Witam. Zostaliśmy zaproszeni na pierwszy dzień świąt do szwagierki męża. Zaproszono całą rodzinę. Drugi dzień jestem już umówiona z swoją rodziną a mąż za moimi plecami zaprosił swoich do nas. Wyszła kłótnia pomiędzy mną a mężem. Gdzie stwierdził że i tak nas nie ma to co mi za różnica, niech przyjadą do swoich rodziców. Jestem zła jak osa. Skoro zobaczymy się w pierwszy dzień to drugi chce spędzić ze swoją stroną. Wszystko jest robione za moimi plecami. Co o tym myślicie? Bo on uważa że to nic takiego i niech przyjeżdżają
I tak nas nie ma…- mogłabyś rozwinąć ?
Bo jeśli was nie ma, to niech każdy robi co chce.
I tak nas nie ma…- mogłabyś rozwinąć ?
Bo jeśli was nie ma, to niech każdy robi co chce.
Niby mnie w domu z mężem i dziećmi nie będzie ale jedzenie mam zrobić. Dziś się okazało że szwagier jeszcze przywiezie swoją dziewczynę na Wigilię. Ja czuję się jakbym mieszkała u obcych. Dzieci są zawsze speszone jak on ją tu przywozi. Zresztą ja też bo łazi obcy człowiek u nas po korytarzu. Śpią na górze tam gdzie i my
Niby mnie w domu z mężem i dziećmi nie będzie ale jedzenie mam zrobić. Dziś się okazało że szwagier jeszcze przywiezie swoją dziewczynę na Wigilię. Ja czuję się jakbym mieszkała u obcych. Dzieci są zawsze speszone jak on ją tu przywozi. Zresztą ja też bo łazi obcy człowiek u nas po korytarzu. Śpią na górze tam gdzie i my