Witam. Mam do was takie pytanie, czy zwykły ksiądz ma prawo upominać osoby które deklarują sie jako niewierzące, wyznają inną religię, albo wierzą w Boga ale tak ,,po swojemu" czyli nie do końca zgadzają sie z tym co głosi kościół księża itd ale sami z siebie Boga kochają.
Większość księży z którymi mialam do czynienia nie przyjmowało żadnych argumentów do siebie nie dało sie z nimi rozmawiać. No to jak to jest, oni mogą mnie upominać czy nie. Ostatnio był poruszany temat aborcji, mówił ze żaden chrześcijanin nie ma prawa tego zrobic. Chrześcijanin ok. Ale jak ktoś nim nie jest, to juz mu wolno? (wiem ze to kwestia sumienia ale to tylko przykład).
Prosze o pomoc w tej sprawie bo juz jestem totalnie skolowana.
Zależy, co rozumiesz przez upominanie. Może się nie zgadzać z Tobą, może wyrazić swoją ocenę Twojego postępowania i sposobu, w jaki żyjesz (bo niestety ma do tego prawo), może "reklamować" zalety wiary w Boga i praktyki katolicyzmu, jednak to, w co wierzysz i jak wierzysz pozostaje kwestią wyłącznie Twojego wyboru. Z księdzem, który nie potrafi tego zaakceptować, nie musisz rozmawiać.
Inną sprawą jest to, że duchowny, który krytykuje sposób życia i wiary innych ludzi i deprecjonuje go, sam nie ma podstaw, by nazywać się chrześcijaninem.
Inną sprawą jest to, że duchowny, który krytykuje sposób życia i wiary innych ludzi i deprecjonuje go, sam nie ma podstaw, by nazywać się chrześcijaninem.
Moja Droga gdyby Kościół Matka Nasza stosował się do zasad, które sam głosi nigdy nie osiągnąłby tego co posiada dziś. Wszystkie współczesne koncerny starają się kopiować 'ścieżkę sukcesu', której początek dał pewien Żyd z Nazaretu imieniem Jezus a jego następcy rozwijali ją i rozwijają nadal.
Anemonne napisał/a:Inną sprawą jest to, że duchowny, który krytykuje sposób życia i wiary innych ludzi i deprecjonuje go, sam nie ma podstaw, by nazywać się chrześcijaninem.
Moja Droga gdyby Kościół Matka Nasza stosował się do zasad, które sam głosi nigdy nie osiągnąłby tego co posiada dziś. Wszystkie współczesne koncerny starają się kopiować 'ścieżkę sukcesu', której początek dał pewien Żyd z Nazaretu imieniem Jezus a jego następcy rozwijali ją i rozwijają nadal.
Napisałeś oczywistą oczywistość. Niemniej odnosiłam się do znaczenia słowa "chrześcijanin", które definiuje sam Kościół, a co do którego pozostaje w całkowitej hipokryzji.
Zależy, co rozumiesz przez upominanie. Może się nie zgadzać z Tobą, może wyrazić swoją ocenę Twojego postępowania i sposobu, w jaki żyjesz (bo niestety ma do tego prawo), może "reklamować" zalety wiary w Boga i praktyki katolicyzmu, jednak to, w co wierzysz i jak wierzysz pozostaje kwestią wyłącznie Twojego wyboru. Z księdzem, który nie potrafi tego zaakceptować, nie musisz rozmawiać.
Inną sprawą jest to, że duchowny, który krytykuje sposób życia i wiary innych ludzi i deprecjonuje go, sam nie ma podstaw, by nazywać się chrześcijaninem.
jestem tego samego zdania.
Nie przejmuj się czymś, co nie jest warte nerwów ![]()
Napisałeś oczywistą oczywistość.
Lubię ten zwrot ![]()
Niemniej odnosiłam się do znaczenia słowa "chrześcijanin", które definiuje sam Kościół, a co do którego pozostaje w całkowitej hipokryzji.
Jest wiele definicji chrześcijanina zamiennie używanych przez kler - mnie najbardziej pasuje ta o facetach w białych płaszczach z czerwonymi albo czarnymi krzyżami wyruszającymi konno krzewić wiarę, nadzieję i miłość, sam z chęcią też bym coś po krzewił w dobrej kompanii. ![]()
Mi głównie chodziło o krytykę i brak zrozumienia ze strony niektórych księży. W większych miastach sie tego moze nie widzi ale w mniejszych miejscowościach z osobami niewierzącymi robi sie tak, ze zwyczajnie są wyszydzane, wytykane palcami, krytykowane. Spotkałam sie z takim przypadkiem ze pewnemu panu nie chcieli sprzedać niczego w jednym sklepie po wygłoszeniu kazania z ambony. Tak ksiądz trafił do ludzi ze teraz facet nie ma życia. Ksiądz nie ma prawa gnoić osób które maja odmienne upodobania religijne. Czyli jak to nazwać z jednej strony nawoływanie do miłosierdzia a z drugiej poniżanie, hipokryzją?
Mi głównie chodziło o krytykę i brak zrozumienia ze strony niektórych księży. W większych miastach sie tego moze nie widzi ale w mniejszych miejscowościach z osobami niewierzącymi robi sie tak, ze zwyczajnie są wyszydzane, wytykane palcami, krytykowane. Spotkałam sie z takim przypadkiem ze pewnemu panu nie chcieli sprzedać niczego w jednym sklepie po wygłoszeniu kazania z ambony. Tak ksiądz trafił do ludzi ze teraz facet nie ma życia. Ksiądz nie ma prawa gnoić osób które maja odmienne upodobania religijne. Czyli jak to nazwać z jednej strony nawoływanie do miłosierdzia a z drugiej poniżanie, hipokryzją?
Nikt nie ma takiego prawa. A ten ksiadz ktorego opisujesz to jest jakims nieudaczikiem, a ksiedzem jest z jakiegos przypadku. Jest zle wychowany ( czytaj : wychodowany ) i mocno zakompleksiony.
Z reszta wielu ludzi partaczy w pracy, wiec i ksiedzu tez czasami nie wyjdzie.
Ksiadz to tez czlowiek.
A ze zapomnialo mu sie, ze MILOSC BLIZNIEMU ma byc na 1 miejscu, nic na to nie poradzisz.
Moze ma dobre wino i czasem nie wie co mowi.
Zmien ksiedza zanim zmienisz dzieki niemu religie, lub staniesz sie ateista. Bo pewnie reszta jego nauczania jes tyle samo warta co on.
Anemonne napisał/a:Napisałeś oczywistą oczywistość.
Lubię ten zwrot
Niemniej odnosiłam się do znaczenia słowa "chrześcijanin", które definiuje sam Kościół, a co do którego pozostaje w całkowitej hipokryzji.
Jest wiele definicji chrześcijanina zamiennie używanych przez kler - mnie najbardziej pasuje ta o facetach w białych płaszczach z czerwonymi albo czarnymi krzyżami wyruszającymi konno krzewić wiarę, nadzieję i miłość, sam z chęcią też bym coś po krzewił w dobrej kompanii.
