Jestem osobą wierzącą ale nie praktykującą z wyboru i przekonania. Nie uznaję kościoła ani księży. Wolę rozmawiać sam na sam z Bogiem. Czasami zachodzę do kościoła, bo szukam tam ciszy. Wiem sporo na temat religii i podziwiam tych, którzy wierzą i trwają w tym wierzeniu z całym "arsenałem" czyli chodzeniem do kościoła co niedziela itd, niemniej dla mnie to co wyprawia kościół w Polsce jest nie do zniesienia. Denerwuje mnie to kiedy ludzie mówią, że trzeba wierzyć i praktykować albo nie wierzyć... i że muszę wybrać jedno z dwóch ... że nie ma takiej drogi pośredniej ...Znam dużo takich osób jak ja - czy jestem przez to gorsza ?
Mam to samo.Uważam że to z lenistwa.
Posunełam się troche dalej i doszłam do wniosku,że droga prawdy jest właśnie gdzieś po środku.
Ja też tak mam niestety. Chodzę do kościła prawie wyłącznie, aby przeżyć misterium, ale kazania nie słucham - na ogół usłyszę w nim coś agresywnego, obraźliwego (jak wtedy gdy proboszcz powiedział kilkakrotnie w ciągu 5 minut, że poza Kościołem nie ma zbawiednia i "innowiercy" (nawet inni chrześcijanie) nie zostaną zbawieni i czeka ich potępienie. Rodzina mojego ojca była ewangelicka i prawdę mówiąc bardzo mnie zabolały te słowa - choć przecież nieprawdziwe).
Generalnie wydaje mi się, że przez takie teksty słyszane w kościele wiele osób traci wiarę.
Odświeżam wątek.
Jakie jest Wasze podejście do wiary w Boga?
Wygląda to tak ,jakby ludzie sami stworzyli sobie teorię w jaki sposób życ według własnej wiary.
Może to trochę taka wiara po swojemu.
Czy nie jest tak ,że jedno przekreśla drugie?
Bóg ustanowił dla ludzi przykazania.
W takim razie na czym polega Wasza wiara skoro nie stosujecie się np do 3 przykazania -"Pamiętaj abyś dzień święty święcił " ?
Wkurzyło mnie to, że podczas spowiedzi ksiądz walnął do mnie tak: "Jeśli jeszcze raz przyjdziesz z takimi grzechami to nie dam rozgrzeszenia" (a grzechy typowe dla młodej osoby związanej z kobietą). To mnie taki księżulek będzie pouczał a sam grzmoci panny na lewo i prawo? O nie, zmieniłem nastawienie do kościoła po tej akcji. Oczywiście, jestem katolikiem i chodzę do kościoła tak często jak tylko mogę a nie tylko od święta ale nie będzie mi tu burak umoralniał skoro sam ma za uszami sporo.
Właśnie przez postawę księży w dzisiejszych czasach (nie wszystkich oczywiście) wiele ludzi odchodzi od kościoła. Bo co się tam słyszy? Że dobrym człowiekiem można być tylko chodząc do kościoła. Ostatnio zraziło mnie to, jak ksiądz na kazaniu powiedział, że młodzi ludzie słuchają ciężkiej muzyki, upijają się, mieszkają i współżyją bez ślubu, a potem dziwią się, że im się w życiu nie układa. Tak jakby właśnie to było powodem wszystkich nieszczęść... To odsuwa od kościoła, zamiast do niego przybliżać, niestety.
7 2013-02-15 10:24:59 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-02-15 10:27:25)
Bawi mnie takie wyznanie "wierzę, ale nie praktykuję". To jakby powiedzieć "kocham, ale nie praktykuję". Albo, albo. Albo jestem członkiem jakiegoś kościoła czy grupy religijnej - z wyboru - i akceptuje dogmaty, zasady, w swoim domu uskuteczniam praktyki tegoż, albo nie jestem katolikiem/muzułmaninem/żydem czy kimkolwiek innym i choć wiem w co dani ludzie wierzą i uważam, że parę z tych kwestii jest nawet słusznych, to i tak tej wiary nie uskuteczniam i nie uważam się za jednego z nich.
Dla mnie osobiście ciekawą jest obserwacja, że takie podejście "niby jestem wyznawcą i członkiem x, ale ośmieszam dogmatykę, podważam obyczajowość i gardzę duchownymi" jest charakterystyczne jedynie dla katolików. Wychowywałam się i nadal przebywam w środowisku bardzo wielowyznaniowym - od lat znam kilka środowisk protestanckich, muzułmańskich, judaistycznych, ale tylko u moich przyjaciół katolików spotykam się z takim podejściem. Zupełnie jakby im ktoś to wyznanie narzucił, a oni nie mieli możliwości skonsultować tego wyboru z własnym rozumem i sercem, a zmuszeni byli do czegoś wbrew sobie.
Nocnalampka, można wierzyć, ale nie praktykować. Wierzę w Boga, nie w ludzi, którzy za zawód wybrali kapłaństwo. A gdzie w piśmie świętym napisane jest o tych wszystkich zwyczajach katolickich, o przyjmowaniu księdza do domu raz do roku, o chodzeniu co niedziele do kościoła? Dzień święty święcić mogę poprzez modlitwę w domu. Gdzie napisane o zakazie spożywania alkoholu do 18 roku życia? O słuchaniu 'ciężkiej' muzyki? To wszystko jest wymysłem ludzi. Więc wierząc w Boga nie musze wierzyć we wszystko co przez wieki wykształciło się w mojej religii.
Poza tym autorka wątku nie napisała czy jest katoliczką, może jest chrześcijanką i wtedy ma prawo do takiej decyzji. Ja nie widzę w tym nic zabawnego, każdy ma prawo wyboru. Zresztą nie dziwię się, że takich osób jest coraz więcej.
Nemezys, zgadzam się. Tyle, że ja mówię o czymś innym nieco. Miałam na myśli tych, kórzy uważają się za członków jakiejś grupy religijnej i przy okazji głoszą, że "wierzą, ale nie praktykują", bo jednak wydaje mi się, że skoro wierzę i uważam się np za katolika, to znaczy, że: nie współżyje przed ślubem, obchodzę święta kościelne w sposób określony przez kościół i wiele innych. Bo jestem katolikiem, więc wierze jak katolik, i żyję jak katolik. Ja oddzielam zupełnie deklarację bycia człowiekiem wierzącym w Boga, od deklaracji przynależności konfesyjnej. Choć i jedna i druga jakieś zasady na człowieka nakłada, to jednak są one zwykle odmienne.
Zastanawiam się, czemu za chrzest, ślub czy pogrzeb mam płacić dla księdza. W Piśmie Świętym nie ma wzmianki, że jakikolwiek chrześcijanin płacił za takie obrzędy.
12 2013-02-15 12:29:05 Ostatnio edytowany przez Nemezys (2013-02-15 12:30:35)
Tutaj masz rację
Tylko my będąc ochrzczeni nie mamy innego wyjścia "oddzielenia" wiary od bycia członkiem religii, jak tylko apostazja... Więc albo być 100% wyznawcą religii, albo odejść... Brakuje w kościele miejsca dla tych, którzy wierzą, ale mają swoje zdanie ![]()
Majszter, w PS jest mowa natomiast o tym, aby nie wzbogacać się, nie gromadzić kasy, nie stawiać pomników... i co? Księża zbieranie pieniędzy podstawiają pod jakieś przykazanie pewnie.
13 2013-02-15 13:49:13 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-02-15 13:50:20)
Nocnalampka, można wierzyć, ale nie praktykować. Wierzę w Boga, nie w ludzi, którzy za zawód wybrali kapłaństwo. A gdzie w piśmie świętym napisane jest o tych wszystkich zwyczajach katolickich, o przyjmowaniu księdza do domu raz do roku, o chodzeniu co niedziele do kościoła? Dzień święty święcić mogę poprzez modlitwę w domu. Gdzie napisane o zakazie spożywania alkoholu do 18 roku życia? O słuchaniu 'ciężkiej' muzyki? To wszystko jest wymysłem ludzi. Więc wierząc w Boga nie musze wierzyć we wszystko co przez wieki wykształciło się w mojej religii.
