spotykam sie z Nim już od jakiegos czasu a jednak ciągle mi czegoś brakuje,może ma na to wpływ to,że jesteśmy w jednym wieku...ale nie przeszkadzało mi to,bo gdy jesteśmy razem to jest cudownie,"ale" pojawia się w momencie gdy w gre wchodzą jego kumple...we wtorek mial miec męski wieczór,ale skonczyło się to tak,że był z dwoma kumplami i pojechali na impreze z dwoma dziewczynami z klasy kierowcy,mój D.tłumaczył się,że nie miał wplywu na to bo to nie on był kierowcą a to były koleżanki kumpla,więc nie mogł rządzic kto jedzie a kto nie,a dlaczego mial zrezygnować z imprezy...nie robiłam więc o to awantury,powiedzialam tylko,że mi przykro,że nie pomysleli wtedy o mnie a byłam sama w domu...a dziś zaproponowałam żeby przyjechal do mnie jutro i co usłyszałam?? "zgadamy się jutro bo obiecałem kumplom,że może wyskoczymy razem do baru" ... no i nie wytrzymalam,powiedzialam,że gubie sie w tych relacjach,gdzie w jego zyciu jestem ja,bo nie chce byc lekarstwem na nude,gdy nikt inny nie zaproponuje wyjścia"...powiedzial,że przyjedzi dziś... a w piątek pewnie wyjdzie z kumplami do baru gdzie będą tez moimi znajomi i powie mi "przeciez byłam i przed wczoraj i wczoraj" ...no i jak to wygląda... jak wolny związek,bo częściej inni widzą go z kumplami niz ze mną;(
nie jestem jakaś tam nietolerancyjna,niech ma tych swoich kumpli,ale ja też chce czuc,że jestem ważna a nie słuchac opowieści od moich znajomych co D. robił gdy mnie tam nie było... a zwłaszcza gdy kolezanki opowiadają uszczypliwym tonem...jedna podobno sie do niego przystawiala i chciala nr ..."ale byłem twardy i nie dałem się"D.
co robić...jakich argumentów użyć...nie chce tak:(
liczę na Was...