ad rem - wiem,czytałam Twój watek. Podziwiam Cie,ze tak potrafilas. Wyszlo Ci to na dobre i z każdy dniem będzie lepiej. To działa w każdym przypadku. Najlepszy jest uplyw czasu przy braku kontaktu.
Tak jak napisalas stan "jest hu***o ale stabilnie" towarzyszyl mi i Tobie przez większość czasu. Nie może tak być -wiem.
Ale ja nie widzę przyszłości - tak sobie go ubzduralam,ze teraz ciezko będzie w kimś innym dostrzec cokolwiek. Wiem jednocześnie,ze to głupie. Nie chce juz dluzej tracic czasu...
67 2015-09-24 20:50:33 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-09-24 20:53:48)
Marz(ena?),
'ujowo ale stabilnie' jest teraz.
Czy potrafiłam? Nie, ja liczyłam, że on zawalczy, spotka się ze mną w pół drogi.. Tak się nie stało. Przeceniłam go.
Pewnie że nic w nikim teraz nie dostrzeżesz, nawet nie próbuj.
Ale z upływem czasu zaczniesz dostrzegać rysy na swym pięknym ideale (co wcale nie znaczy, że Ci uczucie minie:D) Z biegiem czasu on porośnie powoli kurzem, przestanie być taki wyjątkowy, a bardzie zwyczajny, niedoskonały, może nawet nieciekawy. Zdasz sobie sprawę jak bardzo opromieniał go blask Twojego uczucia. To nie znaczy, że stanie się nic nie wartym człowiekiem. Ale kim innym, niż postrzegasz go teraz.
Nie będę Ci mówić co powinnaś zrobić. Bo sama wiesz.
Odwagi!
Przez ostatnie kilka dni chodziłam jak cień człowieka... Tesknota zzerala mnie od środka.
Nie chciało mi sie nic. I nadal nie chce.
Wczoraj zadzwonił do mnie, zaproponował wspólne spędzenie popołudnia, byliśmy w kinie, potem pojechalismy do niego. Bylo fajnie. Jak zawsze.
Ale ja dzisiaj znów umieram. Wiem,ze pewnie powiecie,ze sama tego chciałam,ze mogłam zerwać kontakt. Noe mogę tego zrobić. Kocham go. Z nim wszystko ma sens.
U niego nadal bez zmian.
Co ja mam zrobić? Jak nie zwariować? Jak mam kogoś poznać gdy odrzuca mnie na sama myśl o innym facecie. ?
Co mogę zrobić,żeby on zmienił zdanie?
Jak przestać sie zadręczać?bo ja sie zadręczam. Rozpamiętuje to wszystko,szukam winy w sobie
69 2015-10-01 00:15:32 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-10-01 00:15:51)
A skąd wiesz że u niego bez zmian?
Nie wiem co Ci radzić...
Może i trwaj w tym, co jest, jeśli nie stać Cię na radykalne cięcia..(przynajmniej do czasu gdy będzie Cię stać..)
Tak źle i tak niedobrze.
rojka napisał/a:emde napisał/a:ubrałem ją od stóp do głów w Guessie licząc na to, że tym ją chociaż na chwilę dłużej zatrzymam.
Serio?
Serio.
Nie jestem typem skąpca.
Ani mędrca, niestety
Jeszcze były jakieś buty od Baldowskiego w necie w międzyczasie i jakieś tam małe firmowe sklepy o nazwach co ich się nie da wymówić.
Nie szpanuję.
Chcę tylko powiedzieć, że zdesperowany facet jest w stanie zrobić bardzo dużo, żeby zatrzymać odchodzącą kobietę.P.S. A te shorty od Guessa... całkiem ok.
Dziecko,rozumiem,chcesz,żeby miało jak najlepiej,ale kobieta przyprawia Ci rogi pod sufit,a Ty Ją ubierasz ,żeby do Ciebie wróciła? Odjeb...Ci? Chciałeś Ją kupić? Przecież wracając do Ciebie,poczułaby się jak dziwka.A nawet gdyby wróciła,to kolejny kontrakt,zapłać mi,żebym nie poszła znowu w tango.Na bank śmieją się z Ciebie z gachem do rozpuku,i słusznie.To już mogłeś (niewerbalnie) pocieszyć żonę gacha,przynajmniej bylibyście kwita.
