Witam..
Nie będę owijać w bawełnę, napiszę wszystko tak jak to czuję, bo nie jestem w stanie zrobić tego inaczej..
Mój chłopak ma 20 lat, tak jak i ja. Jesteśmy więc jak widać bardzo młodzi, całe życie przed nami. Razem jesteśmy od niecałych dwóch lat. Nikt nigdy nie był dla mnie tak ważny jak on. Zrobiłabym dla niego WSZYSTKO.
Od dłuższego czasu słyszę o jego problemach finansowych, tak właściwie od 1,5 roku. Pochodzi z biednej rodziny, co mnie oczywiście absolutnie nie przeszkadza! Jakoś sobie radzą. On zarobił sam na samochód, który wytrzymał niecałe 2 lata, niestety się rozleciał. Aktualnie razem studiujemy, dziennie.
A teraz.. powiedział, że nie widzi perspektyw przed sobą. Że nie ma samochodu, że rodzina ma go gdzieś (niestety to trochę prawda), że jest w domu finansowo coraz gorzej, mama z końcem roku straci pracę, a jest jedyną żywicielką domu + renta taty. Tak czy siak w domu jest 5 osób, do tego jego siostra teraz urodziła dziecko, i ojciec tego dziecka zamieszkuje z nimi, co prawda płacąc na dziecko i dziewczynę, ale to i tak jest niewiele.
Tłumaczę mu jak mogę, że wszystko da się zmienić, że przecież pieniądze to nie wszystko, że samochód zdąży kupić.. Że są wakacje, wyjedziemy za granicę na 3 miesiące, razem zarobimy sporą sumą, starczy na wszystko, że mogę mu oddać te pieniądze przeze mnie zarobione, bo ja jakoś sobie radzę. On, że nie, bo ode mnie nie weźmie - honor. Mówiłam, że nawet jego zarobek by mu wystarczył - on, że nie, bo za mało. Powiedziałam, że możemy nawet dziekankę wziąć, dłużej popracować - nie, bo na studia już nie wróci w takim razie, i że i tak NIE. Mówiłam o kredycie studenckim - nie, bo kredytu nie. Zaproponowałam , że wezmę na siebie - stwierdził, że mi nie dadzą, i że nie chce udowodniania. Proponowałam pożyczenie/oddanie mu swojego samochodu, który dostałam od rodziców, i który On mi często wypomina, niestety.. - nie, bo honor.
Mówi, że nic go nie czeka, że woli zakończyć swoje męki, ulży rodzinie i sobie i niby mnie. Próbuje go racjonalnie przekonywać, powoływać się na to, co mówił kiedyś - że jestem jego powodem do życia, że chce mu się dla mnie wstawać rano z łóżka.. To on odwraca kota ogonem, że samą miłością człowiek nie żyje, i że jak tak mi ciężko żyć bez niego, co mu powiedziałam, to żebym zabiła się z nim, ale że oczywiście tego nie zrobię..
Czuję się pokopana psychicznie. Nie wiem co mówić, co robić, jak go uratować. Bo on już powiedział, że postanowił. Może to tylko straszenie, ale..boje się, że naprawdę coś sobie zrobi. Próbowąłam wpłynąć na niego jego rodziną - powiedzieli mu, że jest po*ebany, że ma nie mówić takich głupot.. Nie biorą tego na serio, może ja też nie powinnam, ale... Znam go. Jest do tego zdolny.
Proszę Was o pomoc, jak powinnam się zachować? Przepłakałam nie jedną noc, trzęsąc się i zwijając z bólu, bo nie potrafię mu pomóc.. Do tego nie raz usłyszałam, że ja wcale mu nie chcę pomóc, bo tylko płakać umiem.. Wiem, że wykreowałam obraz jego jako niezbyt kochającego człowieka, ale tak nie jest.. Każdy ma swoje wady, on tez je ma, ale ma też mnóstwo zalet. Kiedy jest dobrze - po prostu jest tak, jak chciałabym, żeby zawsze było.. tylko wtedy, kiedy te problemy wypływają, a szczególnie teraz..
