Cześć wszystkim
Jestem nowa, mam na imie Asia i mam 22 lata. Bardzo długo sie zastanawiałam czy zwrócić sie z moim problem na jakieś forum i długo tez szukałam odpowiedniego i mam nadzieje, że sie nie zawiodłam.
Mój problem polega na mojej nerwicy i paranoji. Jakieś dwa lata temu zostawił mnie chłopak z ktorym byłam prawie 3 lata..i zaczęło sie. Wylądowałam u psychologa z objawami nerwicy. Nie mogłam spać, jeść, ciągle wymiotowalam, mialam ataki paniki. Wydawać sie może, że to PRAWIE normalne zachowanie po odrzuceniu przez mężczyznę. Psychiatra oczywiscie przepisał magiczne leki, które miały niby pomóc. Teoretycznie pomogły... Problemy zniknęły, pojawił sie nowy chłopak a z nim jakby nowe problemy.
Od czerwca zeszłego roku, zaczeło sie wszystko od nowa. Zaczełam nową prace, nic specjalnego co wymagało by jakiś nazdwyczajnych zdolnosci. A jednak codziennie rano wstawałam i biegłam do ubikacji wymiotowac. Trzęsłam sie na samą myśl o tej pracy, wróciła także bezsennosc. Prace rzuciłam. Jakie było moje zdziwinie gdy zaczełam tak reagowac na prawie wszystko. Studia, egzamin, dorywcza praca... A co najwazniejsze na mojego nowego chłopaka. Dostaje świra gdy mówi mi, że wychodzi gdzieś z kumplami. Automatycznie wymiotuje, cała sie trzese, nie potrafie zmrużyć oka w nocy, potrafie czekać do momentu az wroci do domu. Wydzwaniam do niego po milion razy kiedy wroci do domu, gdzie jest co robi. Najgorsze jest to, że nie potrafie tego opanować. Jak do niego nie zadzwonie to mam wrazenie ze zaraz umre. Niszczy to mój związek, facet jest zdezorientowany bo nie wie o co mi chodzi. Nigdy nie miałam problemów z jego wychodzeniem, lubiłam gdy wyszedł czasami gdzieś bezemnie. A teraz nie poznaje sama siebie. Zaczełam juz nawet wydzwaniac do jego kumpli gdy on nie odbiera telefonów... Mam wrazenie, że staje sie w ich oczach psychiczna, ale naprawde nie potrafie sie opanowac.
Tydzien temu poszłam znowu do psychiatry. Opowiedzialam jej wszystko, ze wszystkimi szczegółami. Dostałam tylko nasenne leki i jakieś na depresje ktorej wydaje mi sie, że nie mam.
Naprawde nie wiem jak sobie juz radzić, to wszystko mnie już przerasta. Nie chce tracić chłopaka i chce normalnie funkcjonować. Chce iść normalnie na egzamin, do pracy, normalnie wsiaść do samochodu bez trzęsiawki, że kogoś zabije...
Dziewczyny jeżeli ktoras z was przechodzi przez coś podobnego, lub macie jakiś pomysł dla mnie błagam podzielcie sie ze mną swoimi uwagami.
Bedę naprawde wdzieczna ![]()
ASIA jesli nie zmienisz swojego podejścia do życia to żadne leki nie pomogą.Chodzisz do lekarza przepisuje ci cudowne tabletki a czy nie zaproponowal ci jakiegos rodzaju terapi.Jak np radzic sobie w sytuacjach stresowych.Najprostsze rozwiązanie to się nie denerwowac bo wiele jest twoich zachowan nieadekwatnych do sytuacji.Myśle że powinnas zazywac jakies leki ale przede wszystkim pracowac nad sobą.Leki uzależniaja pamietaj o tym.Jest takie mądre powiedzenie"zrob to czego się najbardziej boisz"rzucilas prace z która pewnie bys sobie poradzila...nie pozwol żeby stres cie paraliżowal.Asiu może zmien lekarza,mysle że moze też pomoc jakas fachowa literatura.Poczytaj cos na temat swojego problemu
nic mi nie przychodzi w tej chwili do glowy poza "POtęgą podświadomości"Joseph Murphy,jest tam wiele formulek ktore możesz wcielic w zycie...np:'w dzien i w nocy wszystko mi sprzyja"...takich ktore wzmacniaja naszą wiare w siebie...Trzymaj się Asia i zachowaj spokoj...
