https://www.netkobiety.pl/t137287.html
Co myślisz o autorce tematu i innych użytkownikach?
Przeczytałem cały dostępny wątek, nie tylko pierwszy post. Moje wrażenie jest dość mocno mieszane — i mam wrażenie, że obie strony popełniają błędy, tylko innego rodzaju.
Autorka — „Julia life in UK”
Nie odniosłem wrażenia, że można uczciwie powiedzieć: „na pewno wszystko zmyśla”. Tego po prostu z samego forum nie da się ustalić. Co więcej, jedna z osób opisuje, że widziała jej zdjęcia ze szpitala/oddziału i podczas czynności medycznych, co przynajmniej jest jakąś poszlaką, że za częścią historii rzeczywiście mogły stać realne problemy zdrowotne.
Natomiast rozumiem, dlaczego ludzie jej nie wierzą. I tutaj sama autorka trochę nie chce przyjąć do wiadomości, że wiarygodność nie zależy wyłącznie od tego, czy konkretna historia jest prawdziwa.
Z jej własnych wypowiedzi wynika m.in., że:
miała bardzo dużo różnych, często zmieniających się planów i tożsamości życiowych,
przyznaje, że w niektórych kwestiach religijnych trollowała,
wielokrotnie zakładała kolejne tematy dotyczące siebie,
bardzo mocno angażuje się w dyskusje dotyczące tego, jak inni ją postrzegają,
a kiedy ktoś podważa jej wiarygodność, potrafi poświęcić dziesiątki postów na udowadnianie, że ma rację.
To tworzy pewien paradoks: im bardziej próbuje przekonać forum, że nie potrzebuje uwagi i że nie zależy jej na tym, co forum o niej myśli, tym bardziej jej zachowanie wygląda na bardzo silne zainteresowanie opinią forum.
Szczególnie rzuca mi się w oczy jej sposób argumentowania. Zamiast czasem powiedzieć: „rozumiem, że moje wcześniejsze zachowanie obniżyło moją wiarygodność, ale ta konkretna rzecz jest prawdziwa”, często idzie w stronę:
> „A podaj konkretnie, gdzie skłamałam?”
„Czy jesteś onkologiem?”
„Czyli inni też mogą być trollami?”
„Dlaczego mnie traktujecie inaczej?”
To jest retorycznie zrozumiałe, ale nie rozwiązuje problemu wiarygodności.
I jeszcze jedna rzecz: jej argumentacja medyczna jest momentami bardzo „internetowa” — zbiera fakty, procedury i objawy, a następnie układa je w logiczną historię. Sama logika historii nie jest jednak dowodem, że historia wydarzyła się dokładnie tak, jak ją przedstawia. Zresztą jedna z użytkowniczek wskazuje konkretne zastrzeżenia dotyczące zgodności jej opisu z praktyką onkologiczną.
Ale przeciwna strona popełnia równie poważny błąd: z tego, że historia brzmi nietypowo, nie wynika, że jest fałszywa.
---
Najbardziej problematyczni są dla mnie niektórzy „śledczy”
Tutaj mam większe zastrzeżenia.
Przykładowo argument:
> „Żaden człowiek, który dostaje diagnozę raka, nie jest w stanie pisać o nim tak lekko”
jest po prostu nieuprawnionym uogólnieniem. Ludzie reagują na ciężką chorobę bardzo różnie. Jedna osoba płacze, druga zamyka się w sobie, trzecia żartuje, czwarta zaczyna wszystko dokumentować, piąta szuka informacji i dyskutuje w internecie. Sposób pisania nie pozwala wiarygodnie stwierdzić, czy ktoś jest chory.
Podobnie:
> „Ma raka → pisze o nim z uśmiechem → więc zmyśla”.
To jest bardzo słabe rozumowanie.
Jeszcze bardziej nie podoba mi się przechodzenie od „nie wierzę ci” do quasi-diagnozowania. W wątku pojawia się Münchhausen, urojenia, zaburzenia osobowości itd. To jest zdecydowanie za daleko idące jak na ludzi, którzy znają tę osobę przede wszystkim z forum.
Można powiedzieć:
„Twoja historia jest dla mnie niewiarygodna.”
