Witajcie,
Odkąd sięgam pamięcią byłam pechowcem, w moim życiu zawsze działy się złe rzeczy, ale jakoś wcześniej lepiej to znosiłam. Ostatnimi czasy bardzo się to wszystko nasila i przestaję sobie z tym radzic. Dzieję się tak konkretnie od śmierci mojej mamy, która zmarła prawie 4 lata temu. Od tamtej pory wszystko w życiu zaczęło mi się sypac. Problemy różnego rzędu nakładają się na siebie, a ja nie potrafię sobie z tym poradzic. Chociaż z pozoru jestem silną kobietą, są czasem dni, gdzie zamykam się w pokoju i płaczę wyrzucając z siebie wszystko, ale ostatnio to nie pomaga. Czuje się jak bym popadała w depresję. Nie wiem, czy to może byc spowodowane śmiercią mojej mamy? Była ona dla mnie najważniejszą osobą w życiu i zawsze szłam do niej z moimi problemami. Nie potrafię się już z niczego cieszyc. Rzadko w życiu spotykają mnie przyjemne rzeczy, a jeśli już są to są za słabe, aby pozwoliły mi zapomniec o problemach. Staram się jak mogę myślec pozytywnie, ale nie potrafię... jest coraz gorzej. Czasem tracę wiarę w Boga... Pomóżcie mi! Jak mam zmienic nastawienie do życia. Co robic?! Chciałabym byc szczęśliwa, ale nawet błahostki kończą się niepowodzeniem.
Jeśli coś dla was jest niejasne, lub chcielibyście wiedziec coś więcej o moim życiu- pytajcie. Postaram się odpwiedziec na każde pytanie.
Hej hassana ![]()
Ostatnio przeczytałam słowa Winstona Churchilla:
"JEŚLI WŁAŚNIE PRZECHODZISZ PRZEZ PIEKŁO, TO NIE PRZESTAWAJ IŚĆ".
Zapamiętaj to i nie skupiaj się na negatywach; one miną, bo wszystko mija; i rzeczy dobre, i złe.
Jeśli w Boga wierzyłaś/ wierzysz, zwróć się właśnie do Niego, otwórz Biblię i niech słowa z niej, będą dla Ciebie nie tylko pociechą, ale i wzmocnieniem!
"Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość.
Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości.
Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają.
Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają." (Izajasza 40,28-31)
Psalm 23!
Psalm 31 werset 25
Psalm 27 werset 14
ale wiary nie trać. Słońce zawsze wychodzi ![]()
Cięzko wierzyc w lepsze jutro, gdy ma sie ciagle problemy. Nie chce sie poddawac i tego nie zrobie, ale nie potrafie z tym walczyc. Mowisz, ze wszystko mija, ale kiedy?! Ile to może trwac, moj koszmar ciagnie sie juz 4 lata. Nie raz zwracakam sie do Boga w kryzysowych sytuacjach, zeby to wszytsko zakonczyl, ale nie chce mnie wysluchac. Nie jestem zla osoba, wiec nie rozumiem czy to jakas kara (jesli tak to za co)? Przeciez nie moze wiecznie byc zle!
"Wszystko w życiu jest tymczasowe, więc jeśli coś idzie ci dobrze, trzeba się cieszyć, bo nie będzie trwać wiecznie, a jeżeli coś idzie ci źle, nie martw się, to też nie będzie trwać w nieskończoność."
"Wszystko w życiu jest tymczasowe, więc jeśli coś idzie ci dobrze, trzeba się cieszyć, bo nie będzie trwać wiecznie, a jeżeli coś idzie ci źle, nie martw się, to też nie będzie trwać w nieskończoność."
Chciałabym, żeby to co piszesz bylo prawdą. Kiedys w to wierzylam, ale nastaly jeszcze gorsze czasy. Cale szczescie mam jeszcze mocna psychike, bo ktos o slabych nerwach moglby juz dawno popelnic samobojstwo.
Hassana, nie jesteś jedyną osobą na świecie z takimi problemami. To wszystko jest do przejścia. Wybieraj tylko dobre "pocieszenie", dobrą podporę w tych trudniejszych chwilach.
hej tez mam problemy tez codziennosc przynosi mi co roz nowe przykrosci starcia z codziennoscia najpieksniejsza jest noc gdy zasne i nie mysle o zyciu...rozumiem cie ze nie masz sil sama przechodze przez ciezkie chwile
Hassano, jedno pytanie - a teraz masz taką najważniejszą osobę, do której chodzisz z problemami?