Czy przebywając na terenie jakiegoś państwa mogę sobie robić co mi się podoba, bo mam swoją wizję jego organizacji i nie muszę respektować jego reguł? Myśle, że nie ma czegoś takiego jak wierzący niepraktykujący. Współczesne chrześcijaństwo jest kontynuacją tego, co zapoczątkował Jezus w takiej a nie innej formie, czy się to komuś podoba czy nie. To ich bóg, a papieże są jego namiestnikami z całym swoim propagowanym światopoglądem. Gdyby bogu chrześcijańskiemu nie podobało się np. to, że księża aprobują pedofilię w swoich szeregach, to albo by się objawił mówiąc im o tym, albo zrobił coś co nakazywałoby zmienić ten stan rzeczy
Jeśli ktoś się nie stosuje do tych zasad, po prostu tworzy nową sektę, wiarę, opartą na bogu chrześcijańskim. Nie spełnia jednak zasad wiary, więc pewnie nie ma co liczyć na niebo chrześcijańskie. Paradoks? A jakże.
Majszter, usługa jak każda inna. Problem w tym, że ktoś kto nie ma na to rzeczywiście pieniędzy nie może liczyć na kapłańskie miłosierdzie.
14 2013-02-15 14:05:56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-15 14:49:17)
Co do pochopnego Obrażania Kapłanów bym uważała(nie wolno lżyć z nich) co nie oznacza,że mamy nie interweniować .Wiadomo Oni też popełniają błędy lecz w takim przypadku trzeba się modlić za nich.Niezważam na ich błędy,wady chodze do Koscioła bo interesuje mnie Eucharystia i Sakrament Pojednania te Sakramenty mają wielką moc
Polecam przeczytać Gloria Polo a Sakrament Kapłaństwa
link
"Pamiętaj abyś dzień święty święcił " ?
no właśnie,ale wcale nie muszę lecieć do kościoła,mogę ten dzień święcić w lesie,na łące w domu
a widzę jak Ci co chodzą co niedzielę do kościoła świecą ten dzień,po mszy sw do marketu,3 zgrzewki piwa,butelka wódki i to ich święcenie dnia właśnie jest
uważam sie za katoliczkę,tak nie praktykującą
kiedyś chodziłam,ale księża sami odsuwają ludzi od siebie ,za bardzo mieszając się w ich życie
modlić do Boga się mogę wszędzie nie tylko w kościele,mam iść słuchać księdza który gada głupoty,ma więcej grzechów niż ja,a po mszy ląduje w szpitalu z wibratorem w tyłku bo biedny nie mógł sobie wyciągnąć?
albo jedzie do kochanki,o której wszyscy wiedzą?
w swoim życiu spotkałam na razie tylko trzech księży którzy nimi są naprawdę,reszta to nie wiadomo co sobą reprezentuje
tak jak napisał majszter,dlaczego mamy im płacić za sakramenty? i jeszcze według ich cennika?
Lena, eucharystię też w lesie przyjmujesz? ![]()
nie nie przyjmuję bo nie mogę,nawet w kosciele ![]()
Grzeszysz kobieto, jak chcesz wejść do królestwa bożego skoro nie przyjmujesz ciała jezusowego? ![]()
grzeszę przez swojego faceta ,który lata co niedzielę do kościoła a kościelnego nie chce wziąść ![]()
Oki, nie wnikam, bo oftopic się zaczął ![]()
Jestem osobą wierzącą ale nie praktykującą z wyboru i przekonania. Nie uznaję kościoła ani księży. Wolę rozmawiać sam na sam z Bogiem. Czasami zachodzę do kościoła, bo szukam tam ciszy. Wiem sporo na temat religii i podziwiam tych, którzy wierzą i trwają w tym wierzeniu z całym "arsenałem" czyli chodzeniem do kościoła co niedziela itd, niemniej dla mnie to co wyprawia kościół w Polsce jest nie do zniesienia. Denerwuje mnie to kiedy ludzie mówią, że trzeba wierzyć i praktykować albo nie wierzyć... i że muszę wybrać jedno z dwóch ... że nie ma takiej drogi pośredniej ...Znam dużo takich osób jak ja - czy jestem przez to gorsza ?
Dość stary ten wątek, ale widzę, że nastąpiło pewne odświeżenie i dobrze!
Jedyne praktykowanie jakie wg mnie jest we wierze prawdziwe, to okazywanie miłości czy akceptacji wszelkiemu stworzeniu.
Jestem zdania, że to nie wiernym osądzać jak mają wierzyć jeśli pozostają w jakiejś wspólnocie wyznaniowej. Wierni mogą się jedynie dostosować do tego, co płynie od hierarchów przykładowo kościoła chrześcijańskiego lub to odrzucić. Pisze o tym dlatego, że podobnie obywatele nie mogą sobie na swój sposób interpretować prawa ani tworzyć własnej wizji państwa. Jak im nie pasuje, mogą zmienić obywatelstwo, podobnie jest z wyznaniem.
Jeśli podlegasz danemu wyznaniu, danemu Kościołowi i uznajesz że jesteś prawowitym wyznawcą, no to nic tylko wziąć na barki prawa panujące i próbować sobie z tym radzić lepiej lub gorzej.
24 2013-02-15 14:59:19 Ostatnio edytowany przez KA_pl (2013-02-15 15:03:05)
@lena812
Ale chyba przecież nie chodziłaś na Mszę Św. "dla" księdza? Zresztą, jeżeli jakiegoś księdza po prostu nie za bardzo lubiłaś i np. nie wiedziałaś, o której godzinie on odprawia Msze Św. to można przecież pójść na Mszę Św. do innej parafii albo dowiedzieć się którzy księża o których godzinach odprawiają Msze Św.
a widzę jak Ci co chodzą co niedzielę do kościoła świecą ten dzień,po mszy sw do marketu,3 zgrzewki piwa,butelka wódki
Ale nie wszyscy tak robią, Ty też pewnie tak nie robiłaś jak jeszcze chodziłaś na Msze Św. - inaczej byś tak nie napisała.
U mnie z wiara na bakier, ale do kosciola chodzic lubie, glownie ze wzgledu na gotycka architecture i dobry chor.
Owszem, można wierzyć i nie praktykować, wtedy wierzy się po swojemu. Jednak moim zdaniem nie można uważać się za katolika i nie praktykować, nie zgadzać się z tym co jest w Katechizmie, bo to jest po prostu bez sensu.
Więc jak można nazwać osobę, która wierzy w Boga, ale nie chodzi do kościoła na niedzielną mszę, bo nie czuje takiej potrzeby (woli iść na tygodniu, bez tej całej szopki), nie chce dawać nie wiadomo ile kasy na instytucję kościelną, nie chce się spowiadać przed księdzem tylko przez samym Bogiem? Nie katolik/chrześcijanin? Nie ateista? Agnostyk?
W bibli nawet pisze ze nie mamy modlić się do obrazka ani chodzic do kosciola bog kazal nam sie modlić w sobie nie do czegos co widzimy to trzeba czuć w sobie
Bo niektórzy katolicy to fanatycy a niektórzy to normalni ludzie. A fanatycy to najczęściej starsze osoby, które grzeszą tak że głowa mała, chodzą po 3 razy w tygodniu do kościoła, co miesiąc się wyspowiadają a i tak mają najwięcej do powiedzenia.
Więc jak można nazwać osobę, która wierzy w Boga, ale nie chodzi do kościoła na niedzielną mszę, bo nie czuje takiej potrzeby (woli iść na tygodniu, bez tej całej szopki), nie chce dawać nie wiadomo ile kasy na instytucję kościelną, nie chce się spowiadać przed księdzem tylko przez samym Bogiem? Nie katolik/chrześcijanin? Nie ateista? Agnostyk?
