adiaphora napisał/a: Kiedyś nie było psychologów ani książek i rodzice wychowywali dzieci na ludzi z poczuciem wartości i bez kompleksów. Często prości ludzie, bez żadnej pedagogicznej wiedzy.
Nie sądzę żeby było wielu takich. Skąd ten osąd? Moja mama była wychowywana przez despotycznych rodziców, okrutnych, wręcz znęcali się nad nią (dziś poszliby za to siedzieć). Pamięta, że jej rodzice opowiadali o swoich rodzicach i też nie lepiej byli traktowani. Moja mama mnie biła i wyzywała, ale nie stosowała takich drastycznych metod jak jej rodzice i uważała, ze wychowuje mnie dobrze, że z miłości to robi, bo w końcu tak nie cierpiałam jak ona, miałam sobie i tak sto razy lepiej. Mój ojciec też był surowo wychowywany. Trzy moje koleżanki miały podobną sytuację do mojej i moich rodziców. W pracy kiedyś o tym rozmawiałyśmy i tylko JEDNA przyznała, że miała wspaniałą matkę, dzieciństwo sielskie anielskie.... a reszta... nie chciała opowiadać lub przyznała, że było bicie i poniżanie. Czyli prawie nikt nie został wychowany na pewnego siebie, bez kompleksów.
Uważam, że dopiero psychologiczne przekazy spowodowały, że wreszcie ludzie zaczęli otwierać oczy i zastanawiać się nad konsekwencjami swoich działań, zaczęli być świadomi co z czego się bierze.
Np. moja mama nigdy nie mówiła, że nas kocha bo wydawało jej się, ze skoro daje jeść, ubiera, dba o zaspokojenie najważniejszych fizjologicznych potrzeb, to już pokazała, że kocha...po co jeszcze mówić. A ja czułam się niekochana... prozaiczne, ale dopiero dzisiejszy nacisk, że należy okazywać emocje, mówić o miłości, spowodował, że się mama nad tym zastanowiła.
Psychologicznie są różne teorie i każdy musi znaleźć swoją, dostosowaną do swojej sytuacji.
cslady napisał/a:Co do komplementów, to według mnie mają mniejszą moc rażenia, gdy słyszymy je od osoby, która jednocześnie nie umie konstruktywnie skrytykować.
To chyba zależy od potrzeb człowieka.
Komplementy od bliskich inaczej są odbierane niż od obcych -tak to wygląda u mojej córy. Gdy ja mówię, to słyszę... "ale ty zawsze tak mówisz, bo mnie kochasz" "wierzę ci, ale ty jesteś moją mamą i zawsze tak mówisz", jednak gdy powie to ktoś inny (sąsiadka, znajoma, sklepowa, nauczyciel itp) to nagle komplement trafia w samo serce. Chodzi uchachana cały dzień, choć ja jej to mówiłam wielokrotnie i trafiało obok
. Tak jakby aprobata środowiska była bardziej potrzebna, niż nasza. Prawdo podobnie dlatego, że ją ma na codzien, a niska samoocena domaga się podwyższenia.
Natomiast do mnie bardziej trafią komplementy od bliskich, bo mam braki z dzieciństwa. Nie chwalono mnie, nie aprobowano, nie doceniano. Ogólnie nie podważam komplementów od obcych, w końcu każde miłe słowo dowartościowuje, ale największą moc mają te, których oczekujemy najbardziej, których nam brakuje.
Taki mam punkt widzenia
.