3 2011-02-27 13:53:51 Ostatnio edytowany przez wrażliwa (2011-02-27 13:54:59)
Jak np radzic sobie w sytuacjach stresowych.Najprostsze rozwiązanie to się nie denerwowac bo wiele jest twoich zachowan nieadekwatnych do sytuacji.
Kasandro przy nerwicy nic nie pomoże słowo - nie denerwuj się.
Jeśli ktoś nie miał nerwicy, to nie zrozumie o co chodzi.
Nerwica to nie jest zdenerwowanie tu i teraz. Nerwica pojawia się po latach, kiedy jesteś spokojna i nie denerwujesz się niczym, a tu nagle wychodzi z Ciebie coś co jest kompletnie nie zależne od Ciebie.
To oczywiście w bardzo dużym skrócie......... Jeśli ktoś ma lub miał, to myślę, że zrozumie.
Polecam tabletki, bo chociaż nie wiem co człowiek by chciał zmienić, to sami nie damy rady....
Wiem WRAZLIWA wiem co masz na mysli...to napewno bardzo trudne.Ale co mozna powiedziec jak "nie denerwuj sie".Może powinna zmienic lekarza,co za tym idzie tabletki,może terapia,a raczej napewno to cos pomoże.nie można pozwolic zeby strach paraliżowal nasze życie.
Moim zdaniem warto abyś zajeła sie przyczynami a nie skutkami. Psychiatra nie pomoże Ci dotrzeć do źródła problemu-może jednynie załagodzić objawy (farmakologicznie).
Wybierz się do psychologa. Pójdź do psychiatry i poproś o skierowanie do psychologa (jeśli chcesz korzystać z wizyt w ramach nfz), bądź poszukaj w swojej miejscowości psychologa, który przyjmowałby cię prywatne.
Bo problem tkwi głębiej-nie rozwiążesz go szprycując się prochami-szkoda zdrowia...i szkoda go też na zmaganie sie z tak uciązliwymi objawami...
Droga Asiu,
ja też mam bardzo podobny problem a teraz widzę że nie jestem sama. Na początku wydawał mi się trochę dziwny ale teraz go zaczynam rozumieć. Najgorsze albo i zarazem najlepsze jest to że sama jestem po studiach terapeutycznych i pomagam innym znajomym ale jak widać sobie nie mogę. Jednak powiem ci jedno, że ten cały stres jest spowodowany tym że boimy się zostać same, boimy się odrzucenia.Jest to spowodowane niską samooceną, bądź jej nagłym spadkiem, który mógł być wywołany w jakiejś konkretnej sytuacji bądź nawet kilku sytuacjach. Niektóre z nich mogą być tylko przez nas same nakręcone niepotrzebnie. Ja tak mam niestety i teraz dopiero postanowiłam z tym skończyć, ponieważ już mój organizm odmawia mi czasem posłuszeństwa i doszłam na prawdę do wniosku że przez moje zachowanie mogę stracić osobę którą kocham. Ostatnio zastanawiam się coraz częściej czy to wszystko co robię, bo na prawdę staram się aby mój chłopak miał jak najlepiej i dochodzi do tego że nawet zaczęłam odmawiać sobie samej drobnych przyjemności ze względu na niego. A tak nie powinno być! I to wiem, ale widzisz ten lęk i obawa jest zawsze silniejsza. Przez to wszystko też boję się zdawać egzaminów bo nadal się kształcę i jest to dla mnie bardzo kłopotliwe jak muszę biegać do łazienki albo robi mi się słabo a czasem tracę przytomność:( niestety już do tego doszło. Stres tak działa na nasz organizm. Także moja droga nie wiem czy coś ci tą moją wypowiedzią pomogę, ale powiem ci jedno że od dziś staram się żyć normalnie! Zacznę od małych kroczków, a przede wszystkim to