Wiem, że tytuł brzmi co najmniej śmiesznie ale mój problem jest poważny.
O swoim życiu pisałam już w temacie ,,Nerwica natręctw i ciężka depresja- historia Amelii". Tutaj chce poruszyć małą część tego wszystkiego, która każdego dnia staje się coraz bardziej uciążliwa.
Od dziecka na problemy albo stres reaguje tak samo: gryzieniem siebie. Dokładniej chodzi o to, że gryzę wewnętrzną stronę ust. I nie jest to obgryzanie a wręcz zjadanie. Po każdej takiej ,,sesji" mam w ustach pełno krwi i czasem aż ciężko mi zatamować ten krwotok. Nie mówiąc już o dziurach w ustach i spuchniętych wargach, które uniemożliwają jedzenie...
Wiem, że od takiego gryzienia można dostać raka ale nawet to nie powstrzymuje mnie od robienia tego po kilka razy dziennie... Nie pamiętam już, kiedy ostatnio wewnętrzna strona moich ust była całkowicie zagojona...