Witajcie ,
Nie mam się kogo poradzić, nie wiem co mam zrobić dalej , jestem w totalnej rozsypce,
Mam z mężem dzieci , jesteśmy kilkanaście lat razem , na początku poprzedniego roku nagle się zmienił, stal się chłodny , przestał rozmawiać, przesiadł się z wspólnej kanapy na fotel , zaczął pilnować telefonu , wyciszył go , wszystko połączyło się powoli w mojej głowie w całość, więc postanowiłam spojrzeć w jego historie na komputerze , tam wyskoczyła mi mapa od pewnej znajomej z sporo oddalonego miasta do apartamentów do wynajęcia.. oczywiście zamiast poczekać na przyjazd męża z pracy , zadzwoniłam z pytaniem co to ma być. Wyparł się , że nic takiego nie szukał, gdy wrocił w telefonie miał pokasowane rozmowy z tą osoba , gdy miałam jeszcze dostęp do bilingow sprawdziłam, że dzwonił do niej codziennie , jest to osoba z rodziny dalszej więc tłumaczył, że rozmawiali o dzieciach, rodzinie.. Nie uwierzyłam widziałam jego stres i reakcje na moje podejrzenia. Przez jakiś tydzień od tych wydarzeń starał się jak dawny on , ja jednak ciągnęłam temat i znów stał się chlodny i zdystansowany , odrzucał każda moja chęć bliskości . Znów przestał się praktycznie odzywać, wiem że dalej rozmawiał z tą kobietą. Gdy byliśmy u nich , w nocy sam na sam został z nią by 'rozmawiać ' .. Ja mogłabym nie istnieć. Teraz wymusił by zaprosić ją z mężem i dziećmi na sylwestra . To samo ja poszłam spać, a oni zostali sami w salonie , z tego co usłyszałam jak wstałam w nocy jego ton głosu I sposób w jaki do niej mówił to jak zakochany facet, ona mówiła mu co ma ze mną zrobić, ze ma ze mną rozmawiać itp bo na takich ustepstwach skorzysta , że w razie rozwodu straci wszystko. Pisała kiedyś do mnie że skarżył jej się na dom , że nie ma własnego zdania , że jest mu źle, mi nic takiego nie powiedział. Dobija mnie to , że właściwie nie mam żadnego dowodu ale czuje , że to nie jest tylko przyjaźń, przyjaciele nie pytają po nocy czy z przypadkiem nikt nic nie slyszał I nie traktują żony jakby nie istniała tylko liczy się inna osoba . Rano też zauważyłam ze moje drzwi były zastawione tak bym narobiła hałasu jak wyjdę..
Mąż mówi że mam obsesję na jej punkcie, że nie ma żadnej innej kobiety , i po tym że przejrzałam jego komputer , bilingi I podsłuchałam rozmowę to ja jestem ta zła I na pewno mam się nie spodziewać żadnych fajerwerkow z jego strony, że nigdy mi w życiu nie zaufa , nie pojedzie ze mną nigdzie , nie obejrzy nic w tv. Czuje się taka samotna . Boję się złożyć wniosek o rozwód mam 3 dzieci, 34 lata zawsze wierzyłam, że to na zawsze , wspierałam go , spędzaliśmy ze sobą codziennie czas , nie chce zostać sama , boję się że nigdy się nie zmieni , że nie znudzi się tej kobiecie i zawsze będą numerem 2.
Boję się , że już nigdy nie spojrzy na mnie z miłością, wiem ze jak złożę wniosek o rozwód on odejdzie I nie wróci
Jest uparty i nic nie zrozumie . Czy warto żyć tak obok żeby dzieci miały ojca czy lepiej żyć do końca samotnie ale bez strachu , że znów ktoś nas skrzywdzi ? Przepraszam za chaos ale moje mysli są już tak poplątane, nigdy nie wierzyłam ze coś takiego mnie spotka .
