chciałabym opisać tutaj swoją historię, bo bardzo bolą mnie pewne sprawy.
W tamtym roku w maju poznałam pewnego chłopaka przez internet. spotkaliśmy się i od razu zaiskrzyło. Mieszkamy od siebie 100km, więc widywaliśmy się w każdy weekend bo oboje pracujemy.
Wydawało się że jesteśmy bratnimi duszami, dużo jeździliśmy na wycieczki. Z czasem zaczęłam zostawać u niego na weekendy, a on przyjeżdżał do mnie do domu - poznaliśmy wzajemnie swoje rodziny. Jego rodzina bardzo mnie polubiła,
Wydawało mi się że on jest za mną, ciągle mi to uświadamiał - zawsze pisał gdzie jest, nigdy nie dał mi powodu do niepokoju, zazdrości, prędzej on o mnie był zazdrosny.
Ciągle chciał mnie widzieć, zabiegał, przyjeżdżał mimo że potem szedł do pracy na noc.Ja też się starałam, jeździłam do niego pociągami, mimo śnieżyc i deszczu.
z mojej strony nie byłam pewna swoich uczuć, one raczej rozwijały się z czasem - z przyjaźni w łagodną miłość, zaufałam mu.
oboje byliśmy po przejściach i złych doświadczeniach z poprzednich związków. On mi powiedział że to szczęście że się poznaliśmy bo takiej kobietki już nie spotka. Dla mnie też on był wybawieniem, bo dawał mi spokój i bezpieczeństwo. Zawsze byłam łagodna, nie robiłam mu awantur, słuchałam go, on mnie, oboje wspieraliśmy się w codzienności mimo odległości. Oboje mieliśmy swoje hobby, w którym też się wzajemnie podziwialiśmy. Przez cały czas nie mieliśmy głupich kłotni. Byliśmy w tym dojrzali.
Gdy przyszła zima byłam trochę przemęczona i niepewna naszego związku na odległość, przyznaję że kilka razy go olałam, i w emocjach powiedziałam mu o wątpliwościach:(
od tego czasu on stał się dziwny. W marcu zaczęliśmy rozmowę - wyszło że on chce się rozstać. Z początku powiedział że będzie pracował w weekendy, i że sytuacja go przerosła, że chce być ze mną ale to nie ma sensu
. ja płakałam nie mogłam przestać. Błagałam by to przemyślał, powiedziałam że nawet przeprowadzę się do jego miasta. Jednak on dystansował, mówił że nie jest na to gotowy. Tak mi mówił w oczy.
no i się rozstaliśmy ale mieliśmy być przyjaciółmi. Wtedy mieliśmy jeszcze kontakt, ale ja miałam tak skrajne emocje że zasypywałam go żalami i w pewnym momencie podczas wyzwisk on wybuchnął i napisał że nic już do mnie nie czuje i że ten związek byłby na siłę ![]()
tym mnie załamał. To było w kwietniu; Schudłam wtedy 6 kilo, ważyłam jak anorektyczka 47kg.
byłam kłębkiem nerwów i wciąż do niego pisałam.
On tylko od czasu do czasu pisał żebym przestała go osaczać, że może się jeszcze spotkamy ale on potrzebuje czasu:(, ale że nas już nie będzie
bo nic nie rozpali jego uczuć - a wcześniej był bardzo za mną.
minęło 3 miesiące od rozstania a ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Już odpuściłam, jedynie czasem gdy bardzo boli piszę do niego ale już przyjaźnie, oczywiście on nie odpisuje już.
W moim życiu została tylko praca - nie umiem znaleźć żadnego sensu. Byłam nawet już u psychologa ale nic mi to nie dało.
Ciągle myślę tylko o nim, bo wydawało mi się że jesteśmy dla siebie. Mam już 31 lat i nie widzę już dla siebie szansy. Boli mnie bardzo że on sobie żyje w spokoju swoim życiem, nie wiem czy jest sam, chyba tak, często myślę czy on jeszcze czasem o mnie pamięta.
Myślałam nawet czy nie przeprowadzić się do jego miasta, bez jego wiedzy, a nuż przypadkiem go spotkam. Tu u siebie nie widzę żadnego sensu i nic mnie nie trzyma.
Wiem że kto to przeczyta pomyśli jakie to żałosne ale mnie po prostu nie chce się żyć..
Wyglada to tak, jakby poznal kogos nowego.
Nie zalamuj sie, nie on pierwszy i nie ostatni. Nie stalkuj go i nie przesladuj. Daj sobie czas, bo czas zrobi swoje.