Przylaczylabym sie do tego projektu ;P
Znów rzadzi wielka inkwizycja a ludzie pędzą za kościołem jak baranki za Jezusem.To są własnie oblicza chrzescijaństwa,nietolerancja pod każdym wzgledem innych ludzi.Każdemu Bóg dał rozum i wolna wole,nie badzcie abyscie nie byli sądzeni itd.widac,ze plebs zapomniał o tym co ich pisemko od wieków głosi i o czym powinni nauczać a nie obmawiać.
Ten ksiadz to za bardzo przejoł sie swoim zawodem skoro oczernia ludzi z ambony.Zastanawiam się czy czasem nie był tan pan na spowiedzi u ksiedza a ten ją teraz ujawnił?Bo i tak bywało.
a ja myśle że to co piszecie to zwykłą hopokryzja Ile razy sami dysredytujemy pewne osoby , obgadujemy ich , izolujemy
KAŻDY człowiek powinien być dobry ,uczciwy i ma swiecić przykładem cxzy jak ktośjest niewierzący to może kłamać zdradzać kraśc bo nie bowiązują go przykazania ??
KAŻDY człowiek powinien być dobry ,uczciwy i ma swiecić przykładem cxzy jak ktośjest niewierzący to może kłamać zdradzać kraśc bo nie bowiązują go przykazania ??
A co to znaczy dobry?, bo ja bardzo chciałbym poznać definicję tego słowa, które dla mnie jest puste gdyż można do niego wrzucić wszystko to co każdemu pasuje a wyciągnąć to co jest niekorzystne.
hmm wydawało mi się że to dośc proste i zrozumiałe pojecie
Dobry człowiek to taki który nie krzywdzi drugiego człowieka indywidualnie i społecznie (tzn rodzina, państwo,) w wersji KK to taki który kocha bliźniego
hmm wydawało mi się że to dośc proste i zrozumiałe pojecie
Dobry człowiek to taki który nie krzywdzi drugiego człowieka indywidualnie i społecznie (tzn rodzina, państwo,) w wersji KK to taki który kocha bliźniego
Jak pięknie, to patrz - wykonując swoje obowiązki służbowe muszę ...tu wstaw sobie odpowiednik 'pokonać'... sporo osób z kraju i zagranicy. Niewątpliwie cierpią, możliwe że tracą pracę itp. Więc jestem zły. Z drugiej jednak strony moja grupa dba o wyniki naszej firmy i kiedy mamy dużo 'zatopień' wykresy szybują są podwyżki, awanse, wczasy zagraniczne dla pracowników, więcej czasu dla rodziny, wspólne wakacje itp. Więc wtedy jestem dobry. Dobro i zło to awers i rewers tej samej monety. A KK jest arcymistrzem w sprzedaży dobra bo to na dobrze i prawdzie dorobił się fortuny o jakiej nawet Midas i Krezus nie marzyli.
Z innej beczki, zabicie dziecka jest złem samym w sobie. A zabicie mordercy też?, czy to jest już dobro bo eliminujemy gada ze społeczeństwa.
ale czy Ty te "zatopienia" robisz dla czystej przyjemności czy dlatego że "zatopione" firmy coś przeskrobały nie do konca były fair w stosunku do zasad i praw ??
j jeżeli chodzi o morderców to każde społeczeństwo ma prawo do obrony ale są też inne metody niz kara smierci aby zlikwidowac zagrożenie ze strony tego mordercy
ale czy Ty te "zatopienia" robisz dla czystej przyjemności czy dlatego że "zatopione" firmy coś przeskrobały nie do konca były fair w stosunku do zasad i praw ??
jeżeli chodzi o morderców to każde społeczeństwo ma prawo do obrony ale są też inne metody niz kara smierci aby zlikwidowac zagrożenie ze strony tego mordercy
Z etyką w biznesie jest adekwatnie jak z prawdą i dobrem w KK.
hmmm zmobilizowałeś mnie do przemysleń ...Ja zarabiam na tym że ludziom "coś" się prrzytrafi i to nic miłego Im wiecej tym ja mam więcej kasy Wsumie mam się czieszyć że "coś" im się złego przytrafia ?? w pewnym sensie tak ale czy to oznacza że ejstem złym człowiekiem ?
Zapewne znasz "okoliczności" strącenia Lycyfera z nieba. Mam pytanie jakbyś zachował się na jego miejscu?
Kłócicie się o moralność, zasady to ja tylko dorzuce, że każdy człowiek ma moralność, subiektywne odróżnianie dobra od zła, zakodowane w genach. Bez względu na kolor skóry, czy kulturę. Żadna religia będąca tworem sztucznym, ludzkim, nie jest potrzebna do tego, aby odróżniać dobro od zła.
a wiesz Matt87 nie zgodziłbym się w ze stwierdzeniem ze sie kłocimy wymieniamy poglądy ,myslimy, zastanawiamy się ...
nie zgodze się także że kazdy ma subiektywnei zakodowane w genach odróżnianie dobra od zła
Własnie jest to stumulowane przez lokalną kulture i w duzej mierze przez religie
To co za słuszne i całkowicie dobre np w stosunku do kobiet dla wyznawczy islamu wcale nieejst uznawane za dobre przez przedstawiciela kulury zachodneij
Przed chrzescijastwem w rzymie rozwiązłośc seksualna zdrady sex mieszany była czymś jak najbardziej normalnym i oczywistym ba w grecji uważano ze tylko miedzy mężczyzną a mężczyzną może zaistnieć prawdziwa miłośc To potem weszły normy chrzescijańskie które zakodowały w nas pewne normy postepowań ale nie można tu mówić o mormach genetycznych
Tak Rzymianie to umieli się bawić. Nie ma się co dziwić, że tyle zawojowali. Spędzić tak jeden dzień, rano do term, po południu do Koloseum a wieczorem na ucztę z orgią. Działoby się.
Przed chrzescijastwem w rzymie rozwiązłośc seksualna zdrady sex mieszany była czymś jak najbardziej normalnym i oczywistym ba w grecji uważano ze tylko miedzy mężczyzną a mężczyzną może zaistnieć prawdziwa miłośc To potem weszły normy chrzescijańskie które zakodowały w nas pewne normy postepowań ale nie można tu mówić o mormach genetycznych
Za to po wprowadzeniu chrześcijaństwa normą były orgie z udziałem papieży.
Masz rację Tango, ostatnio za często wykłócam się o różne pierdoły i chyba zapomniałem co to prawdziwa dyskusja.
Masz również rację co do tego, że religie czy lokalne kultury stymulują określone wzorce. Nie zmienia to jednak faktu o którym pisałem, że moralność mamy w genach i to, powtórzę się, bez względu na wyznawaną wiarę, system polityczny zamieszkiwanego obszaru czy krąg kulturowy, ludzie (w większości, bo ludzkość nie jest idealna-są przecież osobniki z różnymi defektami umysłowymi) na całym świecie tak samo rozwiązują określone problemy moralne co świadczy o tym, że musi to być coś wrodzonego. Ewolucja świetnie nas wyposażyła w mechanizmy, które przynajmniej w teorii powinny zapobiegać autodestrukcji. Trudno sobie wyobrazić, co mogłoby się dziać, gdyby było inaczej.
