In_ko, ja piszę o realnym życiu i moim bliskim otoczeniu, gdy jeśli chce się coś komuś przekazać, to trzeba to zrobić twarzą w twarz. W sieci lub za plecami jest inaczej - tutaj takich bohaterów spotykam na każdym kroku, a jakże.
W sieci lub za plecami jest inaczej - tutaj takich bohaterów spotykam na każdym kroku, a jakże.
czyli Forum jest odrębnym bytem i nie odzwierciedla rzeczywistości ![]()
133 2016-01-11 21:14:45 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2016-01-11 21:15:40)
zastanawiające, ateiści nic nikomu nie narzucają ...
no może i nie, bo czy wyśmiewanie głupoty wierzących jest "narzucaniem", czy tylko zwykłą złośliwością a może podłością ?
Rozmówców należy dobierać, zarówno w realu, jak w necie. Jeżeli ktoś Cię obraża, ignoruj go.
Osoba, która chce coś przekazać, nie będzie stosować argumentów w stylu wyśmiewania czyjegoś intelektu, a już na pewno wiary. Obie strony mają jakieś własne racje, które wpłynęły na przekonania. Jeżeli potrafią je przekazać kulturalnie i uargumentować, to sygnał, że mamy do czynienie z przekonanym o swoim poglądzie rozmówcą i często godnym odbiorcą naszych argumentów, nastawionym na ich obalenie, albo przyjęcie do wiadomości, że nie da się nas przekonać, ale warto wymienić pogląd.
134 2016-01-11 21:36:18 Ostatnio edytowany przez in_ka (2016-01-11 21:40:42)
Rozmówców należy dobierać, zarówno w realu, jak w necie. (...)
a to interesujące i dość trafne, szczególne to "należy dobierać", bo wystarczy poczytać trochę wątków na Forumie, żeby bez specjalnego trudu odnaleźć uwagi typu - a każdy może się wypowiedzieć, a to nie jest twoje prywatne forum, a ja też mam prawo się wypowiedzieć, itd.
Obrażanie osób wierzących na Forum jest dość proste do udowodnienia. I nie bardzo mają możliwość ucieczki w ten "dobór".
135 2016-01-11 21:52:30 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2016-01-11 21:53:35)
In_ka, żeby nie robić off-topu, odpowiem w kontekście tematu.
Ileś tam postów wcześniej była mowa o odbiorze, poruszył sprawę EeeTam. Bardzo dużo zależy od naszej własnej percepcji wypowiedzi innych, zwłaszcza pisanej. Gdy wychodzimy z założenia, że powinniśmy się bronić przed zdaniem/opinią ateisty (czy dowolnego użytkownika), to przybieramy postawę obronną i doszukujemy się w wypowiedziach ataków.
Wyłożenie przez ateistę, co spowodowało, że wybrał niewiarę, albo przez wierzącego, przyczyn wiary, nie jest atakiem.
Jeżeli zdarzy się atak personalny, albo w kierunku danej grupy społecznej, to mamy dwie możliwości "raportuj" lub ignoruj. Obie skuteczne;)
Jest taka złota myśl (wielu zna jej pochodzenie): "nikt ci nie zrobi tego, na co sam mu nie pozwolisz".
136 2016-01-11 21:54:57 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2016-01-11 21:59:29)
Zastanawiałam się, i z tego powodu założyłam temat, czy ateiści mają tendencję nawracania wiernych z powodu przekonania o wyższości swoich racji. Takie rzucanie koła ratunkowego tym, którzy jeszcze nie zrozumieli.
Uważam, że to jest cecha:
- permanentna u niektórych ludzi
- tymczasowa u (również niektórych, ale częściej) ludzi, którzy niedawno zmienili poglądy, "otworzyły im się oczy". Taki wariant gorliwości neofity. Chociaż ci bardziej chcą się z całym światem podzielić swoim objawieniem, żeby on, ten świat, też zrozumiał jakie ono jest wspaniałe (albo przynajmniej znaczące). Świat niekoniecznie podziela entuzjazm, co dla niektórych może być przykre lub nawet oznaczać odrzucenie, w związku z czym często reagują obronnie "wy się nie znacie i wogle to gupi jesteście, o". ![]()
I to może dotyczyć czegokolwiek. Wiary/konkretnej religii, ateizmu, wegetarianizmu, spiskowej teorii dziejów, cokolwiek wymyślicie.
Jest taka złota myśl (wielu zna jej pochodzenie): "nikt ci nie zrobi tego, na co sam mu nie pozwolisz".
powalające, zgadzam się,
i rzeczywiście tak można się ochronić, najlepiej (jeżeli chodzi o Forum) nie uczestniczyć w nim ![]()
"Nie zauważyłam, żeby wierzący stawiali się ponad innych z racji swojej wiary. (Fanatyzm się nie liczy;)
Chociaż powinni."
Już samo to jest przykładem wyniosłości i zarozumialstwa
Byłam na pogrzebie, byłam na ślubie. Nie przeszkadza mi to że się przeżegnam, to dla mnie zwyczajowy gest wynikający z obyczajów przyjętych w danym miejscu.
I - UWAGA - nie czuję się w NICZYM lepsza od osoby wierzącej.
Kiedy zaczynam być wyniosła i niezbyt miła? Tylko i wyłącznie wtedy, kiedy osoba wierząca próbuje mnie pouczać. Kiedy mówię, że nie jestem przeciwna aborcji, nie chodzę do kościoła, nie potępiam in vitro, a taka osoba szykuje "krucjatę".
Bo niewierzący naprawdę nikogo nie usiłują przekonać do tego żeby nie wierzył. Ale wierzący myślą że mają misję nawracania.
I wtedy niewierzącym działa to na nerwy.
Pochodzę z małego miasteczka. Uwierzcie mi, to wierzący praktykujący traktują wyniośle i wierzących niepraktykujących i ateistów.
Bardzo mnie mierzi takie uważanie ludzi za patologię. Wstawiłam ostatnio na fb link o programie rządowym in vitro. Nie komentowałam - nic więcej, tylko wstawiłam. Zaraz naskoczył na mnie ministrant który chodził ze mną do klasy w gimnazjum. Dołączył do niego kolega - jak zobaczyłam młody kleryk. Mimo wszelkich racjonalnych argumentów nie tylko z mojej strony, bo nie tylko ja się tam wypowiadałam (chyba z 10 osób
), twierdzili że oni żyją "w prawdzie objawionej", reszta w kłamstwie.
A Boże Narodzenie? Prezenty, Kevin, dekoracje, choinka, żarcie.
139 2016-01-13 19:14:51 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2016-01-13 19:17:26)
"Nie zauważyłam, żeby wierzący stawiali się ponad innych z racji swojej wiary. (Fanatyzm się nie liczy;)
Chociaż powinni."Już samo to jest przykładem wyniosłości i zarozumialstwa
![]()
Byłam na pogrzebie, byłam na ślubie. Nie przeszkadza mi to że się przeżegnam, to dla mnie zwyczajowy gest wynikający z obyczajów przyjętych w danym miejscu.
I - UWAGA - nie czuję się w NICZYM lepsza od osoby wierzącej.
Kiedy zaczynam być wyniosła i niezbyt miła? Tylko i wyłącznie wtedy, kiedy osoba wierząca próbuje mnie pouczać. Kiedy mówię, że nie jestem przeciwna aborcji, nie chodzę do kościoła, nie potępiam in vitro, a taka osoba szykuje "krucjatę".
Bo niewierzący naprawdę nikogo nie usiłują przekonać do tego żeby nie wierzył. Ale wierzący myślą że mają misję nawracania.
I wtedy niewierzącym działa to na nerwy.Pochodzę z małego miasteczka. Uwierzcie mi, to wierzący praktykujący traktują wyniośle i wierzących niepraktykujących i ateistów.
Bardzo mnie mierzi takie uważanie ludzi za patologię. Wstawiłam ostatnio na fb link o programie rządowym in vitro. Nie komentowałam - nic więcej, tylko wstawiłam. Zaraz naskoczył na mnie ministrant który chodził ze mną do klasy w gimnazjum. Dołączył do niego kolega - jak zobaczyłam młody kleryk. Mimo wszelkich racjonalnych argumentów nie tylko z mojej strony, bo nie tylko ja się tam wypowiadałam (chyba z 10 osób
), twierdzili że oni żyją "w prawdzie objawionej", reszta w kłamstwie.
A Boże Narodzenie? Prezenty, Kevin, dekoracje, choinka, żarcie.
Odniosłam się już do cytowanego przez Ciebie zdania mojego autorstwa. Wprawdzie nie do Ciebie, ale odniosłam. Pozwolę sobie przypomnieć:
CatLady napisał/a:ewka3 napisał/a:Nie zauważyłam, żeby wierzący stawiali się ponad innych z racji swojej wiary.
Chociaż powinni. )A ja zauważyłam - i to wiele razy!
Chociażby w Twojej wypowiedzi, ze powinni - jw.
Ludzie wierzący potrafią być bardzo nietolerancyjni w stosunku do ateistów. Ateiści może i uważają się za intelektualnie lepszych, za to wierzący zachowują się tak jakby dostąpili jakiejś tajemnej wiedzy, jakby ktoś ich dopuścił do ważnego elitarnego klubu, uważają się za moralnie lepszych - bo, wiadomo, ateista to zło, grzech i patologia.
To chyba do mnie;)
Nie napisałam tych słów, żeby poczuć się lepiej - stwierdziłam fakt.
Wierzący mają nakaz, przynajmniej chrześcijanie, głosić swoją wiarę. Z tego powodu powinni.
A ateiści to nie zło, a już tym bardziej żadna patologia.
Ludzie są różni po obu stronach.
ewka3 napisał/a:Zastanawiałam się, i z tego powodu założyłam temat, czy ateiści mają tendencję nawracania wiernych z powodu przekonania o wyższości swoich racji. Takie rzucanie koła ratunkowego tym, którzy jeszcze nie zrozumieli.
Uważam, że to jest cecha:
- permanentna u niektórych ludzi
- tymczasowa u (również niektórych, ale częściej) ludzi, którzy niedawno zmienili poglądy, "otworzyły im się oczy". Taki wariant gorliwości neofity. Chociaż ci bardziej chcą się z całym światem podzielić swoim objawieniem, żeby on, ten świat, też zrozumiał jakie ono jest wspaniałe (albo przynajmniej znaczące). Świat niekoniecznie podziela entuzjazm, co dla niektórych może być przykre lub nawet oznaczać odrzucenie, w związku z czym często reagują obronnie "wy się nie znacie i wogle to gupi jesteście, o".
I to może dotyczyć czegokolwiek. Wiary/konkretnej religii, ateizmu, wegetarianizmu, spiskowej teorii dziejów, cokolwiek wymyślicie.
A wiesz, że coś w tym jest! Mam na myśli, ludzi "świeżo objawionych". Chyba każdy ma tendencję do chęci podzielenia się wnioskami, jakiegoś rodzaju radością z odkrycia.
Uczepiłabym się jedynie tego "niepodzielania entuzjazmu". Wydaje mi się, że dopiero, gdy męczące próby uświadamiania wywołują naturalną chęć obrony przed natręctwem, zaczynają się słowne przepychanki i obrażanie. Według mnie to działa w dwie strony. Osoba napastowana broni się i w desperacji lub doprowadzona do ostateczności obraża natręta, a ten reaguje jeszcze większą agresją.
Ja osobiście uważam, że skoro ateiści nie chcą wierzyć, niech sobie nie wierzą, ale po co o tym trąbić na lewo i prawo? Mnie jeśli jakiś temat nie interesuje, to zwyczajnie go omijam. Zresztą, czy chrześcijaństwo nakazuje wam wszystkim, jak macie żyć, wywiera na was jakąś presję? Gdyby islam zaczął wypierać chrześcijaństwo w naszym kraju, wszyscy by spokornieli. Poczytajcie sobie o innych religiach, wtedy zobaczycie kolosalną różnicę. Poza tym ateiści i agnostycy nie powinni korzystać z dni wolnych, które przysługują nam Katolikom, np. 25,26 grudnia, 3 Króli i wiele innych.
Poza tym ateiści i agnostycy nie powinni korzystać z dni wolnych, które przysługują nam Katolikom, np. 25,26 grudnia, 3 Króli i wiele innych.
A dlaczego? Konstytucja podobno gwarantuje nam równość. To są dni ustawowo wolne od pracy, które można poświęcić na przykład rodzinie. Ta ilość musi się u wszystkich zgadzać, w przeciwnym razie byłaby to dyskryminacja. Gdyby te dni zastąpić możliwością wykorzystania ich w jakimkolwiek innym, wybranym przez pracownika terminie, to ostatecznie mogłoby okazać się to znacznie bardziej kłopotliwe dla pracodawców.