Proszę o pomoc, bo sama sobie nie radzę.. Nawet teraz rozmawiając z nim przez telefon zapytał, że on już podjął decyzje, i teraz tylko kwestia i moja decyzja - czy zrobie to z nim... Co ja mam robić..?
Witaj Rydwankaa !
Ciężka sytuacja, widać, że go naprawdę kochasz. Zrób wszystko aby mu wybić z głowy takie myślenie. W życiu wszystko jest po coś, sytuacje ciężkie mają nas kształtować. Są bardzo cenne książki na ten temat napisane, może Twój chłopak powinien coś takiego przeczytać ? ( o ile zechce ). Na Youtubie wpisz sobie " Wszystko jest po coś " i tam bede rozmowy z Krzysztofem Ziemcem. Polecam , mi to dużo dało, i naprawdę wiele uświadomiło. Zobacz to i pokaż swojemu chłopakowi. A może już widziałaś to kiedyś ? Albo wpisz na Yt " Niepokonani, świadectwo ", będą to wywiady, dające do myślenia. Myślę że warto aby Twój chłopak to obejrzał i może zmieni się jemu myślenie i przestanie mówić o śmierci. Trzymaj się ciepło i nie poddawaj ! Trzymam mocno kciuki za Ciebie abyś to wytrwała ! Będzie dobrze . Pozdrawiam Cię ciepło ! ![]()
dziekuję Ci bardzo za odpowiedź.. obawiam się, że nic z tych rzeczy do niego nie trafi. bo nic do niego nie trafia, nic..! moge mu to pokazać, wszystkiego spróbuję.. tak sie boję.. strasznie się boję. tego, że to zrobi przede wszystkim, o niego.. to, że sama nie przeżyję , gdyby cos sie stało to drugorzędna sprawa. teraz on jest najwazniejszy.. moze po prostu poinformuję jakiegos lekarza, kogokolwiek, niech go ktoś zbada.. jesli to tylko groźby - niech się obrazi, zezłości, znienawidzi mnie.. ale jesli to prawda - moge uratować jego życie..
Ja myślę, ze on jest takim typem marudzącym.
Popełniać samobójstwo, bo się nie ma auta (bo to podałaś jako główny czynnik) wydaje mi się śmieszne.
Oczywiście możesz poruszyć niebo i ziemie, żeby mu wszystko ułatwić, dlaczego nie, ale skąd pewność, ze za parę miesięcy sobie nie wymyśli czegoś innego?
Na Twoim miejscu, zamiast się zadręczać, próbowałabym tego osła namówić na wizytę u specjalisty - bo straszenie straszeniem, ale jak faktycznie mu coś odbije, to będzie masa ludzi po nim płakać, warto, żeby to sobie uświadomił.
Oczywiście możesz poruszyć niebo i ziemie, żeby mu wszystko ułatwić
... ale odradzam. Kobiety, przestańcie wreszcie kastrować tych facetów! Autorko, zarzucasz swojego partnera uwłaczającymi mu propozycjami: będziesz na niego pracować w wakacje, weźmiesz na niego kredyt, oddasz mu swój samochód... Jak on ma się przy Tobie poczuć mężczyzną i podźwignąć z depresji (jeśli to faktycznie depresja, a nie sposób na życie)?
Tak swoją drogą, to ja bym się zastanowiła nad "miłością" chłopaka, który nakłania swoją partnerkę do samobójstwa.
Cynicznahipo napisał/a:Oczywiście możesz poruszyć niebo i ziemie, żeby mu wszystko ułatwić
... ale odradzam. Kobiety, przestańcie wreszcie kastrować tych facetów! Autorko, zarzucasz swojego partnera uwłaczającymi mu propozycjami: będziesz na niego pracować w wakacje, weźmiesz na niego kredyt, oddasz mu swój samochód... Jak on ma się przy Tobie poczuć mężczyzną i podźwignąć z depresji (jeśli to faktycznie depresja, a nie sposób na życie)?