To, że ludzie propagują pewne zachowania wcale nie oznacza, że jest to zgodne z ich systemem moralnym (apropo Rzymu). W pewnych sytuacjach człowiek może zachowywać się gorzej niż zwierzę, i będzie to stan na pewno niezgodny z jego moralnością (np. efekt lucyfera). Nietrudno jest też zakłócić wewnętrzny głos przez katolików zwany sumieniem, które jest niczym innym tylko właśnie naszym wewnętrznym systemem moralnym.
Czytałem kiedyś trochę o neurobiologii człowieka i jest wiele przykładów na to, że moralność ludzka jest dziedziczna.
Bullitt, to już wiemy dlaczego Rzym upadł ;D Swoją drogą współczesny cywilizowany świat zachodu jest na podobnym etapie, tyle że ten upadek dokonuje się w innym wymiarze.
Co to jest efekt Lucyfera?
Określenie słynnego eksperymentu prof. Zimbardo, więcej informacji na pewno znajdziesz w google ![]()
a ja myśle że to co piszecie to zwykłą hopokryzja Ile razy sami dysredytujemy pewne osoby , obgadujemy ich , izolujemy
![]()
KAŻDY człowiek powinien być dobry ,uczciwy i ma swiecić przykładem cxzy jak ktośjest niewierzący to może kłamać zdradzać kraśc bo nie bowiązują go przykazania ??
Przyznam,że wypadało by zapytać katolików czy znaja te przykazania bo w wiekszości przypadków które znam to własnie oni wystwarzają takie fanaberie,że ręce opadają.
Od czasu podpisania konkordatu mamy w kraju anarchie więc trudno o dobrych ludzi skoro przyszły czasy wojny o zycie,biegania z bronia po ulicach itd.
ale cały czas spotykam sie z sugestią że katolik to powinien być jednak lepszy.. W takim razie dla niektóych ateizm to po prostu ucieczka w "łatwiejsz" życie
A taqk swoją droga jaka jest różnica w morderstwie dokonanym przez ateiste a morderstwie dokonanym przez wierzącego ??
A może problem jest taki że z tych co sie deklarują katolikami tylko 10% jest prawedziwymi katolikami . tak samo jak wsród ateistów zdaża się mnóstwo niewierzących którzy uwielbiają dyskutowac o nieistniejacym bogu
Katolicy na temat ateistów wiedzą tyle co im księża z ambon powiedzą, więc nie ma się co dziwić, że ta wiedza jest żadna. Uważają się za lepszych bo jakaś łaska na nich spłynęła a ateiści to w zasadzie wyznawcy szatana skoro w Boga nie wierzą. Nie wiedzą co to ateizm ale wiedzą, że trzeba go tępić.
Ateiści na temat wiary w zasadzie nie powinni NIC wiedziec co jednak nie przeszkadza im toczyć sporów na temat wiary , Uważaja sie za lepszych mądrzejszych , nowocześniejszych i bardziej postepowych, bo wierzący to wyznawcy zacofanych zabobonów które trzeba zwalczyć aby wszystkim żyło się lepiej ![]()
Każdy ma swoja prawde
tyle że tak na podstawie słów Ojca Piotr powinienem stwierdzic że chyba nei jestem katolikiem ![]()
Nie wiem, czy księża maja prawo upominania, zakładam jednak, ze skoro tak robią, to tak.
Dziwi mnie nieustannie naiwnosc tak stawianych pytań Słyszałam tez , ze niektórzy chca dyskutowac, tak jakby czekali na przyzwolenie od księży na takie myślenie jakie mają.
Przeciez to sa wasze umysły i jeśli się sami nie zatroszczycie o ich zawartosc, zrobią to inni za was np księża.
Ateiści na temat wiary w zasadzie nie powinni NIC wiedziec co jednak nie przeszkadza im toczyć sporów na temat wiary , Uważaja sie za lepszych mądrzejszych , nowocześniejszych i bardziej postepowych, bo wierzący to wyznawcy zacofanych zabobonów które trzeba zwalczyć aby wszystkim żyło się lepiej
Każdy ma swoja prawdetyle że tak na podstawie słów Ojca Piotr powinienem stwierdzic że chyba nei jestem katolikiem
I tu bym polemizował. Ateiści niejednokrotnie mają dużo większą wiedzę na temat wiary i Pisma Świętego. Ta właśnie wiedza daje im możliwość wyboru światopoglądu.
Nie wiem, czy księża maja prawo upominania, zakładam jednak, ze skoro tak robią, to tak.
Ciekawy tok rozumowania.
Nie wiem czy księża mają prawo molestować dzieci, zakładam jednak, że skoro to robią to tak.
Porównanie molestowania absolutnie nieadekwatne do przykładu jakim jest upominanie przez księdza,to nie ten ciężar gatunkowy Ale tak właśnie uważam, że pewne prawa ludzie sami sobie nadają. Nie zważajac na konsekwencje czy na mój sprzeciw.
Bardziej porównałabym takie prawo upominania do obrażania kogoś . Kto ma prawo obrażac inna osobe ? Nad tym już mało osób jest skłonnych sie zastanawiac.
Ateiści na temat wiary w zasadzie nie powinni NIC wiedziec co jednak nie przeszkadza im toczyć sporów na temat wiary , Uważaja sie za lepszych mądrzejszych , nowocześniejszych i bardziej postepowych, bo wierzący to wyznawcy zacofanych zabobonów które trzeba zwalczyć aby wszystkim żyło się lepiej
Każdy ma swoja prawdetyle że tak na podstawie słów Ojca Piotr powinienem stwierdzic że chyba nei jestem katolikiem
Ooo, przepraszam bardzo ateiści często mają większa wiedzę od wierzących.
Tak to już jest z nami, żeby mieć podstawy do bycia niewierzącym, trzeba znać Pismo Święte i dogmaty KK.
Tango napisał/a:Ateiści na temat wiary w zasadzie nie powinni NIC wiedziec co jednak nie przeszkadza im toczyć sporów na temat wiary , Uważaja sie za lepszych mądrzejszych , nowocześniejszych i bardziej postepowych, bo wierzący to wyznawcy zacofanych zabobonów które trzeba zwalczyć aby wszystkim żyło się lepiej
Każdy ma swoja prawdetyle że tak na podstawie słów Ojca Piotr powinienem stwierdzic że chyba nei jestem katolikiem
Ooo, przepraszam bardzo ateiści często mają większa wiedzę od wierzących.
Tak to już jest z nami, żeby mieć podstawy do bycia niewierzącym, trzeba znać Pismo Święte i dogmaty KK.
O, to z tego wynika, że wierzący nie mają pojęcia, co to jest ateizm i nie mają możliwości wyboru, bardzo ciekawe.
