Od wielu lat do głowy przychodziło mi pewne pytanie- czy jeżeli ktoś umrze nagle lub niespodziewanie (np. wypadek samochodowy, atak serca), a nie jest w stanie łaski uświęcającej to może w jakiś sposób w tych ostatnich sekundach ją uzyskać? Podkreślam, że chodzi mi o grzechy ciężkie, więc czyściec nie pomoże.
Przecież jeżeli ktoś dostanie zawału serca i zostanie przetransportowany do szpitala, to może otrzymać ostatnie namaszczenie. A co jeśli weźmiemy tą samą osobę, ale okaże się, że jest samotna, upadnie na podłogę i tam wyda ostatnie tchnienie, nie mając szansy na spowiedź? Czy o naszych losach po śmierci decyduje przypadek?
Przecież nigdy nie możemy być pewni dnia, ani godziny. Czyli idąc tym tokiem rozumowania, powinniśmy natychmiast po popełnieniu grzechu biegać do Kościoła. A przecież nikt tak nie robi. Ludzie chodzą do spowiedzi co tydzień, miesiąc, rzadziej. I co, jak ktoś umrze, a dzień wcześniej był u spowiedzi, a jeszcze ciężko nie zgrzeszył, to ma fart? A jak chciał iść jutro, ale umarł to ma pecha?