Ano właśnie moi drodzy. Czytałam z jakiś miesiąc temu wywiad z księdzem terapeutą, który zajmuje się na co dzień księżmi, będącymi homoseksualistami. Na mocy jakiegoś papieskiego dekretu wydanego przez Benedykta XVI, ograniczono dostęp do posługi kapłańskiej kandydatom na księży, którzy w ankietach przeprowadzanych na 1. roku zaznaczyli, że są lub podejrzewają siebie o bycie gejami.
To ogromna hipokryzja w momencie, gdy "leczy się" takiego chłopca przez kilka lat, po czym ostatecznie gdy przychodzi do święceń odmawia się mu ich, powołując się na ten papieski dokument.
Czyż to nie jest hipokryzja? Czymże różni się ksiądz będący homoseksualistą od heteroseksualisty? Przecież to mężczyzna i to mężczyzna, oboje mają potrzeby i pragnienia, które jednak potrafią tłumić ze względu na posługę i obowiązek celibatu. W końcu skoro każdego księdza obowiązuje celibat, to cóż to za różnica, czy zachowuje się celibat w kontaktach z kobietami bądź mężczyznami. Celibat to celibat. Nie rozumiem tego zwłaszcza w przypadkach, gdzie większość tych chłopaków nigdy w życiu nie przeżyła "incydentu" homoseksualnego, jak nazywają go księża. Szczególnie jest to nielogiczne wobec chłopaków, podejmujących się "leczenia" u terapeuty, zajmującego się właśnie problemem gejów w Kościele.
Naprawdę to robi taką różnicę, czy ksiądz jest gejem czy hetero? Przecież każdy człowiek rodzi się z orientacją seksualną. A każdy ksiądz powinien (co nie oznacza, że to robi) stłumić potrzeby cielesne, na rzecz oddania się Bogu w posłudze kapłańskiej poprzez celibat.
Proszę, wypowiedzcie się na ten temat.
Jednocześnie bardzo proszę, a wręcz apeluję o kulturę wypowiedzi i o niemieszanie w to kwestii pedofilii i molestowania w Kościele!