A z tą większą wiedzą to bym polemizował. Może jednostki które na silę staraj się udowodnić wyższość ateizmu nad wiarą to i trochę tej wiedzy mają. Ale pozostali mają to gdzieś.
Tango, ateistami czasem zostają ludzie niegdyś bardzo wierzący, więc trudno stwierdzić kto ma wiedzę na temat podstaw wiary większą. Wiara to Łaska i nie jest związana z wiedzą. To nie jest też kwestia wyboru czy być ateistą czy wierzącym, bo jak się nie wierzy, nie można postanowić: "od jutra będę wierzyć w Boga". To raczej kwestia pewnej duchowej wrażliwości, otwartości, pokory, która pozwala Łasce "zadziałać". Tak uważam.
Tango, ateistami czasem zostają ludzie niegdyś bardzo wierzący, więc trudno stwierdzić kto ma wiedzę na temat podstaw wiary większą. Wiara to Łaska i nie jest związana z wiedzą. To nie jest też kwestia wyboru czy być ateistą czy wierzącym, bo jak się nie wierzy, nie można postanowić: "od jutra będę wierzyć w Boga". To raczej kwestia pewnej duchowej wrażliwości, otwartości, pokory, która pozwala Łasce "zadziałać". Tak uważam.
No włąsnie ateistami stają się tez ludzie którzy byłi bardzo wierzący ale najczesciej są to ludzi którzy mże się wychowywali w rodzinach wierzących ale z lenistwa , konformizmu czy dla zwykłej mody powoli odchodzili od wiary i i ch wiedza była znikoma jako wierzacych a zupełnie prawie zerowa po paru latach atizmu Ale są też przypadki gdzie zatwardziali ateiści wrecz wrogowie koscioła uwierzyli i stali się gorliwymi wyznawcami A ja mysle ze to jest własnie kwestia wyboru Dziś nic nie stoim na przeszkodzie abym np został ateista ale wybieram ta droge któą podązam i miło by było jakby ktos uznał mój wybór tak samo wolny jak jego wybór ateizmu....
No włąsnie ateistami stają się tez ludzie którzy byłi bardzo wierzący ale najczesciej są to ludzi którzy mże się wychowywali w rodzinach wierzących ale z lenistwa , konformizmu czy dla zwykłej mody powoli odchodzili od wiary i i ch wiedza była znikoma jako wierzacych a zupełnie prawie zerowa po paru latach atizmu Ale są też przypadki gdzie zatwardziali ateiści wrecz wrogowie koscioła uwierzyli i stali się gorliwymi wyznawcami A ja mysle ze to jest własnie kwestia wyboru Dziś nic nie stoim na przeszkodzie abym np został ateista ale wybieram ta droge któą podązam i miło by było jakby ktos uznał mój wybór tak samo wolny jak jego wybór ateizmu....
Jeżeli ktoś "zostaje" ateistą z lenistwa to znaczy, że nie wierzył na prawdę. Z lenistwa to można nie chodzić do kościoła. Wiara to stan ducha a nie czynności, które się wykonuje. Co to znaczy, że mógłbyś się stać ateistą? Skoro wierzysz, że istnieje Bóg, to jak byś miał po prostu z dnia na dzień przekonać samego siebie z własnej woli, że Boga nie ma? Owszem znam sytuację, gdy osoba wierząca nagle przestała wierzyć, ale stało się to po dramatycznym wydarzeniu, gdy uznała, że Bóg nie istnieje, bo jak mógłby dopuścić do tragedii, która ją spotkała. Wiedza na temat wiary (np. znajomość Pisma) pomaga w pogłębianiu wiary, ale jej nie warunkuje.
Wymienilismy już tu troche własnych poglądów i zastanówmy się na pytaniem czy ksiądz upominac niewiernych ?
Osobiście uważam że nie może upominać niewiernych , ale ma prawo do nauczania , mówieniu i swojej wierze i Bogu z uwzglenieniem kultury , taktu i poszanowania poglądów drugiej osoby
Oczywiście ma prawo tylko wtedy jeżeli nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii swojego postapowania . W innym przypadku jego obłuda powoduje negatywne nastawienie nie tylko do niego ale i do pozostałych duchwonych
oczywiście nie uważam że winy jednostek muszą paraliżowac prace misyjną innych księży
Tango napisał/a:No włąsnie ateistami stają się tez ludzie którzy byłi bardzo wierzący ale najczesciej są to ludzi którzy mże się wychowywali w rodzinach wierzących ale z lenistwa , konformizmu czy dla zwykłej mody powoli odchodzili od wiary i i ch wiedza była znikoma jako wierzacych a zupełnie prawie zerowa po paru latach atizmu Ale są też przypadki gdzie zatwardziali ateiści wrecz wrogowie koscioła uwierzyli i stali się gorliwymi wyznawcami A ja mysle ze to jest własnie kwestia wyboru Dziś nic nie stoim na przeszkodzie abym np został ateista ale wybieram ta droge któą podązam i miło by było jakby ktos uznał mój wybór tak samo wolny jak jego wybór ateizmu....
Jeżeli ktoś "zostaje" ateistą z lenistwa to znaczy, że nie wierzył na prawdę. Z lenistwa to można nie chodzić do kościoła. Wiara to stan ducha a nie czynności, które się wykonuje. Co to znaczy, że mógłbyś się stać ateistą? Skoro wierzysz, że istnieje Bóg, to jak byś miał po prostu z dnia na dzień przekonać samego siebie z własnej woli, że Boga nie ma? Owszem znam sytuację, gdy osoba wierząca nagle przestała wierzyć, ale stało się to po dramatycznym wydarzeniu, gdy uznała, że Bóg nie istnieje, bo jak mógłby dopuścić do tragedii, która ją spotkała. Wiedza na temat wiary (np. znajomość Pisma) pomaga w pogłębianiu wiary, ale jej nie warunkuje.
Jeszcze tylko dorzuce pare zdań
Wiara to nie tyle stan ducha co stan intelektu, określonych potrzeb. Osoba z potrzebą wiary wierzyć będzie zawsze, czy to w boga, pioruny czy inne cuda, mam nadzieję że się z tym zgadzasz. Nie wiem, co to znaczy, że wiara to łaska? To wszystko sprowadza się do samej potrzeby wiary, a kościół wymyślił po prostu pojęcie łaski, aby dać chrześcijanom poczucie jakiejś wyjątkowości.
Osoba bez tej potrzeby wiary w dużym uogólnieniu może zostać ateistą. Ale tylko ateista z potrzebą wiedzy będzie się nad tym zastanawiać i rozpatrywać sprawy natury wiedzy.
Jeszcze tylko dorzuce pare zdań
Wiara to nie tyle stan ducha co stan intelektu, określonych potrzeb. Osoba z potrzebą wiary wierzyć będzie zawsze, czy to w boga, pioruny czy inne cuda, mam nadzieję że się z tym zgadzasz. Nie wiem, co to znaczy, że wiara to łaska? To wszystko sprowadza się do samej potrzeby wiary, a kościół wymyślił po prostu pojęcie łaski, aby dać chrześcijanom poczucie jakiejś wyjątkowości.
