachowania, mimo to że była dla mnie wszystkim? Bo przez to wszystko się zaczęło i skończyło... Chciałbym usłyszeć opinię innych, na przyszłość, czy to ja zrobiłem coś źle?
Proszę o pomoc w sekcji komentarzy, jeśli ktoś jest zainteresowany odsyłam do postu "Problem z pozbieraniem się po rozpadzie związku" (jako nowy użytkownik nie mam uprawnień do wstawiania linków) tam wszystko szczegółowo opisałem.
Rozstaliście się dość dawno. Czy ona ma kogoś? Spotyka się z tamtym gościem? Odpowiedzi na te pytania powinny ci wiele wyjaśnić.
Nie, nie powinieneś sobie zarzucać, że się denerwowałeś. Jeżdżenie z kimś po nocy zawsze źle wygląda i zwykle źle świadczy o takiej relacji (w sensie gdy ona nie jest wolna). Jeśli jej na tobie zależało to nie powinna robić takich rzeczy. Skoro jej mówiłeś, że ci się to nie podoba to powinna zrozumieć, bo zabronienie tego nie godzi w jej wolność. Takich rzeczy w związku zwyczajnie nie powinno się robić.
Nie miej wyrzutów sumienia. Jedyne co mogłabym ci poradzić to więcej rozmowy mniej nerwów. Na spokojnie, ale stanowczo wyrażaj co ci nie pasuje. Masz prawo czuć się w związku dobrze, a druga osoba, jeśli oczywiście jej zależy, ma obowiązek dbać o wasze wspólne szczęście. A to co ona robiła było ewidentnym lekceważeniem.
Nie czytałam dłuższej wersji, nie do końca wiem jak wyglądały te kłótnie. Grunt to rozmowa- jeśli zawiodło to niestety ciężko byłoby to ratować.Dobrze, że masz podejście pt. co mógłbym w sobie poprawić. Nie chodzi o to, żeby się zmieniać dla związków, ale żeby pracować nad tym co stanowi bariery.
Nie męcz się tym, chyba czas odpuścić.
Zgodnie z Regulaminem Forum problemy jednego związku opisujemy w jednym wątku. Z tego samego powodu ten temat zamykam, Ciebie proszę o kontynuację poprzedniego, zapoznanie się z naszymi zasadami i stosowanie do ich zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka