![]()
1 2010-04-29 18:00:16 Ostatnio edytowany przez moni1990 (2010-07-14 12:43:24)
2 2010-04-29 18:43:32 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2010-04-29 18:51:15)
Hej
W tej sytuacji ślub to chyba ostatnia rzecz o jakiej powinno się myśleć nie mówiąc już o dokonaniu tego. W sumie napisałaś dośc lakonicznie w jaki sposób narzeczony wpędził Cię w taki stan i czy to na pewno tylko on jest przyczyną. Ale o ile dobrze zrozumiałem problemem jest jego zaborcza zazdrość, której Ty się wręcz boisz.
No jeśli tak faktycznie jest a Ty czujesz, że nie dość, że dusisz się w tym związku to jeszcze czujesz lęk przed złością narzeczonego i kontrolowaniem Twojego życia to jest to poważny problem. Życie podszyte lękiem choćby o tak błahe sprawy jak wyjście z koleżanką na kawę to udręka.
Na pewno nie jesteś gotowa na ślub - to pewne. W zasadzie nawet nie wiadomo czy byłaś gotowa się zaręczyć. Oczywiste jest, że w Twoich problemach zdrowotnych, partner, który kocha Cię nad życie będzie Ci pomagał, troszczył się o Ciebie - to jest normalne. Sęk w tym, że on pewnie nie widzi, że oprócz tego osacza Cię swoimi podejrzeniami i nadaktywną miłością, co nawiasem mówiąc nie zawsze tą miłością już jest.
Natomiast zaawansowana nerwica w tak młodym wieku nadaje się do leczenia. Miałem dość bliski przypadek osoby z nerwicą w młodym wieku. Niezbyt przypilnowana i leczona niestety daje później jeszcze gorsze konsekwencje.
Cóż, kilka spraw tu jest nie w porządku - dlatego zastanów się czy chcesz dalej żyć w takim układzie, czy może są jeszcze inne powody? A już na pewno zadbaj o poradę lekarską bo tego nie można bagatelizować.
moni1990 nie wiem co ci napisać co masz zrobić z narzeczonym sama musisz wiedziec czy go kochasz czy nie dlaczego sie zareczyłas wbrwe swojej woli a co do nerwicy lekowej to cie bardzo dobrze rozumiem sama choruje juz pare lat na nia mam takie same objawy jak ty zawroty głowy kołatanie serca omdlenia i juz nie moge sobie z tym poradzic juz nie daje rady nawet nie wychodze z domu lecze sie u psychiatry przepisał mi nowe leki i zaczełam je brac po nich czuje sie beznadziejnie ale codziennie sobie wmawiam ze bedzie dobrze bo przecierz musi byc musisz sie leczyc a nad tym zwiazkiem sie powaznie zastanowic najwazniejsze jest to czego ty chcesz pozdrawiam cie cieplutko
4 2010-04-30 10:33:33 Ostatnio edytowany przez moni1990 (2010-07-14 12:44:03)
![]()
Czesc Moni...Julcia i Don Pedro dobrze Ci radza,musisz odczekac troche i przemyslec to wszystko...
W tej chwili dopadła Cie depresja i pierwsze co musisz zrobic..to udac sie do specjalisty....
Wazne jest bys w tej chwili doszła do formy,odwołaj ten slub...lub odczekaj jakis czas,ty naprawde...
Masz nerwice i to silna,kiedys sama to przeszłam,i doskonale Cie rozumiem....
A taki stan nie pozwala na realne myslenie,w koncu twoje zdrowie jest tu najwazniejsze...
Pozdrawiam Cie i zycze kochana wszystkiego dobrego...
Witam coco59. Wiem ślubu nie będzie narazie, mój narzeczony mnie rozumie, ja musze wyjść z tego wszystkiego żeby wpełni cieszyć się ślubem i życiem.. tzn do jakiego specjalisty mam się udać? Ja nie chce brać leków:( boje się że będzie jeszcze gorzej po nich, w tej chwili czuje się dobrze ale są momenty kiedy jest mi na prawde ciężko:( na szczęście mam oparcie w rodzinie i w narzeczonym, gdyby nie oni to wszystko nie miało by sensu.. Zdaje sobie sprawe że dopadła mnie nerwica i to dosyć silna, lecz staram sobie dawać z nią rade za pomocą psychologa, lecz leków boję się brać.. a ty jak sobie z tym poradziłaś? ile się męczyłaś? Napisz:)
Witaj
wiesz ja tak samo dostałam nerwice głównie lęków od momentu zaręczyn , chodze do psychologa nie biore leków i pomimo iż wiem jakie przyczyny , lęki mam takie i paniki że mnie wykańczają , do tego nic mnie nie cieszy nie mam ochoty na nic a jak widze innych jak sie cieszą z majówki bo jadą tu tam a mnie przeraża dosłownie wszystko, nasiliło sie po zaręczynach a teraz mam sie z nim przeprowadzić i mam takie ataki że matko boska , ale ile można zwlekać wyprowadzke i decyzje o tym i tkwić ciągle w niewiadomej nie wiem co dalej będzie , też mam stres i sie boje z bezsilności tylko płacze bo nie wierze dlaczego to mnie spotkało tak bardzo chcialabym jak dwaniej a tu czuje sie jak inwalida a moj organizm z psychiką ledwo zipią
Płacz nic nie da, tylko gorzej się nerwicujesz płacząc, ja też już się tyle zryczałam bo również nie mogłam się pogodzić z tą prawdą o tym że dopadła mnie nerwica lękowa.. teraz oswoiłam się z tym, już wiem co mi jest i wiem że musze nauczyć się z tym żyć po części i wiem że muszę to leczyć.. ty również zdecydowałaś się na terapię u psychologa, a leki dostałaś? Ja jak pomyśle sobie o jutrzejszym wyjeździe to dostaje paraliżu że może mnie dopaść to własnie w czasie jazdy z narzeczonym lub już na miejscu na mazurach:( dzisiaj kompletnie nie mam apetytu a są takie dni kiedy bym tylko jadła... jak można to zwalczyć? już sama nie wiem, może praca? zajęcie czymś myśli, bo to wszystko dzieje się przez nasze myśli i wyobraźnie.. ale nie wolno się poddawać!! to najważniejsze nie wolno się temu poddać bo będzie jeszcze gorzej.. widzisz ciebie też przez zaręczyny to dopadło, a ile masz lat? ile już męczysz się z nerwicą?
ja z nerwicą już długo siie męcze ale tak naprawdę sie zaczeło od zareczyn 2 lata , leków nie biore ja mam sie przeprowadzać w poniedziałek a normalnie trzepie mną na sama myśl i mam takie lęki że masakra także płacz jest dobry do wywalenia emocji z nas to jest ważne bardzo , nie wiem zatsanów sie ty może jakie kontakty miałaś z rodzicami jak to wyglądało u mnie decydowali rodzice za mnie i sie tak nauczyłam a teraz sobie nie umiem poradzić i tu decyzje takie padają a ja poprostu sie gubie
z tym płaczem to może i dobre, bo daje upust emocją faktycznie ale też są przy tym nerwy, aż w gardło ściska.. widze że mamy ten sam problem, za mnie też wiele decyzji podejmowała matka, ojciec zawsze uważał że mam swoje życie i że ja podejmuje decyzje za siebie skoro jestem dorosła, a matka na odwrót, do zaręczyn też zostałam na mówiona, w dniu zaręczyn chciałam wszystko odwołać lecz mama mówiła mi że wszystko będzie dobrze, że to tylko stres tak na mnie działa no i stało się.. i teraz tez mam z tym problem, mama teraz mówi że chce żebyśmy się pobrali za rok ale ona nie wie że ja tego nie chce to ja jej przytakuje, ale i tak nie wezniemy slubu za rok dopuki ja się nie wylecze.. i jak sobie teraz z tym radzić:/
Moim zdaniem jest presja na tobie wszyscy wkoło a nie ważne co ty chcesz i co czujesz?
nikogo to nie obchodzi, moim zdaniem namawianie kogoś to już jest robienie wbrew tobie dlatego sie odzywa nerwica , moim zdaniem powinnaś zrobić jak ty uważasz a nie jak uważa mama, facet czy ktokolwiek inny ty bedziesz decydowała za siebie a to że bedziesz nieszczęśliwa to co mama też ci w tym pomoże? ja widze u ciebie ewidentny konflikt i przyczyne
czuje się z tym okropnie żałuje tych decyzji podejmowanych pod presją mamy i narzeczonego... ale do ślubu już nikt mnie nie zmusi i nie pozwole na to by ktoś decydował za mnie! Już dosyć tego, wiecznie każdy mi się we wszystko wtrącał, teraz widać tego skutki.... to było też dlatego że byłam młoda.. nie wiedziałam co będzie pakując się w to wszystko. teraz już wiem, kocham mojego narzeczonego lecz nie jestem w tym związku szczęśliwa bo wszystkie decyzje zawsze ktoś podejmował za mnie. teraz chciałabym znaleść pracę, nie żyć już na łasce rodziców i narzeczonego, tylko że wszędzie potrzebne jest doświadczenie a mi go brak bo zamiast po szkole iść do pracy lub na jakiś kurs to ja zasiedziałam się w domu:( a teraz mam problem z nawiązywaniem kontaktu z kim kolwiek..
moim zdaniem powinna iść do pracy jak najbardziej do pracy spróbować czegokolwiek ja pomimo objawów chodze do pracy choć teraz mi dowala z wyprowadzką myśle czy mam iść czy nie nie wiem sama co mam sądzić o tym , czy objawy mówią boisz sie tylko czy mówią nie idź tam i tu też mam problem bo marze o normalnym życiu jak kiedys
Wiem, praca jest dla mnie jak lekarstwo, tylko ciężko jest mi znaleść tą pracę. myśle żeby iśc na kurs krawiecki to jak mi się uda nauczyć może będę szyć ubranka, to by było przyjemne zajęcie uszyć komuś coś ładnego:) ja mam jeszcze taki problem że unikam znajomych, nie umiem z nimi rozmawiać tak jak kiedyć. tzn już dawno się z nimi nie odzywam ale jakbym miała z nimi rozmawiać tak jak kiedyś to bym nie umiała, denerwowałabym się i zaraz bym dostała kołatania serca, i jeszcze zemdleć mogę:/ ta nerwica mi życie rujnuje dosłownie!! już tak mnie to drażni że szok.. jutro nakupuje sobie gazet do samochodu na podróż żeby zająć się czymś.. czasem stoje w sklepie z zakupami i nagle czuje że zaczynam się bać, już tak myśle że zaraz wpadne w panike i wstydu sobie narobie przy ludziach, a jeszcze jak jest jakiś wiekszy tłok to już wogóle, duszno mi się robi, kręci mi się w głowie, tragedia!! Żeby bać się iść do sklepu:(
znam to monia dokładnie jak piszesz ja jestem tak wykonczona że nie mam sił poprostu sie zakopać chyba tak nic mnie nie cieszy ukrywam juz przed rodzicami to jak siee czuje bo zaraz jest pretensja i żal do mnie przez co mnie bardziej pogrąża to wszystko w domu nawet normalnie nie potrafie bo zaraz mysli atakuja i nerwy życie dla mnie sie skończyło
Dorota mam dokładnie takie objawy jak ty nerwica mnie wykańcza już nie wiem co mam robić nie mam siły na nic mam leki przed wychodzeniem z domu mam leki przed wszystkim odechciewa mi się wszystkiego
eh jedno pociesza że nie jest sie samemu , ale jak bardzo dobija fakt gdy widzimy wszystkich wkoło uśmiechnietych cieszących sie a my już nie wiemy czego chcemy jak sobie pomóc i co zrobić by na chwile sie poczuć jak kiedyś, ja powiedziałam jak tak dalej będzie i wyprowadzka mi nie pomoże to ja chyba dam sobie kulke w łeb
ja mam tez juz dosyc jest weekend majowy wszyscy gdzies ida a ja znowu siedze w domu i nie potrafie wyjsc kazdy sie bawi smieje a ja cztery sciany i to jest moje zycie
oj julciu znam to naprawde ja jeszcze chodze do pracy ale z takim wysiłkiem że szkoda gadać sama trace nadzieje na lepsze jutro zapłaciłabym każda cene by było ok i każdy dzień dla mnie byłby wtedy traktowany jak cud
ty jeszcze chodzsz do pracy ja nie dałabym rady a chodziłam pracowałam i tez oddałabym wszystko za tamto zycie jakie miałam bez lekow zyłam normalnie bawiłam sie spotykałam z przyjaciółmi a teraz szkoda gadac
chodze ale nie wiesz z jakim trudem i ile mnie to kosztuje wysiłku , jestem zdołowana jak ataki mnie biorą to nie wiem co mam zrobić , nie widze tak samo szans na lepsze jutro na nic, nie mam siły ani nie widze sensu życia
Dla mnie też normalne życie bez stresu się skończyło już dawno.. mama mówi że sobie wmawiam ale co tu sobie wmawiać jak to się po prostu dzieje.. ty masz prace to jeszcze jakieś zajęcie masz, a jaa!!:( a może jak się przeprowadzisz z narzeczonym to będzie ci lepiej, będziesz sama sobie wszystkim rządzić, nikt ci się nie będzie wtrącał.. Zaczniesz inne życie.
obys monia miała racje że nie diabeł taki straszny jak go malują oby , ale sie tego boje presje mam na sobie to wychowanie przez rodziców i to decydowanie za nas to masakra mam nadzieje ze sie polepszy nie pogorszy
myślę że będzie ok tylko ty też nie możesz sobie wmówić że nie będzie, bo jak z góry założysz że będzie źle to tak będzie. Ale skoro rodzice wywołują na Tobie presję to powinno ci się polepszyć jak będziesz mieszkać tylko z narzeczonym, i będziesz robić co będziesz chciała i ugotujesz coś smacznego:) inne życie..
