Kochane Kobietki !
Mam pewien problem z moim mężczyzną. A właściwie On ma problem a Ja nie umiem mu pomoc. Wczoraj uświadomił mi, że prawdopodobnie popadł w jakąś "durną depresje". Nie umie odnaleźć problemu, dlaczego tak jest, mówi że nie chce mu się nic, że go nic nie cieszy i że ostatni raz szczęśliwy był 3 miesiące temu.
Osobiście na początku mnie to zabolało. Bo jak można mając wszystko - dom, rodzinę, miłość, prace - mieć doła ?
Powiedział mi, że to nie jest moja wina. Tak naprawdę szczęśliwy czuje się przy mnie, ale gdy tylko wyjdzie to co kiedyś miało sens dziś już nie ma. Mianowicie wyjście z kolegami na piwo, granie na gitarze, próby z zespołem, granie w Heroes na komputerze (o akurat z tego to się ciesze bo kiedyś potrafił pół dnia grać w to xD).
Ogólnie jest przygnębiony. Z tego co wiem pomaga mu mój uśmiech, moje zadowolenie i niesamowita radość... Ale jak mam się teraz cieszyć, kiedy wiem co w Jego środku siedzi ? Nie umiem udawać radości gdy mój mężczyzna jest smutny.
Poradzcie mi co powinnam/ on powinien zrobić by wyjść z tej "depresji".
Ps. Piotrek uważa iż depresja trwa wiecznie. Gdy raz się zacznie to się nie skończy nigdy bo to choroba psychiczna. Twierdzi tak bo Jego brat wpadł w depresje 9 lat temu i nadal w niej jest.
Powiedzcie mi... Czy On ma racje ? (bo mam nadzieję że nie...)