Sorry wszystkim za mały off.
Marz.83,dziewczyno,weź zerwij wszelkie kontakty z tym człowiekiem,bo jak będziesz z Nim gadać,to nigdy nie otrząśniesz się z tego.On się w Tobie nie zakocha tylko dlatego,że czas upłynie.On Ciebie nie chce takiej jaką teraz jesteś.Nie jesteś w Jego typie po prostu.A powiem Ci,że jak zrobisz coś ze sobą i zmienisz się za jakiś czas w osobę,w której On mógłby się zakochać (na pewno ma taki wzorzec w głowie),to z kolei Ty będziesz już na takim poziomie,że pomyślisz,co ja w Nim widziałam,bo będziesz już miała inne priorytety ![]()
Może to i manipulacja ze strony faceta (główny temat, pierwszy post z tego wątku) ale ten wątek jest ważny bo:
POKAZUJE BRAK KONSTRASTU MIĘDZY MIŁOŚCIĄ A POWIERZCHOWNOŚCIĄ.
A teraz, jakie wnioski mozna z tego wyciągnać?
Kila luźnych mysli:
Otóż, jest milo, jest seks, przebywanie razem ale to nie jest milosc (ze strony faceta). Sugeruje to, iż powierzchownośc jest narzędziem zdobywania kobiety np. dla seksu z Nia.
Brak jest konsekwnecji złego postępowania (w tym przypadku oszukiwania kobiety).
Seks, oddanie w żadnym wymiarze nie są testowaniem związku. Teza ta obala tzw. powszechny pogląd a można ją udowodnić na przykładzie tego wątku.
Jakie z tego płyną wnioski? Tylko jeden - ZASADY. Albo po prostu ich brak.
Otóż, prosto chłopak, który kieruje się zasadami, moralnością nie pójdzie z dziewczyną do łóżka, jesli nie jest pewny uczuć do niej a jednoczesnie wie z jakimi konsekwnecjami się to wiąże (uczuciowymi). Dziś idzie, bo nie szanuje ani jej, ani uczuć, jest egoistą. Kiedyś się po prostu takie osoby nazywało oszustami, krętaczami, mendami, itp.
No ale przecież było miło i aż bierze wręcz rozpacz, że osoba pokrzywdzona nie widzi ze to wszystko oparte było na oszustwie.
Co więcej, gesty, słowa to wszystko było puste.
A więc - to nie gesty i słowa definiuja milosc ale zasady postepowania. Np. takie jak były kiedys. Mozna do tego wrocic, mozna sie cenic ale trzeba by walczyc z calym swiatem i opiniamy innych ludzi. A skoro trzeba by bylo walczyc to tak naprawde swiat nam nie sprzyja, inni tez. He, he i dochodzimy do wlasciwego wniosku ze obecna kultura nie jest przyjazna dla czlowieka, dla milosci i dla budowania trwalego zwiazku opartego na milosci (nie milostce) oraz prawdzie (a nie klamstwie).
Dzis nie trzeba sie starac zeby zdobyc dziewczyna a i dziewczyny niczego wielkiego nie wymagaja od chlopaka. No i mamy jak mamy.
Maniek ma trochę racji.Kiedyś seks to było coś.Coś ważnego,coś o co nie było łatwo.Związki były (prawie zawsze) poważne,bo oznaczało to,że jest w nich seks,o który jest trudno,więc jeśli już mam z kimś być,i (w końcu) mieć z nim seks,to niech to będzie ten(ta),o której(ym) myślę na poważnie.Mówię o związkach,bo przypadkowe "strzały" na imprezach też się zdarzały po pijaku.