A co z innymi religiami? Ich wyznawcy nie mają dziś dni wolnych od pracy we własne święta, które nie pokrywają się z katolickimi. W zamian za to mają obowiązkowe, z góry narzucone, jak choćby 25 i 26 grudnia, 6 stycznia oraz kilka innych.
142 2016-01-14 12:30:53 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2016-01-14 12:39:33)
Ja osobiście uważam, że skoro ateiści nie chcą wierzyć, niech sobie nie wierzą, ale po co o tym trąbić na lewo i prawo? Mnie jeśli jakiś temat nie interesuje, to zwyczajnie go omijam. Zresztą, czy chrześcijaństwo nakazuje wam wszystkim, jak macie żyć, wywiera na was jakąś presję? Gdyby islam zaczął wypierać chrześcijaństwo w naszym kraju, wszyscy by spokornieli. Poczytajcie sobie o innych religiach, wtedy zobaczycie kolosalną różnicę. Poza tym ateiści i agnostycy nie powinni korzystać z dni wolnych, które przysługują nam Katolikom, np. 25,26 grudnia, 3 Króli i wiele innych.
Skoro wiara lub niewiara to osobista sprawa, z którą "nie należy się obnosić", to:
- żadnego finansowania Kościoła i religii ze skarbu państwa
- w szkołach żadnych dni przeznaczonych na roraty
- żadnego dzwonienia o szóstej rano ani o żadnej innej porze
- żadnych wolnych dni związanych z religią
- żadnego zajmowania dróg przez procesje
- żadnego święcenia obiektów publicznych
... tak na początek.
Słowem, "módl się w domu po kryjomu". Nie chcesz? To i innych nie pouczaj o czym mają trąbić, a o czym nie.
Uczepiłabym się jedynie tego "niepodzielania entuzjazmu". Wydaje mi się, że dopiero, gdy męczące próby uświadamiania wywołują naturalną chęć obrony przed natręctwem, zaczynają się słowne przepychanki i obrażanie. Według mnie to działa w dwie strony. Osoba napastowana broni się i w desperacji lub doprowadzona do ostateczności obraża natręta, a ten reaguje jeszcze większą agresją.
O tym właśnie pisałam jako o "niepodzielaniu entuzjamu"
Przy czym można się bronić czynnie albo biernie. Czynnie, czyli od dyskusji do obrażania, biernie, czyli olać. Bycie olanym, kiedy ma sie tyle ważnego do powiedzenia, też może prowadzić do poczucia pokrzywdzenia i deprecjonowania "przeciwnika" w konsekwencji.
A czym właściwie jest to trąbienie o ateizmie na prawo i lewo? Tym, że wspomni się przy okazji różnych rozmów, że jest się ateistą?
Dla mnie to takie samo stwierdzanie faktów jak to, że przyznaję się do bycia np. perfekcjonistką. Religijność lub jej brak nie są dla mnie żadnymi intymnymi sprawami, o których wstyd mówić. Wiadomo, że nikt przedstawiając się nie mówi o sobie od razu, że jest ateistą, tylko to wychodzi naturalnie przy różnych tematach.
A co do dni wolnych, to już widzę jak 25 grudnia otwierają supermarket specjalnie dla pani Basi, bo ona jest ateistką i powinna wtedy pracować. I weź tu dyskutuj poważnie.
A co do dni wolnych, to już widzę jak 25 grudnia otwierają supermarket specjalnie dla pani Basi, bo ona jest ateistką i powinna wtedy pracować.
Dodajmy do tego, że pytania o wyznanie mogłyby ściągnąć na pracodawcę spore kłopoty. W końcu przepisy prawa wyraźnie tego zakazują.
145 2016-01-14 17:05:01 Ostatnio edytowany przez Ślimaczyca (2016-01-14 17:05:50)
Zresztą, czy chrześcijaństwo nakazuje wam wszystkim, jak macie żyć, wywiera na was jakąś presję? Gdyby islam zaczął wypierać chrześcijaństwo w naszym kraju, wszyscy by spokornieli. Poczytajcie sobie o innych religiach, wtedy zobaczycie kolosalną różnicę. Poza tym ateiści i agnostycy nie powinni korzystać z dni wolnych, które przysługują nam Katolikom, np. 25,26 grudnia, 3 Króli i wiele innych.
