Witam was
czuję potrzbę podzilenia się miom bólem, ukojeniem cierpienia.
Od pół roku jestem mężatkom - życie jednak mi się nie układa. Stosunki z mężem z dnia na dzień są coraz gorsze
wszystko się wali. ciągle sie kłócimy. Mam kiepsko płatną pracę, mieszkam z teściami. A na dodatek wczoraj prawie zagryzłby mnie pies mojego męża. Nikt nie zareagował. dziś mam na ręce i nodze kilka szwów - jestem bogatsza o parę doświadczeń - zaliczyłam znów wiadro wypłakanych łez. wyprowadziłam się z domu - do rodziców. Czuje na sobie ich triumfujący wzrok i pogarde "znowu ci się nie powiadło"...
jest mi smutno
nie oczekuję komentarza, pociechy, niczego
chciałam tylko zostać dostrzeżona