Dzisiaj seks jest wszędzie i jest traktowany jak gadżet,który się nam należy i który się ma.Więc wszyscy go mają i swobodnie oddzielają od uczuć.A potem się dziwią (jak marz.83),albo i nie (jak wiekszość myślę),że jak to? On odszedł? Nie kochał? Przecież byliśmy ze sobą,spaliśmy itd.Dzisiaj niczego nie można być pewnym,liczy się tylko pogoń za pieniądzem,ambicje i egoizm.
74 2015-10-01 17:33:34 Ostatnio edytowany przez emde (2015-10-01 17:38:22)
emde napisał/a:rojka napisał/a:Serio?
Serio.
Nie jestem typem skąpca.
Ani mędrca, niestety
Jeszcze były jakieś buty od Baldowskiego w necie w międzyczasie i jakieś tam małe firmowe sklepy o nazwach co ich się nie da wymówić.
Nie szpanuję.
Chcę tylko powiedzieć, że zdesperowany facet jest w stanie zrobić bardzo dużo, żeby zatrzymać odchodzącą kobietę.P.S. A te shorty od Guessa... całkiem ok.
Dziecko,rozumiem,chcesz,żeby miało jak najlepiej,ale kobieta przyprawia Ci rogi pod sufit,a Ty Ją ubierasz ,żeby do Ciebie wróciła? Odjeb...Ci? Chciałeś Ją kupić? Przecież wracając do Ciebie,poczułaby się jak dziwka.A nawet gdyby wróciła,to kolejny kontrakt,zapłać mi,żebym nie poszła znowu w tango.Na bank śmieją się z Ciebie z gachem do rozpuku,i słusznie.To już mogłeś (niewerbalnie) pocieszyć żonę gacha,przynajmniej bylibyście kwita.
Sorry wszystkim za mały off.
Nasza relacja nadawała się do niedawna na scenariusz do telenoweli brazylijskiej.
To była faza, kiedy kochaś grzecznie wrócił z powodu drobnych nieporozumień do żonusi, a ja jeszcze miałem ochotę się z moją byłą dogadać.
Nie, nie kupuję kobiet za ciuchy, nie zawszę umiem się precyzyjnie wyrażać, sorry.
Teraz już mamy pozamiatane.
Żona gacha jest wyraźnie mną zainteresowana ale z mojej strony chemia nie teges ![]()
Przecież wracając do Ciebie,poczułaby się jak dziwka.A nawet gdyby wróciła,to kolejny kontrakt,zapłać mi,żebym nie poszła znowu w tango.Na bank śmieją się z Ciebie z gachem do rozpuku,i słusznie.
Sorry wszystkim za mały off.
Prorok, normalnie.
Masz tam jakąś piaskownicę?
To łap wiaderko, łopatkę i zasuwaj bo się ściemnia.
Sam jesteś mały off.
A teraz, jakie wnioski mozna z tego wyciągnać?
Niegłupio piszesz, ale mam parę 'ale'.
Po pierwsze- dziś trudno dojść do tego co to jest ta 'miłość'. Ludzie mają tak po**ane we łbach, że nazywają tym szereg innych rzeczy, nie bacząc, że etykietka nijak się nie zgadza. Pomijając sam fakt, iż rozdźwięk między tym, co się deklaruje, a tym co robi jest spory.
Fakt- o pewne rzeczy dziś łatwo. Szczególnie o te łatwe rzeczy. Gorzej z tymi wartościowymi i z niepodmienionymi etykietkami.
Od faceta może i można wymagać, tyle że większość kobiet pewnie się boi, że pójdzie sobie gdzieś, gdzie dostanie za darmo. Szkoda że się boi. Bo takiemu to się i krzyż na drogę powinno ( a im szybciej szydło z worka wyjdzie, tym lepiej- bez większego zaangażowania się może obejść).
Z tego co piszesz, to obecnie większość facetów to oszuści i krętacze. Skoro coś podane na tacy, to biorą, nawet jeśli chcą tylko ugryźć a nie zjeść.
A osoba pokrzywdzona może i widzi, a może nie chce zobaczyć. Bo trudno przyjąć, że samemu postępując szczerze i uczciwie, zostało się zrobionym w balona.
bartass72 napisał/a:emde napisał/a:Serio.