Powodzenia.
moze poznal kogos, moze po twoich wyrzutach sam sie zaczal zastanawiac, czy to ma sens..
sensu napewno nie mialo latanie za nim, bo tym dobilas te znajomosc. przeprowadzka tez bez sensu, bo chcesz wszystko rzucic dla faceta, a to nigdy na dobre nie wychodzi. poza tym bedzie ci jeszcze ciezej, bo bedziesz liczyc na to, ze go spotkasz. ona nic nie da, on do ciebie nie wroci, moze jeszcze bardziej bedzie sie czuc osaczony lub bedzie kompletnie zwisac.
masz 31 lat, a przezywasz, jakbys miala 80. jeszcze wiele przed toba, poznalas jego, poznasz kogos jeszcze.
przestanie bolec, potrzebujesz tylko czasu
zmien swoje nastawienie, czasem nawet jezdzac komunikacja miejska mozna kogos poznac
lap kontakt wzrokowy, usmiechaj sie, bo jak bedziesz taka naburmuszona, to kazdego wystraszysz ![]()
zrob cos dla siebie, pobiegaj, pojdz do fryzjera, na zakupy, przygotuj sie na nowe randki
powodzenia
hm, nie wydaje mi się by kogoś miał, najgorzej boli to że było między nami ok, a nagle się popsulo moim zdaniem przez niepotrzebne nieporozumienia, ja i tak będę mieć wciąż nadzieję, nie potrafię inaczej, wiem jaki był za mną, jeszcze niedługo przed rozstaniem, to raczej chodzi o to że on stwierdził że widzimy się tyle co nic, i że lepiej będzie jak pozna kogoś na miejscu..
teraz podchodzę do tego bardziej z dystansem, ale wciąż mam przeczucia że byliśmy dla siebie..
Kochana, współczuję Ci i głęboko wierzę, że jeszcze kogoś spotkasz , ja też poznałam dość pózno kogoś i to w najmniej spodziewanym momencie - na stacji
tylko to się stało jak zaakceptowałam i pokochałam siebie, zmieniłam nastawienie, a to bardzo ważne dla faceta.
Nie powinnaś czynić sobie wyrzutu z powodu jakiegoś jednego wypowiedzianego przez siebie zdania czy nawet kilku. Masz do tego PRAWO , wiesz ile ja miałam wątpliwości na początku mojego związku mimo że też sądziłam że to bratnia dusza itd no i dalej się zdarza, właśnie jestem po ciężkim weekendzie , bo też sobie coś wyjaśnialiśmy, mieliśmy problem, ale wiesz co? jeśli OBU stronom zależy - nie ma bata , rozwiązą każdy problem i nie ma tak, że z dnia na dzień przestaną kochać- nie ma opcji. Nic sobie nie zarzucaj. Wątpliwości są po to by je rozwiewać, by wzajemnie rozmawiać przede wszystkim, a nie zaraz się poddawać i uciekać, milczeć , krzyczeć to każdy umie i nie sztuka. Ja myślę, że powinnaś sobie wybaczyć, nie mieć pretensji, bo uwierz , gdyby to była prawdziwa miłość - przetrwałaby każdą burzę. Nie ma że z dnia na dzień się takie decyzje podejmuje, ja na pewno z chłopakiem zawsze staramy się ratować związek i nie powiedziałabym Mu nara z dnia na dzien, choćby ze względu na szacunek i sympatię, bo z czasem to bardziej sympatia niekiedy.Tyle nas i was przecież łączyło.Nie wiem co się zadziało, możemy słuchaj gdybać a i tak to tylko domysły, trzeba uszanować jego dziwne zachowanie. Nie wyjeżdżaj, nie błąkaj się, nie marnuj życia. Pomyśl o sobie, zadbaj o siebie przede wszystkim Kochana :*
Jestem z Tobą i Cię rozumiem, bo sama latami walczyłam o taką pewną znajomość, to nie był związek, dłuższa story, suma sumarum - zrozumiałam jedno - nie ma sensu latać za facetem i jak mówi że nie ma czasu = nie chce , nie zależy Mu, nie ma c zegoś takiego. Teraz mam chłopaka , któremu zależy i to widać oraz to motywuje żeby dla Niego rownież się starać. Zyczę Ci z całego serca dużo miłości do siebie a wtedy znajdziesz z pewnością prawdziwą miłość ![]()
