Są rzeźby, które ogląda się przede wszystkim jako piękne przedmioty. Są też takie, przy których pierwszą reakcją nie jest zachwyt, ale pytanie: co tutaj właściwie się wydarzyło? „Laokoön i jego synowie” należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie jest spokojny bóg stojący w idealnej pozie, jak Apollo. Nie jest to też człowiek, który dopiero za chwilę podejmie walkę, jak Dawid Michała Anioła. Laokoön już walczy. I właściwie już wiadomo, że tej walki nie wygra.
Przed nami znajduje się mężczyzna oplątany przez ogromne węże, a obok niego dwóch młodych chłopców, którzy również zostali przez nie zaatakowani. Ich ciała są wykręcone, mięśnie napięte, twarze wyrażają cierpienie. Ojciec próbuje walczyć i jednocześnie ratować synów, ale sytuacja jest beznadziejna. Właśnie dlatego rzeźba robi tak mocne wrażenie: nie przedstawia zwycięstwa, lecz moment, w którym człowiek zdaje sobie sprawę, że jego los został już przesądzony.
## Historia człowieka, który ostrzegał Trojan
Żeby zrozumieć tę rzeźbę, trzeba cofnąć się do mitu o wojnie trojańskiej.
Laokoön był trojańskim kapłanem. Według najbardziej znanej wersji mitu to właśnie on podejrzewał, że drewniany koń pozostawiony przez Greków przed murami Troi może być podstępem. Kiedy inni Trojanie chcieli wprowadzić konia do miasta, Laokoön miał ostrzegać ich przed Grekami.
Jego słynne ostrzeżenie sprowadza się do myśli, którą później streszczano jako „Obawiam się Greków, nawet gdy przynoszą dary”.
I tutaj zaczyna się tragedia.
Według jednej z wersji mitu bogowie zesłali na Laokoöna i jego synów dwa ogromne węże morskie. Węże zaatakowały ich i udusiły. Trojanie uznali to za znak od bogów. Skoro kapłan został ukarany, najwyraźniej musiał obrazić bogów albo skłamać. Koń został więc wprowadzony do Troi.
Jak wiemy z dalszej historii, był to fatalny błąd.
Wewnątrz konia ukrywali się greccy wojownicy, którzy nocą otworzyli bramy miasta. Troja upadła.
I właśnie tutaj rzeźba nabiera dodatkowego znaczenia. Laokoön miał rację, ale jego próba ostrzeżenia rodaków doprowadziła go do śmierci, ponieważ został ukarany za coś, co z punktu widzenia późniejszego przebiegu wydarzeń było prawdą.
To jeden z najbardziej ponurych motywów mitologii greckiej: człowiek może mieć rację, a mimo to przegrać.
## Nie przedstawiono całej historii, tylko jeden moment
Jedną z największych sił tej rzeźby jest to, że nie opowiada całej historii. Artysta nie pokazuje konia trojańskiego, płonącej Troi ani greckich wojowników. Pokazuje tylko kilka sekund tragedii.
I właśnie dlatego widz sam dopowiada resztę.
Patrzymy na Laokoöna i od razu zaczynamy zastanawiać się: co było wcześniej? Dlaczego węże go zaatakowały? Czy próbował uratować synów? Czy chłopcy jeszcze żyją? Czy ojciec wie, że za chwilę umrą?
To bardzo charakterystyczne dla wielkiej sztuki antycznej. Zamiast opowiedzieć historię od początku do końca, wybiera się jeden szczególnie dramatyczny moment i pozwala widzowi zbudować całą historię w wyobraźni.
## Laokoön nie jest przedstawiony jak zwykły człowiek
A jednak jest tutaj coś, co może początkowo wydawać się dziwne.
Laokoön jest potężnym, niezwykle umięśnionym mężczyzną. Jego ciało przypomina ciało idealnego greckiego herosa. Ma ogromną siłę fizyczną, ale ta siła okazuje się niewystarczająca.
I to jest bardzo ważne.
W wielu wcześniejszych przedstawieniach greckiej sztuki piękne, harmonijne ciało było związane z doskonałością człowieka. Apollo był przykładem boskiego ładu, Dawid Michała Anioła później stanie się symbolem ludzkiej siły i możliwości.
