Jak radzić sobie z napadami nerwów? Jestem raczej osobą opanowaną i spokojną, ale niekiedy wybucham z byle pretekstu. Czasami pod wpływem nerwów rzucę jakimś przedmiotem, uderzę coś pięścią oraz podnoszę strasznie głos. Gdy emocje lekko opadają to od razu zalewam się łzami, a wyciszenie się całkowite następuje po jakiś 1-2 godzin. Czy to może być nerwica? Jak sobie z tym poradzić?
Różne są objawy nerwicy, myślę, że takie napady to jeden z typowych. A czy jest coś co najbardziej wyprowadza Cię z równowagi? Czy może złościsz się o pierdoły? Jeśli tak to może być efekt kumulowania negatywnych emocji związanych z poważniejszymi problemami, które czasem, nieoczekiwanie znajdują ujście. Łatwiej panować nad nerwami, gdy wiemy co tak naprawdę nas denerwuje.
Nie ma konkretnej rzeczy czy osoby która mnie wyprowadza z równowagi. To są głupstwa typu sprzeczka z matką, niemożliwość zrobienia danej rzeczy, upuszczenie czegoś z rąk...
Nie sądzę, żeby to była nerwica, taki masz charakter. Normalnie Cię ponosi, każdemu się to zdarza. Jedni są bardziej nerwowi, inni mniej. Musisz ćwiczyć swoją siłę woli i próbować ograniczać te napady nerwów, to i tak nic nie daje. Spróbuj się opanować, bo kiedyś przez przypadek możesz komuś zrobić krzywdę ![]()
Moze problem jest gdzies indziej a własnie w ten sposob emocje znajduja ujscie, nie wiem czy takie proby panowania nad soba cos dadza, moim zdaniem to takie budowanie tamy a rzeka i tak jak bedzie silna to ja ominie i wypłynie w innym miejscu. Sa ludzie co sami sie kaleczą, są ludzie którzy bija innych, sa tacy co niszcza jakies rzeczy, jakkolwiek by na to nie patrzec nie jest to calkiem zdrowe.
Miałam kiedys chłopaka, który o byle co (własnie nie jakies powazne problemy ale bzdury) tak sie wsciekał i nieważne było gdzie był, z kim, walił piesciami, kopał czasami nawet głowa uderzał i rzucał jakimis przedmiotami wrzeszczac do tego, nigdy mnie nie uderzyl ale zawsze sie tego balam. Czasami mysle, ze próbował tez zwrocic na siebie uwage. Ja raczej tak nie robie, jezeli juz to płacze, czasami do momentu az sie zmecze i wtedy boli mnie głowa, oczy i nos mam napuchniete i czuje sie podle, ale jakos mi to pomaga, jak dzieciak
A propos dzieci, moze tak sie zaczyna bicie własnych pociech od szarpania, popychania, klapsów itd.
Co gorsza to potrafię się samo okaleczać.... Dzieci nie mam, a ze swoim partnerem nie jestem długo,a problemy te się pojawiają odkąd pamiętam. Kiedy kłócę się z matką to mam ochotę wziąć coś i zakończyć to, na swoim albo na jej zdrowiu... Miałam ciężkie dzieciństwo (tj. ojciec był alkoholikiem i znęcał się nad matką fizycznie oraz na mnie i moim młodszym bratem psychicznie). Boję się także że nie będę potrafiła dać własnym dzieciom to czego pragnęłam najbardziej, czyli miłości i kochającej się rodziny.... chcę jedynie zapomnieć kiedyś o tym co było, raz na zawsze....
zapomniec sie nie da tylko stosunek Twoj moze sie do tego zmienic, niejasne to wszystko jeszcze tez jest dla mnie, moze po terapii cos tam mi sie rozjasni. Np. moj ojciec alkoholik zmarł a z matka która mnie lała nie mieszkam i mam sporadyczny kontakt a moje demony nadal mnie scigaja po tylu latach
Dobrze jednak, ze tu piszesz bo od czegos trzeba zaczac a ja zycze Tobie wytrwałosci ![]()
Matka właśnie powtarza mi ciągle, że jestem czystym tatusiem- agresywna i ze skłonnościami do popadania w uzależnienia... Ciężko jest mi czasami wytrzymać sama ze sobą, bo wiem że często swoimi słowami ranię najbliższych. I te nerwy... Jak miałam z 14-15 lat to nawet wybiłam szybę u siebie w domu z nerwów, gdy kłóciłam się z ojcem napitym.
Ja gdy mam atak, wychodzę do miejsce gdzie nie ma nikogo ( inny pokój, klatka schodowa) pale papierocha i jak się uspokajam to wracam z udawanym bananem.
Też dobry pomysł... A powiedzcie mi czy da się to jakoś całkowicie wyeliminować?
Ja chce w to wierzyc ![]()
Wczoraj ogladałam wykład jakiegos profesora na temat dzieci "wychowanych" w rodzinach gdzie jest przemoc i rodzic ma np. problem alkoholowy, porównał taka rodzine do gniazda, które w normalnych warunkach powinno chronic ale w takiej rodzinie samo z siebie jest zagrozeniem. Takie dziecko jest karmione toksycznym pozywieniem, które wydaje sie, ze nie jest mozliwe by je strawic i nie dosc, ze jest karmione toksycznym pokarmem to nie dostaje nawet dobrego pokarmu. Ja wiem, ze to niesprawiedliwe i ze czasami gdy próbujemy sie zwierzac słyszymy "łe, co ty tam mozesz miec za problemy, posłuchaj mojej historii...", ale zycie w takim srodowisku jest straszne , nie mozemy brac odpowiedzialnosci za naszych rodzicow, sa dorosli (nawet jezeli swoim zachowaniem przecza temu), ale my zasługujemy na pomoc. Jezeli nikt z najblizszych nie chcial Ci pomoc bo np. ojciec pił a matka lekcewazyła Twoje potrzeby twierdzac, ze co Ty mozesz miec za problem bo to ona ma problem z pijakiem a ty jestes tylko gówniarzem i nic nie rozumiesz i niedosc, ze ona musi sie uzerac z pijusem to jeszcze z Toba ma problmy. Brzmi znajomo?
