Ciekawa jestem czy moje opowiadanie kogoś zainteresuje, czy ktoś będzie chciał to czytać? Nie ma jeszcze tytułu, ale ma zakończenie.
ROZDZIAŁ I
Cisza - pomyślał nareszcie cicho. Siedział w welurowym, popielato-niebieskim fotelu i rozmyślał. Delikatne światło lampy rozświetlało pokój. W półmroku rysowały się niewyraźne kontury kartonowych pudeł i rozstawionych bezładnie mebli i sprzętów. Nie miał teraz najmniejszej ochoty na urządzanie się. Radość z nowego mieszkania odbierał mu fakt, iż jest tu sam. Najbliższa mu osoba, z którą wiązał wszystkie plany i zamierzał spędzić resztę życia nagle powiedziała ?nie?. Od miesięcy starał się o umowę z przychodnią, która oferowała mu służbowe mieszkanie. Dodatkowo kontrakt z szpitalem znajdującym się w oddalonym o zaledwie dziesięć kilometrów miasteczku i kilka godzin tygodniowo prywatnej praktyki, miały mu zapewnić nielichy byt jak na początkującego lekarza. Gdy wreszcie pomyślnie zrealizował wszystkie formalności, podpisał dokumenty ? miał wrażenie, że los uległ u jego stóp. Od teraz zamierzał prowadzić spokojne życie ?prowincjonalnego doktora?, którego jedynym zmartwieniem będzie zgaga lub spuchnięte nogi pani Kowalskiej, a w domu czekać na niego będą dokazujące dzieciaki i uśmiechnięta żona. Owego dnia wrócił wcześniej do znajdującej się w starej, obskurnej kamienicy, zapomnianej przez ?Boga? i ludzi, a przede wszystkim przez właściciela, kawalerki. Wynajmował ją razem z swoją wybranką. W drodze do domu odebrał od jubilera zamówiony kilka dni wcześniej złoty pierścionek z cyrkonami, które z braku środków miały imitować tradycyjne zaręczynowe diamenty, w pobliskim sklepie dokonał zakupów, pośród których znajdował się również wyszukany aczkolwiek niezbyt drogi szampan. Około trzy godziny później wystrojony w swą jedyną białą koszulę, świadka wszystkich ważnych w jego życiu wydarzeń na przełomie ostatnich czterech lat, czekał na swą wybrankę. Kuchnię wypełniała woń przygotowywanej karkówki z śliwkami, a pokój rozjaśniały promyki płonących świec na starannie nakrytym stole. Ilość nakryć zdradzała, iż jest to wieczór zarezerwowany tylko dla nich dwojga.
Zamek u drzwi delikatnie zazgrzytał. Weszła... Pełen napięcia oczekiwał przyjścia chwili, w której miały urzeczywistnić się jego marzenia.
Kobieta zdziwiona widokiem partnera w subtelnej aranżacji, przez moment zamarła. Powściągnąwszy jednak emocje, zaczęła realizować swój zamiar.
-Wypowiedziałeś asystę w akademii? - spytała bez ogródek.
-Wieści szybko się roznoszą ? odpowiedział.
-Tylko te złe.
-Skorzystałem z lepszej oferty.
-Nie ma lepszej oferty - zadecydowała ? oboje o tym wiemy.
-Weronika ? zaczął niepewnie ? to dla nas szansa na normalne życie.
-Nie bądź dziecinny, bez akademii nie masz szans na jaką kolwiek pozycję.
-Przecież wiesz, że nie o to chodzi.
-A o co! - wrzasnęła ? może mi to łaskawie wyjaśnisz!
-O dom, rodzinę, poczucie stabilności.
Jego słowa rzucone niczym groch, nie zrobiły na kobiecie najmniejszego wrażenia.
-Robert bądź realistą - tłumaczyła spokojniej ? czy ty naprawdę chcesz do końca życia odbierać cudze dzieci na jakimś ?zadupiu?.
-Nie tylko cudze ? wyjaśnił niepewnie.
-Rozumiem, że nie mamy o czym rozmawiać ? skwitowała dotknięta ostatnią uwagą.