Kościołowi taki wierny do niczego nie jest potrzebny. Dlatego jak sobie przypominam kiedyś podczas spowiedzi zawsze największy opierdziel dostawałem za niechodzenie w niedzielę na msze.
31 2013-02-16 10:23:59 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-16 10:26:17)
Jestem osobą wierzącą ale nie praktykującą z wyboru i przekonania. Nie uznaję kościoła ani księży. Wolę rozmawiać sam na sam z Bogiem. Czasami zachodzę do kościoła, bo szukam tam ciszy.
I co Ci Bóg powiedział w czasie osobistych rozmów?
Nemezys napisał/a:Więc jak można nazwać osobę, która wierzy w Boga, ale nie chodzi do kościoła na niedzielną mszę, bo nie czuje takiej potrzeby (woli iść na tygodniu, bez tej całej szopki), nie chce dawać nie wiadomo ile kasy na instytucję kościelną, nie chce się spowiadać przed księdzem tylko przez samym Bogiem? Nie katolik/chrześcijanin? Nie ateista? Agnostyk?
Kościołowi taki wierny do niczego nie jest potrzebny. Dlatego jak sobie przypominam kiedyś podczas spowiedzi zawsze największy opierdziel dostawałem za niechodzenie w niedzielę na msze.
Wierny, czyli święty (jak się to nazywało w pierwszych wiekach) nie jest potrzebny Kościołowi. Są takie doktryny, w których są twierdzenia, że sprawa wiary nie jest osobista. Może to się przekłada jakoś na wspólnotę, o czym świadczyłoby spojrzenie na księży, których się traktuje na równi wszystkich, bo niektórzy robią tak albo inaczej.
Pewnie podobnie patrzą inne narody na Polaków, bo niektórzy chodzą pijani. Oczywiście, że - skoro niektórzy Polacy piją - to wszyscy jesteśmy pijani, to zrozumiałe.
W sprawie spowiedzi też dla mnie jest oczywiste, że można nie chcieć słuchać moralizowania księdza, można poczekać aż sam Bóg wypowie się w określonej kwestii i właśnie z takiego czekania pochodzi wiele wątków na tym forum, zwłaszcza w sprawach zawiedzenia, porzucenia, depresji i.t.p.
A ileż w tym wątku stosowania powszechnie znanej metody polepszania swojego samopoczucia metodą: "Powiedzą ci sąsiedzi, co masz wyznać na spowiedzi".
A Prawda? Kiedyś przeczytałem, że wcale nie leży po środku, ale tam, gdzie leży. Być może nawet czasami wstaje i przechodzi w inne miejsce, by zmienić miejsce leżenia i odpoczynku. Pewnie dlatego czasami trzeba też się ruszyć z miejsca, żeby ja znaleźć.
I co Ci Bóg powiedział w czasie osobistych rozmów?
Nie czułeś nigdy, że Bóg daje ci jakiś przekaz? Czasami więcej potrafimy zrozumieć siedząc sami i mówiąc do Boga, niż słuchając księży.
Kościołowi taki wierny do niczego nie jest potrzebny.
To trochę smutne. Bo to oznaczałoby, że tylko dlatego, że nie chcę się spowiadać człowiekowi, który raz mnie słucha a raz nie, machnie ręką, coś powie, to powinnam odejść z kościoła, tak? Przestać chodzić do kościoła całkowicie? kościołowi (jak budynkowi) może rzeczywiście taki wierny nie jest potrzebny, bo nie daje kasy.
Stwierdzanie, że rozmawia się z bogiem, jest raczej na wyrost
Nemezys potwierdza, że nie chodzi tu bynajmniej o wymianę słów czy myśli z istotą boską, a o subiektywne odbieranie źródła myśli przez człowieka. Podejrzewam, że to co serwuje Ci podświadomość odbierasz jako znak czy przekaz od boga.
Matt dobrze ująłeś to co chciałam przekazać ![]()
35 2013-02-17 10:08:59 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-17 10:11:23)
Animus napisał/a:I co Ci Bóg powiedział w czasie osobistych rozmów?
Nie czułeś nigdy, że Bóg daje ci jakiś przekaz? Czasami więcej potrafimy zrozumieć siedząc sami i mówiąc do Boga, niż słuchając księży..
Przekazów widzę całe mnóstwo: znaki, symbole, książki, czasopisma, ludzie, zachowanie zwierząt, bestiariusze, energia roślin, zielarstwo... A kiedy siedzę sam i myślę to z refleksji mam dodatkowe przekazy.
Jak wykluczam z tego zestawu przekazów jakąś grupę (na przykład księży) to tylko ograniczam sobie możliwość odebrania sygnału, nic więcej. Wtedy Bóg może mi coś przekazywać, a ja decyduję, że z tego źródła nie będę czerpał.
Nie dalej jak wczoraj wysłuchałem świadectwa pewnej Osoby, która przeżyła ciężką operację, lekarze dawali jej 25 % na przeżycie, pożegnała się z rodziną, oddała sprawę Ojcu Pio i zobaczyła go w czasie narkozy. Potem okazało się, że wspólnota modliła się za nią w czasie operacji. Ta Osoba uważa, że to był cud.
Nie wiem, czy to był cud, w cuda to ja średnio wierzę, ale w moc pozytywnych myśli, w kumulację pozytywnej energii mentalnej podczas modlitwy, to już bardziej, bo jednak mózg to kombinat chemiczny i tajemniczy generator impulsów elektromagnetycznych.
Na pytanie, czy czułem, odpowiem twierdząco, ale interpretacje, czym jest to, co czułem, zostawiam psychologom, teologom i neurobiologom. I zgodzę się, że - choć nie wiem jak - to działa.
Teraz przeczytałem post Matt'a i się z tym zgadzam. Nie tylko podświadomość, ale pewnie Nadświadomość też.
Również bardziej niż w cud wierzę właśnie w kumulację pozytywnej energii podczas modlitwy. Przecież nie od dziś wiadomo, że jak człowiek będzie sobie powtarzał, że sie uda, to się uda! Podczas modlitwy (ale takiej prawdziwej, a nie wyklepanie paciorka) powtarzamy nasze prośby i pragnienia, i przez to nasza podświadomość zaczyna działać...
Tylko, że życie z Bogiem nie polega na spełnianiu próśb odnośnie naszego życia, ale i poznaniu Jego woli względem naszego życia i podążanie za nią ![]()
38 2013-02-17 17:00:56 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-02-17 17:01:46)
Catwoman, tylko skąd ludzie wierzący mają wiedzieć, czy bóg w pojęciu jakim go opisują może interesować się życiem ludzkim i że ma względem każdego z osobna jakąś wolę, skoro kontakt w sensie powszechnie nam znanym jest nierealny? Mogą w to tylko wierzyć na podstawie wątpliwych przekazów ludzi, którzy podobno się z nim kontaktowali.
Napisz szczerze: rozmawiasz z bogiem czy tylko odbierasz myśli tworzone przez umysł jako wynik jego działania, przekazu? ![]()
Co powiesz na koncepcję akceptowalną przez jakąś część osób wierzących, jakoby był tylko biernym obserwatorem swojego dzieła, niczym ktoś kto zbudował zamek z piasku nad morzem i obserwuje podmywanie ścian przez fale bez prób jego naprawiania, pozostawiając samemu sobie? Tym samym w tej koncepcji wszelkie prośby kierowane ku niemu nie wywołują żadnego odzewu poza tym, co same jednostki zdołają w tych kwestiach zrobić. Może tak być?
Tak myślałem ![]()
Tylko, że życie z Bogiem nie polega na spełnianiu próśb odnośnie naszego życia, ale i poznaniu Jego woli względem naszego życia i podążanie za nią
To, co napisałaś, nie mówi o odczytaniu woli Boga względem naszego życia, ale o zaakceptowaniu tego, co nas spotyka i wierze, że to w tym się wyraża wola Boga, którą poznamy, gdy poddamy się temu, co się z nami dzieje.
