Studiuję w weekendy na uniwersytecie w Anglii. Do mojej klasy chodzi chłopak, który kiedyś zawsze siedział obok mnie. Fajnie nam się razem rozmawiało, pracowaliśmy w grupie nad różnymi zadaniami i często razem żartowaliśmy.
Od początku zauważyłam, że mu się spodobałam. On też bardzo mi się spodobał, ale postanowiłam, że nigdy mu się do tego nie przyznam ani tego nie okażę, ponieważ między nami są różnice kulturowe. Nie chciałabym być z chłopakiem z innej religii, ponieważ obawiałam się, że będąc w związku moglibyśmy się czasem nie dogadać z tego powodu. Ja jestem katoliczką, a on jest muzułmaninem.
Zachowywał się jednak całkowicie normalnie. Mówił, że chodzi na imprezy i ogólnie sprawiał wrażenie bardzo sympatycznego i miłego chłopaka.
Kilka razy mówił mi, że powinniśmy gdzieś razem wyjść. Odpowiadałam mu wtedy, że możemy wyjść wspólnie z osobami z naszej grupy. Przed świętami, gdy znowu zapytał o wyjście, powiedział wprost, że możemy iść sami na randkę. Odpowiedziałam mu, że na randkę nie, ale możemy gdzieś wyjść z grupą.
Po świętach, gdy wróciliśmy na uniwersytet, przesiadł się zupełnie gdzie indziej. Gdy zapytałam go dlaczego, odpowiedział, że po prostu woli mieć więcej przestrzeni. Później zapytał mnie, dlaczego nie zadzwoniłam do niego, żeby się spotkać, gdy mieliśmy wolne. Odpowiedziałam, że byłam w Polsce. Pomyślałam jednak, że on też mógłby sam do mnie zadzwonić.
Tydzień później zauważyłam, że znowu usiadł gdzie indziej, w pierwszej ławce. Podczas przerwy nawet do mnie nie podszedł, żeby się przywitać. Stwierdziłam więc, że też nie będę patrzeć w jego stronę i przechodząc obok jego ławki również się z nim nie przywitałam. Od tego czasu przestał się do mnie odzywać.
Zauważyłam też, że bardzo się zmienił. Teraz często przychodzi na zajęcia godzinę lub dwie spóźniony i wychodzi wcześniej. Raz specjalnie podszedł do kolegi, obok którego siedziałam, żeby się z nim pożegnać. Potem podszedł do kolegów siedzących naprzeciwko mnie, żeby przybić im piątkę, chociaż wcześniej nigdy się z nimi nie żegnał. Wyglądało to tak, jakby zrobił to na pokaz, żeby było mi przykro, że do mnie nie podszedł.
Ogólnie bardzo nie podoba mi się jego zachowanie. Nie jest już taki sympatyczny jak kiedyś. Wiem, że nie zrobiłam nic złego, odmawiając mu randki, bo miałam do tego prawo. Mimo to jest mi przykro, że teraz nasza relacja wygląda tak, jakbyśmy się w ogóle nie znali albo byli wrogami.
Chciałabym o tym nie myśleć, ale nie daje mi to spokoju, ponieważ chodzimy razem do jednej klasy. Poza tym w pamięci nadal mam tego sympatycznego Fahada, jakim był na początku, gdy siedzieliśmy razem. Czy w takim razie powinnam do niego zagadac gdy bede go widziala samego na korytarzu zeby wszystko wyjasnic? Glownie chodzi mi o to ze przez ta sytuacje caly czas o tym mysle i jest mi troche przykro z tego powodu