Zgodzę się z ta wypowiedzią.
Ja bym takiego faceta zostawiła samego sobie. Albo powiedziała wprost - albo się bierze w garść, albo do widzenia.
Bo jeśli on przez takie pierdoły chce się wieszać/topic, etc., to co będzie za parę lat, jak się zacznie prawdziwe życie...
Zresztą, no kurcze... na co komu taka ciota? Bo facetem, to on nie jest...
Ja rozumiem, ze się można załamać w obliczu czyjej śmierci, choroby, po trudnym rozstaniu... ale z powodu braku samochodu...?
No ludzie!
dokładnie to samo myślę, że to jest przesada. miałam czas, kiedy myślałam, że może jednak powinnam odjeść, pomimo tego, że go kocham. ale szybko to wyrzuciłam z myśli, bo nie odkłada się zabawki na bok, kiedy są z nią problemy. jesteśmy tacy młodzi, tyle czasu i życia przed nami, powinniśmy się cieszyć, każdym dniem, że mamy siebie, że studiujemy.. a tu ciągle problemy.. niestety to jest ten typ, co myśli, że on robi wszystko, a wszyscy w koło rzucają mu kłody pod nogi, w tym ja, a przede wszystkim los. może to i uwłaczające, co mu proponuję, ale po prostu chciałam mu dać wszystko, żeby był szczęśliwy... żeby nie myślał o zabiciu siebie.
apropos przyszłego zycia - mówiłam mu, że po studiach możemy mieć dobrą pracę (cóż, trochę z pomocą mojej mamy, ale każdy chce zawsze jakoś zabezpieczyć się..), tyle, że pensja początkowo jak zawsze jest mniejsza, dopiero z biegiem lat i doświadczeniem stopniowo wzrasta, ale to praca pewna, która zapewni byt i w przyszłosci emeryturę - tto on stwierdził, że to za długo czekania na duże pieniądze, i żadne argumenty nie docierają..
czasem nei wiem co mówić, ba, BOJĘ się mówic, żeby nie wybuchnął jak tykająca bomba.
Rydwanko, zadzwoń na niebieską linię
to co on robi, to jest przemoc psychiczna,
on nie ma prawa Ci tego robić
i nie on jest najważniejszy, to Ty dla siebie jesteś najważniejsza
ale jak to przemoc psychiczna,..? kiedy? teraz, ogólnie? nie, to chyba nie to..
10 2013-03-23 20:12:44 Ostatnio edytowany przez alonka (2013-03-23 20:15:51)
jak to nie, a jak się czujesz? jesteś szczęśliwa, masz w nim oparcie?
tak grożenie popełnieniem samobójstwa jest przemocą,
jeżeli naprawdę boisz się, że w danej chwili może to zrobić, dzwoń natychmiast na policję
Niebieska Linia: 0 801 12 00 02
jestem szczęśliwa, ale.. ale nie wtedy, kiedy on ma "napady depresji i złego humoru".. wtedy potrafimy się zaciekle kłócić, padają nieprzyjemne słowa, ja zazwyczaj płaczę, ba, nawet ryczę. nie chcę mu tego pokazywać, ale to silniejsze ode mnie. po jakiejś chwili jest dobrze, przeprasza itd., i jest jakieś dwa tygodnie spokoju. ale zawsze boję się, że będzie ten "zły dzień", kiedy nie dam rady go pocieszyć,a pocieszaniem tylko rozjuszę, gdyż wg niego "nic nie robię w jego sprawie tylko gadam". tylko co ja mogę...?
niestety teraz doszła mowa o samobójstwie. czasem myślę, że to tylko straszenie, ale nieraz bardzo się boję , że może to wprowadzić w życie..
