Niedawno skończyłam 26 lat.
Moje problemy rozpoczęły się tuż po studiach. Kilka dni po obronie dotarło do mnie, że nie mogę jeść i cały czas mi niedobrze. Od tamtej pory przeszłam szereg badań, 2 gastroskopie, w których wykryto, że mam nadżerki. Wówczas pracowałam. Przyszedł taki miesiąc, ze nie wytrzymałam i poprosiłam o wolne. Wróciłam do rodziców z płaczem i prośbą pomóżcie mi bo nie daję rady. Lekarze gastrolodzy stwierdzali, że są to bardzo drobne zmiany, że nie powinnam nic odczuwać ani się przejmować. Ja wciąż nie mogłam jeść. Rodzice zabrali mnie do psychiatry (są u mnie przypadki depresji w rodzinie). Jestem na doxepinie i cloranxenie od roku. W międzyczasie zmieniłam pracę (z wyboru), przeszłam do biura tłumaczeń, jestem absolwentką filologii. I tu się zaczęło piekło. Uzmysłowiłam sobie, że poziom mojego języka nie jest tak dobry jak u reszty, efektem jest tego, że zupełnie się zamknęłam. Nie mówię w języku obcym, wszystko staram się robić po polsku. Jest to łatwiejsze, ale dla mnie oznacza to też że jestem skończona, źle wyedukowana. Boję się każdej rozmowy w obcym języku, a kiedyś to było moją pasją. Żołądek cały czas mi dokucza. Od tego poniedziału coddziennie po pracy zamykam się w domu i płaczę długo i mocno. Codziennie rabo idę do pracy z zapuchniętymi oczami. Tęsknie za rodzicami w takich momentach, nie mogę sobie ze sobą poradzić, a wierzcie mi , że zawsze dawałam sobie świetnie ze sobą radę. Już sama nie wiem czy to żołądek, czy moje myśli, moja psychika?? Na przygotowywanie każdego posiłku mam taką myśl, że wolę isć spać i zapomnieć, zasnąć. Boję się sama siebie, bo mam też myśli samobójcze.
Widzę tylko problemy napiętrzające się w moim życiu. Praca nie jest dobrze płatna, gardzę sama sobą. Nie mam znajomych, nie chce mi się wychodzić z domu z takim samopoczuciem. Tracę czas. W wieku 26 lat jestem dosłownie nikim. Jestem ciężarem dla swoich rodziców, których tak bardz kocham. Na koniec chciałabym również napisać, że jako tkz. siłaczka poszłam na studia podyplomowe w języku obcym , w którym mam wykształcenie. Jest cięzko, pierwszą ratę opłacili moi rodzice, co tez mnie dołuje, bo powinnam sama juz za siebie łożyć. Są dziewczyny młodsze ode mnie akie radosne uśmiechniętne pełne życia i oczywiście płynnie mówiące w obcym języku..W sobotę kolejny zjazd, a ja sie masakrycznie boje, że nie dam rady. Codziennie walczę ze sobą żeby pójsc do pracy.
Nie mam sił na życie.
Prosze pomóżcie.
Nieznośna.