No masz trochę racji. Nie powiem, że całkiem. Powiem też, że na początku chciałem się trochę pokłócić ale przeczytałem dwa razy i już nie chcę.
Mam tak wpojone od zawsze że zanim wydam opinię o kimkolwiek to staram się poznać dwie strony opowieści. Rzadko kiedy coś jest takie jak mówi jedna strona. Ale abyś na mnie nie nakrzyczała to powiem że Ci wierzę jeśli przeżyłaś wymienione przez siebie poniżej różnorakie zachowania. Ciekawe jest to, że z grubsza wygląda to tak. Kobieta kocha, stara się, dba o domowe ognisko wespół z partnerem (jak jest normalny) albo też sama. Pracuje, dba o dzieci, pomaga. Generalnie fajna babka. Facet kocha, stara się, przychodzą dzieci, nowe obowiązki, stara się ciut mniej. Nagle zaczyna spędzać czas częściej poza domem, z kolegami, mniej pomaga, więcej pije. To taki stereotyp albo raczej uogólnienie. Co można powiedzieć o tym facecie? Proste. Fiut i tyle. I tutaj jednak jest mały zonk. Z doświadczenia i obserwacji wiem, że kobieta coraz więcej czasu poświęca dzieciom/dziecku wraz z ich dorastaniem. To się nazywa, że mają większe potrzeby. Facet zazwyczaj odwrotnie. Najpierw maluszka przytula, przebiera, chodzi na spacery. Potem mniej i jeszcze mniej. Ja nazwałbym to tak, że dla kobiety wychowanie dziecka staje się celem życia. Wszystko inne jest mniej ważne. Czy to źle? Oczywiście że nie. To jest super... ale. Jest taka cienka granica pomiędzy podziałem uwagi na dzieci i partnera. Jeżeli widzisz, że ktoś poświęca Ci mniej czasu i uwagi (dobra, powiesz że przecież dzieci wymagają.... bla bla bla) to po pewnym czasie czujesz się jak piąte koło u wozu. Średnio potrzebny. I wtedy słabsze osobniki radzą sobie uciekając w używki, romanse, spotkania z kolegami. Czy dlatego, że to jest super? Nie, po prostu lepiej się czują gdy ktoś powie im coś miłego, pogada jak równy z równym czy chętnie pójdzie do łóżka albo najzwyczajniej ich zauważy. Jeszcze z 10 - 15 lat temu można byłoby powiedzieć, że to jest wyłącznie domena facetów. Ale drogie Panie, teraz około 30% kobiet zachowuje się w ten sposób (jakieś badania w necie przeczytałem gdzieś). Ojcowie wychowują dzieci (tak wiem, bo mama musi pracować bo zarabia więcej... bla bla bla). Ale patrz. Jak matka zarabiała mniej i zajmowała się domem i dziećmi to było OK. A jak robi to facet to z punktu widzenia dzisiejszego człeka to cienias. Żałosne.
I tutaj jest to moje sedno. ZAWSZE (albo prawie zawsze kłótliwa babo) obie strony są winne. Kobieta nie zwróciła uwagi na zmiany faceta bo była zbyt zajęta innymi sprawami. Facet, że nie próbował uporządkować związku i o tym porozmawiać. I męskie ego podpowiada mi clue. Czy taką kobietę da się do czegokolwiek przekonać? Ktoś mi kiedyś powiedział, że po 30 latach od ślubu jego żona wytyka mu wszystkie faile, doskonale je pamięta a nawet te, których jeszcze nie zrobił :-). Coś w tym jest. Według mnie, a mówię z punktu widzenia raczej normalnego gościa, kobiety są strasznie zawzięte i zacięte. Nie potrafią odpuścić nawet tyci tyci. A życie nie jest czarno-białe. Jest najzwyczajniej szare. Znam sytuację gdy kobieta wywaliła męża z domu bo pił. Tak po prostu. Dużo. Ale bez awantur, spania w dzień itd. Chłop miotał się po różnych wynajętych mieszkaniach. Miał problemy z pracą. W pewnym momencie straciłem go z oczu. I nagle, tydzień temu spotkaliśmy się. Okazało się, że ta kobieta, która dookoła opowiadała jaki to fiut i wszyscy w to uwierzyli (ja trochę też :-(), zachorowała na nowotwór. Nie wnikałem jaki ale problematyczny. Gość po dwóch latach tułania się w różnych miejscach zmienił pracę aby być blisko swojej byłej żony. W pewnej chwili musiał się nawet do niej wprowadzić (ale z mieszkania wynajętego nie zrezygnował- tak specjalnie o to zapytałem) i opiekuje się nią. Dzieci dorosłe, własne życie. Mama chora? O jaka szkoda. No ale my mieszkamy 300 km dalej. Najpierw raz w tygodniu przyjeżdżały, potem coraz rzadziej a teraz tylko dzwonią. Ten człowiek się nią opiekuje. Jest z tego dumny, nie pije, stara się łączyć opiekę z pracą. I teraz najciekawsze. Wiecie co mi powiedziała jedna Pani? Ale ta kobieta to ma serce. Pozwoliła wrócić temu fiutowi. Przecież ten gość to dno. A ona taka dobra. No cóż. I to jest właśnie to o czym mówię. Uogólnienia i podejście zgodne z własną płcią. Więc nikt mi nie wmówi, że białe jest białe a czarne jest czarne. A Ty mi teraz powiesz, że taki facet zdarza się raz na milion :-). Nie, po prostu tak jak facet musi sięgnąć dna aby się pozbierać i coś zrozumieć tak kobieta też musi dostać w kość od życia aby przewartościować sobie co nieco i zacząć wreszcie rozmawiać i dawać do zrozumienia, że rozumie. Dżizas. Nigdy tyle nie napisałem na raz. Teraz przygotowuję się mentalnie na ciosy od okropnic.