Witajcie ,
Nie mam się kogo poradzić, nie wiem co mam zrobić dalej , jestem w totalnej rozsypce,
Mam z mężem dzieci , jesteśmy kilkanaście lat razem , na początku poprzedniego roku nagle się zmienił, stal się chłodny , przestał rozmawiać, przesiadł się z wspólnej kanapy na fotel , zaczął pilnować telefonu , wyciszył go , wszystko połączyło się powoli w mojej głowie w całość, więc postanowiłam spojrzeć w jego historie na komputerze , tam wyskoczyła mi mapa od pewnej znajomej z sporo oddalonego miasta do apartamentów do wynajęcia.. oczywiście zamiast poczekać na przyjazd męża z pracy , zadzwoniłam z pytaniem co to ma być. Wyparł się , że nic takiego nie szukał, gdy wrocił w telefonie miał pokasowane rozmowy z tą osoba , gdy miałam jeszcze dostęp do bilingow sprawdziłam, że dzwonił do niej codziennie , jest to osoba z rodziny dalszej więc tłumaczył, że rozmawiali o dzieciach, rodzinie.. Nie uwierzyłam widziałam jego stres i reakcje na moje podejrzenia. Przez jakiś tydzień od tych wydarzeń starał się jak dawny on , ja jednak ciągnęłam temat i znów stał się chlodny i zdystansowany , odrzucał każda moja chęć bliskości . Znów przestał się praktycznie odzywać, wiem że dalej rozmawiał z tą kobietą. Gdy byliśmy u nich , w nocy sam na sam został z nią by 'rozmawiać ' .. Ja mogłabym nie istnieć. Teraz wymusił by zaprosić ją z mężem i dziećmi na sylwestra . To samo ja poszłam spać, a oni zostali sami w salonie , z tego co usłyszałam jak wstałam w nocy jego ton głosu I sposób w jaki do niej mówił to jak zakochany facet, ona mówiła mu co ma ze mną zrobić, ze ma ze mną rozmawiać itp bo na takich ustepstwach skorzysta , że w razie rozwodu straci wszystko. Pisała kiedyś do mnie że skarżył jej się na dom , że nie ma własnego zdania , że jest mu źle, mi nic takiego nie powiedział. Dobija mnie to , że właściwie nie mam żadnego dowodu ale czuje , że to nie jest tylko przyjaźń, przyjaciele nie pytają po nocy czy z przypadkiem nikt nic nie slyszał I nie traktują żony jakby nie istniała tylko liczy się inna osoba . Rano też zauważyłam ze moje drzwi były zastawione tak bym narobiła hałasu jak wyjdę..
Mąż mówi że mam obsesję na jej punkcie, że nie ma żadnej innej kobiety , i po tym że przejrzałam jego komputer , bilingi I podsłuchałam rozmowę to ja jestem ta zła I na pewno mam się nie spodziewać żadnych fajerwerkow z jego strony, że nigdy mi w życiu nie zaufa , nie pojedzie ze mną nigdzie , nie obejrzy nic w tv. Czuje się taka samotna . Boję się złożyć wniosek o rozwód mam 3 dzieci, 34 lata zawsze wierzyłam, że to na zawsze , wspierałam go , spędzaliśmy ze sobą codziennie czas , nie chce zostać sama , boję się że nigdy się nie zmieni , że nie znudzi się tej kobiecie i zawsze będą numerem 2.
Boję się , że już nigdy nie spojrzy na mnie z miłością, wiem ze jak złożę wniosek o rozwód on odejdzie I nie wróci
Jest uparty i nic nie zrozumie . Czy warto żyć tak obok żeby dzieci miały ojca czy lepiej żyć do końca samotnie ale bez strachu , że znów ktoś nas skrzywdzi ? Przepraszam za chaos ale moje mysli są już tak poplątane, nigdy nie wierzyłam ze coś takiego mnie spotka .
Lepiej samotnie bez strachu
ustal z nim separację, szkoda nerwów.
i naprzemienną opiekę nad dziećmi, tak by raz były u niego, raz u Ciebie, by wiedział jak to jest być samotnym tatusiem.
to pewnie będzie trudne, ale jak z nim zostaniesz, to uwierz, będzie jeszcze trudniejsze.
mozesz na tym zyskać, bo albo On się opamięta, jak ugryzie go w tyłek zwykłe życie, a czuję, że ta jego fascynacjaw osobie dalekiej kuzynki czy powinowatej niechętnie zamieni się w opiekunkę dla dzieci
albo, Ty zrozumiesz, że życie bez niego wcale nie jest gorsze i że nie On jedyny na świecie.
jak dzieci będą u niego, to Ty sobie po prostu odpocznij i znajdz czas dla siebie, bo na pewno zarobiona jesteś przy 3 dzieci.
musisz rozegrać to mądrze, bez awantur i wojny.