Chrześcijaństwo panoszy się w kraju i niestety wywiera OGROMNĄ presję, chociażby:
Nie mogę legalnie wykonać aborcji, jeśli wykonam nielegalnie kub za granicą, spotkam się z negatywną opinią, ograniczony dostęp do antykoncepcji, klauzula sumienia, tradycyjny przymus ślubów kościelnych, chrzestów, posyłania dzieci na religię (bo co inni powiedzą, bo dziecko będzie miało nieprzyjemności), procesje kościelne, dzwonienie dzwonów, krzyże w szkołach, szpitalach i innych miejscach publicznych, msze na rozpoczęcie roku szkolnego/akademickiego, zapraszanie kapłanów na ważne uroczystości jako przedstawicieli władzy kościelnej, święcenie budynków, sprzętów itd.
To tylko rzeczy, które wyrzuciłam "na jednym oddechu".
A o dniach wolnych już pięknie odpowiedziała cslady i olinja, także nic nie dodaję ![]()
Skoro wiara lub niewiara to osobista sprawa, z którą "nie należy się obnosić",to:
- żadnego finansowania Kościoła i religii ze skarbu państwa
Jestem za!
- w szkołach żadnych dni przeznaczonych na roraty
Z pewnością chodzi o rekolekcje.
- żadnego dzwonienia o szóstej rano ani o żadnej innej porze
Bez przesady, ruch na drogach bardziej hałasuje.
- żadnych wolnych dni związanych z religią
Ale dla wszystkich.
- żadnego zajmowania dróg przez procesje
I zawody sportowe, demonstracje, marsze, kwesty, imprezy kulturalne, zloty motoryzacyjne, przyjmowanie ważnych osobistości, itd... Odpuśćmy tylko staruszkom i psom. Ci pierwsi mają niedługo święto, a pieski lubię;)
- żadnego święcenia obiektów publicznych
Tu wymiękam. Rzeczywiście bez sensu.
... tak na początek.
Słowem, "módl się w domu po kryjomu". Nie chcesz? To i innych nie pouczaj o czym mają trąbić, a o czym nie.
A dlaczego po kryjomu? Jakiś wstyd? Wolność mamy.
A na poważnie, to nawet większość "katoli" uważa, że "należy oddać, co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi".
ewka3 napisał/a:Uczepiłabym się jedynie tego "niepodzielania entuzjazmu". Wydaje mi się, że dopiero, gdy męczące próby uświadamiania wywołują naturalną chęć obrony przed natręctwem, zaczynają się słowne przepychanki i obrażanie. Według mnie to działa w dwie strony. Osoba napastowana broni się i w desperacji lub doprowadzona do ostateczności obraża natręta, a ten reaguje jeszcze większą agresją.
O tym właśnie pisałam jako o "niepodzielaniu entuzjamu"
Przy czym można się bronić czynnie albo biernie. Czynnie, czyli od dyskusji do obrażania, biernie, czyli olać. Bycie olanym, kiedy ma sie tyle ważnego do powiedzenia, też może prowadzić do poczucia pokrzywdzenia i deprecjonowania "przeciwnika" w konsekwencji.
Sprawdzałam, czy dobrze rozumiem;)
Tak, bycie olanym może wzmagać chęć przepchnięcia własnego zdania, a nawet ataki na niereagującego "przeciwnika". Tylko co z tego wynika? "Przeciwnik" nie ma pojęcia, że ktoś pała do niego chęcią zemsty i kieruje litanię obelg. Za to natręt traci sporo energii i zdrowia, kisząc się we własnym sosie.
Będę nudna i kolejny raz nawrócę do "wyniosłości" w wypowiedziach ateistów i na odwrót - wierzących.
To jest ta wyniosłość, czy jej nie ma? Ma na nią wpływ wiara, filozofia, czy jakikolwiek światopogląd? Czy nie ma?
A może jest tak (ja tę opcję obstawiam), że wyniosłość nie ma nic wspólnego z wiarą?
Mało tego, im bardziej człowiek obeznany, o szerszych poglądach i spojrzeniu na świat oraz drugiego człowieka, tym mniej w nim wyniosłości.
Będę nudna i kolejny raz nawrócę do "wyniosłości" w wypowiedziach ateistów i na odwrót - wierzących.
To jest ta wyniosłość, czy jej nie ma? Ma na nią wpływ wiara, filozofia, czy jakikolwiek światopogląd? Czy nie ma?
A może jest tak (ja tę opcję obstawiam), że wyniosłość nie ma nic wspólnego z wiarą?