Laokoön pokazuje coś przeciwnego.
Możesz być silny. Możesz być odważny. Możesz być inteligentny. Możesz nawet mieć rację.
A mimo to mogą istnieć rzeczy, których nie jesteś w stanie pokonać.
W tym sensie jest to niemal przeciwieństwo Dawida. Dawid dopiero za chwilę podejmie walkę z Goliatem i wiemy, że ma szansę zwyciężyć. Laokoön walczy już ze wszystkich sił i mimo to sytuacja staje się coraz bardziej beznadziejna.
## Najbardziej niezwykłe są ciała
Jeżeli przyjrzymy się bliżej rzeźbie, ogromną uwagę zwraca sposób, w jaki przedstawiono ciało Laokoöna.
Nie jest ono spokojne. Każdy mięsień zdaje się reagować na sytuację. Klatka piersiowa jest napięta, brzuch pracuje, ramiona próbują się uwolnić, nogi są ustawione tak, jakby całe ciało desperacko próbowało znaleźć punkt oparcia.
To nie jest anatomia pokazana tylko po to, żeby pochwalić się znajomością ludzkiego ciała.
Tutaj anatomia opowiada historię.
Mięśnie mówią nam, że człowiek walczy.
Skręcenie tułowia mówi nam, że próbuje się wyrwać.
Napięcie rąk mówi nam, że nie poddaje się dobrowolnie.
A wyraz twarzy pokazuje, że cierpienie fizyczne łączy się z czymś jeszcze gorszym – świadomością zagrożenia własnych dzieci.
To właśnie sprawia, że Laokoön nie jest tylko przedstawieniem człowieka zaatakowanego przez węże. To przedstawienie ojca, który nie jest w stanie ochronić swoich synów.
## Synowie są niezwykle ważni
Łatwo skupić całą uwagę na dorosłym mężczyźnie, ponieważ jego ciało jest największe i najbardziej dramatyczne. Jednak obecność dwóch chłopców całkowicie zmienia znaczenie sceny.
Gdyby Laokoön walczył sam, byłaby to opowieść o człowieku walczącym z potworem.
Ale tutaj mamy ojca i dzieci.
Jeden z synów jest mniejszy i bardziej bezbronny. Drugi również próbuje się wyrwać. W porównaniu z ojcem ich ciała są delikatniejsze i słabsze. To jeszcze bardziej podkreśla nierówność walki.
Laokoön nie walczy więc tylko o własne życie.
W pewnym sensie walczy o to, żeby jego dzieci przeżyły.
I właśnie dlatego scena jest tak emocjonalna nawet dla współczesnego widza, który nie zna całej mitologii trojańskiej. Relacja ojca i synów jest uniwersalna. Nie trzeba znać imion bogów ani historii wojny trojańskiej, żeby zrozumieć rozpacz człowieka, który próbuje ochronić swoje dzieci przed czymś, czego nie jest w stanie pokonać.
## Węże nie są zwykłymi zwierzętami
Bardzo ciekawie potraktowano również same węże.
Nie są one tylko dodatkiem mającym pokazać, że bohater został zaatakowany. Ich ciała tworzą część całej kompozycji. Oplatają ludzi, przebiegają pomiędzy ich kończynami i tworzą linie, które łączą całą grupę.
Dzięki temu wąż staje się niemal drugim „ciałem” rzeźby.
Człowiek próbuje się wyrwać, ale im bardziej patrzymy, tym bardziej widzimy, że został wciągnięty w skomplikowaną sieć.
Węże symbolizują też coś więcej niż zwykłe niebezpieczeństwo. Są narzędziem losu, boskiej kary i przeznaczenia. Laokoön nie walczy z przeciwnikiem, którego może pokonać mieczem. Walczy z czymś, co zostało na niego zesłane przez siły stojące ponad człowiekiem.
## Dlaczego rzeźba wygląda tak „teatralnie”?
To dzieło jest jednym z najbardziej znanych przykładów hellenistycznego zamiłowania do dramatyzmu.