Z zadumy wyrwał go sygnał dzwonka telefonu komórkowego. Spojrzał na wyświetlacz ?Jacek? informował napis. ? Ciekawe czego chce ? pomyślał przyłożywszy aparat do ucha.
-Słucham? ? odezwał się bezbarwnie.
-Cześć stary, jak tam już urządzeni? ? usłyszał.
-Nie żartuj wszystko jeszcze w pudłach ? odparł ? jakoś nie mogę się zebrać ? dodał.
-A co Weronika gdzieś wyszła?
-Nie została w Gdańsku ? wyjaśnił mając nadzieję, że nie usłyszy kolejnego pytania. Ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebował, było tłumaczenie bratu powodu ich rozstania.
-To może wpadniesz na piwo ? zapytał instynktownie wyczuwając grząski temat.
-Chciałbym, ale jestem trochę zajęty, a rano muszę załatwić parę spraw. ? Skłamał, gdyż ani nie zamierzał się rozpakowywać, ani też nic do załatwiać. Pragnął tylko uniknąć niewygodnych pytań.
Z Weroniką byli parą już od dawna i wszyscy oczekiwali od nich rychłego zalegalizowania związku, zwłaszcza teraz gdy podpisał ten kontrakt.
- Szkoda ? głos brata brzmiał szczerze.
-A jak samopoczucie u Ani? ? Zmienił temat.
-Dziękuję dobrze, przesyła ci pozdrowienia.
-Podziękuj jej i dbaj o nią, ona teraz naprawdę cię potrzebuje ? przemówiła przez niego lekarska troska.
Żona Jacka była w dziewiątym miesiącu ciąży i rozwiązanie mogło nadejść w każdej chwili, a Robert jako położnik i przyszły ojciec chrzestny czuł się szczególnie zobligowany do troski nad stanem zdrowia i samopoczuciem bratowej. Również fakt, iż jako jedyny znał płeć dziecka, dowiedziawszy się o tym w czasie rutynowego badania USG, motywował go nie wiedzieć czemu jeszcze silniej.
-Nie martw się, na pewno cię powiadomię gdy nadejdzie czas. Tymczasem szybko się urządzaj bo zamierzamy wpaść na parapetówę.
-Zapraszam w każdej chwili ? odrzekł.
-Dzięki na pewno wpadniemy, tym czasem trzymaj się i pozdrów od nas Weronikę.
-Dziękuję - zakończył rozmowę.
Wyłączył telefon i przez chwilę przyglądał mu się tak jak by widział go po raz pierwszy. Rzucił aparat na kanapę. Przetarł twarz rękami, jak gdyby chciał z niej zetrzeć całe zmęczenie, cały stres przyniesiony przez ostatnie dni. Miał warzenie, że nie wytrzyma tej bezradności i napięcia. Nie zastanawiając się wstał, włożył sfatygowaną, czarną, skórzaną kurtkę i wyszedł.
Gdy znalazł się na ulicy przystanął chwilę, rozejrzał się i zastanowił, w którym kierunku pójść. Blask ulicznych latarni rozświetlał panujący już mrok, rozpraszając spadające leniwie krople jesiennego deszczu. Gdzieniegdzie kreślił się zarysy kałuż rozsypanych bezładnie na nierównej powierzchni asfaltu i betonu chodnika. Podniósł kołnierz i schował głowę w szerokich ramionach chroniąc się przed uczuciem chłodu niesionego z wiatrem, który to uderzał z ogromnym tupetem porywając z drzew resztki zwiędłych liści. To znów, jakby chcąc dać wytchnienie szarym kikutom gałęzi słabnął, aby ponownie porwać ze sobą wszystko, co uda mu się ponieść. Robert odwrócił się gwałtownie w lewo i ruszył przed siebie nie zważając na deszcz, który powoli aczkolwiek cierpliwie przemaczał mu czuprynę ciemnych, roztarganych włosów. Mijał szare mury domów patrzące na niego światłem okien, zdziwione przechodniem i jego przedziwną wędrówką. Sam nie był pewien czy idzie przed siebie w jakimś określonym celu, czy tylko ucieka przed pustką ścian pozostawionych za sobą. Zatrzymał się ponownie, podniósł wzrok i ujrzał wołający z oddali neon. Bez namysłu skierował swoje kroki w jego stronę. Znalazł się w wnętrzu zadymionego i pomimo niewielu gości gwarnego lokalu. Nie zwracając najmniejszej uwagi na obecnych, skierował się bezpośrednio do murowanego z czerwonej, starej, pamiętającej prawdopodobnie czasy zaboru pruskiego cegły murku, wykończonego marmurowym nie pasującym czasowo blatem bufetu. Usiadł na wysokim barowym, obitym czarną skają stołku i poprosił o czystą wódkę.