Osoba bez tej potrzeby wiary w dużym uogólnieniu może zostać ateistą. Ale tylko ateista z potrzebą wiedzy będzie się nad tym zastanawiać i rozpatrywać sprawy natury wiedzy.
Nie zgadzam się z tym, że jako osoba wierząca, wierzyłabym w cokolwiek, nawet największą bzdurę, bo mam taką potrzebę. Wiara nie jest mi potrzebna do tłumaczenia działania sił natury, powstania świata itd, od tego mam naukę. Wiara jest czymś innym. Dlatego nie zgadzam się z tym, że wiara jest związana z intelektem. Jest i było wielu wybitnych naukowców (np. Newton, Pascal, Pasteur) , filozofów, intelektualistów, którzy wierzą w Boga, a ateistami często bywają też ludzie mało lotni umysłowo.
Jest taka naukowa teoria o istnieniu "genu" wiary traktująca o tym, dlaczego jedni ludzie wierzą a drudzy nie. Teoria jak to teoria, nie daje pewności, że tak jest. Praktycznie nie da się stwierdzić, dlaczego jedni ludzie wierzą a inni nie. Oczywiście są ku temu pewne sprzyjające warunki: np. wychowanie, ale i to nie daje pewności, bo często osoby wychowane w wierze, stają się ateistami.
A tak trochę z nieci innej beczki - Profesor Oxford University Keith Ward powiedział kiedyś takie zdanie, które dla mnie jest odpowiedzią na pytanie, czy religia wyklucza naukę: "odwołanie sie do ogólnej zrozumiałości natury, jej ukształtowanie według matematycznych zasad, sugeruje istnienie umysłu o nieograniczonej madrosci i mocy."
nawet z logicznego punktu widzenia nie da się zaprzeczyć istnieniu Boga nawet przez ataiste ba nawet teoria powstania świata jest bardziej pełna niz wersja o wielkim wybuchu
nawet z logicznego punktu widzenia nie da się zaprzeczyć istnieniu Boga nawet przez ataiste ba nawet teoria powstania świata jest bardziej pełna niz wersja o wielkim wybuchu
Twoja logika mnie powala. Z logicznego punktu widzenia Boga nie ma.
Tango napisał/a:nawet z logicznego punktu widzenia nie da się zaprzeczyć istnieniu Boga nawet przez ataiste ba nawet teoria powstania świata jest bardziej pełna niz wersja o wielkim wybuchu
Twoja logika mnie powala. Z logicznego punktu widzenia Boga nie ma.
Jeżełi twierdzisz że go nie mam to dlaczego zaprzeczasz jego istnieniu ?? Nie chodzi mi o argumenty czy jest czy nei ma chodzi mi o samą kwestie działania logicznego Róznie dobrze można zaprzeczac istniu rózowych słoni Tak wiec chodiz mi o czyste działanie na poziomie logicznym
Podobnie jest na poziomie semantyki Ja twierdze że "wierze" w Boga i nie potrafisz mi przedstawić absolutnie ŻADNEGO argumentu że ten Bóg nie istnieje bo opieramy siena słowie "wierze" a wierzyc moge w co tylko chce nawet w różowe słonie ![]()
Podobnie i TY nie potrafisz podać ŻADNEGO logicznego dowodu że Boga nie ma ![]()
O, to z tego wynika, że wierzący nie mają pojęcia, co to jest ateizm i nie mają możliwości wyboru, bardzo ciekawe.
Wcale to z tego nie wynika.
Tak samo z hasła "Nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę" nie wynika, że wierzący zabijają.
Nie rozumiem tych co starają się udowadniać istnienie lub nieistnienie Boga.
Tango napisał/a:O, to z tego wynika, że wierzący nie mają pojęcia, co to jest ateizm i nie mają możliwości wyboru, bardzo ciekawe.
Wcale to z tego nie wynika.
Tak samo z hasła "Nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę" nie wynika, że wierzący zabijają.Nie rozumiem tych co starają się udowadniać istnienie lub nieistnienie Boga.
moje zdanie troche wyrwane z kontekstu ale odniose się do tego fragmentu
Wierzacy teoretycznie nie mają pojęcia co to być ateistą bo nimi nie byli (wiekszość ateistów kiedys zpoznała się z prawdami wiary) więc nie mają wyboru Jest mój wniosek z poprzedniego tekstu któy to sugerował Ja natomiast uważam inaczej Każdy z wierzących ma możliwości wyboru swojej drogi i jest ona DOKŁĄDNIE TAK SAMO równoważna jak decyzja wyboru ateizmu
Swoja drogą też nie rozumiem dyskusji na udowadnieniem istnienia lub nie istnienia Boga bo ani jednej tezy ani drugiej nie da się udowodnić
Są tylko tematy na których temat można dyskutować jednym z nich jest temat tego wątku Próbowałem jakos zwócić do sedna tej rozmowy ale jakoś nie zainteresowało to nikogo
Tez myslę, że wiara to nie sprawa intelektu.Bo intelekt to głowa a wiara to serce. Duchowe serce.
Raczej przeczucie gdzieś, głębiej, , że istnieje od nas coś potężniejszego, od naszego intelektu, co pozwala nam budowac odwagę, witalnosc , przychylnośc i zaufanie. Zaufanie do świata , takiego jaki jest i ludzi też takich, jakimi sa. Takze wiare mozna , moim zdaniem, poczuc poczuc sercem ale nie, zrozumiec.głową.
Matt87 napisał/a:Jeszcze tylko dorzuce pare zdań
Wiara to nie tyle stan ducha co stan intelektu, określonych potrzeb. Osoba z potrzebą wiary wierzyć będzie zawsze, czy to w boga, pioruny czy inne cuda, mam nadzieję że się z tym zgadzasz. Nie wiem, co to znaczy, że wiara to łaska? To wszystko sprowadza się do samej potrzeby wiary, a kościół wymyślił po prostu pojęcie łaski, aby dać chrześcijanom poczucie jakiejś wyjątkowości.
Osoba bez tej potrzeby wiary w dużym uogólnieniu może zostać ateistą. Ale tylko ateista z potrzebą wiedzy będzie się nad tym zastanawiać i rozpatrywać sprawy natury wiedzy.
Nie zgadzam się z tym, że jako osoba wierząca, wierzyłabym w cokolwiek, nawet największą bzdurę, bo mam taką potrzebę. Wiara nie jest mi potrzebna do tłumaczenia działania sił natury, powstania świata itd, od tego mam naukę. Wiara jest czymś innym. Dlatego nie zgadzam się z tym, że wiara jest związana z intelektem. Jest i było wielu wybitnych naukowców (np. Newton, Pascal, Pasteur) , filozofów, intelektualistów, którzy wierzą w Boga, a ateistami często bywają też ludzie mało lotni umysłowo.