powiedzieć: kochanie, zrobiło się nieznośnie, musimy od siebie odpocząć, wynajmij mieszkanie gdzieś blisko i zróbmy separację, tak by maluchy nie odczuły rewolucji w życiu, dobrze? ![]()
nie bój się- nic nie stracisz, jeśli mu zależy
nic nie zyskasz ciagnąc to jak jest, najwyżej trochę siwych włosów, zmarszczek i utratę zdrowia.
zyczę sił.
ustal z nim separację, szkoda nerwów.
i naprzemienną opiekę nad dziećmi, tak by raz były u niego, raz u Ciebie, by wiedział jak to jest być samotnym tatusiem.
to pewnie będzie trudne, ale jak z nim zostaniesz, to uwierz, będzie jeszcze trudniejsze.
mozesz na tym zyskać, bo albo On się opamięta, jak ugryzie go w tyłek zwykłe życie, a czuję, że ta jego fascynacjaw osobie dalekiej kuzynki czy powinowatej niechętnie zamieni się w opiekunkę dla dzieci
albo, Ty zrozumiesz, że życie bez niego wcale nie jest gorsze i że nie On jedyny na świecie.
jak dzieci będą u niego, to Ty sobie po prostu odpocznij i znajdz czas dla siebie, bo na pewno zarobiona jesteś przy 3 dzieci.
musisz rozegrać to mądrze, bez awantur i wojny.
powiedzieć: kochanie, zrobiło się nieznośnie, musimy od siebie odpocząć, wynajmij mieszkanie gdzieś blisko i zróbmy separację, tak by maluchy nie odczuły rewolucji w życiu, dobrze?
nie bój się- nic nie stracisz, jeśli mu zależy
nic nie zyskasz ciagnąc to jak jest, najwyżej trochę siwych włosów, zmarszczek i utratę zdrowia.
zyczę sił.
Eh to niestety nie jest takie proste , mieszkamy na wsi , w domu obok rodziny, ja pracuje dosłownie obok , dzieci tutaj przedszkole, szkoła, jak by miał się wyprowadzić to do miasta oddalonego o kilkanaście km , to jeszcze nie problem , tyle że powiedział, że tego nie zrobi dopóki nie złożę wniosku o rozwód.. a wtedy mam takie przeczucie że to już potoczy się tak, że uzna to za koniec I kropka.
5 2025-01-07 01:49:54 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-01-07 01:50:44)
Eh to niestety nie jest takie proste , mieszkamy na wsi , w domu obok rodziny, ja pracuje dosłownie obok , dzieci tutaj przedszkole, szkoła, jak by miał się wyprowadzić to do miasta oddalonego o kilkanaście km , to jeszcze nie problem , tyle że powiedział, że tego nie zrobi dopóki nie złożę wniosku o rozwód.. a wtedy mam takie przeczucie że to już potoczy się tak, że uzna to za koniec I kropka.
Kobieto, bez paniki. Sytuacja jest dużo mniej beznadziejna, niż się na ten moment wydaje. Spójrz. Nadal będziesz miała gdzie mieszkać z dziećmi. Pracujesz. Jesteś samodzielna. Jedyne, co się zmieni, to że za jakiś czas odzyskasz wewnętrzny spokój. Czyli stanie się coś dobrego. Wiadomo, lepsza pełna rodzina, niż rozbita, ale tylko pod warunkiem, że jest ona również szczęśliwa. Ten warunek przestaliście spełniać w momencie, gdy mąż zaczął się emocjonalnie oddalać. Mówisz, że niespecjalnie przejął się potencjalnym rozwodem, co już samo w sobie świadczy, jak bardzo odleciał. Daj mu wolność, skoro tak o nią zabiega. Albo właściwie inaczej. Daj sobie wolność. Jak zobaczy, że to nie żarty, to istnieje szansa, że zmięknie. Wtedy zdecydujesz, czy chcesz przyjąć kogoś takiego z powrotem. Osobiście bym się na to nie zdecydowała, ale to nie moje życie.
Michalina 1985 napisał/a:Eh to niestety nie jest takie proste , mieszkamy na wsi , w domu obok rodziny, ja pracuje dosłownie obok , dzieci tutaj przedszkole, szkoła, jak by miał się wyprowadzić to do miasta oddalonego o kilkanaście km , to jeszcze nie problem , tyle że powiedział, że tego nie zrobi dopóki nie złożę wniosku o rozwód.. a wtedy mam takie przeczucie że to już potoczy się tak, że uzna to za koniec I kropka.