Nie jestem typem skąpca.
Ani mędrca, niestety
Jeszcze były jakieś buty od Baldowskiego w necie w międzyczasie i jakieś tam małe firmowe sklepy o nazwach co ich się nie da wymówić.
Nie szpanuję.
Chcę tylko powiedzieć, że zdesperowany facet jest w stanie zrobić bardzo dużo, żeby zatrzymać odchodzącą kobietę.P.S. A te shorty od Guessa... całkiem ok.
Dziecko,rozumiem,chcesz,żeby miało jak najlepiej,ale kobieta przyprawia Ci rogi pod sufit,a Ty Ją ubierasz ,żeby do Ciebie wróciła? Odjeb...Ci? Chciałeś Ją kupić? Przecież wracając do Ciebie,poczułaby się jak dziwka.A nawet gdyby wróciła,to kolejny kontrakt,zapłać mi,żebym nie poszła znowu w tango.Na bank śmieją się z Ciebie z gachem do rozpuku,i słusznie.To już mogłeś (niewerbalnie) pocieszyć żonę gacha,przynajmniej bylibyście kwita.
Sorry wszystkim za mały off.Nasza relacja nadawała się do niedawna na scenariusz do telenoweli brazylijskiej.
To była faza, kiedy kochaś grzecznie wrócił z powodu drobnych nieporozumień do żonusi, a ja jeszcze miałem ochotę się z moją byłą dogadać.
Nie, nie kupuję kobiet za ciuchy, nie zawszę umiem się precyzyjnie wyrażać, sorry.
Teraz już mamy pozamiatane.
Żona gacha jest wyraźnie mną zainteresowana ale z mojej strony chemia nie teges
Jak Ty chcesz się dogadywać z żoną która Cię zdradza,i rozważa powrót,bo kochanek wrócił do swojej żony,to współczuję żonie (Twojej).
bartass72 napisał/a:Przecież wracając do Ciebie,poczułaby się jak dziwka.A nawet gdyby wróciła,to kolejny kontrakt,zapłać mi,żebym nie poszła znowu w tango.Na bank śmieją się z Ciebie z gachem do rozpuku,i słusznie.
Sorry wszystkim za mały off.Prorok, normalnie.
Masz tam jakąś piaskownicę?
To łap wiaderko, łopatkę i zasuwaj bo się ściemnia.
Sam jesteś mały off.
Zabolało? Chyba tak.
emde napisał/a:bartass72 napisał/a:Przecież wracając do Ciebie,poczułaby się jak dziwka.A nawet gdyby wróciła,to kolejny kontrakt,zapłać mi,żebym nie poszła znowu w tango.Na bank śmieją się z Ciebie z gachem do rozpuku,i słusznie.
Sorry wszystkim za mały off.Prorok, normalnie.
Masz tam jakąś piaskownicę?
To łap wiaderko, łopatkę i zasuwaj bo się ściemnia.
Sam jesteś mały off.Zabolało? Chyba tak.
Nie.
Rozśmieszyło.
Sam się odwalisz?
Rozśmieszyło wszystkich,a Ciebie na końcu
Dobre i to.
Kupuj komu co tam chcesz,Twoja kasa,Twoje życie,Twoje rogi.
Rozśmieszyło wszystkich,a Ciebie na końcu
Dobre i to.
Kupuj komu co tam chcesz,Twoja kasa,Twoje życie,Twoje rogi.
Dzięki za przychylność.
Bez twojego błogosławieństwa nie miałbym zdolności do podejmowania własnych decyzji.
Pytanie numer dwa: sam się odwalisz?
bartass72 napisał/a:Rozśmieszyło wszystkich,a Ciebie na końcu
Dobre i to.
Kupuj komu co tam chcesz,Twoja kasa,Twoje życie,Twoje rogi.Dzięki za przychylność.
Bez twojego błogosławieństwa nie miałbym zdolności do podejmowania własnych decyzji.