Matt87, zdradzasz skłonność do deizmu i jego współczesnej wersji "ślepego zegarmistrza". Katolicyzm proponuje "ręczne sterowanie" zasobami ludzkimi, które z kolei czyni katolików uległymi wobec ekonomicznych koncepcji zarządzania gospodarką.
Każda wiara i przekonania ma swoje konsekwencje. Ja osobiście wolę koncepcję niewidzialnych praw, które rządzą losami, jako zasady. Pewnie dlatego skłaniam się ku neoliberalnej koncepcji "niewidzialnej ręki wolnego rynku".
Według Fryderyka Nietzschego, "przekonania są wrogiem prawdy" i nawet jemu trudno było zobaczyć tę prawdę, którą mu przesłaniało to przekonanie.
41 2013-02-19 12:03:39 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-02-19 12:05:49)
Stwierdziłeś to na podstawie postu, który wcześniej napisałem?
Zapytałem jedynie Catwoman o zdanie odnośnie koncepcji stwórcy, którego nie interesuje los tego co stworzył. Nie ma tam nic o moich przekonaniach, choć styl może sugerować że je podzielam. Nie podzielam ich, jasno się wyraziłem w innym temacie, że bóg to dla mnie wytwór ludzkiej wyobraźni wynikający z ludzkich potrzeb i braków w wiedzy. Gdyby ktoś kiedyś jednoznacznie udowodnił, że bóg nie istnieje, ludzie wymyśliliby coś innego, czemu mogliby oddawać cześć i w czym mogliby pokładać nadzieję, wiarę. Nie traktuje tego jako powodu do dyskryminacji, chyba że ktoś się spiera że dzięki temu jest bardziej wartościowy niż ten "niewierzący chłam, pomiot szatański" ![]()
[...] Gdyby ktoś kiedyś jednoznacznie udowodnił, że bóg nie istnieje, ludzie wymyśliliby coś innego, czemu mogliby oddawać cześć i w czym mogliby pokładać nadzieję, wiarę. Nie traktuje tego jako powodu do dyskryminacji, chyba że ktoś się spiera że dzięki temu jest bardziej wartościowy niż ten "niewierzący chłam, pomiot szatański"
Zmartwię Cie. Nie można przeprowadzić logicznego dowodu na nieistnienie czegokolwiek i kogokolwiek.
Odsyłam Cię do trzytomowego dzieła Romana Ingardena "Spór o istnienie świata". To jest próba przeprowadzenia logicznego dowodu na istnienie świata.
Efekt z filmu "Matrix" zapewne znasz. To jest właśnie siła logiki. Jak masz więcej cierpliwości to zajrzyj do książek Rudolfa Carnapa, on próbował się rozprawić przy pomocy logiki z wstrętami metafizycznymi w nauce, na pewno zrobił to na najwyższym możliwym poziomie logiczności i ... sam sprawdź, co mu wyszło.
Materializm może być też naiwny. To przypadłość nie tylko teizmu.
Uważasz, że mniej naiwne jest wierzenie w któregokolwiek z bogów religii monoteistycznych czy politeistycznych?
Uważasz, że mniej naiwne jest wierzenie w któregokolwiek z bogów religii monoteistycznych czy politeistycznych?
Dla mnie pytanie o istnienie Boga jest typowym przykładem źle postawionego problemu. Trzeba pytać o istotę, a nie o istnienie.
Mądremu pewnie żadna naiwna nauka nie jest potrzebna, ale który człowiek mądry będzie się obnosił ze swoją mądrością. Są postawy, które się wzajemnie wykluczają.
Gdy ktoś deklaruje racjonalność, lepiej żeby nie krzyczał zbyt głośno, że wierzenia religijne nie spełniają żadnej roli i nikomu nie pomagają, bo niby jak to pogodzi z racjonalnością. Przecież zaprzeczając istnieniu Wszechwiedzącego Boga sam chce zająć Jego miejsce i uczynić siebie nieomylnym. Taka sama sprzeczność tkwi w dogmacie nieomylności papieskiej: zrobiono wyjątek dogmatyczny, a teraz walczą z boskością ludzi.
Jak czemuś zaprzeczasz, bacz, abyś nie zaprzeczył sam sobie.
Dla mnie pytanie o istnienie Boga jest typowym przykładem źle postawionego problemu. Trzeba pytać o istotę, a nie o istnienie.
Rozwiń to bardziej jeśli możesz, bo jak narazie odbieram to jedynie jako wyznanie osoby wierzącej w jego istnienie.
Gdy ktoś deklaruje racjonalność, lepiej żeby nie krzyczał zbyt głośno, że wierzenia religijne nie spełniają żadnej roli i nikomu nie pomagają, bo niby jak to pogodzi z racjonalnością.
Jak czemuś zaprzeczasz, bacz, abyś nie zaprzeczył sam sobie.
Tyle, że ja nigdzie nie stwierdziłem, że wierzenia religijne nie spełniają żadnej roli.
Przecież zaprzeczając istnieniu Wszechwiedzącego Boga sam chce zająć Jego miejsce i uczynić siebie nieomylnym. Taka sama sprzeczność tkwi w dogmacie nieomylności papieskiej: zrobiono wyjątek dogmatyczny, a teraz walczą z boskością ludzi.
Dogmatyczne jest niestety to o czym piszesz odnośnie boga.
46 2013-02-20 23:11:01 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-20 23:51:25)
Stwierdzanie, że rozmawia się z bogiem, jest raczej na wyrost
Nemezys potwierdza, że nie chodzi tu bynajmniej o wymianę słów czy myśli z istotą boską, a o subiektywne odbieranie źródła myśli przez człowieka. Podejrzewam, że to co serwuje Ci podświadomość odbierasz jako znak czy przekaz od boga.
W tym miejscu z powyższym mam zgodność. Zgodność z tym, co "na wyrost".
Catwoman, tylko skąd ludzie wierzący mają wiedzieć, czy bóg w pojęciu jakim go opisują może interesować się życiem ludzkim i że ma względem każdego z osobna jakąś wolę, skoro kontakt w sensie powszechnie nam znanym jest nierealny? Mogą w to tylko wierzyć na podstawie wątpliwych przekazów ludzi, którzy podobno się z nim kontaktowali.
Napisz szczerze: rozmawiasz z bogiem czy tylko odbierasz myśli tworzone przez umysł jako wynik jego działania, przekazu?
A w tym miejscu pojawia się pojęcie Boga i właśnie o to mi chodziło, gdy pisałem o istocie. Istnienie zależy od pojęcia, a działanie od istoty. Gdy ktoś Boga pojmuje panteistycznie, to jest nim cały Wszechświat i wtedy zaprzeczanie takiemu pojmowaniu Boga z konieczności logicznej jest absurdalne.
Animus napisał/a:Dla mnie pytanie o istnienie Boga jest typowym przykładem źle postawionego problemu. Trzeba pytać o istotę, a nie o istnienie.
Rozwiń to bardziej jeśli możesz, bo jak narazie odbieram to jedynie jako wyznanie osoby wierzącej w jego istnienie.
Rozwinąłem powyżej, tu dodam tylko, że to zależy właśnie od tego jak się to Istnienie Boga rozumie. Od panteizmu wolę zdecydowanie pantateizm (vide: Albert Einstein) - jest to doktryna zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego i zgodna z kosmologią. Pomiędzy nauką a teologią wcale nie musi być antagonizmu. Praprzyczyna może być pojmowana zgodnie z teorią kwantową, albo może poczekać na nowszą teorię.
Animus napisał/a:Gdy ktoś deklaruje racjonalność, lepiej żeby nie krzyczał zbyt głośno, że wierzenia religijne nie spełniają żadnej roli i nikomu nie pomagają, bo niby jak to pogodzi z racjonalnością.