Jeśli chcesz mogę Ci podesłać na maila takie materiały w stylu jak przyciągnąć miłość życia, zresztą możesz poszukać o tym w necie, czysta psychologia i wierzę w to. Wszystkiego dobrego :* i nie warto cierpieć przez jakiegoś typa, ktory tak postępuje
Autorko niestety pozostaje Ci odpuscic. Ten mezczyzna ewidentnie nic nie czuje co sam przyznal. Gdyby chodzilo tylko o odleglosc to pewnie daloby rade ale on sie wypalil. Wybacz ale wydajesz sie byc osoba nadwrazliwa ktora bardzo przelewa na drugiego czlowieka swoje zale i frustracje. Byc moze to go wlasnie dobilo bo jak sama piszesz zdarzaly Ci sie takie sytuacje. Nie dosc ze dzielila was odleglosc i tesknota to jeszcze zatruwalas go swoim zwatpieniem. Ja wiem ze dzis jestes tego swiadoma ale zrozum ze pewnych rzeczy nie da sie odkrecic. Jesli jego uczucie zgaslo to na sile go nie wskrzesisz. Zalewajac go fala wiadomosci jescze bardziej pogrzebalas ta relacje bo nawet nie dalas mu szansy na spokojnie przemyslec, byc moze zatesknic. Dlatego odpusc. Nie pisz juz i bron boze nie przeprowadzaj sie do jego miasta bo to juz bedzie totalnie osaczanie. A ze wydaje Ci sie ze jestescie dla siebie stworzeni...wybacz porownanie ale stalkerowi tez sie wydaje ze obiekt jest mu pisany i tylko razem beda szczeliwi i nie przyjmuje innej wersji do wiadomości.
Na dzis dzien powinnas pomyslec tylko i wylacznie o sobie, zadbac o swoje cialo i umysl. Udaj sie ponownie do psychologa, byc moze ten u ktorego bylas nie byl dla Ciebie wlasciwy, poza tym to jest proces i jedna wizyta nie zalatwia sprawy. Uwierz ze jest mnostwo ludzi podobnych Tobie, ktorym sie wydawalo ze zakonczenie zwiazku to koniec ich zycia, a potem okazywalo sie ze to tylko koniec pewnego etapu i zarazem poczatek nowego lepszego. Moze dzis te slowa wydaja Ci sie banalne i malo wiarygodne ale naprawde tak jest. Daj tylko sobie szane. Jestes wciaz taka mloda i cale zycie przed Toba.
dziękuję ci bardzo za taką budującą odpowiedź ;*. mnie bardzo dużo nerwów kosztowały te 3 miesiące. nigdy tak nie cierpiałam. nawet zaczęłam zawalać pracę bo nie miałam siły wstać. Ten chłopak jeszcze dużo winy zrzucił na mnie, bo mi mówił że nie będzie łaskawie czekał aż mi się będzie chciało przyjechać, bo fakt miałam kilka gorszych weekendów i nie przyjechałam do niego na noc, ale w niedzielę, a przecież było zimno i padał śnieg, więc jako mężczyzna mógłby chociaż raz przyjechać i zabrać mnie do siebie autem, ja i tak się starałam, ziąb czy nie ziąb jechałam do niego pociągiem
. on do mnie jeździł autem, ja prowadzę ale nie przełamałam się w zimię jeździć w trasy autostradą. zresztą miałam wtedy przeładowany okres pracą, a mówiłam mu - miną dwa ciężkie miesiące, przyjdzie wiosna i znów będe mieć siłe, i tak jest, teraz mam czas ale on nie dotrwał..
potem znów czułam się winna że go osaczam smsami - bo tak mi raz napisał że gbybym nie pisała do niego tyle to byśmy się jeszcze zobaczyli ale przez moje smsy ma mnie serdecznie dość. Fakt trochę narozrabiałam bo wypytywałam jego znajomych, ale to dlatego że on nagle zmienił front i jak się okazało nie pracował wcale w weekendy, a zresztą już nie wiem gdzie prawda..
zresztą ci znajomi bardzo mnie lubili, nawet mi się wydawało że miałam z nimi lepszy kontakt niż on, i nikt nie zarzucał mi że piszę..nawet gdy ich przeprosiłam..
to boli bo właśnie mój były był taką moją nadzieją bo przed nim zostałam bardzo zraniona i dzięki niemu z tego wyszłam. pamiętam jak dziękowałam życiu że wreszcie mam takiego dobrego chłopaka który akceptuje całą mnie, bo on też długo czekał na mnie jeśli chodzi o zbliżenie, bo miałam blokady spowodowane przeszłością. on też dziękował że mnie spotkał.