to nie jest tak, że marzę o tym, żeby nie bylo problemów itd.. jestem realistką, wiem, że zawsze jakieś są.. ja bym tylko chciała, żeby on nie podchodził do nich tak, jakby to był koniec świata. żeby to on mówił "poradzimy sobie, coś się zaradzi!", a nie "nie ma sensu żyć" i obarczał winą wszystkich wkoło..
masz 20 lat, za wcześnie na takie problemy,
za wcześnie na takie huśtawki ,
oboje powinniście być dla siebie oparciem, nie tylko Ty dla niego
nie możesz się bać, że go rozjuszysz, to nie jest normalne
nie możesz ciągle bać się o niego, bac się normalnie zachowywać,
masz prawo być szczęśliwą
jestem byłą żoną alkoholika,
mam za soba 20 lat życia na takiej huśtawce, szkoda życia
oh, życie z alkoholikiem tez poznałam. mój ojciec nim jest. nie jest agresywny, kiedy pije, ale pije - i wykańcza tym rodzinę. szczególnie mamę. nie rujnuje nas finansowo, chociaż kradnie nieraz z rodzinnego budżetu, ale sam fakt, że nie można na nim polegac. kiedyś, za dawnych czasów, odbierał mnie ze szkoły 20 km , z miasta, po pijaku. dwa razy stracił prawo jazdy. czasem był agresywny.. napatrzyłam się na to w domu, mama dużo razy groziła, że odejdzie.. ale nigdy tego nie zrobiła. zawsze jest tydzien milczenia lub awantur, i przechodzi, potem około dwa tygodnie spokoj, znów picie na umór, i tak w koło Macieju. stracił kilka prac, aktualnie w ogóle nie pracuje. a Ty/Pani, (nie wiem jak mam się zwracać) , jak to załatwiłaś..? po 20 latach, tak jak moi rodzice? chciałabym ojcu pomóc, ale on nie widzi problemu, nie chce iść na leczenie.. a takie trwanie w strachu kiedy znów "zapije" nie jest normalne..
Wybacz, ze to napisze, masz trochę kompleks miłosiernej samarytanki...
Słuchaj, nie każdemu da się pomoc.
Twój chłopak, jeśli nie pójdzie do specjalisty, będzie Ci dupę zawracał tak długo, aż od niego odejdziesz, bo będziesz miała dosyć.
Ja tez miałam ojca alkoholika - wiem z doświadczenia, ze nie da się nikogo zmusić do leczenia. Jeśli sam nie zechce, to kaplica.
Pomyśl trochę o sobie - czy chcesz brać w tym wszystkim udział. Czy chcesz żyć w ciągłym strachu, czy chłopak idiota się zabije, czy nie.
Zastanów się, czy jest według Ciebie materiałem na kogoś więcej - męża, ojca.
ja się rozwiodłam przed miesiącem,
ale najpierw poszłam po pomoc do Al-anon.
