milorda napisał/a:Ojciecpiotr napisał/a:Gdyby tak potężna instytucja jak Kościół przez setki lat utwierdzala wiernych (ogniem i mieczem) w wierze we Wróżkę Zębuszkę to pewnie teraz wszyscy modlili by się do niej.
obawiam się że masz rację
kjersti- ależ oczywiście, że absurdalne, tak jak i WIARA- to nie jest dziedzina naukowa, nie da się udowodnić kto ma rację( gdyby dało bezspornie- jak chociażby istnienie DNA- pewnie wszyscy by uwierzyli w jedną wersję, czyż nie?), jest to kwestia wyboru. Kto mówi: WIEM że taki a taki bóg istnieje- co najmniej nadinterpretuje rzeczywistość.
Jest religia, która przypuszczam, że nawet krasnoludków nie eliminuje- dyskordianizm. I biorąc nasz świat jakim jest- wydaje się najrozsądniejsza jeśli już ktoś koniecznie potrzebuje religii:)Oczywiście jesli ktoś jest pyszny i uznaje wierzących za "parafian"[ciemnotę] to kpienie sobie z ich wyznania jest dla niego sposobem argumentacji
zastanawia mnie tylko jaką misję masz Piotrze do spełnienia? Przekonać mnie że Bóg to komercyjny wymysł? Przykro miJa osobiście mam w życiu tyle niewytłumaczalnych doświadczeń na dowód Jego istnienia, że az ociera sie to o cud
Jak ktoś mi zadaje pytanie dlaczego Bóg pozwala aby dziecko cierpiało?? Bo dziecko to nie bąbelek złota osłonięty od wszystkiego co ludzkieto człowiek z całym inwentarzem cierpienia, niedoli, radości i smutku oraz towarzyszącej mu śmierci
Nikt na ziemi nie jest od tego zwolniony. NIKT!!!!
Tu nikt nie napisał o "uznawaniu wierzących za ciemnotę" tylko przywołał znaczenie konkretnego słowa
Poza tym pychę przypisałabym prędzej właśnie ludziom uważającym się za wybranych przez istotę nadprzyrodzoną, za pępek świata, kogoś, dla kogo wszystko zostało stworzone. Ja uważam się jedynie za tę małą mróweczkę we Wszechświecie, część świata zwierząt z obecnie najbardziej rozwiniętym umysłem i świadomością, których używam do poznawania świata nie poprzestając na gotowych odpowiedziach serwowanych przez wierzenia. Nie da się zaprzeczyć, że im większa nasza wiedza tym mniej miejsca dla bogów. Obecnie wpycha się ich nadal tylko tam, gdzie nauka jeszcze nie dotarła.
Nie uważam, że dziecko ma być z założenia religii istotą chronioną od cierpienia. Ale jeżeli ktoś twierdzi, że w jego życie ingeruje któryś z bogów podpowiadając mu, nakierowując, nawet uzdrawiając to wskazuje bezapelacyjnie na to, że ów bóg decyduje w jakiejś części o czyimś losie. Dlaczego więc wpływa na Twoje życie, a nie np. na życie dziecka padającego ofiarą pedofila? Takie doświadczenie również mam nazwać wzbogacającym z boskiej perspektywy wieczności? Dlaczego ludzie z rozwiniętych cywilizacji dawno już doszli do wniosku, że trzeba chronić dzieci przed krzywdą i nie wpadają na pomysły wzbogacania ich różnymi cierpieniami, a bóg ten czy inny nadal to robi?
To właśnie nazwałabym pychą - bóg MNIE doświadcza, w MOIM życiu uczestniczy, MNIE uzdrawia. A dlaczego nie kogoś innego? A, zapomniałam. Tego nie da się pojąć ![]()
Nie zamierzam nikogo przekonywać. Jedynie dzielę się swoimi poglądami. A różnię się od Ciebie Qrsywa w kwestii religii tylko tym, że nie wierzę w o jednego więcej boga niż Ty ![]()