wszystko było ok, dopóki nie oddaliliśmy się za bardzo.. ale tak jak piszesz, myślałam że powalczymy o nas, w końcu było mu ze mną tak dobrze.. i sam tak o mnie zabiegał, pisał i pisał, a teraz jest wściekły że ja do niego napiszę..
wiem że to naiwne ale czasem mam cząstkę nadziei że on zrozumie po czasie.. wszyscy byli w szoku co zrobił, a najbardziej ja, bo nic a nic na to nie wskazywało..
feniks, ale to nie było tak że ja go przywalałam wątpliwościami
, on wcześniej też napierał na mnie smsami w czasie znajomości, i też co chwilę pytał co robię, dlatego tak się uzależniłam
ja tylko raz powiedziałam o wątpliwościach. fakt żałuję tego - i fakt też żałuję tego że pisałam do niego te smsy już po - tego nie umiem sobie wybaczyć, powodem było to że z ciepłego człowieka on stał się nagle kimś opryskliwym i nie napisał mi ani jednego miłego słowa, choćby przez szacunek . wiedział dobrze jak cierpię bo sam cierpiał tak wczesniej..w dodatku okłamał mnie w pewnych sprawach prosto w oczy a okazało się potem coś zupełnie innego..
i sam mi wmawiał że będziemy zawsze razem,
mam do siebie ogromny żal i czuję się bardzo winna, nie potrafię sobie wybaczyć i to nie jest tak że przewalam swoją winę na kogoś, jest na odwrót, ja znam szczegóły tego związku.. wiem że zachowywałam się trochę jak stalker
jest mi wstyd i nie potrafię wybaczyć sobie że może zmarnowałam szansę na jakiekolwiek zobaczenie się i zatęsknienie.. wiedziałam że robię źle ale nie potrafiłam przestać.. nie sądziłam że taka sytuacja mnie spotka i jeszcze kilka miesięcy przed byłam spokojem ducha, to wszystko stało się nagle i nie umiałam sobie z tym poradzić
nie obwiniam go o to, uważam że stało się to z obu stron,
Jesli jest tak jak piszesz to tymbardziej odpusc sobie tego goscia. Moze on mial slomiany zapal i szybko trud zwiazku na odleglosc go pokonal. Nie warto teraz tego rozkminiac i gdybac co byloby gdyby. To widocznie bylo nie to. Na sile go nie odzyskasz, mozesz tylko bardziej zniechecic, poza tym co to za frajda odzyskac kogos komu na nas nie zalezy. Lepiej ze to sie okazalo teraz nim zdazylas zmienic swoje zycie dla niego np przeprowadzic sie tam. Skup sie na tym co masz i na ludziach wokol siebie. Zapewne sa jakies kochane osoby ktore Cie moga w tym wesprzec. Przeczekaj ten najgorszy moment i zaufaj ze wkoncu smutek i tesknota odpusci.
Nie masz za co dziękować kochanie :*, doskonale Cię rozumiem, Też długi czas się udziłam , że mój wymarzony przystąpi do akcji, ale niestety u facetów to raczej tak nie działa, że po jakims czasie ot tak zamyślą wrócić, odnowić kontakt. Nie chcę zabijać w Tobie nadziei , ale nie ma sensu się tak temu poświęcać, szkoda energii.
Widzisz piszesz, że to Ty głównie dojeżdżałaś, trochę niefajnie to o Nim świadczy. Facet jeśli Mu zależy dojedzie wszędzie i nie pozwoli się tłuc dziewczynie w zawieje, te drobne gesty składają się na miłość. Rozumiem Cię , wiem, że łatwo się mówi, sama mam przypływy i odpływy, ale zawsze w gorszych chwilach tzn gdy wrócą myśli o tamtym, co by było gdyby, tłumaczę sobie, że do tanga trzeba dwojga, jak w tej piosence. Ostatnio ktoś mądry powiedział mi że nie ma co myśleć o tym co by było , co by mogło być gdyby coś tam...bo widocznie NIE MOGŁO . Czasem dla naszego dobra coś nie wychodzi. Wierzę, że czeka Cię coś/ktoś lepszy. Daj znać o tym znać na forum
tylko się otwórz :* żebyś nie przegapiła prawdziwej miłości
Jeśli komuś zależy nie odpuści. To co prawdziwe, nigdy się nie kończy. Życzę Ci powodzenia , Twoja historia i Ty wydajesz się mi być bardzo bliska
sądzę, że w realu znalazłybyśmy wspólny język. Ciekawe skąd jesteś
trzymaj się !