potem na spotkania dla współuzależnionych,
no i forum uzależnień, które towarzyszy mi od ponad roku
poznałam tam wspaniałych ludzi
zaczęłam być konsekwentna w tym co robię,
awantur nie ma, ale jak pijany potrafię wezwać policję,
zgłosiłam też na leczenie przymusowe,
nie spłacam jego długów, nie piorę nie gotuję, nie sprzątam
mam zasądzone alimenty
mój mąż wybrał butelkę, nie pomogły 2 terapie ani AA bo to on musi chcieć, a chciałam tylko ja,
więc ja wybrałam wolność,
on ma prawo się zapić ale ja nie mam obowiązku iść na dno razem z nim,\
ani ja, ani moje dzieci
jeżeli masz ojca alkoholika, to jesteś DDA
i podświadomie możesz szukać partnera z problemami
informacji w necie jest całą masa poszukaj, poczytaj
i nie daj sobie wmówić , ze nia masz prawa być szczęsliwa
jak dla mnie to on ma po prostu depresję ale samobójstwo raczej wykluczam, ktoś kto o tym z takim naciskiem mówi raczej tego nie zrobi, przecież Cię kocha i wie że byś cierpiała, musi się z tego doła sam pozbierać, bo wątpię aby chciał pomocy psychologa a zmuszac do tego nie ma co bo nie da to efektu, Ty bądź przy nim i staraj się mu pomagać ale nie dając gotowe rozwiązanie (np. kasa) ale wskazówki i dobre słowo
Mam przyjaciela który też chce popełnić samobójstwo ciągle o tym wspomina wykańcza mnie przy tym nerwowo bo wiem , ze tego nie zrobi aby się użala nad swoim losem . Rozumiem , ze ma problemy bo ma problem z mieszkaniem jest zadłużone i nie ma pracy by jakoś powoli zacząć opłacać to mieszkanie w dodatku pije musi codziennie wypić jest alkoholikiem tyle razy byl już na leczeniu i nic mu to nie pomaga nie wiem zupełnie jak mu pomóc jestem bezradna
( Doszło nawet do tego , że szuka jedzenia w koszach na śmieci z MOPSu mu nie wystarcza nie chce już nawet odrabiać godzin bo stwierdził , że w ZK będzie miał lepiej a ja nie chcę by tam poszedł chce go wyprowadzić na ludzi by było jak kiedyś by każda kobieta chciała z nim być , by byl normalnym facetem a nie okradał ludzi , mnie też okradł ale to już mniejsza z tym darowałam już mu to ale nie idzie tak wciąż chronić kogoś co nie widać zmiany u tej osoby.... Powinnaś z nim z nim iśc do psychologa moze on tylko tak Cię straszy a zresztą nie wiadomo co takiemu w głowie siedzi... Każdy ma inną psychikę.
najlepszą formą pomocy alkoholikowi, jest pozostawienia go samemu sobie
żadne nasze wysiłki nie pomogą, jeżeli on sam nie zechce.
jak chce iść do więzienia , ma prawo, nie chroń go przed tym, w wielu aresztach są terapie, mitingi,
a przynajmniej nie ma alkoholu.
Alkoholizm jest taką chorobą, w której pomaganie polega na NIEPOMAGANIU
19 2013-03-25 15:45:11 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-25 19:06:03)
Rydwankaa, Twoj chlopak ma depresje. Takie wyolbrzymianie problemow i bezradnosc, juz nie mowiac o kontemplowaniu samobojstwa sa na to jasnymi dowodami. Niestety, tego typu myslenia nie da sie po prostu wyperswadowac. Mozesz sie zajechac probojac do niego gadac. Wiem z doswiadczenia- moj tata cierpial na depresje. Jedynym wyjsciem jest przekonanie do pojscia do lekarza, chocby i pierwszego kontaktu. On wyraznie potrzebuje pomocy farmakologicznej (antydepresanty). W przypadku gdy taka interwencja sie nie uda (osoby chore, szczegolnie mezczyzni, moga byc bardzo oporne), istnieje mozliwosc ubezwlasnowolnienia go na pewien okres czasu i poddania leczeniu pychiatrycznemu wbrew jego woli, ze wzgledu na to, ze jest niebezpieczny dla samego siebie, ale do tego potrzebujesz wspolpracy rodziny.
Ja bym tu nie szafowala okresleniami takimi jak kolezanki; ciota i tym podobne, poniewaz statystycznie wlasnie mlodzi mezczyzni chorujacy na depresje popelniaja samobojstwa najczesciej. Ze wzgl na nasza kulture, ktora kreauje wizje samca- samowystarczalnego, bez slabosci, wielu facetow doluje sie podwojnie, bo nie tylko cierpia, ale w dodatku nie czuja sie w stanie poprosic o pomoc. Probowalabym to wyjasnic zarowno jemu, jak i rodzinie.