należy stanąć przed lustrem i powiem sobie że wygląda się ładnie bo tak na prawdę jest tylko same szukamy kompleksów które nas dobijają, i będę to powtarzać każdego ranka. Zaczynam szukać sobie zajęcia i tego co mnie interesuje abym mogła zapełnić wolny czas. Następnie powinnyśmy zrobić coś dla siebie tzn. dzień regeneracji:) maseczki na twarz, malowanie paznokci, kąpiel, ładny ciuch itp. Żeby dało nam to poczucie piękna i równowagi. Następnie same powinniśmy się umawiać na wyjścia i pogaduchy ze znajomymi. A na sytuacje bardzo stresujące wyczytałam na tutejszym forum że dobra jest joga. Także też warto spróbować, a powiem ci że jak lubisz malować albo pisać wiersze to super terapia. A jak będziesz z chłopkiem to należy nie wypominać mu błędów z przeszłości lub robić aferę o coś głupiego bo to nie ma sensu. Dobrze jest to zamienić np. pocałować go, przytulić się do niego. Spróbować w inny sposób odreagowywać niedobre emocje. I tak na prawdę to warto powalczyć o siebie. Bo ja do tej pory myślałam że nie dam rady ale po przeczytaniu wypowiedzi innych dziewczyn i obejrzeniu wypowiedzi pani psycholog na podobny temat a dokładnie o zazdrosnych dziewczynach dało mi do myślenia. I też ci radzę zrobić 3 głębokie wdechy i brać się za siebie!!!! Pozdrawiam ![]()
Rumianek, a może mi też jakoś pomożesz?
W moich pierwszych związkach zawsze bardzo luźno traktowałam partnera. Dawałam sobie i im mnóstwo przestrzeni. Mój obecny narzeczony od początku był strasznie o mnie zazdrosny. Z czasem mu to minęło, albo po prostu przestał to okazywać. To był początek naszej znajomości i wiedziałam, że kilka razy spotykał się koleżeńsko ze swoją byłą. Zawsze dowiadywałam się o tym po fakcie. I postanowiłam powiedzieć mu, że nie mam nic przeciwko, ale chciałabym, żeby uprzedzał mnie, o takich spotkaniach. Ale on mnie zawiódł. Spotkał się jeszcze kilka razy i zawsze w tajemnicy. Po naszych zaręczynach również się z nią spotkał w bardzo dwuznacznych okolicznościach. To spotkanie wyszło na jaw. A pamiętam jak opowiadał co wtedy robił kłamiąc mi w żywe oczy. Od tamtej pory stałam się chorobliwie zazdrosna. I nic tego nie potrafi zmienić. Przez jakiś czas z tym walczyłam tłumacząc sobie, że on mnie kocha i przeprosił za tamto i nie powinnam mieć wątpliwości. Niestety kolejne moje głupie zdawałoby się domysły okazywały się prawdziwe. Gdy tylko nie było mnie w pobliży on smsuje z koleżankami, albo spotyka się z nimi. Ale gdy zapytam się go wprost zawsze zaprzecza. Niestety znalazłam kilka niezbitych dowodów, że narzeczony mnie oszukiwał, być może nadal oszukuje. Teraz już nie potrafię myśleć normalnie, bo wiem, że moja wyobraźnia nie jest wybujała. Nie potrafię znieść myśli, że on ma jakąkolwiek koleżankę bo dorabiam do tego milion scenariuszy. Nie wiem, czy w tym związku mogę jeszcze odnaleźć zaufanie do niego. Ale ponieważ znajduję się teraz na rozdrożu (3 tygodnie temu wyprowadziłam się od niego, żebyśmy przemyśleli cały nasz związek) zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę jeszcze w stanie zaufać jakiemuś mężczyźnie i dać mu przestrzeń nie szalejąc z zazdrości.