A i jeszcze dodam, że na odległość zawsze idealizujemy,tak naprawdę nigdy nie wiesz jaka ta osoba byłaby na co dzień, skoro już w weekend za bardzo nie można na niego liczyć. Poza tym niczego nie straciłaś, zyskałaś nowe doświadczenie, wyciągnij lekcje i idz do przodu.
natalia 07 jestem z podkarpacia, nie będe pisac z jakiego miasta dokładnie, może na priv bo chcę być anonimowa
to nie tak było że ja głównie jeździłam, jeździliśmy oboje, on też się starał, i chciał jeździć, ale czasem miał focha gdy np to on miał dwa razy przyjechać, myślę że chodziło mu też o spędzanie nocy, bo u niego ja spałam , ale jakoś do siebie zapraszałam go tylko w niedzielę, jakoś tak na dystans byłam, mam wiele dziwactw,
no ale przy nim miałam nadzieję je pokonać, bo on też jest specyficzny. w każdym bądź razie w tym związku byłam zupełnie sobą, i zawsze byłam przy nim pogodna.
dziękuję wam dziewczyny za rady i odzew, to nie jest tak że ja mówię że on jest draniem, po prostu sytuacja do tego doprowadziła
, nie chcę mówić o nim źle bo i tak za tyle mojego dręczenia go to i tak że ani raz jeszcze mnie nie zwyzywał, nie zablokował, nie straszył policją. już nie piszę bo wiem że nie można, i tak ciągle mi pisał że może się jeszcze spotkamy
po prostu bardzo emocjonalnie podchodzę do tego..
wiem że on jest dobrym człowiekiem ale po ciężkim dzieciństwie i przejściach, uważam że czegoś nam zabrakło ale wiem że bylibyśmy szczęśliwi bo to się widzi i wie, jedyne co mam to wierzyć że to co mi jest przeznaczone będzie dla mnie
buziaki.
dodam jeszcze że jest jeszcze bardzo upartą osobą na którą im więcej się napiera tym więcej się odsuwa, więc teraz odpuściłam. sam mi raz napisał - opduść, potrzebuję czasu, ale nigdy nie było żadnych przekleństw, ja też nigdy go nie wyzywałam, raczej były to miłe smsy ale fakt nękające
dziewczyny to znowu ja, jakoś sobie nie radzę, wracają potężne wyrzuty sumienia, że to ja zaniedbałam ten związek.. ostatnio wrociłam do naszych wiadomości i przypomniałam sobie że on mówił mi że przez to że go olewałam jemu wygasły uczucia... no i moje zachowanie po rozstaniu.. jak desperatka, pisałam do niego, znajomych, jego siostry, potem o tym on się dowiedział
ale nie pisałam nic złego, po prostu próbowałam ratować kontakt, pisałam o nim w porządku, może zbyt nahalnie się wypytywałam, ale to on mnie oszukał więc zrujnował moje poczucie bezpieczeństwa.. to był straszny czas..dobrze że nic mi się wtedy nie stało...
myślałam że ktoś z nim porozmawia.. że się pogubił.. ale on mnie znienawidził.. na każdą moją próbę odpowiadał mi nienawiścią.. nawet gdy przepraszałam...
on też mnie okłamał.. bo gdy się rozstawaliśmy okłamał że będzie pracował pół roku na okrągło nie mając czasu dla mnie.. dowiedziałam się od osoby trzeciej że ma dużo wolnego.. to wszystko i jego nagłe urwanie kontaktu otworzyło we mnie 'puszkę pandory' tą całą nerwicę i rozpacz, nie panowałam nad sobą, pisałam, pisałam,
i czulam się coraz gorzej, mściłam się na samej sobie, nie jedząc, chodząc ubrana w byle co, nie myjąc głowy przez tydzień, chodziłam spać nie zmywając makijażu, jak nienormalna.. jemu nie powiedziałam ani raz słowa złego, nienawidziłam się coraz bardziej... i wciąż się pogrążałam..
w końcu on napisał mi że ma mnie dość i żebym zapomniała o nim na zawsze...
wychodzi że wszystko to z mojej winy .. ![]()
a ja po prostu tak reagowałam na tą sytuację, bo człowiek który był mi tak bliski z dnia na dzień pokazuje zupełnie inną twarz.. nie umiałam sobie z tym poradzić psychicznie, zrozumieć, no bo przecież jak - osoba co ci mówi że jesteś jej skarbem i troszczy się nagle tak zmienia front.. to nawet jeśli narobiłam całego tego syfu skoro mnie znał i byliśmy tak blisko jak może uważać mnie za intruza ..
