Hej, parę dni temu wydarzyła się dosyć niecodzienna, a przynajmniej obca dla mnie sytuacja, i dopiero teraz zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze postąpiłam ...
Dwa miesiące temu zmieniłam kierunek studiów. Trafiłam na ludzi, którzy już od dwóch lat są ze sobą, jako tako się znają, natomiast ja jestem "tą nową", wszystkich znam na tyle, na ile pozwoliły te dwa miesiące - czyli praktycznie w ogóle.
Na moim kierunku jest mało chłopaków, ale każdy z nich wydaje się być bardzo ok, tak wywnioskowałam. I tutaj zaczyna się historia.
Kilka dni temu w przerwie między zajęciami jeden z ów chłopaków dorwał mnie na korytarzu i zapytał, czy nie miałabym ochoty towarzyszyć mu na ślubie, który jest za dwa (!) tygodnie. Odruchowo się zgodziłam, choć byłam w szoku, bo po pierwsze wydawało mi się, że gość za mną nie przepada (często żartował na mój temat, niewinnie, acz żartował, po prostu jak widać źle to zinterpretowałam), a po drugie ... my się niemal w ogóle nie znamy, owszem, często rozmawialiśmy na zajęciach, on do mnie zagadywał wielokrotnie, ale to przecież nic wielkiego.
Teraz mam w głowie masę wątpliwości, czy aby na pewno dobrze zrobiłam przyjmując zaproszenie, bo ani ja go nie znam, ani on mnie. Na pewno nie narobię nikomu obciachu, myślę, że jestem dość kumata, z każdym porozmawiam, niemniej jednak ... czasami jest tak, że ludzie mówią zupełnie innymi językami i to jest norma, nie każdy w końcu musi do każdego pasować.
Kolejnego dnia pomógł mi na uczelni z notatkami, byłam kompletnie nieprzygotowana, następnie zaś zaprosił na kawę, tym razem odmówiłam, bo byłam umówiona z przyjacielem i naprawdę nie chciałam go wystawiać, zareagował uśmiechem i powiedział, że jasne, rozumie.
Na początku sądziłam, że ktoś go po prostu wystawił, dlatego szuka osoby towarzyszącej DWA TYGODNIE przed weselem, ale potem z rozmów z nim prowadzonych wywnioskowałam, że nie miał w planach tam iść w ogóle (sam się wydał, nie powiedział tego dosłownie, ale dość dobitnie zasugerował, chyba zresztą nieświadomie).
Co mam myśleć o całej tej sytuacji? Jak powinnam była się zachować? Z każdym dniem coraz to bardziej panikuję i nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam, mam teraz ogrom wątpliwości w związku z tym wszystkim, ale przecież nie wypada teraz odmawiać ... Jakiś ratunek tutaj, złote rady ? ![]()