Mało tego, im bardziej człowiek obeznany, o szerszych poglądach i spojrzeniu na świat oraz drugiego człowieka, tym mniej w nim wyniosłości.
Raz jeszcze powtórzę - obserwując otoczenie z całą pewnością mogę stwierdzić, że to zależy od konkretnego człowieka, z samą wiarą (lub jej brakiem) niewiele ma wspólnego.
Gdybym miała pokusić się o znalezienie czynników, od których może to zależeć, to postawiłabym na ogólne, pozytywne nastawienie do świata, w tym na umiejętność zrozumienia odmiennych wyborów, szacunek dla drugiego człowieka, umiejętność patrzenia na otaczającą rzeczywistość szeroko otwartymi oczami. Moim zdaniem każdy wybór z czegoś wynika, ale trzeba chcieć to zauważyć, a potem zrozumieć.
Dla mnie wyniosłość jest równoważna z pychą, a ta zwykle bierze się z nadmiernego skupienia na własnej osobie. Czasem jest też pychą pozorną, pod płaszczykiem której ukrywa się niskie poczucie własnej wartości i zwykła niepewność.
Nie czytałam wszystkiego, nie widzę potrzeby żeby wyważać otwarte drzwi. "Pewien filozof twierdził" - zakład Pascala. Od dawna uważany za niemoralny. Byc dobrym w oczekiwaniu na nagrodę, nie czynić zła ze strachu przed kara. Ja jeszcze do zakładu Pascala dodaje, ze nadzieja na wygrana (istnienie Boga, to ze jest to ten bóg, ze ocenia wg. kryteriów które nam do wierzenia podają) jest minimalna. Same prawdopodobieństwo istnienia Boga to jakiś ułamek procenta, a skąd wiemy jaki to bóg i jak traktuje wyznawców. Wiec szansa wygrania na loterii nikła, a płacić musimy realna waluta. Mniejsza o pieniądze, ale wiara może nieźle zniszczyć życie. Np. mój system wartości jest z (konkretnie) katolicyzmem nie do pogodzenia. Przestrzeganie zasad wiary zmusiło by mnie do robienia rzeczy które uważam za niegodziwe. Wiec szansy na jakieś szczęście doczesne raczej bym nie miała.
Czy ateiści uważają się za lepszych? Myślę ze jest to odruch obronny, wystarczy posłuchać co kler mówi na nasz temat. Podludzie, mordercy, bez sumienia, hedoniści. Jak się widzi takiego nadętego księdza to trudno wytrzymać żeby mu nie zapłacić ta sama moneta.
Femte, w swojej wypowiedzi za duży nacisk kładziesz na doktrynę wiary katolickiej.
Dyskusja ustaliła, że liczy się pojedynczy człowiek. Od jednostki zależy pojedyncze postrzeganie wiary.
Ateiści, i owszem, potrafią być wyniośli, ale nie bardziej niż wierzący.
W sumie, to ludzka psychika jest jednaka. Wierzący nakręceni wiarą, staja się utrapieniem i ateiści mają podobnie.
Dla mnie temat się wyjaśnił. Wszystko zależy od człowieka. Nie ważne, czy nie wierzy, czy pali się w nim ufność.
Ważne, żeby być szczerym w tym, co się wyznaje. I żeby szczerość wynikała z poznania, a nie wykucia na pamięć reguł, albo tradycji, którą nam wpojono.
Zeby nikt nie mial watpliwosci - cytaty z jednego tylko ksiedza -Oko.
trzeba pamiętać, że do największych zbrodniarzy w dziejach należą ateiści
gender nie służy prawdzie; służy natomiast celom ateistów, w szczególności maniaków seksualnych
„elementów myślenia ateistycznego, które stoi u podstaw gender”, prelegent wymienił m.in.: „prowadzenie życia w zgodzie z tym modelem aż do największych wypaczeń seksualnych oraz dążenie do władzy absolutnej, by panować nad innymi i wprowadzać swoje teorie w czyn”.
U ateisty łatwo następuje degradacja człowieczeństwa. To widać w głębokiej niemoralności ich życia.
Lekarze wierzący należą do tych najlepszych, a ateiści dążą do tego, by ich wyrzucić na bruk - (.....) - Ateistyczna nienawiść wobec więżących lekarzy godzi się nawet na śmierć pacjentów
Myślę, że ateistów nie powinno obchodzić to, co mówią księża. No bo jeśli ktoś jest nam obojętny i nie jest dla nas autorytetem, to jak można się przejmować tym, co mówi? Gorzej, gdy takie rzeczy mówi rodzina ateisty lub jakieś bliskie dla niej osoby, bo wtedy siłą rzeczy każdego jakoś to ruszy i reakcją obronną faktycznie może być wyniosłość.
