Post dotyczy mojego męża i jego domniemanej zdrady.
Od roku używamy prezerwatyw wyłącznie w sporadycznych przypadkach - zawsze dzieje się to z inicjatywy męża - on wyjmuje ją z portfela a ja nie mam świadomości że je ma i że zamierza jej użyć. Od roku były tylko dwie takie sytuacje.
Po ostatnim (drugim od roku) stosunku z użyciem prezerwatywy sprawdziłam liczbę sztuk prezerwatyw w portfelu męża, bo z jakiegoś powodu zaświecila mi się czerwona lampka.
Jeszcze przed ślubem mąż zdradził mnie z prostytutką. To miała być jednorazowa sytuacja. Chwila słabości. Wybaczyłam. Od tamtej pory nic nie wskazywało na to, żeby proceder trwał nadal. Aż do teraz.
Wracając do portfela - po ostatnim razie na 99% były tam dwie prezerwatywy. Kiedyś powiedział mi, że dostal paczkę prezerwatyw od naszego kolegi, którego żona jest w ciąży.
Skoro w paczce są zazwyczaj trzy sztuki, to z mojej kalkulacji wynika, że z paczki otrzymanej od kolegi powinna zostać jedna (skoro my zużyliśmy dwie) a w portfelu były dwie.
Wychodziło więc na to, że musiał je dokupić. Zapytałam go wtedy o to, skąd ma prezerwatywy. Powiedział, że kiedyś dostał od kolegi (faktycznie tak powiedział jakiś czas temu) i chyba kolejną paczkę dokupił dla nas.
Wyjaśnienie wydawało się w miarę logiczne więc odpuściłam. Kilka dni temu zajrzałam do portfela a tam - jedna prezerwatywa, co sugeruje, że jedna została zużyta. Tyle że nie ze mną.
Mam ziarno wątpliwości czy po naszym drugim razie z prezerwatywą na pewno w portfelu był dwie sztuki (choć jestem niemal pewna że były dwie. Poza tym wydaje mi się, że gdyby była jedna, nie zapytałabym się go o pochodzenie prezerwatyw, bo pamiętałabym, że dostał j od kolegi i wszystko się zgadza).
Nie wiem, co robić. Jeśli mam się z nim skonfrontować, potrzebuję dowodu zdrady, bo mój mąż doskonale potrafi unikać odpowiedzi i kłamać.
Rozważam detektywa lub wypożyczenie sprzętu detektywistycznego i działanie na wlasną rękę - np lokalizatora gps czy podsluchu i wrzucenie mu tego do auta. Myślałam też o śledzeniu telefonu jakimś oprogramowaniem.
A może to nie wystarczający powód, żeby podejrzewać zdradę? Może jest jakieś sensowne wytłumaczenie tej sytuacji?
Jak narazie planuję monitorować liczbę prezerwatyw. Jeśli zmieni się stan w portfelu - będzie to dla mnie jednoznaczne ze zdradą. Wtedy podejmę kolejne kroki żeby mieć dowody.
Chciałam się podzielić tą historią, bo kołacze mi się to ciągle w głowie.
Może ktoś będzie miał jakieś ciekawe spostrzeżenia czy komentarze... może ktoś coś poradzi?