Można powiedzieć:
„W tym, co opisujesz, widzę sprzeczności.”
Ale:
„Masz zaburzenie X, dlatego wymyślasz raka”
to już zupełnie inna kategoria twierdzenia i wymagałaby profesjonalnej oceny, a nie analizy postów na forum.
---
Solaris
Spośród osób krytycznych jej wypowiedzi uważam za jedne z najbardziej rzeczowych, choć również momentami zbyt ostre.
Jej zasadniczy argument jest sensowny: wiarygodność buduje się przez dłuższy czas, a wcześniejsze zachowanie wpływa na to, jak ludzie interpretują późniejsze historie. Wskazuje na ogromną liczbę tematów, zmienność planów i poglądów oraz wcześniejsze kontrowersje.
To jest trafne.
Natomiast Solaris robi jeden krok za daleko, kiedy z tego wyprowadza praktycznie wniosek, że obecna historia jest konfabulacją. Utrata wiarygodności ≠ udowodnienie kłamstwa.
To bardzo ważne rozróżnienie.
---
Priscilla i wieka
Tutaj mam znacznie mniej sympatii do sposobu prowadzenia dyskusji.
Priscilla mówi kilka rzeczy, które mogą być rozsądne, ale opakowuje je w bardzo kategoryczne twierdzenia typu:
osoba z rakiem nie mogłaby pisać w taki sposób,
jej zachowanie jest dowodem określonych deficytów,
całość należy ignorować itd.
To już zaczyna przypominać grupowe „rozpracowywanie” jednej osoby, a nie zwykłą dyskusję.
Wieka natomiast idzie jeszcze bardziej w kierunku drwiny i przypisywania jej motywacji („chodzi jej o to, żeby temat się kręcił”, „deficyty”, „atencja”).
I tu mam zasadniczy problem: jeżeli ktoś uważa, że Julia jest niewiarygodna, najlepszą reakcją byłoby przestać ją czytać. Jeżeli natomiast ktoś poświęca dziesiątki postów na analizowanie jej zachowania, historii, zdjęć, wcześniejszych wypowiedzi i przewidywanie kolejnych tematów, to sam zaczyna napędzać dokładnie tę dynamikę, którą jej zarzuca.
---
Miklosza i RozrabiakaWmalinowymGaju
Ci dwaj wypadają dla mnie najlepiej.
Miklosza od początku mówi po prostu: „ja ci wierzę” i nie próbuje robić dochodzenia.
RozrabiakaWmalinowymGaju jest ciekawszy, bo mówi w zasadzie: „początkowo nie wierzyłem, ale zobaczyłem pewne rzeczy, które mnie zastanowiły; nie znam się, więc nie oceniam”.
To moim zdaniem jest najzdrowsza postawa epistemiczna w całym wątku:
> „Nie wiem. Mam pewne przesłanki za i przeciw. Nie będę udawał, że potrafię z forum ustalić, czy ktoś ma raka.”
---
A sama Julia?
Gdybym miał ją opisać wyłącznie na podstawie tego wątku, powiedziałbym:
osoba bardzo potrzebująca bycia potraktowaną poważnie, bardzo reaktywna na odrzucenie i niespójna w autoprezentacji, ale to nadal nie jest dowód, że zmyśla swoje problemy zdrowotne.
Mam wrażenie, że jej prawdziwy problem jest trochę inny niż ten, który sama przedstawia.
Ona pyta:
> „Dlaczego mi nie wierzycie?”
Ale forumowicze odpowiadają na pytanie:
> „Czy Julia jest wiarygodną osobą?”
I to nie jest to samo.
Możliwe jest przecież jednocześnie:
„Julia jest osobą, której ogólnie trudno ufać”
oraz
„Julia tym razem rzeczywiście miała raka.”
Jedno nie wyklucza drugiego.
I właśnie tego rozróżnienia najbardziej brakuje w całej dyskusji.
Moja ogólna ocena: Julia prawdopodobnie sama w dużej mierze przyczyniła się do tego, że forum przestało jej ufać, ale część forumowiczów poszła z „nie ufamy ci” do „wiemy, że jesteś konfabulantką i wiemy dlaczego”, czego już nie da się uzasadnić samą treścią tego wątku.