Sztuka grecka nie zawsze wyglądała tak jak spokojne, harmonijne posągi kojarzone dzisiaj z antykiem. W późniejszym okresie sztuki greckiej artyści coraz chętniej przedstawiali gwałtowny ruch, cierpienie, starość, śmierć, emocje i skrajne sytuacje.
Laokoön jest niemal teatralny.
Ciała tworzą skomplikowaną grupę, linie są diagonalne, wszystko wydaje się poruszać. Nie mamy wrażenia, że oglądamy trzy nieruchome kamienne postacie. Mamy wrażenie, że ktoś zatrzymał czas dokładnie w środku walki.
To niezwykłe osiągnięcie.
Rzeźba z natury jest nieruchoma. Kamień nie może się ruszać.
A jednak dobry rzeźbiarz potrafi sprawić, że patrzymy na kamień i mamy wrażenie, że za sekundę coś się wydarzy.
## Odkrycie, które zmieniło historię sztuki
Historia samego posągu jest niemal równie ciekawa jak historia przedstawionej sceny.
Rzeźbę odnaleziono w Rzymie w 1506 roku. Odkrycie było ogromnym wydarzeniem dla świata artystycznego renesansu.
I trzeba sobie wyobrazić, jak wyglądała wtedy sytuacja.
Europa zaczynała fascynować się na nowo sztuką starożytną. Artyści renesansu szukali inspiracji w antycznych dziełach, proporcjach i sposobach przedstawiania ludzkiego ciała. A tutaj nagle pojawiła się monumentalna grupa rzeźbiarska, która wydawała się być niemal idealnym przykładem najwyższego poziomu sztuki antycznej.
Dzieło oglądał między innymi Michał Anioł.
I jego zainteresowanie Laokoönem nie było przypadkowe. Artystę fascynowało ludzkie ciało, jego napięcie, skręcenie i zdolność wyrażania emocji.
Można więc powiedzieć, że Laokoön był jednym z tych antycznych dzieł, które pomogły ukształtować wyobrażenie renesansowych artystów o tym, czym może być rzeźba.
## Michał Anioł miał się czym inspirować
Kiedy później patrzymy na „Dawida” Michała Anioła, można zauważyć pewne podobieństwa.
Obie rzeźby traktują ciało człowieka bardzo poważnie. Obie pokazują potężną muskulaturę, napięcie i emocje. Ale cel jest zupełnie inny.
Dawid jest skupiony.
Laokoön jest rozpaczliwie dynamiczny.
Dawid ma przed sobą przyszłość.
Laokoön ma przed sobą katastrofę.
Dawid kontroluje swoje ciało.
Laokoön próbuje odzyskać kontrolę nad sytuacją, która już wymknęła się spod jego władzy.
To świetnie pokazuje, jak różne emocje można wyrazić za pomocą tego samego materiału – marmuru.
## Co właściwie widzimy: grecki oryginał czy rzymską kopię?
Tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza.
Laokoön był przez długi czas przypisywany trzem greckim rzeźbiarzom: Agesandrowi, Athenodorosowi i Polydorosowi z Rodos. Tradycyjnie wiązano go z okresem hellenistycznym.
Jednocześnie dzieło, które znamy dzisiaj, jest związane z rzymskim światem i zachowało się w marmurze. Stąd przez lata trwały dyskusje dotyczące dokładnego datowania, charakteru dzieła i tego, w jakim stopniu jest ono oryginałem, a w jakim rzymską kopią lub reinterpretacją wcześniejszego dzieła.
To zresztą częsty problem w przypadku sztuki antycznej. Rzymianie bardzo intensywnie kopiowali greckie rzeźby. Dzięki temu wiele greckich kompozycji znamy właśnie z rzymskich wersji.
Paradoksalnie więc to, co dziś nazywamy „sztuką antyczną”, może być czasem dziełem, które przeszło przez kilka etapów: grecki pomysł, rzymskie wykonanie, późniejsze uszkodzenia, renesansową rekonstrukcję i nowoczesną konserwację.
## Rzeźba była uszkodzona
Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że słynne dzieło mogło wyglądać kiedyś zupełnie inaczej.
Posąg został odnaleziony w stanie niekompletnym. Szczególnie problematyczne były brakujące fragmenty, w tym części kończyn.
