Witam,
Mam pewien problem, można chyba powiedzieć że z samą sobą. Mianowicie rozstałam się z ukochanym, tzn on rozstał się ze mną, ja tego nie chciałam. Nie układało sie między nami i on miał już dość, chociaż ja chciałam dalej próbować. Sama wcześniej zaproponowałam rozstanie, ale tylko zaproponowałam (chciałam zobaczyć jak zareaguje- wiem, że to było głupie) i jakoś uzgodniliśmy, że będziemy próbować wszystko naprawić. Jednak jemu chyba już przestało zależeć, nie udało sie i doszło do rozstania. Przez kilka tygodni płakałam codziennie i myślałam tylko o tym, że to skończyło się tylko i wyłącznie przeze mnie. Chyba trochę idealizowałam jego zachowanie, bo on też nie zachowywał się wzorowo. Męczyłam sama siebie tylko dobrymi wspomnieniami i poczuciem winy. Teraz jest już lepiej, jesteśmy po rozstaniu ponad 3 miesiące, nie płaczę, nie myślę o nim już tak często, ale... nadal mam nadzieję, że on jednak wróci. Nic na to nie wskazuje, bo nie pisze, nie dzwoni, nie odzywa się. Zero kontaktu, a ja nadal czekam... Czasem wściekam się sama na siebie, że jestem taka naiwna i nadal czekam oraz jednocześnie na niego, że tak mnie traktuje. Sama już nie wiem co robić... Od niedawna umawiam się na randki, nic zobowiązującego, po prostu żeby sie oderwać, ale na każdym spotkaniu myślę tylko o nim. Okropnie mnie to męczy.
Jak długo może to potrwać? Czy kiedyś przestanę czekać?