Nie chcę nikomu narzucać swojego światopoglądu.
Nie uważam też, że wiara bądź jej brak definiuje, czy ktoś jest wartościowym człowiekiem.
Bo nie liczy się to, czy wierzysz, a Twoje czyny, postępowanie.
Znam obłudnych katolików i znam ateistów, z których warto brać przykład- na odwrót też mogłabym to napisać.
Adamajkis założył wątek, który miał być odpowiedzią dla OjcaPiotra, z tym że sam zadał tak pytania i użył takich słów, które miały ugodzić ludzi, którzy nie wierzą i w tym duchu pragną także wychowywać dzieci.
Ba, mało tego od razu określił, jakimi oni są osobami. Dlatego ten wątek stał się bardziej popularny od wątku OjcaPiotra.
Poza tym oliwy dolewał także Snake.
Zapewne jestem daleka od prowadzenia hedonistycznego trybu życia, nie mam na to czasu. A nie mam czasu nie dlatego, że gonię za pieniędzmi, a z innych powodów. Zresztą, to nie jest ważne. Nie kradnę, nie zabijam, nie pożądam żadnej rzeczy bliźniego swego, ale nie chodzę do kościoła i nie modlę się.
Chciałabym, żeby w przyszłości moje dzieci miały wybór. Nie chcę im wpajać, że ludzie wierzący są źli, czy nie potrafią sami myśleć, tak samo nie chcę im wmawiać, że ateiści są lepsi. Chcę, żeby wyrosły na dobrych ludzi, dla których nie liczą się etykiety typu "wierzący/ateista", "heteroseksualista/homoseksualista(pedał)", "prawicowiec/lewicowiec". Nic z tych rzeczy.
Uderza mnie tylko to, że gdy ktoś stwierdzi, ze nie wierzy, od razu znajdzie się gro ludzi wierzących, którzy chcą mu wpoić, że nie jest dobrym człowiekiem. Tak powiedziała mi moja ciocia- siostra babci, dla której najważniejszą rzeczą, która definiuje człowieka, jest chodzenie do kościoła. Powiedziała mi nawet- nie wierzysz, to znaczy, ze jesteś złym człowiekiem. Takich ludzi jest więcej.
Z takim poglądem chciałabym walczyć, ale nie mieczem i szablą.