Witam. Nazywam sie Krzysiek. Zakladam ten temat zeby sie wygadac. Jestem ze swoja partnerka od 4 lat. Jest mlodsza o 10 lat. Mamy dzieci. Od momentu kiedy zaszla w ciaze, az do teraz, czyli ok. 2 lata nasze zycie to koszmar. Predzej bylo fajnie i normalnie. Zaczelo sie od tego, ze moja partnerka zaczynala klotnie o byle co wymyslajac cos czego nie ma, bo jak potem tlumaczyla - chciala sie poklocic. Zaczela kontrolowac mi telefon, co ogladam. Blokuje kanaly w tv. Wszystkie filmy dla niej to porno o teklamach nie wspomne. Zganialem to na karb hormonow, ale nadal jest to samo. Ciagle ma mnie za klamce, jest chorobliwie zazdrosna. Robila mi klotnie i sceny w miejscach publicznych wmawiajac, ze ogladam sie za innymi. Idziemy gdzies z dziecmi to ona patrzy gdzie ja patrze. Nawet wojne o kreskowke zrobila jak z dzieckiem ogladalem bo byly tam postaci w bikini. Poklocila sie z sasiadami bo stwierdzila ze mnie lubia a jej nie. No mnie juz tez nie lubia. Zmusza mnie do przeprowadzki wiedzac o kredycie. Oboje pracujemy. Nic nam nie brakuje. Jej rodzina to alkoholicy i samobojcy. Partnerka ma za soba proby tego typu. Nie pije. W ciazy ciela sobie rece zyletkami. Znajomych juz nie mam bo ich sklocila ze soba i zerwali ze mna kontakty. Nie znosze byc w domu. Popadlem w nerwice. Robila mi awantury o zareczyny. Dla spokoju to zrobilem z czasem liczac ze znormalniejemy, ale to zwiazalo sie z pogorszeniem sytuacji. Poczula sie pewniej. Ciagle krzyczy, wyzywa. Ostatnio mnie uderzyla w nerwach. Odszedlbym gdyby nie dzieci i presja moich Rodzicow. Nie lubie siebie takiego jakim teraz jestem. Nie mam erekcji juz i to jest kolejny problem i powod do wojen. Do tej pory mialem znajomych usmiechalem sie. Teraz jestem obojetny i apatyczny. Po klotniach mowi ze to przeze mnie wszystko. Nigdy nie przeprasza. Ja robie pierwsze kroki. W glowie mam bagno. Ciesza mnie moje dzieci i praca ktora lubie. Juz nie licze na normalnosc. Jestem osoba po rozwodzie. Moja poprzednia zona wpedzila mnie w dlugi i moich Rodzicow i odeszla z innym majac z nim dziecko ktore okazalo sie nie moje. Podczas klitni obecna partnerka ciagle mi to wypomina.Dba o siebie tylko jak wychodzi z domu. Matka jest dobra uwazam. Jak mi cos wychodzi i sie chwale to jest zla. Mowilem jej ze mam depresje przez te 2 lata klotni to mnie wysmiala i ochrzanila. Zaprwne bede dalej tkwil w tym dla dzieci. Sciana jest z gumy. Sam jestem cichy i spokojny chodz zrobilem sie rozdrazniony i byle co mnie wkurza. W domu partnerka pobieznie coz ogarnie. A ogol siedzi w telefonie. O czym bysmy nie gadali to i tak idzie klotnia. Wyzywa mnie od bekartow, ciot i pedalow. Boje sie ze kiedys zniknie razem z dziecmi. To zabiloby moich Rodzicow. Mowi komu moge mowic czesc. Kaze mi siadac samemu w autobusach, a jak widzi ze z kims gadam to potem jest awantura. Duzo tych chorych absordow. Nosze maski. Dziekuje ze moglem sie wygadac.
Podobne tematy
Chciałeś się wygadać... ok, rozumiem. Ale pomocy jakiejś nie chcesz? Nie szukasz?
Autorze.. i nic nie chcesz zrobić z Twoją sytuacją życiową?
Wiesz że jesteś ofiarą przemocy psychicznej?
Tak - zdaję sobię z tego sprawę. Szukam rozwiązania najlepszego dla moich dzieci. O moich schorowanych Rodzicach, że już nie wspomnę. Zapewne sam bym nie uwierzył mężczyźnie w tak chore opowieści, gdybym sam tego nie doświadczył. Kiedy starałem się porozmawiać z pewnymi osobami o przemocy domowej wobec mężczyzn - po prostu zostałem wyśmiany (facet? ofiara? a walnij jej to sie uspokoi! itd. itp.) I nawet to rozumiem, bo w naszej kulturze jest to jakiś temat tabu. Pomóc mogę sobię jedynie ja sam - nikt inny. Szukałem na internecie miejsca dla takich mężczyzn jak ja i niczego nie znalazłem. To samo z jakąś organizacją. Myślę nad założeniem forum w tej tematyce - aby faceci mogli się wygadać, pomóc sobie, etc. Poza tym w naszym kraju przy rozstaniach dzieci na ogół trafiają do matek, a rozłąki z nimi bym nie przeżył już chyba. Dziąki za zainteresowanie. Pozdrawiam!
5 2017-06-28 12:07:46 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-06-28 12:18:39)
Pogotowie Niebieska Linia - dzwoń. Nie wyśmieją Cię, a na pewno podpowiedzą coś sensownego. Nie pamiętam numeru, ale w internecie znajdziesz.
Polecam też Kryzysowy Telefon Zaufania (116123), do którego wprawdzie niełatwo się dodzwonić, ale jak się uprzesz, to się uda. Bardzo mi te instytucje pomogły stanąć na nogi w trudnych chwilach.
Są też Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, gdzie bezpłatnie można skorzystać z pomocy psychologa i prawnika. Wiem, bo korzystałam.
Możesz też na początek zaproponować żonie terapię małżeńską, na co nie żałowałabym pieniędzy. Znając jednak trochę życie, wątpię, czy się zgodzi. A szkoda, bo sprawcy przemocy też stali się nimi z jakichś przyczyn i nie mniej są pożałowania godni niż ich ofiary.
Musisz być stanowczy i konsekwentny, inaczej żona będzie tobą grała całe życie, a Ty się wykończysz. Nawet dla dzieci nie warto. Dla dzieci lepiej, żeby tata był spokojny i pogodny.
Ja byłam i ofiarą przemocy, i trochę sprawcą niestety (dziś wiem, że wynikło to z głębszych moich problemów). Jestem rok po rozwodzie, kilka lat po wyprowadzce od męża Uszanowałam wolę syna i pozwoliłam mu mieszkać u ojca, ale zrobiłam wszystko, by nie stracić z nim więzi. Udało się. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale to już samo życie. W ogólnym rozrachunku czuję, że wygrałam i Tobie też tego życzę.
Nie daj się zniszczyć!
Tobie samemu też nie zawadzi kontakt z psychologiem w celu przyjrzenia się własnym wyborom i błędom. Coś jest na rzeczy, skoro dwa razy wpakowałeś się w toksyczne związki.
Ja swoje problemy rozgryzłam zagłębiając się w liczne publikacje psychologiczne, wcześniej wiele uświadomił mi realny psycholog, do którego trafilam próbując ratować moje małżeństwo.
6 2017-06-28 12:10:20 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-06-28 12:19:30)
To prawda, że głównie mówi się o przemocy mężczyzn wobec kobiet, ale przecież nie brakuje rozwdrzonych bab (przepraszam za tę dosadność), którym się wydaje, że im wszystko wolno tylko dlatego, że są kobietami, i dla ktorych facet to nie człowiek.