Jest taka naukowa teoria o istnieniu "genu" wiary traktująca o tym, dlaczego jedni ludzie wierzą a drudzy nie. Teoria jak to teoria, nie daje pewności, że tak jest. Praktycznie nie da się stwierdzić, dlaczego jedni ludzie wierzą a inni nie. Oczywiście są ku temu pewne sprzyjające warunki: np. wychowanie, ale i to nie daje pewności, bo często osoby wychowane w wierze, stają się ateistami.
A tak trochę z nieci innej beczki - Profesor Oxford University Keith Ward powiedział kiedyś takie zdanie, które dla mnie jest odpowiedzią na pytanie, czy religia wyklucza naukę: "odwołanie sie do ogólnej zrozumiałości natury, jej ukształtowanie według matematycznych zasad, sugeruje istnienie umysłu o nieograniczonej madrosci i mocy."
Tyle że jak widzę, z tej nauki niewiele korzystasz, takie przynajmniej wnioski wyciągnąłem z naszej wcześniejszej dyskusji, daruj więc sobie te puste slogany. Twierdzisz, że wiara nie jest związana z intelektem, a ja twierdze że gdyby nie intelekt wiary by nie było. Wiara rodzi się w mózgu i razem z nim ginie. Organizmy, które tego organu nie mają na tyle dobrze rozwiniętego, aby mogły w pełni abstrakcyjnie myśleć, nie mają tego problemu, chociaż mają serce i świadomość własnego bytu. One nie wierzą ![]()
Gdyby indoktrynacja nie miała znaczenia, przyjęcie do wspólnoty wyznaniowej miałoby miejsce w momencie osiągnięcia dojrzałości intelektualnej zainteresowanego. Myśle, że religia to następstwo tego, że ludzie wiary potrzebują, a grupa cwaniaków potrafiła to wykorzystać aby dzięki temu zyskać wpływy i majątek, ale to dość złożony problem aby go opisać w paru zdaniach. Nie wiem, czemu niektórzy z potrzeby wiary robią coś wyjątkowego, jakąś łaskę. Albo mam taką potrzebę i wierzę, albo nie czuję takiej potrzeby i nie wierzę. Dokładnie tak samo jak ze zdobywaniem wiedzy. Nie widzę w tym żadnej łaski, to tylko zwrot utrwalony przez twórców religii, aby ich wyznawcy czuli się wyjątkowi.
nawet z logicznego punktu widzenia nie da się zaprzeczyć istnieniu Boga nawet przez ataiste ba nawet teoria powstania świata jest bardziej pełna niz wersja o wielkim wybuchu
Aby rozjaśnić jakiś zawiły problem można spróbować go tłumaczyć na gruncie najprostszych sformułowań. Prawdą jest że istnienia boga nie da się potwierdzić. Skoro nie da się tego istnienia potwierdzić, można stwierdzić że on nie istnieje. Tak samo jak różowe słonie.
Tez myslę, że wiara to nie sprawa intelektu.Bo intelekt to głowa a wiara to serce. Duchowe serce.
Raczej przeczucie gdzieś, głębiej, , że istnieje od nas coś potężniejszego, od naszego intelektu, co pozwala nam budowac odwagę, witalnosc , przychylnośc i zaufanie. Zaufanie do świata , takiego jaki jest i ludzi też takich, jakimi sa. Takze wiare mozna , moim zdaniem, poczuc poczuc sercem ale nie, zrozumiec.głową.
To są niestety tylko Twoje subiektywne odczucia.
Aby rozjaśnić jakiś zawiły problem można spróbować go tłumaczyć na gruncie najprostszych sformułowań. Prawdą jest że istnienia boga nie da się potwierdzić. Skoro nie da się tego istnienia potwierdzić, można stwierdzić że on nie istnieje. Tak samo jak różowe słonie.
Ale tu widzę kolega myli pojęcia , rozmawiamy o WIERZE a nie o nauce ja cale nie mam zamiaru udowadniać nikomu że Bóg istnieje chociażby z tego powodu że gdyby udało się naukowo , doświadczalnie ,empirycznie udowodnić to przestałaby by być to wiara a byłaby nauka
A Twój wywód że Bóg nie istnieje bo nie można tego udowodnić równie dobrze można odwrócić Że skoro nie da się udowodnic że Bóg nie istnieje to znaczy że istnieje I są to z logicznego punktu widzenia równoważne tezy
Polemizując na poziomie wiary nie masz żadnych szans przekonać kogos że Boga nie ma A swoją drogą nie za bardzo rozumiem dlaczego starasz się to udowodnic , masz z tym jakis problem ??
To są niestety tylko Twoje subiektywne odczucia.
To co ty piszesz Matt, to też są tylko twoje subiektywne odczucia.
A swoją drogą nie za bardzo rozumiem dlaczego starasz się to udowodnic , masz z tym jakis problem ??
Też się zastanawiam po co Matt to robi.
51 2012-11-15 14:30:08 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2012-11-15 14:30:51)
Organizmy, które tego organu nie mają na tyle dobrze rozwiniętego, aby mogły w pełni abstrakcyjnie myśleć, nie mają tego problemu, chociaż mają serce i świadomość własnego bytu. One nie wierzą
Skąd ta pewność? Może inne ssaki też w coś wierzą i mają swoich bogów. Dlaczego wierzysz w Boga a nie wierzysz, że zwierzęta w niego wierzą?
Kiedyś uważano, że zwierzęta nie czują bólu co było bzdurą.
Dlaczego katolicy uwielbiają stawiać się ponad zwierzętami, ateistami czy innowiercami? Skąd ta pycha?
Wy katolicy dalibyście się poćwiartować za swoją wiarę tylko dlaczego każecie wierzyć wszystkim dookoła?
52 2012-11-15 14:53:57 Ostatnio edytowany przez Tango (2012-11-15 14:55:18)
Matt87 napisał/a:Organizmy, które tego organu nie mają na tyle dobrze rozwiniętego, aby mogły w pełni abstrakcyjnie myśleć, nie mają tego problemu, chociaż mają serce i świadomość własnego bytu. One nie wierzą
Skąd ta pewność? Może inne ssaki też w coś wierzą i mają swoich bogów. Dlaczego wierzysz w Boga a nie wierzysz, że zwierzęta w niego wierzą?
Kiedyś uważano, że zwierzęta nie czują bólu co było bzdurą.
Dlaczego katolicy uwielbiają stawiać się ponad zwierzętami, ateistami czy innowiercami? Skąd ta pycha?
Wy katolicy dalibyście się poćwiartować za swoją wiarę tylko dlaczego każecie wierzyć wszystkim dookoła?
chcesz powie3dziec ze uwazasz że stoisz na równyum poziomie moralnym , społecznym i intelektualnym ze zwierzętami ??
A tak swoją droga kto w całej tej dyskusji kazał Ci uwierzyć w Boga ?? nasza dyskusja jest równoważna tak samo mogę powiedziec ze ateiści starają się na siłe udowodnić wierzącym ze nasza wiara to totalna bzdura
Chcę powiedzieć, że stoimy na innym poziomie niż zwierzęta. Brakuje nam wiedzy by wysnuwać wnioski dotyczące wiary zwierząt. Jestem ateistą ale nikomu nie mówię, że jego wiara jest bzdurą. Za to co robią inni nie mogę odpowiadać.