Kobieto, bez paniki. Sytuacja jest dużo mniej beznadziejna, niż się na ten moment wydaje. Spójrz. Nadal będziesz miała gdzie mieszkać z dziećmi. Pracujesz. Jesteś samodzielna. Jedyne, co się zmieni, to że za jakiś czas odzyskasz wewnętrzny spokój. Czyli stanie się coś dobrego. Wiadomo, lepsza pełna rodzina, niż rozbita, ale tylko pod warunkiem, że jest ona również szczęśliwa. Ten warunek przestaliście spełniać w momencie, gdy mąż zaczął się emocjonalnie oddalać. Mówisz, że niespecjalnie przejął się potencjalnym rozwodem, co już samo w sobie świadczy, jak bardzo odleciał. Daj mu wolność, skoro tak o nią zabiega. Albo właściwie inaczej. Daj sobie wolność. Jak zobaczy, że to nie żarty, to istnieje szansa, że zmięknie. Wtedy zdecydujesz, czy chcesz przyjąć kogoś takiego z powrotem. Osobiście bym się na to nie zdecydowała, ale to nie moje życie.
Eh niby to wszystko rozumiem , ale wmawiał sobie że mu minie , że wyolbrzymiam tą cała sytuację, że może rzeczywiście to tylko przyjaciółka, a z drugiej strony czuje niechęć do niego , że mimo iż mówiłam wiele razy ze nie podoba mi się jego uwielbienie dla innej kobiety i tak nic nie dotarło i w sylwestra z nią siedział po nocy , dziękował jej że go motywuje do zmian w życiu, ona mu mówi co on ma zrobić żeby nie staracić na rozwodzie .. aż mi niedobrze
Skoro odleciał z nią emocjonalnie, to dlaczego zgodziłaś się zaprosić na sylwestra?
Stawiaj jakieś granice.
Mówi o rozwodzie, a Ty organizujesz imprezę.
Rozmawiałaś z jej mężem?
Skoro odleciał z nią emocjonalnie, to dlaczego zgodziłaś się zaprosić na sylwestra?
Stawiaj jakieś granice.
Mówi o rozwodzie, a Ty organizujesz imprezę.
Rozmawiałaś z jej mężem?
To bliska rodzina, myślałam że może zrozumiał I zobaczę jak jest , a wyszło jak wyszło
Rozmawiałam już z pol roku temu , on jej wierzy ze ja jestem nawiedzona i mam urojenia
Jakie pokrewieństwo?
Ja bym unikała wyjazdów rodzinych do nich i zapraszania ich.
Jakie pokrewieństwo?
Ja bym unikała wyjazdów rodzinych do nich i zapraszania ich.
Kuzyn I jego żona, ale co z tego , że teraz będę unikać jak już się wszystko stało, jak pojechał raz albo więcej do jakiś apartamentów to i pojedzie kolejny , a nawet jeśli nie to i tak ma mnie gdzieś, nie chce nic ze mną robić itp
11 2025-01-08 19:49:54 Ostatnio edytowany przez Marthe (2025-01-08 19:50:33)
.
Michalina 1985 napisał/a:Eh to niestety nie jest takie proste , mieszkamy na wsi , w domu obok rodziny, ja pracuje dosłownie obok , dzieci tutaj przedszkole, szkoła, jak by miał się wyprowadzić to do miasta oddalonego o kilkanaście km , to jeszcze nie problem , tyle że powiedział, że tego nie zrobi dopóki nie złożę wniosku o rozwód.. a wtedy mam takie przeczucie że to już potoczy się tak, że uzna to za koniec I kropka.
Kobieto, bez paniki. Sytuacja jest dużo mniej beznadziejna, niż się na ten moment wydaje. Spójrz. Nadal będziesz miała gdzie mieszkać z dziećmi. Pracujesz. Jesteś samodzielna. Jedyne, co się zmieni, to że za jakiś czas odzyskasz wewnętrzny spokój. Czyli stanie się coś dobrego. Wiadomo, lepsza pełna rodzina, niż rozbita, ale tylko pod warunkiem, że jest ona również szczęśliwa. Ten warunek przestaliście spełniać w momencie, gdy mąż zaczął się emocjonalnie oddalać. Mówisz, że niespecjalnie przejął się potencjalnym rozwodem, co już samo w sobie świadczy, jak bardzo odleciał. Daj mu wolność, skoro tak o nią zabiega. Albo właściwie inaczej. Daj sobie wolność. Jak zobaczy, że to nie żarty, to istnieje szansa, że zmięknie. Wtedy zdecydujesz, czy chcesz przyjąć kogoś takiego z powrotem. Osobiście bym się na to nie zdecydowała, ale to nie moje życie.
