Witajcie.
Jestem w kropce I nie wiem jak postępować. Jestem jedynaczką, mam męża i dziecko. Mieszkamy niedaleko mojej Mamy która jest sama. Tesciowie mieszkają w innym mieście. Teściowa i Mama to 2 zupełnie inne charaktery, obie mają pewne wady i zalety. Obie są niedojrzałe emocjonalnie w innych aspektach. Tesciowie to typowi tradycjinalisci, Mamą podobnie jak my z mężem bardziej luźni i bez spiny. Mama aż za luźno, lekkomyślnie czasem podchodzi do pewnych spraw - tak więc to sa zupełnie 2 bieguny.
Kiedyś miałam bardzo dobry kontakt z teściami ale się popsuł. Po latach zauważam rzeczy których nie widziałam na początku. Relacją mojego męża nimi jest poprawna, choć z dystansem, sporo jest kłótni i żali. Z moją Mamą mój mąż ma bardziej swobodny kontakt chociaż nie jest on bliski.
Kiedy wzięliśmy ślub moja Mama się cieszyła ze będzie miała większa rodzinę i traktowała moich teściów początkowow ten sposób, raczej bez wzajemności ze strony teściów. Potem doszło między mną a Mama do kłótni, długo się nie odzywałyśmy i mąż stanął po mojej stronie. Moja relacja z moją mamą była zawsze trudna, uważam że matka nigdy nie powinna mieć dziecka bo nie nadaje się do tego, traumy pokoleniowe u nas się ciągną od lat. Urodziłam się "niechcący" i tak naprawdę wychowała mnie babcia. Dlugo by pisać. Pomimo wszystko jest to moja mama I nie ma innej rodziny. Przez lata pracowałam nad tym żeby nasz kontakt był lepszy i teraz jest ok. Moje dziecko ją lubi i ma z nią dobry kontakt. Natomiast teściowa jest o nią zazdrosna. Wydaje mi się że bardziej jej pasowało kiedy z Mamą nie miałam dobrego kontaktu i mogła mieć wszystkich nas dla siebie. Ewidentnie nie lubi mojej mamy i wice wersa. Zdystansowałam się do teściowej, w wielu sytuacjach gra na moich i męża emocjach. Odwiecznym problemem są święta. Teściowie nigdy nawet raz nie zaprosili mojej mamy do siebie. My często te Święta organizujemy dla świętego spokoju ale jest to męczarnia. Moją matka też potrafi być zazdrosna o nich. Że przyjeżdżają i u np nas śpią a ona nie. Że my do nich (kilka razy do roku...) jedziemy, a jej nikt tam nie zaprasza i siedzi sama. Od jakiegoś czasy obustronna niechęć i zazdrość narasta, przestali do siebie dzwonić na urodziny, imieniny. Kiedyś jeszcze były jakieś pozory, teraz wszystko się sypie.
Mój mąż nie widzi problemu, mówi że najchętniej to by świat nie obchodził wcale. Ja mam podobnie ale jakoś nadal mam w tyle głowy że to nasi rodzice I święta powinny wyglądać inaczej. Tym bardziej że jak czy matka czy teściowej zostali by sami na święta, każda strona by z tego zrobiła dramat.
Nie wiem czy ktoś miał podobnie i jak z tego wybrnąć. Gdyby nie to że moją matka jest całkiem sama to święta by się dzieliło jakoś sensownie a tak to zawsze jestem w kropce. W sumie to mają prawo się nie lubić tylko jak właśnie takie święta rozwiązać w takie sytuacji...
Dodam że nikomu nic nie zawdzięczam, dziecko wychowaliśmy sami beż opieki babć, mieszkanie itp też załatwiliśmy sobie sami.
Może i że mną jest coś nie tak nie wiem...