po prostu jestem wrażliwą osobą
czuję się okropną osobą.. ![]()
wcześniej byłam szczęśliwa i pełna życia a teraz jestem wrakiem człowieka, codzień jak maszyna jak by mnie nie było, od 4 miesięcy jak by nie ma mojej osobowości, osoby silnej pełnej humoru, jakby zostały zgliszcza, nienawidzę siebie..
nie dziwne że on mną gardzi za takie zachowanie..
Autorko, masz ze sobą ogromny problem i obawiam się, że forum jest niewystarczające w tej kwestii, wybierz się ponownie do specjalisty-tym razem do lekarza czyli do psychiatry. Pomóż sobie bo to za długo trwa i ewidentnie sobie nie radzisz sama.
Współczuje twojej sytuacji, ale czasu nie cofniesz, za to jesteś młoda i masz jeszcze ogromną szansę znaleźć w życiu miłość. Tylko zrób wszystko żeby drugi raz nie popełnić tych samych błędów. Patrz do przodu, w przyszłość, nie za siebie. Było minęło- wiemy o sobie tyle na ile nas sprawdzono. Ty dowiedziałaś się, że masz duży problem z budowaniem relacji- pora się tym problemem zająć, rozwiązać go i żyć szczęsliwie dalej.
Na jednym facecie świat się nie kończy, chyba że sama tego chcesz i popadniesz w obłęd.
Katia - bardzo ci wspolczuje, naprawdę
Ja tez mam niestety sklonnosci do popadania w paranoje jak mi na kims zależy...
A sosenek dobrze radzi - spotkaj się koniecznie z psychologiem, terapeuta - na pewno nie zaszkodzi a może b pomoc, sama się do skorzystania z takiej pomocy przymierzam.
Jakby co - to pisz! Możesz tu albo na priva. Daj znac.
wiem dziewczyny moja rodzina tez mi to radzi - idź do psychologa na terapię, nie radzisz sobie, moja mama mówi że nie może patrzeć jak jej dziecko się niszczy,
najgorsze jest że ja mam straszne poczucie winy i to że nie porozmawialismy ze sobą szczerze i sokojnie - on odkąd mnie zostawił stał się zupełnie opryskliwym człowiekiem i chciał zupełnie urwać kontakt. a jeszcze 2 tygodnie przed się kochaliśmy i mówił, pisał 'słoneczko'.
najgorsze było że na żywo powiedział mi że zależy mu na mnie ale ten związek to wegetacja bo on będzie pracował w każdy dzień i nie będziemy się widzięc. potem od osoby trzeciej dowiedziałam się że to kłamstwo - on w ten sposób chciał się mnie pozbyć
- to właśnie to spowodowało taki szok, że powiedział mi że chce być sam a kilka dni po rozmawiał z kimś przez internet..
to jest straszne.. najgorsze że ja siebie o to wszystko obwiniam - tak pragnelabym pocieszenia i rozmowy z jego strony - żeby spokojnie mi powiedział że przeszło mi, zostańmy przyjaciółmi, ale on tylko mi pisał daj mi spokój, już kilka dni po rozstaniu, nawet w trakcie rozstania gdy pytałam jak mu minął dzień to nie odpisywał i opryskliwie że jak miałem niby odpisać skoro nie mam wolnej ręki bo pracuje!
w czasie rozstania też zmienił się - stał się oschły i nawet na mnie nakrzyczał, taka zupełnie inna osoba niż 2 tygodnie wcześniej
wszyscy mi mówią że to on był niedojrzały i postąpił okropnie bo odsunął się tak nagle, nic wcześniej nie mówiąc a jeszcze przespał się ze mną (mój pierwszy raz mimo późnego wieku)..
najgorzej jest zaakceptować że nawaliłam - chodzi mi o moje zachowanie po.. poprostu pisałam ale swoje uczucia
wiem że go męczyłam, tylko to co wtedy ze mną się działo - nerwica, itd..
wpadłam w paranoję, nie umiem sobie wybaczyć że pisałam do niego, ale z drugiej strony ludzie mi mówią że to są pierdoły którymi się przejmuję bo gdyby on miał za grosz współczucia to odpisał by mi jakoś miło uspokajając mnie, w końcu byłam dla niego taka ważna ![]()