Przez wiele lat artyści i konserwatorzy próbowali ustalić, jak powinny wyglądać brakujące elementy.
To prowadzi do bardzo ciekawego pytania: czy oglądamy dzisiaj Laokoöna dokładnie takiego, jakim stworzyli go antyczni artyści?
Nie do końca.
Historia rzeźby nie zakończyła się w momencie, kiedy została wykuta. Przez kolejne stulecia była odkrywana, interpretowana, uzupełniana i ponownie oceniana.
To trochę tak, jakby samo dzieło miało własne życie.
## Piękno cierpienia
Jest jednak coś, co może współczesnego widza wprawić w zakłopotanie.
Dlaczego właściwie oglądamy cierpiącego człowieka jako coś pięknego?
Laokoön jest przedstawiony w chwili ogromnego bólu. Jego synowie również cierpią. A mimo to zachwycamy się kompozycją, anatomią, ruchem i kunsztem artysty.
To jeden z podstawowych problemów sztuki przedstawiającej tragedię.
Czy można stworzyć piękne dzieło o czymś strasznym?
Antyczni artyści odpowiadali: tak.
W Laokoönie cierpienie zostało przekształcone w język sztuki. Nie oznacza to, że cierpienie samo w sobie jest piękne. Piękna może być natomiast forma, dzięki której jesteśmy w stanie o tym cierpieniu pomyśleć.
Rzeźba nie mówi: „patrzcie, jakie wspaniałe jest cierpienie”.
Raczej mówi: „zobaczcie, jak wiele człowiek może wytrzymać i jak tragiczna może być jego sytuacja”.
## Czy Laokoön jest bohaterem?
To również nie jest takie oczywiste.
Nie pokonuje potwora.
Nie ucieka.
Nie ratuje swoich synów.
Nie osiąga zwycięstwa.
A jednak trudno odmówić mu heroizmu.
Jego bohaterstwo nie polega na zwycięstwie. Polega na tym, że walczy mimo świadomości własnej bezsilności.
I właśnie tutaj Laokoön staje się niezwykle współczesny.
Wiele naszych największych zmagań nie kończy się spektakularnym zwycięstwem. Czasami człowiek walczy z chorobą, utratą, starością, wojną, niesprawiedliwością albo sytuacją rodzinną, której nie jest w stanie całkowicie zmienić.
Może jednak próbować.
Laokoön właśnie to robi.
## Człowiek przeciwko przeznaczeniu
Jeżeli Apollo był symbolem harmonii, Dawid – odwagi, a Wenus z Willendorfu pozostaje zagadką dotyczącą najstarszych ludzkich wyobrażeń o ciele i płodności, to Laokoön reprezentuje coś jeszcze innego: bezsilność człowieka wobec losu.
I dlatego ta rzeźba jest tak potężna.
Nie daje prostego pocieszenia.
Nie mówi, że dobro zawsze zwycięży.
Nie mówi, że silny człowiek zawsze da sobie radę.
Nie mówi nawet, że posiadanie racji wystarczy.
Laokoön miał ostrzegać przed koniem trojańskim. Nie zdołał przekonać swoich rodaków. Został ukarany. Jego śmierć stała się jednym z elementów tragedii Troi.
A jednak przetrwała pamięć o nim.
Po ponad dwóch tysiącach lat nadal patrzymy na jego twarz, jego napięte mięśnie, ręce próbujące oderwać od siebie węża i dwóch synów stojących obok niego.
I chyba właśnie dlatego ta rzeźba wciąż działa.
Bo pod wszystkimi warstwami mitologii, historii sztuki i archeologii znajduje się coś bardzo prostego: człowiek próbuje ochronić swoich bliskich, mimo że wie, że może nie być w stanie tego zrobić.
To już nie jest wyłącznie historia starożytnej Troi.
To historia człowieka.
A może właśnie dlatego „Laokoön i jego synowie” od ponad pięciuset lat od momentu ponownego odkrycia pozostaje jednym z tych dzieł, obok których trudno przejść obojętnie. Nie zachwyca spokojem ani idealnym pięknem. Zachwyca tym, że kamień potrafi wyglądać tak, jakby za chwilę miał zacząć krzyczeć.