Ale nikt nie byłby "normalny" i zachowywał sie "normalnie" żyjąc w takim koszmarze. Rodzice nie pomoga Ci, bo oni sami sobie pomóc nie sa w stanie, ale to tez nie jest Twoja wina i obowiazek im pomagać. Czas pomyśleć o sobie ![]()
12 2011-10-05 13:48:58 Ostatnio edytowany przez Miriam (2011-10-05 13:49:43)
Moim skromnym zdaniem nie jest to nerwica.
Ataki złości są czymś naturalnym, a nawet koniecznym, pozwalają nam rozładować napięcie, a nie ma nic gorszego jak tłumienie w sobie negatywnym emocji.
Istotna jest natomiast forma rozładowania emocji - muszą być one akceptowalne, czyli nie mogą stwarzać zagrożenia dla Ciebie i Twojego otoczenia.
Jeśli jednak czujesz, że sama sobie nie poradzisz, skorzystaj z pomocy psychologa, który pomoże Ci skanalizować emocje w odpowiedni sposób.
Ja swojemu dziś już nastoletniemu synowi, zawsze w przypływie złości mówiłam żeby tupał nogami, by cała złość poszła w pięty
Działało!!! ![]()
Chyba jednak czas się przejść i poprosić o pomoc, mimo iż nie wierzę za bardzo lekarzom, a tym bardziej publicznym, a kasy nie posiadam na tyle, by chodzić na wizyty prywatnie ;/
TrzyKostkiLodu- Twoje słowa są mi bardzo znajome. Powiem Ci tak, już od 5 lat nie są małżeństwem, matka znalazła sobie innego mężczyznę, a ojciec inną kobietę, zmieniliśmy mieszkanie, a z tatą spotykam się regularnie co miesiąc (mieszka w innym mieście) i nie czuję do niego żadnego żalu ani nic... Co według mnie jest dosyć dziwne. Ale także boli mnie że z charakteru jestem całkowicie podobna do niego.
Ja ogolnie nie ufam ludziom, nie ufam sobie a co do lekarzy to własnie boje sie, ze trafie na takiego co niby bedzie słuchał ale bedzie dla mnie mało wiarygodny i ze nawet jak mi cos poradzi to ja tego nie wezme do siebie bo pewnie on tak seryjnie wszystkim to samo gada. Ale to takie głupie tracic energie i sie dołowac, ze to na nic zanim sie nie spróbuje. Ehh te czarne projekcje ![]()
Dzis ide na pogotowie, maja tam jakis dyzur, od czegos trzeba zaczac. Wiem, ze bede cały czas płakac, ze bedzie mi ciezko cokolwiek wydusic z siebie, poczatki nie sa łatwe.
Nie no ja ufam ludziom i to za bardzo (to mój słaby punkt). Zresztą nie umiem kłamać, paplam jak nakręcona. Kiedyś właśnie nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka z drugą osobą, ale z biegiem lat minęło to (!). Jeżeli chodzi o lekarzy to moim zdaniem niedouczone, żerujące na czyimś nieszczęściu pijawki... Wiem, to stereotyp, ale takie mam wrażenie. Gdy jestem chora czy coś to nigdy nie chodzę do lekarzy i trzymam się bardzo dobrze z tym, mimo iż chorowałam gdy byłam dzieckiem na astmę oraz byłam w szpitalu co miesiąc na zapalenie płuc, gdzie pielęgniarki faszerowały mnie prochami, bym nie płakała za matką, gdy jej nie było... A najbardziej wtedy mnie bolało to, że ojciec może jej krzywdę zrobić, w czasie gdy leżę w szpitalu... Pamiętam te noce, gdy spałam z np nożyczkami czy nożem pod poduszką, ze strachu, że coś może się stać w nocy...
Tak sobie mysle, ze moze powinnysmy zostac komandosami ![]()
Chodzi o te nożyczki i nóż pod poduszką? ![]()
To tez ![]()
życie jest pełne niespodzianek i to w szczególności tych złych.
Na sters dnia codziennego, a jest przy wychowaniu 2 -latka polecam łyk kawy. Pobudza i wycisza.
Piję kawę
nic nie pomaga
Zrób sobie test na depresję. Jeśli wyjdzie pozytywny, to będziesz wiedziała, co dalej robić. Pozdrawiam
Bardzo zaniepokoił mnie Twój post. Nie ma co tu dyskutować, radzić Tobie, jak opanowac stres, bo moim zdaniem potrzebujesz rozmowy, takie pisanie niewiele da. Radziłabym znaleźc sobie jakieś hobby, które będzie dla Ciebie wazne, na którym sie skupsz, ot choćby czytanie ksiązek, wtedy może będziesz bardziej wyciszona i Twój problem się zmniejszy. Spróbuj postawic sobie cel, żeby w trakcie kłotni, czy też ataku nerwów, znaleźc sobie jak najszybciej zajęcie, iśc na silownie, czy pobiegać, wtedy z pewnościa rozładujesz tkwiące w Tobie napięcie i nie będziesz miała siły, żeby wrzeszczeć, czy uzywac rekoczynow.
Pozdrawiam ![]()