-Może rozcieńczymy ? zapytał człowiek obsługujący bufet. Dopiero przy trzeciej pięćdziesiątce, za namową lakonicznego barmana zdecydował się na dodatek coli i lodu. Gdy w milczeniu dopijał drinka nagle zaszczyciła go swą obecnością kobieta, uświadamiając mu, iż istnieje ktoś jeszcze prócz osoby serwującej alkohol i niego samego.
-Cześć ? zaczepiła.
-Cześć ? zmierzył wzrokiem niebieskooką dziewczynę o prostych opadających na ramiona blond włosach.
Towarzystwo to nie była rzecz jakiej dziś pragnął, nawet jeśli jest to obecność tak pięknej pani.
-Przepraszam, że tak zagaduję ? zająknęła się ? ale założyłam się z koleżankami, o to, że pana znam. Proszę nie patrzeć w tamtą stronę ? delikatnym skinieniem wskazała na stolik w końcu sali, przy którym siedziały dwie jej towarzyszki. Uśmiechem obdarzył styl jakim próbowano go zaczepić, w duchu przyznał kobiecie ogromną wyobraźnię.
-Jeszcze raz to samo ? powiedział do kelnera - dla tej pani również i tamtych. - Wskazał na wspomniany stolik, nie próbując nawet ukryć ironicznego uśmiechu potęgowanego przez stan lekkiego rauszu. Był to pierwszy uśmiech na jego twarzy tego dnia.
-Nie zrozumiał mnie pan ? zaczęła tłumaczyć speszona kobieta ? naprawdę idzie o zakład ? mówiła ? zachciało mi się żartów ? burknęła sama na siebie.
Kelner posłusznie nalał drinki i postawił je na lśniącym blacie, po czym udał się w kierunku rozbawionych pań.
Robert odprowadziwszy go wzrokiem podniósł szklankę zwracając się do siedzącej naprzeciw.
-Pani zdrowie.
Te słowa połączone ze znanym już uśmiechem sprawiły, iż dziewczyna opływając rumieńcem postanowiła wycofać się z nie zręcznej sytuacji, której sama była sprawczynią.
-To niema sensu ? wstała i powróciła do swoich koleżanek.
Przez moment patrzał oszołomiony jak odchodzi. Po chwili uświadomił sobie jak obraźliwe musiało być jego zachowanie. Dogonił ją już przy stoliku, postawił szklanki, następnie objął ramieniem i próbując zachować twarz powiedział:
-Może mnie przedstawisz...
-To jest Magda ? wskazała z satysfakcją orientując się w sytuacji na siedzącą po prawej krótkowłosą blondynkę - a to Iza. ? Wzrok mężczyzny powędrował na kobietę siedzącą w końcu stołu przy samej ścianie. Była to również blondynka, chociaż nie był pewien naturalności tego koloru. Jego uwagę przyciągnęły jednak oczy, o błękitnej, głębokiej barwie, niczym lazur pozostawiający ślad w pamięci swą naturalną tajemniczością.
-Robert ? powiedział zwięźle.
-Siadaj ? ruchem zaprosiła kobieta, której imienia wciąż nie znał.
-Przepraszam nie chciałem cię urazić ? mam dziś naprawdę fatalny dzień ? tłumaczył niedbale.
-Niema sprawy ? odpowiedziała bezimienna.
Uwaga kobiet gromadziła się teraz na nowo przybyłym. Początkowo temat rozmów skupiał się wokół przyczyn nieudanego dnia Roberta, szybko jednak zrozumiały, iż nie chce on o tym rozmawiać. Wówczas ich dyskusja zeszła na bardziej błahe tematy. Dowiedział się, że imię prowokatorki znajomości brzmiało Agnieszka, i że z Magdą są siostrami. Natomiast laurowo oka Iza jest ich kuzynką.