Wy katolicy dalibyście się poćwiartować za swoją wiarę tylko dlaczego każecie wierzyć wszystkim dookoła?
Nie rozśmieszaj mnie, wystarczyłoby ustawić naszych katołków przed plutonem egzekucyjnym i z chęcią popatrzyłbym ilu z nich przyjełoby kulkę i nie wyparło się swojej wiary. Krzyżowcy jak dostali po dupie pod Hittinem to też gorliwie przechodzili na islam w zamian za uratowanie swojej szyii przed mameluckim bułatem.
55 2012-11-15 16:14:24 Ostatnio edytowany przez Tango (2012-11-15 16:21:54)
Ojciecpiotr napisał/a:Wy katolicy dalibyście się poćwiartować za swoją wiarę tylko dlaczego każecie wierzyć wszystkim dookoła?
Nie rozśmieszaj mnie, wystarczyłoby ustawić naszych katołków przed plutonem egzekucyjnym i z chęcią popatrzyłbym ilu z nich przyjełoby kulkę i nie wyparło się swojej wiary. Krzyżowcy jak dostali po dupie pod Hittinem to też gorliwie przechodzili na islam w zamian za uratowanie swojej szyii przed mameluckim bułatem.
O tak dokładnie przechodzili az miło
rycerzy zakonnych wszyscy odmówili przejscia na islam oprócz jednego i to tez nie wiadomo czy przeszedł na islam czy był w zmowie z Saladynem Pomijając fakt że bułąt nie był podstawowym uzbrojeniem mameluka o wiele czeście posługiwali się saifem
a swoją drogą moge Ci odpowiedzięc ile wierzących zaparłoby się wiary , na pewno mniej niż atestów którzy uwierzyliby w Boga w takiej samej sytuacji
ale tak patrze na twoja wypowiedz widze tyle jadu że niejedna rasowa babcia moherowa wysiada... a tak się promujecie jako tolerancyjni i postepowi a tu prosze zwykła obłuda....
Tango napisał/a:nawet z logicznego punktu widzenia nie da się zaprzeczyć istnieniu Boga nawet przez ataiste ba nawet teoria powstania świata jest bardziej pełna niz wersja o wielkim wybuchu
Twoja logika mnie powala. Z logicznego punktu widzenia Boga nie ma.
A to mi ciekawostka. Chciałbym poznać szczegóły tego dowodu logicznego.
Dla ułatwienia zapytam: jak wygląda dowód na nieistnienie?
Witam. Mam do was takie pytanie, czy zwykły ksiądz ma prawo upominać osoby które deklarują sie jako niewierzące, wyznają inną religię, albo wierzą w Boga ale tak ,,po swojemu" czyli nie do końca zgadzają sie z tym co głosi kościół księża itd ale sami z siebie Boga kochają.
Większość księży z którymi mialam do czynienia nie przyjmowało żadnych argumentów do siebie nie dało sie z nimi rozmawiać. No to jak to jest, oni mogą mnie upominać czy nie. Ostatnio był poruszany temat aborcji, mówił ze żaden chrześcijanin nie ma prawa tego zrobic. Chrześcijanin ok. Ale jak ktoś nim nie jest, to juz mu wolno? (wiem ze to kwestia sumienia ale to tylko przykład).
Prosze o pomoc w tej sprawie bo juz jestem totalnie skolowana.
Odpowiedź jest banalnie prosta: zwykły ksiądz przyjął na siebie obowiązek krzewienia wiary, więc ma nawracać, głosić Dobrą Nowinę i napominać, bo taka jest jego wiara "Błądzących napominać", więc nie tylko może, ale powinien.
Nie chodzi jednak o to co powinien, ale jak powinien. W ewangeliach ma wyraźnie napisane, że na upominać najpierw błądzącego osobiście, potem ma wziąć świadka, potem donieść Kościołowi, a potem ma odpuścić i przejść w stan spoczynku, zostawiając dzieło Duchowi Świętemu.
Ma nawracać słowem, modlitwą i przykładem, bo wiara bez uczynków (przykładu) jest martwa, w domyśle, nie powoduje nawróceń i to jest właśnie przyczyna wielu nieudanych kościelnych inicjatyw.
Teoretycznie nie można wykluczyć takiego przypadku, że ktoś potrafi wskazać drogę do Krakowa, choć sam nią nie jeździ. Podobnie pewnie jest z niebem.
Dodaję to, bo Tango napisał:
"Oczywiście ma prawo tylko wtedy jeżeli nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii swojego postępowania ."
Takie nic do zarzucenie częściej wynika z dobrego samopoczucia, niż ze stanu faktycznego, a chrześcijaństwo nie jest grupą doskonałych, ale wspólnotą doskonalących się. Grzech lenistwa nie jest tak groźny jak grzech ignorancji, który nie należy do grzechów głównych, przez co jest powszechny jako katolicyzm.
Ateizmu ma tyle samo wspólnego z wiarą co teizm, ale świadomość dogmatów wyższa jest w teizmie.
58 2012-11-15 21:44:03 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-15 21:45:54)
Matt87 napisał/a:To są niestety tylko Twoje subiektywne odczucia.
To co ty piszesz Matt, to też są tylko twoje subiektywne odczucia.
Możesz powiedzieć, w którym miejscu dokładnie? Jak na razie w typowy dla katolika sposób unikasz odpowiedzi na trudne pytania i niestety rzucasz zwroty nie będące argumentami..
Matt87 napisał/a:Organizmy, które tego organu nie mają na tyle dobrze rozwiniętego, aby mogły w pełni abstrakcyjnie myśleć, nie mają tego problemu, chociaż mają serce i świadomość własnego bytu. One nie wierzą
Skąd ta pewność? Może inne ssaki też w coś wierzą i mają swoich bogów. Dlaczego wierzysz w Boga a nie wierzysz, że zwierzęta w niego wierzą?
Kiedyś uważano, że zwierzęta nie czują bólu co było bzdurą.
Dlaczego katolicy uwielbiają stawiać się ponad zwierzętami, ateistami czy innowiercami? Skąd ta pycha?
Wy katolicy dalibyście się poćwiartować za swoją wiarę tylko dlaczego każecie wierzyć wszystkim dookoła?
Nie jestem katolikiem. Nie słyszałem też, aby do tej pory ktoś dowiódł że ssaki wierzą. W tej perspektywie z braku dowodów mogę więc chyba stwierdzić, że nie wierzą, co nie zmienia faktu że ssaki rzeczywiście mogą posiadać tego typu zdolności jednak nie mamy na to jak na razie sensownych dowodów. Nauka się zmienia, rozwija, więc może w przyszłości będziemy wiedzieć więcej na ten temat.
