(...)
ja jestem slaba i nie lubie tego w sobie
powinnam byc teraz twarda i stanowcza jak za pierwszym razem kiedy go wyrzucilam z domu?
ale tkwie w tym i wlasciwie juz nie mam nadziei
przyklejam usmiech na codzien, spotykam sie z ludzmi, a w srodku kipi
vanillasky, ale ty jesteś silna!
miałaś odwagę wtedy pokazać mu drzwi (ja takiej odwagi nie miałam),
nie zgubiłaś tego w sobie, ta siła w tobie jest.. tylko teraz jesteś załamana bo cię zawiódł,
bo wtedy ta siła ci się opłaciła, bo przecież wrócił i było dobrze..
po prostu nie wiesz co teraz robić....
mnie ten stan gdy nie wiedziałam w którą stronę pójść najbardziej dołował.
pomarańczowa ma rację, że nie musi być tak jak u MoniCO, ale mi jej historia dużo dała.
Łatwiej widać błędy na cudzym przykładzie.
Wiem, że ratowanie związku gdy tylko ty czujesz, że "dajesz i chcesz" nie ma sensu, no chyba, że masz duże zasoby cierpliwości, wiary...
Zająć się sobą, poszukać siebie - najlepsza rzecz, którą można stąd wynieść.. tylko jak zacząć, jak to zrobić, to takie trudne..
posłuchaj Przyszłości teraz gdy jest ci tak źle, trzeba się dać ponieść emocjom, trzeba przepłakać... ale nie daj się zawładnąć destrukcyjnym myślom i lękowi.