Jak czemuś zaprzeczasz, bacz, abyś nie zaprzeczył sam sobie.
Tyle, że ja nigdzie nie stwierdziłem, że wierzenia religijne nie spełniają żadnej roli.
Wróć do pierwszego z dania w cytacie pierwszym, a zobaczysz, że wprawdzie nie stwierdziłeś, że nie spełniają żadnej roli, ale za to stwierdziłeś coś "raczej na wyrost". O to "na wyrost" mi chodziło, bo właśnie to wrażenie rozmowy z Bogiem spełnia pewną bardzo ważną rolę dla stanu psychicznego osoby wierzącej.
Animus napisał/a:Przecież zaprzeczając istnieniu Wszechwiedzącego Boga sam chce zająć Jego miejsce i uczynić siebie nieomylnym. Taka sama sprzeczność tkwi w dogmacie nieomylności papieskiej: zrobiono wyjątek dogmatyczny, a teraz walczą z boskością ludzi.
Dogmatyczne jest niestety to o czym piszesz odnośnie boga.
Teraz ja proszę o wyjaśnienie, w jakim sensie użyłeś słowa "dogmatyczne", bo to, co napisałem nie jest ortodoksyjne. Chyba, że myślałeś o trzynastu zasadach wiary Majmonidesa.
Wracając do zasadniczego pytania w tym wątku, to najbardziej interesuje mnie taka religia (czy religijność), która - niezależnie od wiary i jej wyznania - nie może nie być praktykowana, bo jej praktyką jest życie. Jezus powiedział "Ja jestem Droga, Prawda i Życie" ( z dużej, bo to nazwy), więc jeśli ktoś kroczy drogą prawdy przez życie, wtedy praktykuje pewną religię, choćby nie był tego świadomy. Wszelkie dogmaty są dla mnie uzurpacją Prawdy. Prawda objawia się nie w słowach, nawet największych, ale w Logosie, w spełnieniu, w staniu się Ciałem, czyli właśnie w życiu. Litera zabija. "Nie wiecie, jakie ducha jesteście", "ja tobie mówię wstań i idź", "idź i obmyj się" - to nie są wypowiedzi Jezusa, ale przykłady działania, ożywiania.
Matt87, jak masz ochotę poddać próbie swój sceptycyzm, niewiarę, racjonalność to daj znać. Dziś zdobyłem pewien adres, możemy się poddać próbie razem.
47 2013-02-20 23:45:07 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2013-02-20 23:46:00)
Jeżeli ktoś pojmuje boga panteistycznie, to tak. Jeśli ktoś jednak uważa, że wszechświat nie powstał za sprawą siły boskiej, to raczej też nie zgodzi się ze stwierdzeniem, że bóg to wszechświat ![]()
48 2013-02-20 23:52:59 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-20 23:54:33)
Jeżeli ktoś pojmuje boga panteistycznie, to tak. Jeśli ktoś jednak uważa, że wszechświat nie powstał za sprawą siły boskiej, to raczej też nie zgodzi się ze stwierdzeniem, że bóg to wszechświat
Nie jest ważne jak powstał. Ważne jak działa. Nie możesz nic zrobił wbrew energii Wszechświata. Jesteś zdeterminowany.
Możesz krzyczeć, że go nie ma, że w niego nie wierzysz, ale to niczego nie zmienia. To Ty zależysz od niego.
Matt87 napisał/a:Jeżeli ktoś pojmuje boga panteistycznie, to tak. Jeśli ktoś jednak uważa, że wszechświat nie powstał za sprawą siły boskiej, to raczej też nie zgodzi się ze stwierdzeniem, że bóg to wszechświat
Nie jest ważne jak powstał. Ważne jak działa. Nie możesz nic zrobił wbrew energii Wszechświata. Jesteś zdeterminowany.
Możesz krzyczeć, że go nie ma, że w niego nie wierzysz, ale to niczego nie zmienia. To Ty zależysz od niego.
I co konkretnie z tego wynika?
Zależę od czegoś, czego istnienie pozostaje kwestią wiary? ![]()
Matt 87, czy Ty jesteś żonaty?
Matt 87, czy Ty jesteś żonaty?
Niestety nie szukam chłopaka ![]()
Matt87, jak masz ochotę poddać próbie swój sceptycyzm, niewiarę, racjonalność to daj znać. Dziś zdobyłem pewien adres, możemy się poddać próbie razem.
Wróżka Temida? ![]()
Ja nie chcę pośredników między Panem Bogiem a mną.Dla mnie najlepszą modlitwą jest modlitwa w skupieniu się w odosobnieniu,na łonie przyrody .Są miejsca gdzie widzę Wielkość Boga ,gdzie z Nim pogadam,podziękuję ,poproszę a nawet Go opieprzę.Ja wiem że taka rozmowa z Nim jest naprawdę modlitwą.Ja nie potrzebuję "wierszyków " aby oddać swoją miłość i wiarę.Zresztą "personel naziemny Panu Bogu się nie udał" i myślę że nie są oddani Panu.
53 2013-02-23 11:28:21 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-23 11:34:56)
Ja nie chcę pośredników między Panem Bogiem a mną.Dla mnie najlepszą modlitwą jest modlitwa w skupieniu się w odosobnieniu,na łonie przyrody .Są miejsca gdzie widzę Wielkość Boga ,gdzie z Nim pogadam,podziękuję ,poproszę a nawet Go opieprzę.Ja wiem że taka rozmowa z Nim jest naprawdę modlitwą.Ja nie potrzebuję "wierszyków " aby oddać swoją miłość i wiarę.Zresztą "personel naziemny Panu Bogu się nie udał" i myślę że nie są oddani Panu.
"Personel naziemny" (bardzo mi się podoba metafora) się powołuje i zawłaszcza sobie prawo do Pana Boga. Powołują się na Jezusa, ale On wyraźnie powiedział, że Jego Ojciec nie potrzebuje pośredników, którzy zarabiają na pośrednictwie. Mówił, że modlić się najlepiej w zamkniętym pokoiku, by ludzie nie widzieli i zwracać się do Boga jako do Ojca.
Animus napisał/a:Matt 87, czy Ty jesteś żonaty?
Niestety nie szukam chłopaka
Kogo byś nie szukał, to najpierw potrzebna jest wiara, że możesz znaleźć. Niewiara jest demotywatorem. A w małżeństwie to bez wiary "ani do proga", a próg co krok.
Animus napisał/a:Matt87, jak masz ochotę poddać próbie swój sceptycyzm, niewiarę, racjonalność to daj znać. Dziś zdobyłem pewien adres, możemy się poddać próbie razem.
Wróżka Temida?
Zjawisko paranormalne: egzorcyzm. Wysłuchałem pewnej opowieści i pomyślałem, że chciałbym zobaczyć.
Widziałeś kiedyś "na żywo" egzorcyzm?
Kogo byś nie szukał, to najpierw potrzebna jest wiara, że możesz znaleźć. Niewiara jest demotywatorem. A w małżeństwie to bez wiary "ani do proga", a próg co krok.
Zgadzam się, ale zaznaczyć trzeba że nie chodzi tu o wiarę religijną, a wiarę tłumaczoną jako np. przekonanie o możliwości zaistnienia pewnego zjawiska w sytuacji, gdy nie posiadamy o nim wystarczającej wiedzy. Przykładowo, nie wiemy czy dostaniemy określone stanowisko w firmie, ale przypuszczamy że ze względu na nasze osiagnięcia i z braku większej konkurencji jest duża szansa, że przypadnie ono właśnie nam.
Zjawisko paranormalne: egzorcyzm. Wysłuchałem pewnej opowieści i pomyślałem, że chciałbym zobaczyć.
Widziałeś kiedyś "na żywo" egzorcyzm?
Znalazłeś w sieci jakiś interesujący materiał? Chętnie obejrze.
