Tak samo jak uzależniać swoją "wiarę" od danego "złego" księdza, którego nie lubimy, który "na pewno ma kochanke" czy na 100% jest pedofilem, a trzeba go słuchać. Bardzo krzywdzącym jest ocenianie wszystkich w danej grupie poprzez jej czarne owce, a juz w szczegolnosci przez subiektywne oceny np przykazan, nakazow czy zachowań. Katolik to ten, ktory dostosowuje sie do prawa katolickiego, a nie ustanawiający sobie je według własnego widzimisie i własnej wygody. Szczegolnie porównując się z gorszymi ludźmi. Jakaś dziwna moda panuje - równać do gorszych. Czemu nie patrzymy w górę, ambitnie? Bo się nam nie chce, bo to zaprzeczy naszemu komfortowi i naszemu zdaniu "na nie" dla instytucji kościoła, księży i wiary. A jakże. Ten chleje, a nazywa sie katolikiem, to czemu ja tak nie moge? Czemu mam byc GORSZY? A czemu nie chcesz byc lepszy? To jest pytanie.
Brak argumentów dla ludzi, którzy patrzą na ręce innych. Jak ksiądz nie zachowuje sie jak powinien (zgodnie z przykazaniami, czyli jest hipokrytą) to jest to indywidualna jednostka i powinna być oceniona JAKO CZŁOWIEK, a nie jako grupa. Można z nim walczyć, albo można go zignorować idąc np do spowiedzi do innego. Kolejny przykład zrzucanie odpowiedzialności z siebie - partner nie wierzy, więc ja przez niego też nie wierze, łamie przykazania, ale nadal nazywam sie katoliczką, wierzącą. Jest to śmieszne. Można samemu wytyczać sobie co jest dobre, a co złe, a na ocenę czekać do śmierci. Tylko wtedy ucieczki czy szansy poprawy może już nie być. Już niekoniecznie będzie sie najmądrzejszym i jedynym słusznym.
Smieszą też ludzie, którzy cały żywot nie podporządkowują się prawu katolickiemu, a nagle śmieją mieć oczekiwanie wobec instytucji kościoła. Jak chociazby przykład nie przyjmowania na kolęde, nie chodzenia do kościoła, a nagle wymagania godnego pochówku. Nie jestes katolikiem całe życie (bo sie nie stosujesz) to jakim prawem masz oczekiwać, a pozniej wieszać psy? Dziecinne podejście jak wymaganie wypłaty, kiedy do pracy się nawet nie przychodzi.