To prawda, jest w dobrej sytuacji i z pewnością sobie poradzi. Ja miałam trochę pod górkę, gdyż moja mama w darowiźnie dałam nam obojgu mój rodzinny dom. Byliśmy w związku 10 lat. Sporo zainwestowaliśmy w remont. Gdy odszedł szantażował mnie, że jeśli upomnę się o alimenty on odbierze mi dom. Więc z chorym dzieckiem, rozgrzebanymi remontami zostałam przy tylko mojej pensji. Nie było łatwo ale był spokój.
I to było najważniejsze.
Eh niby to wszystko rozumiem , ale wmawiał sobie że mu minie , że wyolbrzymiam tą cała sytuację, że może rzeczywiście to tylko przyjaciółka, a z drugiej strony czuje niechęć do niego , że mimo iż mówiłam wiele razy ze nie podoba mi się jego uwielbienie dla innej kobiety i tak nic nie dotarło i w sylwestra z nią siedział po nocy , dziękował jej że go motywuje do zmian w życiu, ona mu mówi co on ma zrobić żeby nie staracić na rozwodzie .. aż mi niedobrze
Może mu minie, ale na pewno nie od razu. Bo teraz jest hormonalny haj i z niego nie zrezygnuje. W jakiś sposób jej pożąda, Ty jesteś przeszkodą i będzie Cię konsekwentnie usuwał (oczywiście w przenośni
). Jeśli nie masz schizofrenii, a raczej jesteś standardowo zdrowia, wydaje Ci się dokładnie tak jak jest: mąż odleciał, Twoje zakazy i nakazy jedynie go nakręcają, kontroluje Cię chociażby z faktu Twojego przywiązania, wykorzysta to bezwzględnie, i bez większego żalu. W takich sutuacjach nie ma łatwych posunięć. Albo stawiasz granice, trzymasz się ich za wszelką cenę, prawnik, może psycholog. Albo rozcieńczasz sytuację, żyjesz projekcją, tracisz zdrowie i psychiczną stabilizację. Takie historie potrafią ciągnąć się latami, nie wiem, czy jesteś na tyle twarda, żeby współprzeżywać afekt męża skierowany do innej kobiety.
Michalina 1985 napisał/a:Eh niby to wszystko rozumiem , ale wmawiał sobie że mu minie , że wyolbrzymiam tą cała sytuację, że może rzeczywiście to tylko przyjaciółka, a z drugiej strony czuje niechęć do niego , że mimo iż mówiłam wiele razy ze nie podoba mi się jego uwielbienie dla innej kobiety i tak nic nie dotarło i w sylwestra z nią siedział po nocy , dziękował jej że go motywuje do zmian w życiu, ona mu mówi co on ma zrobić żeby nie staracić na rozwodzie .. aż mi niedobrze
Może mu minie, ale na pewno nie od razu. Bo teraz jest hormonalny haj i z niego nie zrezygnuje. W jakiś sposób jej pożąda, Ty jesteś przeszkodą i będzie Cię konsekwentnie usuwał (oczywiście w przenośni
). Jeśli nie masz schizofrenii, a raczej jesteś standardowo zdrowia, wydaje Ci się dokładnie tak jak jest: mąż odleciał, Twoje zakazy i nakazy jedynie go nakręcają, kontroluje Cię chociażby z faktu Twojego przywiązania, wykorzysta to bezwzględnie, i bez większego żalu. W takich sutuacjach nie ma łatwych posunięć. Albo stawiasz granice, trzymasz się ich za wszelką cenę, prawnik, może psycholog. Albo rozcieńczasz sytuację, żyjesz projekcją, tracisz zdrowie i psychiczną stabilizację. Takie historie potrafią ciągnąć się latami, nie wiem, czy jesteś na tyle twarda, żeby współprzeżywać afekt męża skierowany do innej kobiety.