Rozwinąłem powyżej, tu dodam tylko, że to zależy właśnie od tego jak się to Istnienie Boga rozumie. Od panteizmu wolę zdecydowanie pantateizm (vide: Albert Einstein) - jest to doktryna zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego i zgodna z kosmologią. Pomiędzy nauką a teologią wcale nie musi być antagonizmu. Praprzyczyna może być pojmowana zgodnie z teorią kwantową, albo może poczekać na nowszą teorię.
Panteizm nie może być zgodny z doktryną kościoła, skoro zakłada że bóg nie jest istotą rozumną ani nie ma postaci osobowej. Zauważyłem, że wiele powtarzasz za Einsteinem. Był on geniuszem, ale jak sam stwierdzał, jedynie wierzył w taką a nie inną koncepcję.
Ja więc wole poczekać na nowszą teorię.
Wróć do pierwszego z dania w cytacie pierwszym, a zobaczysz, że wprawdzie nie stwierdziłeś, że nie spełniają żadnej roli, ale za to stwierdziłeś coś "raczej na wyrost". O to "na wyrost" mi chodziło, bo właśnie to wrażenie rozmowy z Bogiem spełnia pewną bardzo ważną rolę dla stanu psychicznego osoby wierzącej.
Źle mnie zrozumiałeś. Pisząc, że stwierdzenie "rozmowa z bogiem" jest na wyrost, miałem na myśli dokładnie to co napisałem tj. nie można rozmawiać z bogiem w sensie który jest nam powszechnie znany. To, że owe monologi wywierają określony wpływ na psychikę człowieka to inna sprawa, i tego rzeczywiście nie neguje.
Teraz ja proszę o wyjaśnienie, w jakim sensie użyłeś słowa "dogmatyczne", bo to, co napisałem nie jest ortodoksyjne. Chyba, że myślałeś o trzynastu zasadach wiary Majmonidesa.
Dogmatyczne, czyli odnoszące się do zasady jakiejś wiary, w tym przypadku do wiary w jednego boga.
Owszem, można wierzyć i nie praktykować, wtedy wierzy się po swojemu.
Dla mnie akurat prawdziwa wiara musi się łączyć z praktykowaniem. Nie mam tu na myśli tylko chodzenia do kościoła itp., ale praktykowanie wiary w swoim życiu. Nie sztuką jest wierzyć tylko dla siebie i mieć Boga tylko dla siebie. Wyzwaniem dla chrześcijanina jest dzielić się swoją wiarą z innymi, dawać świadectwo bliźnim, wypełniać w swoim życiu słowa Jezusa.
Jednak moim zdaniem nie można uważać się za katolika i nie praktykować, nie zgadzać się z tym co jest w Katechizmie, bo to jest po prostu bez sensu.
Zgadzam się w 100 procentach. Lepiej być zimnym niż letnim. Dla mnie jak ktoś ma chodzić do kościoła tylko po to, żeby sobie postać na dworze pod drzwiami i nic z tej Mszy nie wynieść, to lepiej jak w ogóle nie będzie do tego kościoła chodził.
allegra90 napisał/a:Owszem, można wierzyć i nie praktykować, wtedy wierzy się po swojemu.
Dla mnie akurat prawdziwa wiara musi się łączyć z praktykowaniem. Nie mam tu na myśli tylko chodzenia do kościoła itp., ale praktykowanie wiary w swoim życiu. Nie sztuką jest wierzyć tylko dla siebie i mieć Boga tylko dla siebie. Wyzwaniem dla chrześcijanina jest dzielić się swoją wiarą z innymi, dawać świadectwo bliźnim, wypełniać w swoim życiu słowa Jezusa.
Masz rację, ale ja miałam na myśli tylko chodzenie do kościoła.
58 2013-02-24 11:01:45 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-24 11:19:43)
Zgadzam się, ale zaznaczyć trzeba że nie chodzi tu o wiarę religijną, a wiarę tłumaczoną jako np. przekonanie o możliwości zaistnienia pewnego zjawiska w sytuacji, gdy nie posiadamy o nim wystarczającej wiedzy. [...]
Podałeś definicję wiary. Czy sądzisz, że ta definicja nie ma zastosowania do obydwu zjawisk: wiary religijnej i wiary powszedniej.
A sprawdź? Jedno słowo bym tylko zmienił: "tłumaczoną" na "rozumianą".
Wiarę rozumieć możemy jako wewnętrzne przekonanie - bez zewnętrznych empirycznych i weryfikowalnych przesłanek - o możliwości zaistnienia pewnego zjawiska w sytuacji, gdy nie mamy o nim wystarczającej wiedzy.
Znalazłeś w sieci jakiś interesujący materiał? Chętnie obejrze.
Nie w sieci. W życiu.
Animus napisał/a:Rozwinąłem powyżej, tu dodam tylko, że to zależy właśnie od tego jak się to Istnienie Boga rozumie. Od panteizmu wolę zdecydowanie pantateizm (vide: Albert Einstein) - jest to doktryna zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego i zgodna z kosmologią. Pomiędzy nauką a teologią wcale nie musi być antagonizmu. Praprzyczyna może być pojmowana zgodnie z teorią kwantową, albo może poczekać na nowszą teorię.
Panteizm nie może być zgodny z doktryną kościoła, skoro zakłada że bóg nie jest istotą rozumną ani nie ma postaci osobowej. Zauważyłem, że wiele powtarzasz za Einsteinem. Był on geniuszem, ale jak sam stwierdzał, jedynie wierzył w taką a nie inną koncepcję.
Ja więc wole poczekać na nowszą teorię.
Nie dość dokładnie przeczytałeś. Panteizm to coś innego niż pantateizm.
Możesz poczekać 100 lat lub więcej? Warto pamiętać, że na uznanie kosmologii chrześcijaństwo czekało XX wieków.
Animus napisał/a:Wróć do pierwszego z dania w cytacie pierwszym, a zobaczysz, że wprawdzie nie stwierdziłeś, że nie spełniają żadnej roli, ale za to stwierdziłeś coś "raczej na wyrost". O to "na wyrost" mi chodziło, bo właśnie to wrażenie rozmowy z Bogiem spełnia pewną bardzo ważną rolę dla stanu psychicznego osoby wierzącej.
Źle mnie zrozumiałeś. Pisząc, że stwierdzenie "rozmowa z bogiem" jest na wyrost, miałem na myśli dokładnie to co napisałem tj. nie można rozmawiać z bogiem w sensie który jest nam powszechnie znany. To, że owe monologi wywierają określony wpływ na psychikę człowieka to inna sprawa, i tego rzeczywiście nie neguje.
Uznajesz wpływ monologów na psychikę, ale co możesz wiedzieć o zasadach i mechanizmie tego wpływu? Dobrze jest wiedzieć o granicach swojej wiedzy, bo - jak słusznie wyżej napisałeś - gdzie kończy się wiedza, tam zaczyna się wiara. Istnieje wiara pozytywna (gdy ktoś ponad miarę swojej wiedzy jest przekonany o istnieniu...) i wiara negatywna (gdy ktoś ponad miarę swojej wiedzy przeczy istnieniu...). Właśnie o to mi chodziło: ateizm ma u podstaw fideizm i nie różni się u podstaw niczym od teologii katolickiej. Smutna to prawda, ale logiczna.
Animus napisał/a:Teraz ja proszę o wyjaśnienie, w jakim sensie użyłeś słowa "dogmatyczne", bo to, co napisałem nie jest ortodoksyjne. Chyba, że myślałeś o trzynastu zasadach wiary Majmonidesa.
Dogmatyczne, czyli odnoszące się do zasady jakiejś wiary, w tym przypadku do wiary w jednego boga.
To teraz jest dobry moment, żebyś określił DOGMATY swojej wiary negatywnej. Znasz je, czy jesteś na razie w okresie przed Konstantynem i czekasz na I sobór nicejski.