A wiesz co to jest populizm i ogłupianie ludzi? Społeczeństwu powinno ogólnie zależeć na tym, żeby jako grupa było mądrzejsze i zgrane a nie ogłupiałe i podzielone przez bandę, która potrafi jedynie narzekać i złorzeczyć na wszystko co rzekomo jest 'złe' (chociaż nie mają KOMPLETNIE pojęcia o czym rozprawiają z ambony). I pobierać haracze za ich PRACĘ.
Zależy od podejścia. Ja tam uważam, że jeżeli ludzie są ogłupiali, to wina ludzi, a nie księży, mediów, polityków itp. W dobie internetu jest dostęp do różnego rodzaju informacji, ma to każdy na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba czerpać informacji z jednego źródła, można samemu poszukiwać. Jeśli ktoś jest leniwy intelektualnie i podatny na manipulacje, to jest to jego wina, a nie manipulatorów, których owszem, potępiam, ale nie tracę energii na myślenie o nich, ani tym bardziej na nienawiść do nich. Jakby nie było kościoła, to ludzie znaleźliby sobie coś innego. Niektórzy po prostu lubią szukać sobie ideologicznych problemów, nienawidzić kogoś innego i budować swoją tożsamość poprzez stawianie się w opozycji do kogoś. Mówię tu oczywiście o obu stronach, bo tak jest niezależnie od wyznania.
W ten sposób to by można było skracać i kwestionować wszystkie, jakiejkolwiek maści konflikty, problemy, przeciwne poglądy, stanowiska etc etc. Do mnie to nie przemawia.
Poza tym argument jest trochę kulawy bo wyznawcy KK to w dużej mierze osoby starsze, które już aż tak bardzo nie siedzą ani w nowoczesnych mediach ani też nie widzą powodu (bo tak było od lat, bo tak jest, bo tak musi być, bo wszystko co inne to zło, bo takie jest życie, bo siamto etc) by kwestionować decyzje kleru. I właśnie dlatego uważają ich za mędrców chociaż Ci mędrcy takie mają pojęcie o tym co wygłaszają jak ja o balecie współczesnym.
155 2016-01-26 17:23:41 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2016-01-26 17:27:52)
Jakiejś szczególnie dużej (większej niż u nie-ateistów) wyniosłości nie zauważyłam. Zauważyłam natomiast zbyt dużą pewność co do swoich przekonań połączoną częstokroć z obłąkańczym zacietrzewieniem. Z czego to wynika? Cóż - postawa typowa dla człowieka który co dopiero odrzucił to w co wierzył, i postanowił kroczyć nową ścieżką. Dużą rolę gra tu też zapewne potrzeba odgryzienia się (świadoma lub nieświadoma) za przymus, wcześniejsze decydowanie o jego życiu/wtrącanie się do jego spraw przez księży/kościół/wierzących rodziców.
"Ateistom mówię: kocham was bez względu na to, jak mnie obrażacie. W waszych wysiłkach, aby wszystko wyjaśniać rozumowo, widać po prostu inny rodzaj wiary — wiary w to, że człowiek ma wszystko pod kontrolą. Tak nie jest. Moje kochane dzieci, o które walczę, są zachęcane, aby podążać za szatanem, zwodzicielem i wrogiem ludzkości. Zapytajcie ateistę, który robi wszystko, aby piętnować wiarę w Boga, dlaczego to robi?Czy nie wystarczy, aby po prostu we Mnie nie wierzyć? Dlaczego ci ludzie kłamią? Wiele grup ateistów ma swoje agendy, służące do sprowadzania Moich dzieci na złą drogę. Ich wiara, że Ja nie istnieję, to po prostu inny rodzaj religii. Religii, która wychwala potęgę rozumu, inteligencję i pychę. Naśladują w tym szatana. W swojej ślepocie podążają za innym rodzajem wiary — uwielbieniem Ciemności, gdzie nie istnieje miłość.
Tak zapalczywi, tak dumni ze swych przekonań są ateiści, że nie rozumieją, że ich postawa to religia — religia kusiciela, który śmieje się z ich głupoty."