No właśnie nie wiem czy jestem na tyle silna , mam wrażenie , że już nie widzę sensu w życiu, gdyby nie dzieci nie wiem co bym zrobiła. Wciąż walczą we mnie dwie strony : idz do prawnika i to zakończ niech idzie w cholere i robi sobie co chce, a druga odpusc zajmij się sobą i dziećmi swoim życiem
Tylko co to za przyjemność żyć obok I tęsknić. Z drugiej strony już mi zapowiedział, że nie zostawi nam nic , będzie walczył o swoją połowę, mimo iż wszystko dom działkę sfinanowali po części moi rodzice, resztę kredytu spłacałam ja . Jak sobie pomyślę, że nie będę miała gdzie żyć z dziećmi bo będę musiała mu spłacić poł miliona to mi się odechciewa wszystkiego
odpusc zajmij się sobą i dziećmi swoim życiem
To będzie trudne, na tym etapie niewykonalne, ponieważ Twoje życie jest nadal związane z jego życiem.
Z drugiej strony już mi zapowiedział, że nie zostawi nam nic
To są czcze pogaduszki, głównie w emocjach, niczym konkretnym niepoparte.
Ale żeby się bronić, musisz mieć oręż, a takim jest świadomość swoich praw na tę okoliczność.
Wizyta u prawnika niczego nie rozstrzyga ani determinuje, na pewno pomoże Ci poukładać sobie pewne sprawy w głowie.
Na to przez co przechodzisz nie ma lekarstwa, ale są rozwiązania. Np. usunięcie go z pola widoku, separacja, dystans. Uspokoiłabyś emocje, złapała oddech, spojrzała z nieskrępowanej jego obecnością, perspektywy. Czy masz na to siłę i możliwości, to już inna sprawa. Ostre cięcia są tutaj najlepsze, ale rzadko kto ma na nie odwagę. Zwłaszcza, jeśli w związku są dzieci.
Michalina 1985 napisał/a:odpusc zajmij się sobą i dziećmi swoim życiem
To będzie trudne, na tym etapie niewykonalne, ponieważ Twoje życie jest nadal związane z jego życiem.
Michalina 1985 napisał/a:Z drugiej strony już mi zapowiedział, że nie zostawi nam nic
To są czcze pogaduszki, głównie w emocjach, niczym konkretnym niepoparte.
Ale żeby się bronić, musisz mieć oręż, a takim jest świadomość swoich praw na tę okoliczność.
Wizyta u prawnika niczego nie rozstrzyga ani determinuje, na pewno pomoże Ci poukładać sobie pewne sprawy w głowie.
Na to przez co przechodzisz nie ma lekarstwa, ale są rozwiązania. Np. usunięcie go z pola widoku, separacja, dystans. Uspokoiłabyś emocje, złapała oddech, spojrzała z nieskrępowanej jego obecnością, perspektywy. Czy masz na to siłę i możliwości, to już inna sprawa. Ostre cięcia są tutaj najlepsze, ale rzadko kto ma na nie odwagę. Zwłaszcza, jeśli w związku są dzieci.
No właśnie byłam już u prawnika , tyle że myślałam że nie zostawi tak dzieci na lodzie i dom zostawi nam , zwłaszcza że moi rodzice w części za niego płacili, a ja spłacałam kredyt
A okazało się ,że nie .. a do tego on się nie wyprowadzi bo nie , mogę mu wynająć mieszkanie i opłacić to się wyprowadzi ..
Boję się, że jak złożę wniosek to już w ogóle będzie mnie niszczył a siła go nie wyrzuce , nie wiem już co mam zrobić
Z drugiej strony mówi że teraz nic ze mną nie chce ale może za jakiś czas się to zmieni , to ja musze zachowywać się normalnie ( czytaj wszystko akceptować, nie krytykować, nie wyciągać co wg. Mnie jest nie tak ) , to on będzie normalny czyli po prostu będzie w domu i tyle, nie ma z nim rozmowy , może z 2 zdania dziennie , nie ma wspólnych wieczorow , chyba że siedzi w tym samym pokoju schowany za laptopem i się nie odzywa . Wg niego to jest spędzanie wspólnie czasu , ja mówię że nie ja potrzebuje inaczej. Jemu to wystarcza i jego potrzeby są zaspokojone .
Tłumaczę, płacze, mówię że potrzebuje odrobiny czułości, zaangażowania, a on że on daje ile może, czyli co? Ja mam to zaakceptować i żyć obok każdy sobie , to jest normalne?
memo331 napisał/a:Michalina 1985 napisał/a:odpusc zajmij się sobą i dziećmi swoim życiem
To będzie trudne, na tym etapie niewykonalne, ponieważ Twoje życie jest nadal związane z jego życiem.
