Witam wszystkich po długiej nieobecności.
Założyłam nowy wątek ponieważ nie znalazłam podobnego tematu.Otóż od pewnego czasu mam dość stresującą atmosferę w pracy,ale zacznę od początku.Jest to dość długa historia ale gdybym nie musiała to by się na ten temat nie wypowiadała.
Prosze o porady i jakieś słowa otuchy:(
Zajmuję się starszą Panią,oprócz mnie są jeszcze dwie starsze ode mnie opiekunki ( mam 22 lata).Ja do tej pory przychodziłam do SP tylko w czwartki i czasem w sobotę.
Od 19 sierpnia przychodze do Starszej Pani codziennie od godz. 17 ponieważ inna opiekunka pojechała do PL na urlop ( Mieszkam w Niemczech).
Ta opiekunka mieszka u starszej Pani ( piętro wyżej,Starsza Pani ma 3-piętrową willę),i w Jej nieobecność ja miałam spać tam ponieważ SP (Starsza Pani) się trochę boi,wiadomo duży dom,starość itp.
Ale SP przez pierwszy tydzień codziennie po godzinie 22 odsyłała mnie do domu bo twierdziła,że się nie boi,że dobrze się czuje i wszystko było ok.
W zeszłą sobotę zapytałam się SP czy druga opienkunka nie mogłaby mnie zastąpić w Niedzielę ponieważ mam na głowię przeprowadzkę,ja i mój chłopak codziennie pracujemy,od rana do późnego wieczoru i zwyczajnie brak Nam czasu...( dodam,że ta opiekunka sama mi zaproponowała,że może mnie zastąpić bo wie o przeprowadzce)
a SP zrobiła z tego wielką awanturę...zadzwoniła do swojej córki...z kolei ta zadzwoniła do mnie i zaczęła po mnie "jechać jak po szmacie",przepraszam za wyrażenie ale inaczej nie da się tego opisać...Z tego wszystkiego SP nagle stwierdziła,że jej stan się pogorszył i od tej pory muszę tam niestety spać ale nie w tym problem.SP ma oprócz mnie dwie opiekunki,tak jak wspomniałam.Jedna to Polka ( na urlopie) a druga to niemka...która uważa,że skoro jestem młodsza to moje zdanie się nie liczy i codziennie słyszę,że coś na mój temat mówi,coś Jej nie pasuje....a to gazet nie wyniosłam,a to okna nie zasłoniłam,a to na jeden szafce kurzu nie wytarłam...i dzwoni do mnie z pretensjami,że ona musi to WSZYSTKO za mnie robić... ( ona tylko gotuje i jeździ raz w tyg.na zakupy).
Ostatnio jak była córka Sarszej Pani i szukała czegoś w kuchni to SP mnie dosłownie walnęła z pięście w plecy żebym poszła pomóc jej córeczce.
Dzień w dzień słyszę,że przeze mnie miała stres z drugą opiekunką bo coś źle zrobiłam.
Od przed wczoraj nie czuję się najlepiej ( już wcześniej odczuwałam dolegliwości żolądka ale nie tak mocne),byłam wczoraj u SP to odesłała mnie na noc do domu bo stwierdziła,że nie chce chorej osoby w domu i że jak dziś będę się źle czuła to mam nie przychodzić...dziś dzwoni do mnie z pytaniem jak się czuję i jak powiedziałam,że nie najlepiej ( całą noc nie spałam,rozwolnienie,nic nie mogę jeść) to znów zaczęła lamentować,jak to Ona się ze mną źle ma,że na mnie nie można polegać,że ona teraz będzie musiała kogoś sobie załatwić.Że więcej mnie nie weźmie jak ktoś na urlop pojedzie,że z jakiejś agencji sobie kogoś wynajmie do opieki bo Ona nie może sama siedzieć.
A SP wcale nie jest obłożnie chora.Sama sobie ze wszystkim daje radę tylko po prostu jest rozpieszczona.
