No właśnie...Strach, zdenerwowanie, rozkojarzenie, unikanie wychodzenia z domu- to już objawy jakiejs choroby, czy pozimowe obniżenie nastroju?
Dzisiaj,kiedy wracałam ze sklepu złapał mnie strach, serce zaczęło szybko bić, nie mogłam złapać oddechu i łzy same zaczęły płynąć.Ostatnio miewam takie sytuacje,budzę się rano z ponurymi wizjami i niechęcią wkraczania w nowy dzień...myslę o tym,że wieczorem znowu będe sie mogla połozyć do łózka i zasnac(nie mam problemów ze snem), łóżko to mój azyl, tam mi najłatwiej. Do tej pory na wszelkie złe humory, gorsze dni pomagały mi spotkania ze znajomymi- wygadać się, pośmiać, zapomnieć, a teraz unikam nawet rozmów przez telefon. Jedzenie- nigdy nie miałam z tym problemów, a teraz albo nic nie jem cały dzień, albo tajemnicza siła każe mi pogryzać batona kiełbasą suszoną(nie, nie jestem w ciąży).
Najlepiej się czuję w domu-ale boję się zostawać sama. Ale unikam ludzi, nawet nie bardzo chcę się z własną mamą spotykać, bo przecież ona wyczuje,że coś jest nie tak i będzie się martwić, a nie mam siły zgrywać wesołka na użytek innych.
I teraz nie wiem, czy dopadło mnie najzwyczajniejsze przesilenie i samo minie, czy wkraczam w coś poważniejszego? Miewałam już obniżony nastrój, przez pogodę, brak słońca, ale nigdy w takim nasileniu.
witaj, z tego co wiem to w tym roku była najgorsza zima o 60 lat! bardzo duzo ludzi dopadla depresja.za malo słońca i bardzo krótkie ponure dni:)wiec jesli nie uwazasz ze jakis konkretny powod jest Twojego samopoczucia widocznie moze to byc przesilenie:)poobserwuj siebie jak przyjdzie słoneczko a od luzi nie stroń. wychoż na siłe:) mow ze nie czujesz sie soba przez pogode a dwa jak zaczniesz rozmawiac z luzmi to na chwile zapomnisz jak sie czujesz:)pozrawiam
Może to być przesilenie zimowe. Długa zima, mało światła-i stany depresyjne gotowe. Jeśli nie masz uczulenia i najdzie Cię ochota-spróbuj pójść na kilka minut dosłownie na solarium. Te 4-5 minut mogą sprawić, że Twój mózg dostanie dawkę słońca i nastrój Ci się poprawi. Jeśli obawiasz się o swój stan, to skontaktuj się z psychologiem. Rozmowa w 4 oczy na pewno rozwieje Twoje wszelkie wątpliwości.
Życzę cierpliwości i zdrowia ![]()
Witam serdecznie!
Powiem tak,
normalnie człowiek może mieć obniżony nastrój przy gorszych warunkach pogodowych.
Jednak twój opis przypomina mi moje odczucia jakiś czas temu. Aktualnie leczę się na depresję. Niekontrolowane wybuchy płaczu nie są rzeczą normalną. Każdy człowiek miewa gorsze dni, jednak nie objawia się to fobią przed kontaktem z innym człowiekiem. Kiedyś tego wszystkiego nie wiedziałam, nie pomógł mi nikt z mojego otoczenia, a były to objawy ostrej depresji ( w moim wypadku trwało to lata nie jeden sezon więc się nie martw :)). Uważam że powinnaś poczekać jakiś miesiąc, jeżeli nic się nie poprawi - iść do psychiatry, bądź - jeżeli problem leży w psychologii - do terapeuty. Być może to nic poważnego i leczenie będzie trwało krótko - może potrzebujesz urozmaicenia. Nie znam Twojej sytuacji - jednak zawsze należy pamiętać o jednym, co powiedział mi kiedyś jeden mądry terapeuta - każdy problem jest jednakowo ważny, nie należy niczego bagatelizować - aa inni mają gorzej... bzdura! Na jednego martwy chomik wpłynie tak samo jak strata pracy na innego. Żadne solarium i inne bzdury. Dopamina owszem jest ważna - jednak nie bez powodu słońce świeci zróżnicowanie, a ludzie żyją - ba! są szczęśliwi. Depresja objawia się przede wszystkim unikaniem kontaktu ze światem zewnętrznym - strachem przed nim. I u niektórych - jak np. u mnie - tworzeniem sobie azylu w łóżku - jeżeli rzeczywiście śpisz bardzo dużo i rankiem marzysz o wieczorze by wrócić do łóżka - to jest depresja. Ja miałam identycznie, tylko sen sprawiał mi przyjemność, dawał spokój. Był moją ucieczką przed myślami, przed życiem.