Michalina 1985 napisał/a:Z drugiej strony już mi zapowiedział, że nie zostawi nam nic
To są czcze pogaduszki, głównie w emocjach, niczym konkretnym niepoparte.
Ale żeby się bronić, musisz mieć oręż, a takim jest świadomość swoich praw na tę okoliczność.
Wizyta u prawnika niczego nie rozstrzyga ani determinuje, na pewno pomoże Ci poukładać sobie pewne sprawy w głowie.
Na to przez co przechodzisz nie ma lekarstwa, ale są rozwiązania. Np. usunięcie go z pola widoku, separacja, dystans. Uspokoiłabyś emocje, złapała oddech, spojrzała z nieskrępowanej jego obecnością, perspektywy. Czy masz na to siłę i możliwości, to już inna sprawa. Ostre cięcia są tutaj najlepsze, ale rzadko kto ma na nie odwagę. Zwłaszcza, jeśli w związku są dzieci.No właśnie byłam już u prawnika , tyle że myślałam że nie zostawi tak dzieci na lodzie i dom zostawi nam , zwłaszcza że moi rodzice w części za niego płacili, a ja spłacałam kredyt
A okazało się ,że nie .. a do tego on się nie wyprowadzi bo nie , mogę mu wynająć mieszkanie i opłacić to się wyprowadzi ..
Boję się, że jak złożę wniosek to już w ogóle będzie mnie niszczył a siła go nie wyrzuce , nie wiem już co mam zrobić
Z drugiej strony mówi że teraz nic ze mną nie chce ale może za jakiś czas się to zmieni , to ja musze zachowywać się normalnie ( czytaj wszystko akceptować, nie krytykować, nie wyciągać co wg. Mnie jest nie tak ) , to on będzie normalny czyli po prostu będzie w domu i tyle, nie ma z nim rozmowy , może z 2 zdania dziennie , nie ma wspólnych wieczorow , chyba że siedzi w tym samym pokoju schowany za laptopem i się nie odzywa . Wg niego to jest spędzanie wspólnie czasu , ja mówię że nie ja potrzebuje inaczej. Jemu to wystarcza i jego potrzeby są zaspokojone .
Tłumaczę, płacze, mówię że potrzebuje odrobiny czułości, zaangażowania, a on że on daje ile może, czyli co? Ja mam to zaakceptować i żyć obok każdy sobie , to jest normalne?
Tu nie ma szacunku. Bez tego nie ujedziecie. Czy to sie moze zmienić u Twojego męża? Nie sądzę choc pare razy się w zyciu w ocenach pomyliłem. Co masz na szalach wagi? Beznadzieję i frustrację albo wolnosc z problemami. Sama sobie musisz odpowiedzieć ale frustracja z czasem Cie wykonczy.
Rozumiem że to co Cie hamuje to nadzieja że się zmieni (wg mnie malo prawdowpodobne) i sprawy majątkowe? To czego dorobiliście się razem w trakcie małżeństwa jest wspolne. To co wniosłaś i było Twoja własnością przed chyba nie wchodzi we wspólny majątek ale się nie znam. Generalnie faceci przy rozwodach mają ciężej. Na pewno będą zasadzone alimenty na dzieci. Czy on zarabia legalnie i jest to do uzyskania? Wtedy miałabyś maly zastrzyk ale też dzieciaki do utrzymania. Wiele osób jest tu po rozwodach moze ktos doradzi?
Najgorsze na dłuższą metę jest trwanie w marazmie. Tak ja uwazam
bardzo Ci współczuję- ale teraz naprawdę nie ma sensu by się z nim szarpać.
zacznij sie od niego izolować, wychodzić z domu, częsciej zostawiać go samego z dziećmi, znależć sobie zajęcie niezwiązane z domem
planować samodzielne życie.
przygotowywać sie do rozwodu: nawet na zasadzie: Chcesz pokoju, szykuj się do wojny.
jak najmniej się z nim kontaktuj, wyznaczaj mu zadania w domu
planuj z czego bedziesz żyła
unikaj go: Bożesz jak ja Ci zazdroszczę domu, a nie mieszkania- łatwiej sie odizolować.
wiele kobiet przeszło to co Ty i mogą śmiałao spojrzeć w tył i powiedzieć, że ich życie zmieniło się na lepsze..
i jeszcze coś: NAPRAWDĘ NIC NIE MOŻESZ ZROBIĆ.
i jeszcze coś WSZYSTKO SIĘ POUKŁADA możesz wejśc w tę burzę i zmoknąć do suchej nitki, albo niech tylko On tam moknie
Właśnie, zamiast odizolowania się to ty chodzisz za nim i prosisz o bliskość, a to działa odwrotnie.
