Nie udaje mi się skoncentrowac na mszy , często podczas kazan gdzies odplywam - próbuje z całej siły nie mysleć o niebieskich migdałach i nie odpływac ale czasem nie potrafię. Mieszkam w małym miasteczku, ksiadz głosi nieciekawe, jakieś odrealnione kazania w sumie i no nie potrafię się na nich koncentrować. A wiem ,że przeżywanie eucharystii jest bardzo ważne.
ja tam uważam, anwet wbrew religii i przykazaniom, że dobra i szczera modlitwa w samotności, jest czasem bardziej wartościowym przeżyciem sprzyjającym zbliżeniu do Boga niż msza, na której nawet nie jesteśmy się w stanie skupić!!w małych miastach jest też tendencja księży do politykowania, a po co to komu? na mszy jest czas i miejsce na co innego przecież!!!
3 2007-08-27 18:40:53 Ostatnio edytowany przez jagus (2007-08-27 18:43:13)
gdy nie odprawiano mszy w językach narodowych, to prości ludzie zazwyczaj się modlili, kobiety często odmawiały różaniec. niestety niektórzy księża nawet używając języka narodowego nie potrafią zrobić z niego właściwy użytek.
Zgadzam się
Ja ma przykład mam takiego księdza który trochę sepleni
I co powiecie na takie kazanie
?
sepleni jak sepleni, byleby mówił z serca i z sensem (trudna sztuka...), znałam, niestety już nieżyjącego księdza- który głos miał fatalny, śpiew okropny- ale to co on mówił odwracało uwagę od tonu.
a niektórzy to i miodowym głosem potrafią skutecznie zniechęcać nawet najbardziej gorliwych wiernych ![]()
Janna, może mogłabyś pójść na mszę do jakiegoś innego kościoła - w sąsiedniej miejscowości na przykład. U mnie są beznadziejni księża - strasznie lubią moralizować, politykować i przypisują wiernym różne dziwne rzeczy. Raz nawet probosz wrzeszczał przez kilka minut po mszy: "Pamiętajcie, że poza Kościołem nie ma zbawienia!!!" A to przecież nieprawda. Można zresztą zajrzeć do nowego katechizmu i poczytać na ten temat. Ale niektórym księżom wydaje się, że Sobór Watykański II i jego postanowienia to bzdury. Strasznie wkurzające. I dlatego jeżdżę czasem do swojej macierzystej parafii - tam są super księża i takich głupot nie opowiadają.
Skoro nie możesz się skupić w kościele u siebie-idź do innego.Nie ma nic gorszego,jak nudne kazania i "ględzenie"księdza.Przecież nie chodzimy tylko po to na Mszę Św.,aby "odklepać",ale po to ,aby duchowo przeżyć ten świąteczny dzień.Można zajechać do miasta obok,gdzie jest wiele świątyń otwartych cały dzień.Tam w skupieniu,spokoju-pomodlić się .
Ja mam podobnie czasami gdy nasz proboszcz zaczyna prawić swoje prawdy życiowe, że szatan czyha w telewizorze, internecie i takie tam, że rodzice nie powinni kupować takich rzeczy dzieciom bo to jest grzech, że przez to odsuwamy się od Matki Boskiej. Gdy słyszę takie bzdury to mam ochotę wstać, wyjść i trzasnąć mu drzwiami. Pamiętam jak raz, mieszkam w małej miejscowości, nasz proboszcz na kazaniu powiedział że większość osób przychodzących do kościoła to zwykłe pasożyty (to są jego słowa), ponieważ przyjść, odstać mszę a nie rzucić na tacę do grzech i że nie jesteśmy godni wchodzić do kościoła. Nie znoszę tego księdza. Kiedyś potrafił poświęcić pół kazania aby obrazić ludzi stojących na zewnątrz kościoła, że mogli w ogóle nie przychodzić i takie tam, chociaż ja nie widzę nic złego gdy stoi na zewnątrz, lepiej żeby tam był i szczerze przezywał mszę niż gdy siedzi w pierwszej ławce i odbębnia cały rytuał...
Masakra
No niesty, tacy księża też się zdarzają. Ja kiedyś wyszłam z koćioła i trzasnęłam drzwiami z oburzeniem przed końcem mszy. Ulżyło mi
Więc na pewno jest to jakieś wyjście. Aczkolwiek może jednak lepiej będzie zmienić parafię, bo słuchając takich rzeczy człowiek może stracić wiarę i zaufanie do KK.
Mieszkałam w mieście przez 16 lat, potem się wyprowadziliśmy i od paru lat mieszkamy na wsi. Wydaje mi się że po prostu na wsi księża już tak mają, lubią porządzić. W mieście owszem zdarzały się czasem jakieś "dziwne" kazania, ale nigdy nie zostałam nazwana pasożytem, za to że nie wykupiłam "wejściówki"
:D Wiecie co mnie denerwuje, że na wsi ludzie traktują księdza jak króla, jak Boga wręcz. To co on powie jest racją, zawsze, wszędzie i nie można się sprzeciwić. A jak masz inne zdanie i głośno je wypowiesz to jesteś praktycznie zlinczowana.
Ja na temat rozproszeń na Mszy Św.
Często jest tak, ze im bardziej się napinamy, żeby skupić się na czymś, tym bardziej się rozpraszamy, no i koncentrujemy się na tych myślach, które właśnie chcemy przegonić
W takich sytuacjach radzę się nie napinać
O co mi chodzi? Np. podczas Mszy Św. myślisz o jakimś chłpoaku i wiesz, że to nie czas i miejsce na takie rozmyślania i co wtedy? Taki mam sposób: tak Panie Boże mam takie myśli, ciągle myślę o tym Jacku i wiem, że teraz nie powinnam o nim myśleć, ale on ciągle siedzi w mojej głowie...pomóż mi, bo ja nie potrafię przestać o nim myśleć...Tobie oddaję te myśli. Koniec
Pozdrawiam!