Opisz proszę twoje samopoczucie dokładniej - postaram się pomóc :)
pozdrawiam
Gosia
Uważam że to nie pogoda wpłyneła na Ciebie.Ja latem będac z dala od domu dostałam dziwnych objawów tznnajpierw silny ból głowy póżniej nogi jak z waty i silne bicie serca.Myślałam że nie wróce do domu...Najpierw dostałam Afobam od lekarza pierwszego kon..ale niewiele pomógł.Zdecydowałam się na wizyte u psychiatry-dostałam leki które zaczeły działać po2tyg.Brałam 3,5mies.i przez jakiś czas było w miare tzn.mogłam oddalać się od domu,niestety pojawiły sie kłopoty rodzinne i w pracy i powrócił wstrętny lęk.Więc jesli moge poradzić to nie zwlekaj idz do lekarza to gówno samo nie przejdzie.Pozdrawiam
Mam identycznie. Jednak odpowiedz sobie co powoduje narastanie tych odczuć i strachu. Czy jest coś co wpędziło Cie dodatkowo w ten stan? U mnie-brak pracy i obawy czy kiedykolwiek jeszcze będę miała pracę, z której będę zadowolona etc., ale jak wychodzę z domu (mimo że nie mam na to najmniejszej ochoty i przesiaduję w domu po kilka dni nie wychodząc), to jak widzę kawałek słońca, to polepsza mi się. Na chwilę. Czy to też kwalifikuje się do psychologa?
Jest wiele zmiennych, które wpływają na nasze samopoczucie. Pogoda jest zdecydowanie jednym z nich. W tym roku, cholera, zima nam nie popuszcza i np ja - leczę się na depresję i jest coraz lepiej - przez tę zimę miałam kilka poważnych załamań. Piszecie, że macie tak samo, jak Lokówka, ale pamiętajcie o bardzo ważnej rzeczy - porównujecie swoje wnętrze z krótkim opisem. To do niczego nie prowadzi, bo każda z Was może cierpieć na coś innego. To tak, jak w opisach horoskopowych wszystkie widzimy siebie, a przecież każda ryba czy lwica jest inną osobą i różnimy się od siebie.
Lokówka: to, co opisujesz, brzmi dość poważnie. Napady lęku to już nie przelewki - to już objaw, który może (choć nie musi) wymagać interwencji lekarza. Dobrze tu byledowiosny Ci radzi, żebyś spróbowała ustalić, czego się boisz, co powoduje narastanie tych obaw i stanów. To, czy pokusisz się na wizytę u lekarza, na chwilę obecną niech będzie uzależnione od tego, na ile rzeczywiście utrudnia Ci to wszystko codzienne funkcjonowanie, a także od Twojej intuicji - napisałaś tutaj, więc zakładam, że podświadomie obawiasz się, że to coś poważniejszego, niż przesilenie. Jeśli tak - wybierz się do psychiatry. Na pewno Ci to nie zaszkodzi. A psychika to taka szczwana bestia, że sam strach przed tym, że to coś poważnego, może utrudnić Ci samoistne wychodzenie z tego, nawet jeśli początkowo było to tylko przesilenie. Trzymaj się ![]()