Pytanie numer dwa: sam się odwalisz?
Co Ty z tym odwalaniem,masz może jeszcze jakieś inne pytania? Chętnie odpowiem
Posłuchaj,mógłbym tu do usr...śmierci wypisywać co myślę,i g...byś mi zrobił,ale naprawdę mi się nie chce.Kiś się dalej w swojej telenoweli.
Powyższe posty coraz bardziej odbiegają od poziomu, jakiego oczekujemy, dlatego proszę o merytoryczną i kulturalną wymianę zdań oraz trzymanie się głównego tematu wątku. Jednocześnie uprzedzam, że kolejnym razem podejmiemy bardziej radykalne działania.
Błagam pomóżcie!!!
2 dni temu miałam urodziny, przyjechał wieczorem, spędziliśmy cudowny wieczór ...
Patrzył na mnie tak, jak zawsze chciałam, sam się przytulał, trzymał za ręce...
Rozmawialiśmy - jak zawsze w pełnym porozumieniu, uwielbiamy rozmawiać, dyskutować ...
Mówił, ze chciałby mieć ze mną dzieci, że jestem cudowna, wręcz idealna
Ze on jest głupi, że chyba musi się zacząć modlić o rozum w głowie - zeby mu się zmieniło i żeby poczuł, ze to jest to, nazywał siebie baranem
Seksu nie było. Nie wiem jak ja to wszystko powstrzymałam, ale powiedziałam mu, ze chciałabym zebyśmy się kochali, a nie uprawiali seks, przytoczyłam jego słowa, ze to droga do nikąd.
Powiedziałam, ze ja potem bedę to bardzo przezywać. Zaczął mnie przepraszać za wszystko. Powiedziałam, ze nie ma za co.
Leżeliśmy przytuleni ...
Mam totalną sieczkę w głowie... , nie spodziewałam się, że tak to będzie , że on taki będzie... taki jak zawsze chiciałam,żeby był
Może powiecie, ze jestem naiwna, ale gdzieś w głębi serca czuję, że on tez czuje coś wielkiego , tylko jakoś tego nie potrafi wydobyć i urealnić.
Co o tym myślicie, czy jest szansa, ze on to zrozumie? ze coś jednak czuje?
Mówił, ze chciałby mieć ze mną dzieci, że jestem cudowna, wręcz idealna
Ze on jest głupi, że chyba musi się zacząć modlić o rozum w głowie - zeby mu się zmieniło i żeby poczuł, ze to jest to, nazywał siebie baranem
Może powiecie, ze jestem naiwna, ale gdzieś w głębi serca czuję, że on tez czuje coś wielkiego , tylko jakoś tego nie potrafi wydobyć i urealnić.
Co o tym myślicie, czy jest szansa, ze on to zrozumie? ze coś jednak czuje?
On Cię nie kocha niestety. Wie, że byłabyś może idealną partnerką, żoną, matką, ale nie ma uczuć. Sam powiedział "żeby mu się zmieniło i żeby poczuł", ale nie czuje.
Niestety musisz to przełknąć. Na siłę się nie da, nie wystarczy jednostronna miłość.
86 2015-10-19 22:33:58 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-10-19 22:36:32)
Marz... Ty sama sobie robisz krzywdę . Wkręcasz się, widzisz i słyszysz to co chcesz a później sie tego trzymasz pazurami i biczujesz.
Czy do urodzin tez się z nim widywałaś?
On się będzie modlił o rozum a Ty bedziesz czekała? A jak go wymodli za 30 lat , to co wtedy się w końcu ucieszysz,że się udało?
No być może sie wkręcam. Tym bardziej,ze na razie nie ma ciagu dalszego to wszystko.
Po prostu serce mi pęka...
Przez takie wizyty wszystko wraca,jeszcze bardziej tesknie... To jest rozdrapywanie ran,ale daje mi to nadzieje,nie chce myśleć,ze złudną...
Poznalam niedawno super faceta, spotkałam sie z nim dwa razy, ta znajomość rokuje...ale... Jest ON. Stoję w miejscu i sie miotam...