Towarzystwo sprawiło, iż nieco zwolnił tempo spożywanego alkoholu aczkolwiek nie zaprzestał pić.
-Dużo pijesz ? zauważyła siedząca niedaleko Iza.
-Piję bo lubię .
-Upijesz się ?stwierdziła.
-Przecież o to chodzi ? odpowiedział zirytowany jej wścibstwem.
-A ty czemu nie pijesz?
-Jestem samochodem ?stwierdziła.
-Z daleka jesteś ? zmienił temat.
-Nie z pobliskiego miasteczka.
-To za tych co nie piją - to mówiąc podniósł szklankę.
-Czy to przez kobietę? ? zapytała niepewnie gdy uporał się już z poważną częścią zawartości szklanki.
W tym momencie alkohol rozcieńczony napojem wdarł się do jego oskrzeli wywołując napad uporczywego kaszlu. Dziewczyna kilka razy poklepała go po plecach próbując pomóc. Towarzyszące im siostry wybuchnęły śmiechem, co w połączeniu z duszącym kaszlem Roberta zwróciło na nich uwagę nielicznych innych bywalców lokalu.
-Nie klep go tak mocno, bo go zabijesz. ? zauważyła rozbawiona Magda.
-Czy na sali jest lekarz? ? zawołała rozweselona Agnieszka.
Mężczyzna chaotycznie uniósł rękę.
-Nie żartuj, jesteś lekarzem?! ? nie kryła zdumienia Aga.
-Myślałam, że się znacie - zapytywała zirytowana zajściem Izabela.
W tym momencie rozległ się uporczywy dźwięk dzwonka telefonu. Jedna z pań pośpiesznie sprawdziła swoją komórkę, upewniając się, że to nie jej telefon dzwoni.Kobiety popatrzyły pytająco na targanego kaszlem mężczyznę. Robert bez pośpiechu wyjął z kieszeni aparat i nie zadawszy sobie trudu rozpoznania autora połączenia, wyłączył go.
-To mogło być coś ważnego ? zauważyła znajoma o błękitnych oczach. Popatrzał na nią badawczo i już miał spytać, co ją to obchodzi, lecz z tropu zbiła go inna z pań pytając:
-Naprawdę jesteś lekarzem?
-Tak.
-A jakim?
-Marnym ? odpowiedź wyrażała raczej stan jego duch niźli kompetycje zawodowe. Współbiesiadniczki ponownie wybuchnęły śmiechem. Jedynie Izabela nie umiała wczuć się w atmosferę beztroski, spowodowaną szklaneczkami. Subtelnym spojrzeniem oszacowała stan rauszu towarzyszących jej osób. Niechętnie musiała przyznać, iż w tych okolicznościach jej obecność może co najwyżej krępować ją i pozostałych.
-Wybaczcie, ale jak to mówią komu w drogę - temu kopa..
Po tej deklaracji postanowiła ich opuścić. Robert, który nie był jeszcze tak pijany żeby nie rozumieć zdarzeń postanowił wykorzystać sytuację i wycofać się z biesiady.
-Na mnie też już pora ? oświadczył.
Bez entuzjazmu opuścili Pub rzucając za sobą skromne ?na razie?.
-Daleko zostawiłaś samochód ? spytał przy drzwiach.
-Nie tu na parkingu ? wskazała na wyłaniającą się z za otwieranych drzwi przestrzeń.
-A ty daleko masz do domu ? zapytała już na zewnątrz.
-Jakieś pół kilometra ? odpowiedział.
-Podwieś cię? ? zapytała niepewnie.
-Dziękuję, spacer dobrze mi zrobi ? zdziwił się troską niedawno poznanej dziewczyny.
-No to do zobaczenia ? pożegnała go wsiadając do rozklekotanego ?malucha?.
-Jak nastąpi to ?zobaczenie?- zawołał do znikającej za drzwiami pojazdu kobiety, która zdumiona pytaniem odpowiedziała tylko:
-Na pewno rozpoznasz, już moja w tym głowa.
Odprowadził wzrokiem odjeżdżające z hałasem auto.