Myślę, że należę do osób wyjątkowo niedostępnych. Składa się na to kilka czynników, które przez wiele lat ewoluowały i zmieniły mnie w "potwora". Przestałam całkowicie ufać ludziom, wszędzie doszukuję się spisków, kpin i drwiących spojrzeń. Nie lubię gdy mnie ktoś dotyka. Komplementy są dla mnie zwykłym kłamstwem. Robię wszystko by odepchnąć ludzi od siebie. Jestem niemiła, pyskata i głośna. Nigdy nie proszę, ani nie przepraszam. Myślę tylko o sobie i swojej wygodzie. To moja zewnętrzna powłoka. Jednak w środku bardzo cierpię i nie lubię wyrządzać innym krzywdy. Poznałam ostatnio mężczyznę, któremu się podobam. Jednak wiem, że podoba się on mojej koleżance. I tu się pojawia problem. Nie jestem w stanie powiedzieć na chwilę obecną czy ja coś do niego czuję, ale wiem, że nawet jakbym go kochała do szaleństwa to i tak oddałabym go bez walki swojej koleżance. Udawałabym, że jest wszystko ok i on mnie kompletnie nie interesuje. Nie byłabym w stanie zrobić jej tej przykrości, ponieważ wychodzę z założenia, że poradzę sobie z kolejnymi porażkami w swoim życiu. Chciałabym z nim spróbować, ale się boję. Boję się przed kimś otworzyć. Boję się tego, że pokocham, a potem zostanę porzucona. W końcu nie należę do ludzi o łatwym charakterze. Chciałabym, żeby on także to zrozumiał i na mnie nie naciskał. Ale bądźmy szczerzy. Jaki idiota będzie czekał na to, aż w końcu poradzę sobie sama ze sobą? Tak na prawdę, to chciałabym walczyć z tym kim jestem, ale nie wiem jak. Pomocy!
Moze wlasnie taki zwiazek bylby terapia dla Ciebie.
A kolezanka sie nie przejmuj, bo gwarantuje, ze ona nawet nie pomysli o Tobie w takiej sytuacji.
A jesli to nie pomoze, to moze rozmowa z jakims fachowcem? Psychologiem.
Mialam kiedys taka sama kolezanke jak Ty. Identyczne zachowanie.
Teraz jest juz w dlugoletnim zwiazku i jest szczesliwa. Takze glowa do gory i usmiechnij sie.
Ja mam podobny problem do Ciebie, boję się w coś angażować, bo mam wrażenie, że zostanę potem zraniona. Jednak staram się zawsze określić, żeby ta druga strona nie miała do mnie pretensji. Przygotowana jestem przy każdym kolejnym "kontakcie" z chłopakiem na najgorsze, że to ten któremu zależy tylko na sexie czy coś tam. Zimna suka jak to się mówi ze mnie. Nie martw kochana, poradzimy sobie jakoś, a skoro czujesz że powinnaś spróbować, to nie ma co zwlekać, a że on się nie interesuje Twoją koleżanką, to już nie Twoja wina ![]()
3mam kciuki
Natsuko, mysle, ze Twoj problem jest na tyle zlozony, ze przydalaby Ci sie pomoc kogos, kto wie, jak rozeznac sie w Twoich odczuciach i pomoc Ci zmienic podejscie do swiata i ludzi.
Najgorsze w tej "powloce", w ktorej sie zamknelas jest wlasnie to, ze sama nie jestes szczesliwa. A sadze, ze to wystarczajacy powod, by chciec zmiany i zaczac dzialac w tym kierunku.
Co sie zas tyczy tego mezczyzny... Dopoki nie poukladasz w zyciu wszystkich spraw mysle, ze nie bedzie Ci latwo decydowac. Tak czy inaczej nie traktowalabym go jako priorytet - musisz zatroszczyc sie o siebie, a jesli ten czlowiek jest Ci "pisany" i dojrzal do roli partnera, bedzie dla Ciebie wsparciem w tej sytuacji. O ile sie otworzysz i pozwolisz mu byc.
Pozdrawiam
Skądś to znam. Nie trzeba daleko szukać - od siebie. Takiego nastawienia nie da się tak szybko zmienić o ile wcale. Ale można z tym walczyć. W moim przypadku takie zamknięcie się w sobie i okazywanie, że nic nie jest dla mnie ważne, że mogę żyć bez tego, że poradzę sobie wynikało z kilkunastoletniego spychania moich potrzeb do rzeczy nie ważnych w domu, a dokładnie przez moją matkę. Człowiek staje się wtedy zahartowany, a przy najmniej stwarza takie wrażenie, tak grubą ma maskę i często nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Podobne przypadki miałam też z chłopakami, gdzie potem, dla pewności, żeby nikt mi ich nie zabrał wybierałam brzydkich, mało inteligentnych, do których nic nie czułam...
Jedyne lekarstwo by się nie męczyć w swojej skorupie to dostrzeżenie wagi swoich potrzeb i tego, że jednak jest w głębi głos, który na wiele niekorzystnych dla ciebie rzeczy się nie zgadza, polubienie siebie i odbudowanie własnej wartości. I komunikować się z ludźmi, mimo wszystko otworzyć się na nich, ale również reagować na wszelkie traktowanie siebie nie fair. I tak mam problem z okazywaniem uczuć i przepraszaniem, a nawet zwracaniem się do mojego chłopaka (który jest dla mnie w końcu naprawdę wartościowy) po imieniu, bo odbieram to jako szczególną bliskość... Powiedziałam mu, skąd się biorę "taka ja". Trzeba to powiedzieć, trzeba jeszcze raz zaufać i mieć trochę dystansu do siebie.
Pozdrawiam.
Natsuko, rozumiem Twoją tęsknotę za poczuciem bliskości i przynależności do kogoś...a jednocześnie lęk przed odrzuceniem. Wiem, że może Ci się wydawać, ze wystarczy przełamać ten lęk i już może być dobrze...ale moim zdaniem dobrze by było abyś zanim wejdziesz w jakąś bliższą relację, zanim zaryzykujesz by zaufać, wzmocnij się troszeczkę.
Myślałaś może o tym by poszukać pomocy psychologa-to osoba, które może Ci pomóc radzić sobie z trudnościami. Kiedy uwierzysz we własne siły, nie będziesz miała tak wielu obaw, nie będziesz się bała...pokochać ![]()
Zatroszcz się o siebie i zaufaj sobie, bo Ty jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu ![]()