Cokolwiek zrobisz, nie mozesz brac odpowiedzialnosci za czyny Twojego partnera. Jezeli ani rozmowy z nim, ani z rodzina nie dadza rezultatow, jedynym wyjsciem jest niestety odejscie. Nie mozna pomoc osobie, ktora sama pomoc sobie nie chce. Niektorzy ludzie z problemami tego typu "zeruja" w pewien sposob na litosci innych (nawet nieswiadomie) i trwaja w takiej wyuczonej bezradnosci, bo paradoksalnie im wygodniej uwiesic sie innych, niz dokonac konstruktywnych zmian w swoim zyciu. Taka sytuacja moze byc chroniczna, i szczerze mowiac, bardzo niezdrowa dla kobiety/ faceta, ktorzy z nimi sa.
Podsumowujac: nie bagatelizuj problemu, postaraj sie poszukac fachowej pomocy, ale daj do zrozumienia, ze jest linia, ktorej nie przekroczysz.
Dziękuję za odzew w tym temacie..
Nie ogarniam jego zachowań czasem.. raz zapewnia, że mnie kocha, najmocniej na świecie, śmieje się w najlepsze, żartuje ze mną, mówi o wspólnej przyszłości, by za kilka godzin lub następnego dnia mówić, że on już nie wytrzyma, że to zrobi.. Nie chcę go nazywać "ciotą", czy "mięczakiem". Czuję się przy nim bezpieczna, wiem, że naprawdę jestem. Ale nie wiem co robić, kiedy ma te "napady". Próbowałam tak jak adlernewman napisałaś, spokojnie mu uświadomić, że potrzebna jest interwencja psychologa, że pójdziemy razem, żeby wiedzieć jak sobie radzić. To krótko skwitował, że on wie jak sobie poradzić - "potrzebne mi są pieniądze, to sobie poradzę. nie potrzebuję żadnego psychologa, żeby to wiedzieć, a nic innego nowego nie wniesie - tak jak każdy rozłoży ręce, i pieniędzy mi nie da!"
Nie mogę pojąć tych zmian humorów.. Ostatnio spędzilismy ze sobą dwa piękne dni, sami. Śmialiśmy się, mówiliśmy sobie jak kiedyś będzie wyglądało nasze życie. Mówił nawet, że ze mną mu najwspanialej, że jestem jego radością życia. Myślałam, że to był punkt zwrotny.. Ale nie na długo. Znów wróciło mówienie o "skończeniu problemów-skończeniu ze sobą"..
mi to wygląda na borderline....
to co mam w takiej sytuacji zrobić, jeśli jest to borderline? dam radę jakoś go zahamować przed takim myśleniem, czy konieczne jest leczenie? Nie potrafię zmusić go do wizyty u lekarza, a rodzina.. tak właściwie ma go w d*pie..
bez wizyty u psychologa czy psychiatry to słabo, jakoś go trzeba do tego przekonać
Niestety co moze zadzialac chyba tutaj to tylko "hard love".
Powiedz mu wprost, ze albo zacznie sie leczyc, albo pakujesz manatki i konczysz ten zwiazek, bo,powiedzmy sobie szczerze, nikt Ci nie placi za bycie siostra milosierdzia. Nie masz obowiazku latac wkolo niego, znoscic jego nastrojow. Ba, nawet jego rodzice takiego obowiazku nie maja. Jak pisalam wczesniej (i niewazne czy motywem tu jest wylacznie depresja czy zarowno obecnosc zaburzen osobowosci z pogranicza- chociaz to drugie jest watpliwe), choroba choroba, ale wolna wole ma, i niestety czasami takie osoby wyksztalcaja w sobie nieatrakcyjana postawe roszczeniowa, takie:"leczyl sie nie bede, ale popatrz jaki jestem bezradny".
dla jednych to nie powód a dla drugich jak najbardziej, powinnaś ocenić czy to takie gadanie i narzekanie bo ma ciężko czy raczej początki depresji i mówi poważnie