harmagedon napisał/a:Ależ każdy z nas niemal nieustannie kogoś, mniej lub bardziej dosłownie, morduje. Życie.
No ja wiem, np. jak stąpałam po ziemi, to musiałam zabić trochę tych robaków. Oczywiście nieświadomie, bo w takich sytuacji myślę o innych rzeczach. Ale to wszystko nie oznacza, że mam pójść do sąsiada i go zamordować, bo każdy z nas jest w jakimś sensie zabójcą, co nie?
To żadne wytłumaczenie, uważam, że jest wręcz najgorsze.
Oen_242 napisał/a:Zarodek nie jest w pełni myślącym człowiekiem. Wspomniany przypadek walki o prawa kur jest bezsensowny, bo kury czują, widzą i przeżywają, a te kilka komórek nie ma żadnej świadomości.
Niestety, ten świat nie jest skonstruowany tak, żeby po zapłodnieniu zamiast zygoty powstawała istota z od razu gotowymi rączkami i nóżkami (prawo natury jest jednak inne). To by dopiero była KREACJA. A szkoda, wtedy w ogóle nie byłoby o czym dyskutować. Chociaż... może znaleźliby się i tacy, co by twierdzili, że człowiekiem jest się dopiero, gdy się jest noworodkiem. Nigdy nic nie wiadomo.
Zresztą ja uważam, że bycie człowiekiem to ciągły proces, który nie ma żadnych znaków przestankowych, i kończy się w momencie całkowitego rozkładu. A zygota, zarodek, płód, noworodek, niemowlak, dziecko, nastolatek, dorosły, staruszek, to po prostu stadia rozwojowe człowieka (takie sztuczne nazewnictwo wymyślone przez człowieka, żeby lepiej się komunikować itd.). Wobec tego nie mam żadnego moralnego prawa decydować o tym, że człowiekiem jest dopiero płód, a zygota to jeszcze nie człowiek, więc mogę ją sobie mrozić, a później ewentualnie wrzucić do specjalnego śmietnika.
A kto daje lekarzom prawo do decydowania o tym, od kiedy jest się człowiekiem? Czy oni są istotami doskonałymi, nieomylnymi, że mam wierzyć ich słowom? Czy rozległa wiedza biologiczna i tytuł doktora to wystarczający powód? Nie, bo to są LUDZIE, czyli istoty omylne, ograniczone swoim osobistym widzeniem świata. Nie mają absolutnej wiedzy o NICZYM. Ja przyznaję się, że nie wiem kto jest ważniejszy, więc stawiam znak równości pomiędzy tymi stadiami rozwojowymi. Nawet katolicyzm (niby taki zły) w tym względzie nikogo nie faworyzuje, więc czemu niektórzy lekarze robią z siebie bogów? Przecież ateiści uważają, że bogów nie ma. 
Jenka napisał/a:Człowieczek jest dopiero płód jest to faza płodowa. Choć jak wspomniał najbardziej asekurancko można wywnioskować że późny zarodek który ma przynajmniej częściowo wykształcony układ nerwowy można uznać za istotę żywą czyli w sumie człowieka.
Po tych zdaniach widać, że sama miałabyś problemy z dokładnym określeniem, kiedy człowiek jest człowiekiem. Tylko się przez to kompromitujesz. Mówisz o układzie nerwowym i jego częściowym wykształceniu się? To teraz poprosiłabym cię o określenie, jaki procent układu nerwowego musi być wykształcony. Naprawdę chcę to wiedzieć. Czy wystarczy płytka nerwowa (2 tydzień)? A może sama cewka nerwowa (3 tydzień)? A może zaczątki półkul mózgowych (6 tydzień)? A może powstanie kory mózgowej (2 miesiące)? A może pojawienie się zwojów mózgu (7-9 miesięcy)?
Jenka napisał/a:No zygotę trudno uznać za coś bardziej wartościowego od plemnika.
Czyli plemnik (haploidalna gameta) jest ważniejszy od diploidalnej zygoty (k-ki nowego organizmu)?

Jeśli tak, to ja jestem Królewną Śnieżką. 
Jenka napisał/a:Ciekawe dlaczego krzyczy najwięcej mniejszość 86% polaków popiera metodę in-vitro...
Dlaczego? Bo widzą, że metoda in vitro mimo, że daje pewnym parom szansę na dziecko, jest metodą jednak wątpliwą moralnie. I próbują coś z tym robić. Nie ma w tym nic dziwnego. Co do tych 86%, większość nie zawsze ma rację. Zresztą gdyby te 86% na własne oczy zobaczyło mrożenie i wyrzucanie zarodków, to nie wiem ile by ich na koniec zostało. Może by uciekli w popłochu? Ale nie od dziś wiadomo, że łatwiej zaakceptować rzeczy, których nie jest się bezpośrednim świadkiem.