Witam,
Przez ostatni miesiąc niewiele się zmieniło, ale...
- on dzwoni do mnie co około 2 tyg zeby zapytać, co tam słychać
- widzieliśmy sie 2 tyg temu, zadzwoniłam do niego ja, opowiedziałam o smutnych wydarzeniach w mojej rodzinie (choroba brata, śmierć dziadka), przyjechał, spędziliśmy razem wieczór i noc, pojechał ze mną na pogrzeb ...
- dzwonił 2 dni temu, żeby zapyatć co u mnie, opowiedział co u niego ...
- natomiast ja cały czas jestem zakochana i czekam
- ponad miesiąc temu ja poznałam bardzo fajnego faceta, spotykamy się (kolacyjki, spacerki, kino), lubię go
- wydaje mi się, że on poważnie podchodzi do tematu, mozna powiedzieć, ze ta znajomość rokuje - ale czas pokaze...
- cieżko mi się skupić na tej znajomości, bo cały czas mam w głowie tamtego
Na pocżatku grudnia minie rok odkąd się poznaliśmy i mam plan ostatecznie zakończyć tą znajomość. W sensie powiedzieć mu, (bo on doskonale wie, że ja na niego czekam i że w każdej chwili może do mnie wrócic, a wiem, że to działa na moja niekorzyść), że już przestaje czekać i mieć nadzieję. że mam zamiar ułożyć sobie życie.
Nie wiem co jeszcze , muszę sobie to przemyśleć ...
Jak poznałaś kogoś innego to może łatwiej będzie odciąć sie od poprzedniej znajomości.
Witam ponownie,
Minęło kilka miesięcy od kiedy założyłam wątek, a ponad rok, jak spotykam się z P. ...
Piszę, bo mój mętlik w głowie nie zniknął ....
Właściwie nic się nie zmieniło, nadal się spotykamy, nadal jest nam razem bardzo dobrze, nadal świetnie się rozumiemy, i niestety nadal u niego nic się nie zmieniło ... i w końcu niestety ... ja nadal czekam, ze się zmieni ...
Wiem jak naiwnie to musi brzmieć, ale on mi robi (a ja na to pozwalam) nieustanną nadzieję.
Osatnio był na swojej wielkiej podróży marzeń, nie było go miesiąc, mieliśmy cały czas kontakt, zaraz jak wylądował, to do mnie zadzwonił, a następnego dnia przyjechał, widać było,że się stęsknił ...
Nie wiem co ja mam robić, jak postępować,żeby nie zwariować, bo z jednej strony rozsądek (logika) podpowiada, zeby definitywnie się odciąć, zerwać kontakt, bo to jedyna szansa na wyleczenie się z tego uczucia, ale z drugiej strony serce podpowiada, zeby tego nie robić, serce się rwie do niego jak szalone ...
Widocznie nie osiągnęłaś jeszcze progu bólu, którego nie będziesz mogła znieść.
Widocznie nie osiągnęłaś jeszcze progu bólu, którego nie będziesz mogła znieść.
Pewnie nie. Nie chcę tego progu osiągać.
Chcę się odkochać, ale jak mam to zrobić? Poradźcie cos...
Pewnie nie. Nie chcę tego progu osiągać.
Chcę się odkochać, ale jak mam to zrobić? Poradźcie cos...
Odciąć się definitywnie. Nie rozmawiać, nie odbierać telefonów. Zablokować numer, wcześniej informując o tym, że takie kontynuowanie znajomości nie satysfakcjonuje Cię i chcesz skupić się na sobie i własnym szczęściu. On ewidentnie trzyma Cię jako opcję zapasową, bo nie pojawił się do tej pory nikt interesujący, albo pojawił się, ale dostał kosza. Jak pozna kogoś, to utnie kontakt bez zastanowienia, a Ty będziesz cierpieć podwójnie. Mój były próbował robić podobnie, na szczęście kilka mocny zdań ode mnie i ignorowanie prób nawiązania kontaktu załatwiły sprawę, a mi oszczędziły bólu.