Zacznij żyć swoim życiem, tak jakby męża nie było, musisz najpierw uwolnić się od niego emocjonalnie, żeby trzeźwo myśleć co dalej.
Bo przecież nie ma sensu żebyś ty z dziećmi wyprowadza się z tego domu to by było jakieś kuriozum.
Jak też będziesz go omijała szerokim łukiem, czas pokaże jak on się będzie
zachowywał. Przyjdzie czas, kiedy będziesz gotowa chociażby na separację. Taki krok też bym mu uświadomił, że w bierzesz sprawy w swoje ręce.
Bo teraz wygląda, jakby on czekał czy coś mu wyjdzie z tego romansu i
wszystko zależy od niego, bo ty nie kiwniesz palcem, więc pokaż mu że nie godzisz się na taki stan.
Samo gadanie o rozwodzie nic nie da.
jeśli dom jest ich a jej nie stać by go spłacić to i tak trzeba bedzie go sprzedać. Może na tym etapie mąż zgodzi sie na jakiś podział majątku na korzyść jej i dzieci, ale to będzie krótki moment.
nie ma też co liczyć na to, że wyjdzie goły i wesoły z tego małżeństwa.
przypomniało mi się, że jest na forum metoda 34 kroków na etap w którym jest autorka
W sytuacji przyłapania na jakichś codziennych rozmowach/ sytuacjach dwuznacznych, a bez "twardego" dowodu na zdradę, postawiłabym ultimatum: ma zerwać wszelkie kontakty z tą kobietą i odciąć się całkowicie. Gdyby zależało mu na związku, to zrobiłby to nawet "dla świętego spokoju". Fakt, że przyłapany jeszcze naciskał by utrzymywać kontakty z nią wskazuje na to, że jemu zwyczajnie na was nie zależy/ nie szanuje Cię i nie traktuje priorytetowo. Zgadzam się z Elą, że separacja niestety może tu być najlepszym wyjściem na ten moment.
On widzi, że boisz się go stracić, dlatego Cię nie szanuje, nie szanuje Twoich granic.
Żeby wasze małżeństwo miało sens, to on by musiał walczyć o Ciebie. Być może już dobrze podświadomie wiesz, ze tego nie zrobi i boisz się życia bez niego.
Jest uparty i nic nie zrozumie . Czy warto żyć tak obok żeby dzieci miały ojca czy lepiej żyć do końca samotnie ale bez strachu , że znów ktoś nas skrzywdzi ? .
Na zadane pytanie nie ma odpowiedzi. A krzywdzimy często także sami siebie, podejmując pochopne decyzje i ulegając radom osób, które nie znają wielu uwarunkowań.
Lepiej samotnie bez strachu
Komu lepiej? Bo raczej nie Autorce tego wątku !
ustal z nim separację, .
Ta propozycja Eli wydaje się godna rozważenia, wszak i tak masz faktyczną separację. Prócz separacji rozważyłbym wnioskowanie o rozdzielność majątkową.
W ten sposób nie musi się wyprowadzać, a otrzymuje ostrzeżenie.
szkoda nerwów..
Nie wydaje mi się, aby Michalina potrafiła darować sobie negatywne emocje. To rzadka zdolność.
i naprzemienną opiekę nad dziećmi, tak by raz były u niego, raz u Ciebie, by wiedział jak to jest być samotnym tatusiem.
.
Przy separacji kwestię opieki nad dziećmi można rozwiązać polubownie i najlepiej zgodnie, tak, by sąd akceptował decyzję rodziców, a nie decydował za rodziców.
Nikt lepiej od Was nie zna sytuacji emocjonalnej w relacjach z dziećmi. Nawet jak zostaniecie przebadani przez pracowników socjalnych, to nie znaczy, że sędzia będzie umiał zrozumieć orzeczenie wyrażone w języku mu nieznanym (czyli opisanych pojęciami innymi niż prawne).
Jak tam Michalina? Ucichłaś nagle