Wiele pisze się i mówi o niewiedzy katolików i ludzi wierzących. Piszą o tym przeważnie ateiści, na zasadzie: "Przyganiał kocioł garnkowi..." i "uczył Morcin Morcina...", a może nawet "czemu widzisz drzazgę w doktrynie swego bliźniego, a belki w swojej nie dostrzegasz".
Czy mogę już napisać c.b.d.o. czy chcesz by Ci jeszcze "przymnożyć wiary"?
Wkurzyło mnie to, że podczas spowiedzi ksiądz walnął do mnie tak: "Jeśli jeszcze raz przyjdziesz z takimi grzechami to nie dam rozgrzeszenia" (a grzechy typowe dla młodej osoby związanej z kobietą). To mnie taki księżulek będzie pouczał a sam grzmoci panny na lewo i prawo? O nie, zmieniłem nastawienie do kościoła po tej akcji. Oczywiście, jestem katolikiem i chodzę do kościoła tak często jak tylko mogę a nie tylko od święta ale nie będzie mi tu burak umoralniał skoro sam ma za uszami sporo.
A powiedziałeś mu to?
Podałeś definicję wiary. Czy sądzisz, że ta definicja nie ma zastosowania do obydwu zjawisk: wiary religijnej i wiary powszedniej.
A sprawdź? Jedno słowo bym tylko zmienił: "tłumaczoną" na "rozumianą".
Wiarę rozumieć możemy jako wewnętrzne przekonanie - bez zewnętrznych empirycznych i weryfikowalnych przesłanek - o możliwości zaistnienia pewnego zjawiska w sytuacji, gdy nie mamy o nim wystarczającej wiedzy.
Zbyt mocno uogólniłeś, przez co zatarły się różnice między jedną a drugą definicją. Tylko wiara bazuje na niedostatecznej liczbie informacji, czyli faktów. Wiara religijna nie opiera się na faktach, bo to co jest przedmiotem wiary faktem nie jest. W tym wszystkim istnieje także wyraźna różnica między jedną a drugą definicją, inaczej nie byłoby potrzeby ich rozdzielania. Analizując je można zauważyć, że wiara religijna tym się różni od wiary, że warunkiem jej bytu jest przyjęcie, że coś istnieje bez potrzeby jakiejkolwiek empirycznej weryfikacji i określania stopnia prawdopodobieństwa. Przykładowo po prostu przyjmujemy, że bóg istnieje czy że w bliżej nieokreślonej przyszłości nastąpi chrześcijański sąd ostateczny i kropka.
Z samą definicją wiary jest inaczej. Jeżeli wierzysz w powodzenie jakiegoś przedsięwzięcia, to jedynie określasz stopień jego prawdopodobieństwa, ale nie zakładasz od razu, że ono na pewno się zdarzy. Duże znaczenie mają przesłanki z tym związane (przykład który wcześniej podałem z nową ofertą pracy).
Nie w sieci. W życiu.
Nie jestem lekarzem, więc nie mam kompetencji, aby oceniać czy jakiś konkretny przypadek daje się klasyfikować pod którąś z chorób psychicznych. Czy w tym konkretnym przypadku psychiatra wykluczył jakąkolwiek chorobę czy tak po prostu założyłeś że to osoba opętana?
Nie dość dokładnie przeczytałeś. Panteizm to coś innego niż pantateizm.
Możesz poczekać 100 lat lub więcej? Warto pamiętać, że na uznanie kosmologii chrześcijaństwo czekało XX wieków.
Ciekawa sprawa, nie słyszałem o pantateiźmie. Co to w ogóle za nazwa? Jesteś twórcą tego pojęcia? ![]()
Uznajesz wpływ monologów na psychikę, ale co możesz wiedzieć o zasadach i mechanizmie tego wpływu? Dobrze jest wiedzieć o granicach swojej wiedzy, bo - jak słusznie wyżej napisałeś - gdzie kończy się wiedza, tam zaczyna się wiara. Istnieje wiara pozytywna (gdy ktoś ponad miarę swojej wiedzy jest przekonany o istnieniu...) i wiara negatywna (gdy ktoś ponad miarę swojej wiedzy przeczy istnieniu...). Właśnie o to mi chodziło: ateizm ma u podstaw fideizm i nie różni się u podstaw niczym od teologii katolickiej. Smutna to prawda, ale logiczna.
Brniesz w coś co prowadzić może jedynie do błędnych wniosków. Mogę wiedzieć tyle, ile na ten temat powiedziała neurobiologia pomniejszone o to ile sam sobie tej wiedzy przyswoiłem. Wszystko inne jest kwestią wiary, także to że komunikujesz się z bogiem a nie własnym alter ego. Z tego co zauważyłem twierdzisz, że komunikacja z bogiem jest możliwa, ja z kolei na bazie tego o czym czytałem twierdze, że wszelkie doznania natury boskiej zachodzą w mózgu i co ciekawe można je wywołać np. za pomocą pola elektromagnetycznego. Chcesz mi przedstawić dowód, który potwierdzałby to, że masz rację czy poprzestaniesz na swojej wierze? ![]()
Na potwierdzenie swoich założeń doszukujesz się pewnych rzeczy tam gdzie ich nie ma. Ateizm bazuje na doświadczeniu, nauce więc jak może w swoich podstawach mieć pogląd filozoficzny wyznający prymat wiary nad poznaniem naukowym?
To teraz jest dobry moment, żebyś określił DOGMATY swojej wiary negatywnej. Znasz je, czy jesteś na razie w okresie przed Konstantynem i czekasz na I sobór nicejski.
Wiele pisze się i mówi o niewiedzy katolików i ludzi wierzących. Piszą o tym przeważnie ateiści, na zasadzie: "Przyganiał kocioł garnkowi..." i "uczył Morcin Morcina...", a może nawet "czemu widzisz drzazgę w doktrynie swego bliźniego, a belki w swojej nie dostrzegasz".
Czy mogę już napisać c.b.d.o. czy chcesz by Ci jeszcze "przymnożyć wiary"?
Dalej chcesz w to brnąć? ![]()
Żeby nie rozciągać odpowiem bez cytatów, numerując odpowiedzi na kolejne cytaty.
1. Ja nic nie uogólniałem. Przyjąłem Twoją definicję i zapytałem, czy ta definicja nie dotyczy oby przypadków wiary (które naznaczyłem mianem wiary religijnej i powszedniej (nota bene, gdybyś chciał to zakwestionować, to będziesz miał problem, bo religioznawcy nie uporali się z definicją wiary religijnej i w użyciu jest kilka lub kilkanaście takich definicji, ale w Twojej są powtarzające się elementy: najogólniej ortodoksja i ortopraksja).
W kwestii prawdopodobieństwa odsyłam do "Filozofii przypadku" ks. Michała Hellera, któremu żaden - z tego co wiem - z zaprzyjaźnionych agnostyków nie ośmielił się zakwestionować naukowości przedstawionych poglądów (we wstępie znajdziesz odwołanie do Dawkinsa i nie jest to negacja).
2. Ani lekarz, ani psychiatra nie ma kompetencji, by stwierdzić objawy chorobowe u Osoby, która przez kilka minut w dużą szybkością (w tak zwanym "mgnieniu oka") jest rzucana po ścianach mieszkania, po suficie i podłodze. Takie zjawisko wykracza poza definicję choroby, jakiejkolwiek.
Rozumiem, że Twój racjonalizm chroniony jest przez niewiarę mocniej niż niewiara przez racjonalizm.
3. Pantateizm? Sprawdź w wyszukiwarce, zobaczysz, czy mogłem sobie wymyślić ten termin. To, że czegoś nie wiesz, nie znaczy, że tego nie ma. Ot, takie specyficzne ateistyczne ograniczenie mentalne.