mam nadzieje moniu że tak będzie , że poznam siebie że przyniesie mi to jakaś ulge w tym wszystkim a nie na odwrót bo skupiam sie na sobie i objawach bardzo mocno wiadomo jak to jest boimy sie znowu tego że przyjdzie i bedzie
oj uwierz mi Dorotko że ja też skupiam się strasznie na tych moich objawach, na zdrowiu, strasznie mnie to martwi bo nie wiem co mnie spotka jutro czy do dnia ślubu będę zdrowa czy też nie.. boje się tego wszystkiego:( zadręczam się tym codziennie. Tęsknie za dawną sobą:( wiele bym oddała żeby wróciła dawna ja.. radość z życia. wyjścia z domu bez obaw.. a ty Ślub kiedy bierzesz? też pewnie się panicznie boisz..
no ja narazie nie biore ślubu narazie mam presje wyprowadzki, ślub wezme jak po wyprowadzce będzie wszystko ok ze mną i stane sie pewniejsza wszystkiego i bede tego naprawde chciała, ty też powinnaś tak wyjść z tego założenia
poza tym ten problem mój , problem polega na tym , że zawsze decyzja należała do moich rodziców za mnie gdzie jechałam czy coś to z nimi , bo jak ich nie było to było przerażenie i stres dla mnie smutek tęsknota , bo ja nie umiałam sama za siebie decydować tu podjełam decyzje i w konsekwencji jest burza i wysyp objawów , wiec wiem że mogłabym całe życie przy nich siedzeć bez faceta i bym nie miała takich lęków, ale co z tego jakbym była nieszczęśliwa?
tzn z jakiego założenia? że ja też powinnam najpierw się wyprowadzić z domu i zamieszkać z narzeczonym tak? o to chodzi?
no nie myślałaś o tym?
no tak właśnie co z tego że masz rodziców i jesteś z nimi ale nie masz faceta i nie cieszysz się życiem. A poza tym Rodzicie też kiedyś umrą prawda... i trzeba będzie sobie jakoś radzić bez nich.. nauczyć się żyć bez nich.
oj ja już u niego mieszkałam i właśnie tam nabawiłam się takiej nerwicy.. mieszkałam tam ze 2 lata. dłużej nie dałam rady i wróciłam do rodziców... w domu mi się znacznie polepszyło ale też nie jest tak jakbym chciała żeby było. I teraz żebym mieszkała z narzeczonym musimy zbudować dom, to zejdzie się jeszcze troszke zanim ten dom postawimy.
no dokładnie tak jak piszesz jest , ale to teraz musze sama sobie wypracowac i stawic czoła temu wszystkiemu tak jak i ty
Myśle że jakbym nauczyła się samodzielnego życia to znacznie lepsze by było życie, nabrałabym pewności siebie.. i pewnie przestałabym mieć lęki.. znacznie lepiej bym się czuła. Pewnie ślubu tez bym sie nie bała tak jak się boje teraz. Dorotko a jak ty się teraz czujesz?
no ja dzisiaj fatalnie szczerze mam lęki i wogóle jestem rozbita ale to z myślą o tym wszystkim , także napewno jakbyśmy sie same nauczyły życia byłoby nam łatwiej, gdyby sie inaczej podchodzić do tego. Monia ty wiesz co jest twoim konfliktem i musisz to rozwiązać , wydaje mi sie że nie umiesz wyznaczać też sobie granic i dajesz sobie wchodzic na głowe
Ja wiem, jest dokładnie tak jak napisałaś, dałam sobie wejść na głowe i to nie raz.. i jak czegoś z tym nie zrobie to znowu na pewno dam sobie wejść na głowę matce i nie tylko zresztą.. muszę nad sobą po pracować. A ja teraz poczułam się trochę lepiej, nabrałam apetytu, ale rano to nie było dobrze.. Mi jest najgorzej zacząć ranek. Jak już dobrze zaczne ranek to jakoś zleci ten dzień, chociaż jak najdzie mnie lęk to panika od razu:(
a mieszkaliscie sami? czy ktos jeszcze
?
Nie. Z jego rodzicami.. to był zły pomysł żeby z nim zamieszkać, teraz tego żałuje. Człowiek się uczy na błędach, już więcej takiego błędu nie po pełnie bo przepłaciłam zdrowiem psychicznym..
to musicie sami zamieszkać a nie z kimś bo to błąd jest duży bo wtedy nie poznajecie siebie wogóle