Jest bardzo bogata przez co i bardzo zarozumiała i tylko jej zdanie się liczy.
Ostatnio podczas kłutni( wyżej opisanej) z jej córką powiedziałam jej,że nie jestem dzieckiem tylko dorosłą osobą i do tego obcą i nie życzę sobie żeby ktoś się na mnie darł...możecie się domyślić,że potem było jeszcze gorzej.
Co prawda w sobotę wieczorem wraca już druga opiekunka z urlopu i wtedy nie będe musiala codziennie tam chodzić.
Ale jeszcze dziś i jutro muszę tam spać...i na samą myśl( nawet teraz) dostaję okropnych młdłości,muszę lecieć od razu do kibelka,w nocy nie mogę spać i zwyczajnnie boję się tam chodzić.
Nie pracuje u SP długo bo tylko od kwietnia ( prywatnie).Gdybym znalazła inną pracę to bym SP od razu kluczę rzuciła pod nogi,ale niestety nie mogę sobie teraz pozwolić na takie " rarytasy".
SP zadaje także BARDZO dużo prywatnych pytań.Traktuje mnie jak jakąś "wykupioną z obozu biedaczke",moje zdanie nie ma prawa być inne od jej zdania.I myśli,że jak rzucę u niej pracę to już nikgdzie indziej nie znajdę.Tylko ona sie liczy i jej córeczka ( mąż się z nia rozwiódł i to jest koniec świata,a ja wcale się nie dziwie bo babsztyl jest okropny).
Zamiast ręczniczków papierowych przyniosłam serwetki ( żeby było bardziej "elegancko") a córeczka SP od razu pod nosem,że miałam przynieść ręczniczki a nie serwetki...:/
Ostatnio jak jej oznajmiłam,że muszę zbierać pieniądze bo w przyszłym roku biorę ślub to zaczęła się śmiać,że rok wcześniej chce zacząć odkładać,co ja uważam za bardzo normalne.A wczoraj mi oznajmiła,że ja nie mogę broń Boże w ciąże zajść bo ja musze się nią zajmować..?????? Myślałam,że szczęka to mi do samej podłogi opadnie.Codziennie słyszę,że ona nie ma ze mnie żadnego pożytku,ale jak jej trzeba dupę czasem podetrzec to nawet nie podziękuje.
Mam szacunek do starszych ludzi ale jeśli oni nie mają szacunku do mnie to ciężko mi jest być milutką.
I tak wszystko we mnie uderzyło w ciągu tych 2 tygodni,że mam problemy z żołądkiem,nic nie mogę jeść,ostatnio wypiłam tylko trochę wody i od razu było mi niedobrze.( o 5:00 rano jak wróciłam od Niej do domu).Muszę kilka razy dziennie chodzić do kibelka,nie śpię po nocach.A jak mam jechać do niej to czuję się jakbym miala 40st gorączki,nogi mam jak z betonu,ciężkie i zarazem ledwo się na nich trzymam.
Mój chłopak mówi,że mam się tak wszystkim nie przejmować,że mam mieć w D... to co SP gada.Ale niestety nie jestem ze stali,przejmuję sie wszystkim bo traktują mnie tam zwyczajnie jak jakiegoś bezdomnego psa.Ostatnio nawet jakieś resztki po sobie kazała mi zjeść co od razu wywaliłam! I tylko dlatego mi to dała żeby ona jutro nie musiała tego zjeść.
Pewnie zastanawiacie się,czemu Starszą Panią nie zajmie sie jej córka...Ona ma 2 dzieci,dziewczyna 21 i chłopak 17...i dziś mi oznajmiła,że ona nie może zająć się swoją MATKĄ bo ona syna nie może samego w domu zostawić (??) 17 lat to chyba wystarczający wiek żeby móc zostać samemu w domu?
Niedługo chyba będę musiała zacząć brać jakieś antydepresanty,albo zaczne chlać z tego wszystkiego.
Nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim brakiem szacunku do drugiego człowieka...