4. Imputujesz. Kwestię mojego rozumienia rozmów z Bogiem opisałem wyżej i nie będę do tego wracał (kwestia istnienia i istoty). Nie kwestionowałem tam zademonstrowanego przez Ciebie podejścia. Racje są takim samym produktem umysłu jak fale elektromagnetyczne.
Każda nauka ma swój przedmiot i metodę. Neurobiologia nie zajmuje się ani wiarą, ani istnieniem Boga, więc ograniczając się do argumentów z tej dziedziny zawężasz na tyle możliwości rozumienia zjawisk, że stawiasz się w sytuacji bardzo poważnych ograniczeń.
5. Ja nie brnę, jestem ponad, a to wyklucza brnięcie. Możesz sobie wierzyć jak Ci się podoba, według wzorca "Róbta co chceta!" albo według wzorca "Ale luja i do przodu!", nie przyprawiaj tylko swojej wierze naukowych rogów, bo je wyraźnie widać i od razu pozwalają skonstatować powierzchowny stosunek do problemu.
1. Nie odsyłaj mnie do literatury, skoro rozłożyłem problem na czynniki pierwsze i wszystko jest ładnie wyjaśnione, a znajduje potwierdzenie w wierzeniach religijnych. Kwestia czy to akceptujesz czy będziesz się doszukiwać drugiego dna w myśl zasady ?moja jest tylko racja, i to święta racja??
2. Jeżeli taki przypadek miał miejsce to jest to rzeczywiście niesamowite i najprawdopodobniej niewytłumaczalne na gruncie nauki. Pytanie, czy tak rzeczywiście było i czy ktoś takie zdarzenie udokumentował lub czy może zaistnieć w przyszłości? Przecież wystarczyłoby coś takiego nakręcić i wierzący mieliby poważny argument w ręku na potwierdzenie tego, że opętanie to nie zawsze choroba psychiczna.
Nigdzie nie stwierdziłem, że jeśli czegoś nie wiem to tego nie ma
Sam zaznaczyłem, że ilość wiedzy każdego człowieka jest zdeterminowana przez ogólnie rozumiany postęp pomniejszone o to, ile sam tej wiedzy sobie przyswoił a i tak prowadzi to w konsekwencji do przekonania, że wiele rzeczy jeszcze się nie wie. Każdy z nas jest w jakimś stopniu ignorantem, chyba że uważasz się za coś co można by określić jako bóg i stawiasz na równi z nim
(co oczywiście nie oznacza że on istnieje a pojęcie przytoczyłem jedynie na potrzeby uwidocznienia niedoskonałości człowieka.
3. Pomimo usilnych prób znalezienia m.in. w słowniku wyrazów obcych czy słowniku pojęć teologicznych niestety nie zauważyłem pantateizmu, śmiem więc twierdzić że takie pojęcie nie istnieje ![]()
4. Nie znam innej nauki, która mogłaby w bardziej satysfakcjonujący sposób starać się wytłumaczyć problematykę doznań boskich. Jestem jednak otwarty na argumenty, przy czym zaznaczam że teologiczne wywody nie są dla mnie żadnymi argumentami.
5. Absolut bez dwóch zdań
Jakiej wierze i w co? ![]()
ad. 1. Nie rozłożyłeś problemu na żadne czynniki pierwsze, ale rozłożyłeś się na problemie. Racji nie mam zwyczaju sobie przywłaszczać, a słuszność ukazuje się sama, niezależnie od racji, które przysługują obu stronom.
Pisałeś o wnioskach: można nie popełnić błędu w procesie wnioskowania, a jednak wnioski nie będą prawdziwe. Kiedy? Gdy przesłanki są fałszywe. Nie doszukuję się drugiego dna, ale pytam o przesłanki i coś mi się wydaje, że to Ty nie chcesz zaakceptować faktu, że przesłanki przyjąłeś fideistycznie (co wyraźnie sugerowałem, a nawet poparłem argumentami).
Do literatury odesłałem, bo jest tego warta, a pisałeś o rachunku prawdopodobieństwa: "Filozofia przypadku" jest właśnie książką o rachunku prawdopodobieństwa zastosowanym do zdarzeń losowych, którymi zajmowali się wielcy matematycy (np. Pascal, Kartezjusz, Leibnitz), z czego powstała matematyczna teoria gier, na której bazuje statystyka (więc wszystkie nauki empiryczne) oraz przemysł (produkcja butów, koszul, system podatkowy, ekonomia, giełda ze swoimi WIK-ami, ubezpieczenia komunikacyjne i polisy majątkowe, toto-lotek także).
Racja to dla mnie za mało, nawet moja własna racja jest tylko przesłanką. W racjach zbyt dużo jest osobistego przekonania ("Nikt bowiem w sądach nie dba zgoła o prawdę w tych sprawach, lecz o urabianie przekonań. Tym zaś,co człowiek, który chce przemawiać umiejętnie, powinien mieć na względzie, jest prawdopodobieństwo" Platon "Fajdros", "Przekonania są najgorszym wrogiem prawdy" Nietzsche)
ad. 2. Właśnie zamierzam to sprawdzić naocznie, bo usłyszałem świadectwo z ust reżysera filmu "Egzorcysta" (nie wiem, czemu tak to jest przedstawiane, w końcu ten film ma być tylko wywiadem, więc dokumentem).
W kwestii wiedzy i wiary, to zapewniam Cię, że doceniam moją ignorancję, staram się, by nie rosła, a nawet marniała i znam granice swojej wiedzy.
ad. Faktycznie, wyszukiwarka nie zna. Śmiem jednak Twoją śmiałość potraktować jako śmieszność. Poszukam i podam Ci źródło oraz prekursora. Obstawiam, że to Orygenes, ale muszę sprawdzić.
4. Słusznieś napisał: nie znasz. Niewiedza, czyli ignorancja właśnie bierze się z lekceważenia niektórych dziedzin wiedzy. Vide: przypadek Homera i Schliemana (odkrywcy Troi), przypadek Pitagorasa, który był mistykiem i człowiekiem bardzo religijnym, co pozwalało mu zbudować nie mniej mistyczne prawa matematyczne, według jego wierzeń świat miał strukturę matematyczną, co dziś pozwala na używanie kodów kreskowych i odczytywanie widma świetlnego gwiazd). Związek miedzy religią a nauką jest jednak niedostępny dla umysłów ogarniętych szałem immanencji.
5. Wobec tego lotnicy są w kontakcie z Absolutem. Ponad to optyka, a nie mistyka. Jakiej wierze? Wierze w możliwość naukowego stwierdzenia nieistnienia. Zaglądnij do logiki: można dowodzić istnienia czegoś/kogoś, ale dowodzenie nieistnienia jest z góry (czyli absolutnie) skazane na niepowodzenie. Z tego brała się zasada prawa rzymskiego, że dowodzić można tylko winy, ale nie można wykazać swojej niewinności (zasada domniemania niewinności), obecnie lewica europejska wywraca zasady prawa rzymskiego i nakazuje dowodzić niewinności, co jest absurdem (garbaty byłby wtedy wielbłądem jednogarbnym, a nie człowiekiem).
Faktycznie wybieranie się do kościoła w Polsce bywa problematyczne. Cały arsenał obrzędów i różnych świąt może przyprawić nam zawrót głowy. Jeśli wolisz rozmawiać sama z Bogiem to ok, przecież nikt Ci tego nie zabroni. Jednak moim zdaniem aby w pełni poczuć wiarę trzeba uczestniczyć w takich ceremoniach. To daje poczucie wspólnoty i zupełnie nowe, inne przeżycia. Warto wybrać się do kościoła, przynajmniej raz na jakiś czas ![]()
Wybrać się do kościoła to zawsze okazja pokazać się w nowej sukience czy w nowych bucikach...
U mnie tak jest większość osób tylko po to chodzi do kościoła. W pierwszym rzędzie wpatrzone w wielebnego a w domu fruwające talerze i stek wyzwisk.
Wszystko na pokaz,aż mnie mdli.