Mnie zastanawia, dlaczego współczesne religie nie przewidziały nieba, niekoniecznie tego samego co dla ludzi, dla organizmów innych niż ludzie które są świadome swego istnienia i potrafią myśleć abstrakcyjnie, choć nie w tak zaawansowanym wymiarze jak ludzie. Na to, jak i na wiele innych tego typu pytań przeze mnie zadanych, do tej pory nie poznałem odpowiedzi.
O tak dokładnie przechodzili az miło
rycerzy zakonnych wszyscy odmówili przejscia na islam oprócz jednego i to tez nie wiadomo czy przeszedł na islam czy był w zmowie z Saladynem
Tak i to właśnie dlatego prawie wszystkie twierdze templariuszy przywitały Saladyna otwartymi bramami. A postawa Gerarda de Rideforta jak dotąd ma status spiskowej teorii dziejów lansowanej przez KK.
Pomijając fakt że bułąt nie był podstawowym uzbrojeniem mameluka o wiele czeście posługiwali się saifem
Saif to bardzo ogólne określenie miecza w arabskim. Miecz w znaczeniu europejskim nigdy się nie przyjął w Lewancie. Tam ze względu na stosowaną taktykę wojenną lepsze były szablowate. Bułat, Smiticar, Pala to rodzaj szabli wykonanej z twradej ale sprężystej stali z orientalną ornamentyką i to taką bronią władali mamelucy z racji swego statusu społecznego
a swoją drogą moge Ci odpowiedzięc ile wierzących zaparłoby się wiary , na pewno mniej niż atestów którzy uwierzyliby w Boga w takiej samej sytuacji
No to czekam na link to wiarygodnych źródeł skąd czerpiesz tą pewność. Mam nadzieję, że będzie też tam metodologia badań wg których uzyskano taki wynik.
ale tak patrze na twoja wypowiedz widze tyle jadu że niejedna rasowa babcia moherowa wysiada... a tak się promujecie jako tolerancyjni i postepowi a tu prosze zwykła obłuda....
Nie myl jadu z zdrowo rozsądkowym podejściem, wszystko co godzi w wasz punkt widzenia jest wypełnione jadem.
"wystarczyłoby ustawić naszych katołków przed plutonem egzekucyjnym i z chęcią popatrzyłbym ilu z nich przyjełoby kulkę...."
to jest Twoje zdrowo rozsądkowe podejście do dyskusji ? taki zwrot nawet jako argument ??
A powiem Ci że ze znamych mi ateistów to żaden nie grzeszy rozsadkiem wszyscy tak samo kradną , oszukuja i zdradzają ... Ale fakt przerpaszam dla was przecież można.....
Ilu was jest najprościej można będzie stwierdzić w momencie jak państwo czyli my wszyscy przestaniemy finansować wasze fanaberie, hokus pokus. Sami sobie płaćcie i utrzymujcie te wasze stodoły, które rosną jak grzyby po deszczu w przeciwieństwie do żłobków, przedszkoli czy szpitali. Niech każdy zdeklarowamy jako katoł zobowiązuje się do co miesięcznego odprowadzania 10% swoich dochodów na lokalną wspólnotę - wtedy zobaczymy ilu was naprawdę jest bo jak narazie to pasożytujecie na nas wszystkich.
62 2012-11-15 23:02:42 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-15 23:03:17)
"wystarczyłoby ustawić naszych katołków przed plutonem egzekucyjnym i z chęcią popatrzyłbym ilu z nich przyjełoby kulkę...."
to jest Twoje zdrowo rozsądkowe podejście do dyskusji ? taki zwrot nawet jako argument ??
A powiem Ci że ze znamych mi ateistów to żaden nie grzeszy rozsadkiem wszyscy tak samo kradną , oszukuja i zdradzają ... Ale fakt przerpaszam dla was przecież można.....
Ulegasz stereotypom sypiącym się z kościelnej ambony. Mogę być szczęśliwym ateistą, kochającym, mającym zasady, moralność i będę dużo lepszym niż niejeden katolik chodzący do kościoła bo inni chodzą, obrabiającym tyłki reszcie w pierwszej ławce, rzucającym dwie stówki na tace z taką gracją, aby wszyscy widzieli, czy w końcu walczącym z niewiernymi słowem i czynem a samemu nie respektującym podstawowym zasad, które głosi kościół.
Matt87, otóż, w Starym Testamencie i Nowym także są teksty, świadczące o zupełnie innych podejściu do spraw ostatecznych.
Nie ma mowy o osobistej duszy, ale o tchnieniu życia, które jest własnością Stwórcy a On podzielił się nim z wszystkimi istotami żyjącymi. Dech oddany jest w chwili śmierci i do Niego wraca.
Jest to bardzo bliskie dzisiejszym koncepcjom naukowym, które posługują się pojęciem energii.
Ilu was jest najprościej można będzie stwierdzić w momencie jak państwo czyli my wszyscy przestaniemy finansować wasze fanaberie, hokus pokus. Sami sobie płaćcie i utrzymujcie te wasze stodoły, które rosną jak grzyby po deszczu w przeciwieństwie do żłobków, przedszkoli czy szpitali. Niech każdy zdeklarowamy jako katoł zobowiązuje się do co miesięcznego odprowadzania 10% swoich dochodów na lokalną wspólnotę - wtedy zobaczymy ilu was naprawdę jest bo jak narazie to pasożytujecie na nas wszystkich.
A to już przerabiliśmy . przez kilkadziesiąt lat po wojnie i jakoś się kościół utrzymał A przy okazji chciałbym zauważyć że żyjemy w państwie demokratycznym, i trudni stwierdzić że pasożytuemjy na tej garsce ateistów ,a czasami bywa nawet odwrotnei bo znam takich paru którzy po zapomoge biegną do Caritasu
Uważasz że swiat byłby lepszy gdyby ludzie nie wierzyli w Boga ??czy było by mneij morderstw kradzieży , molestowania, defraudacji obłudy ??
Bullitt napisał/a:Ilu was jest najprościej można będzie stwierdzić w momencie jak państwo czyli my wszyscy przestaniemy finansować wasze fanaberie, hokus pokus. Sami sobie płaćcie i utrzymujcie te wasze stodoły, które rosną jak grzyby po deszczu w przeciwieństwie do żłobków, przedszkoli czy szpitali. Niech każdy zdeklarowamy jako katoł zobowiązuje się do co miesięcznego odprowadzania 10% swoich dochodów na lokalną wspólnotę - wtedy zobaczymy ilu was naprawdę jest bo jak narazie to pasożytujecie na nas wszystkich.
A to już przerabiliśmy . przez kilkadziesiąt lat po wojnie i jakoś się kościół utrzymał A przy okazji chciałbym zauważyć że żyjemy w państwie demokratycznym, i trudni stwierdzić że pasożytuemjy na tej garsce ateistów ,a czasami bywa nawet odwrotnei bo znam takich paru którzy po zapomoge biegną do Caritasu
Uważasz że swiat byłby lepszy gdyby ludzie nie wierzyli w Boga ??czy było by mneij morderstw kradzieży , molestowania, defraudacji obłudy ??
Bóg mnie nie interesuje ale uważam, że bez KK świat nie byłby gorszy.