Nie mam szacunku dla swojego ojca, bo jest zimnym, człowiekiem, egoistą, który nigdy nie pokazał, że jestem dla niego ważna. Jedynie zakazy, nakazy, krytyka, kary. Zero ciepła. Niczego mu nie zawdzięczam, poza nerwicą i niskim poczuciem własnej wartości. Jest dla mnie nikim, odnosi się do najbliższych po chamsku, ja się go boję, potrafi być agresywny i niesprawiedliwy. Nie da się z nim po ludzku rozmawiać. Nie jest dobry ani dla mamy, ani dla własnych dzieci, jest aspołecznym typem, który nie powinien zakładać rodziny. Na zewnątrz oczywiście każdy myśli co innego, że spokojny, przykładny mąż i ojciec. Pozory. Boli mnie to, że wciąż muszę znosić jego obecność, wyobrażacie sobie jaka atmosfera jest w domu. Jestem z tym osamotniona. Nie zawdzięczam mu nic, nie nauczył nas niczego, ciągle tylko się go bałyśmy. Chwilami jest mi obojętny, a chwilami czuję straszną złość i cierpienie, że jesteśmy takimi jego pachołkami.
Dla mojej mamy on wcale nie ma szacunku, Mama chyba pogodziła się z tą rolą, ale od kiedy on jest na emeryturze, zaczęła się buntować i teraz już nie jest służącą w domu. A tego chyba od niej oczekiwał. Tylko, że ona jest bezsilna wobec jego tyranii psychicznej. Nie ma do niej za grosz szacunku, do mnie tez nie tylko jedna z cztrerech sióstr wychwala pod niebiosa.
Prosze powiedzcie co zrobic bo juz nie daje rady. Mama w szpitalu od miesiaca, pisze ze ojciec sie zali ze nie przychodze. Prosila bym go odwiedzila ale ja nie potrafie bo kazda wizyta mnie bardzo stresuje. Jestem bezsilna ![]()