Jeśli chcesz się odnieść do mojej wypowiedzi, to proszę- zrób to dopiero po przeczytaniu całości. Dziękuję.
Jestem w zwiazku z Arabem od trzech lat.Oczywiscie roznice kultorowe sa i beda.Co jest wazne UCZUCIE I KOMPROMISY.
A te kompromisy to tylko z twojej strony, czy z jego też? I w twoim kraju, czy w jego kraju też???
Kobieta muzułmanina ma prawo zostać przy swoim wyznaniu, ale nie dlatego, że tacy są tolerancyjni, tylko dlatego, że co ich to obchodzi, kobieta to tylko inkubator dla ISLAMSKICH dzieci muzułmanina. A co ona sobie osobiście uważa, to już nikogo nie interesuje. Nie słyszałam o związku z muzułmaninem, w którym nie byłoby zastrzeżenia, że dzieci muszą być wychowane w religii islamu. Muzułmanki w ogóle nie powinny wiązać się z muzułmanami, a to dlaczego? Bo facet muzułmanin postawi na swoim, a kobieta to jest ryzyko,że będzie bardziej uległa względem przekonań męża (tak uważają).
Muzułmanie (zwłaszcza arabowie) potrafią zawrócić w głowie kobiecie, bo mają "gadane". Gdzieś kiedyś przeczytałam, że arab potrafi mówić najpiękniejsze komplementy i rzucać najgorsze obelgi- i myślę, że wiele w tym prawdy. Ludzie wschodu naprawdę elokwencję to trzeba przyznać, mają. Do tego egzotyczny wygląd i taka kobieta, znudzona "naszymi", szukająca odmiany i wrażeń, z łatwością traci głowę dla takiego czarusia. A zakochanie to stan umysłu, w którym rozsądek często idzie w odstawkę, niestety.
Taka myśli sobie: I co z tego, że tyle jest złych przykładów takich związków, mój NA PEWNO BĘDZIE INNY, WYJĄTKOWY i nie można go mierzyć żadną ziemską miarą- to typowe dla zakochanych, nierozważnych kobiet, ta subiektywizacja...
Jeśli kobieta wiąże się z muzułmaninem, to nie wiąże się tylko z jego osobą, wyizolowaną jednostką, ale także przecież z jego kulturą i rodziną. Niezależnie od charakteru, pewne rzeczy, pewne poglądy ma już wpojone, a nawet jeśli w głębi duszy nie uważa pewnych zasad za właściwe, to nie odważy się stanąć wbrew rodzinie i całemu swojemu otoczeniu, bo ci ludzie mają wpojony od małego ślepy wręcz szacunek dla rodziny i ogólnie hierarchii. Islam to bardzo ekspansywna religia i nie tylko- to SPOSÓB ŻYCIA, nie mówię, że gorszy, ale na pewno INNY i kobiecie z naszego kręgu kulturowego może być bardzo trudno to zaakceptować. Islam jest też z natury bardzo ofensywny, jeśli porównamy go choćby z takim niemrawym wyznaniem, jak chrześcijaństwo, którego zasadą jest wybaczenie, nadstawienie drugiego policzka. Nie chcę obrażać tutaj chrześcijan, sama jestem chrześcijanką (konkretniej- z chrześcijańskiego kręgu kulturowego), tylko zwrócić uwagę na pewien fakt. Że takie ideologie niestety nie wychodzą w ogólnym rozrachunku obronną ręką. Ale to już na marginesie.
Co ja jeszcze chciałam powiedzieć.... Ogólnie o tolerancji, której problematyka została poruszona. Zauważcie, że są w tej tolerancji zjawiska patologiczne- takie, jak tolerancja dla nietolerancyjnych, co już wyżej powiedziano. I ci nietolerancyjni bezczelnie plują nam w twarz, obracają to przeciwko nam. Spójrzcie na fakt, jak wiele jest różnych produkcji obrażających chrześcijaństwo, Chrystusa. I nikt nie robi z tego powodu problemu. Natomiast artyści, którzy obrażą Proroka Muhammada, muszą do końca życia żyć pod ochroną policyjną, jeśli życie im miłe. Wygooglujcie sobie, jest wiele przykładów!
Tzw. "poprawność polityczna" sprawia, że wszyscy są równi, a jednak niektórzy RÓWNIEJSI, czy nie dostrzegacie tego? To naprawdę rzecz godna namysłu. (Zwłaszcza, że przyjezdni muzułmanie w Europie radykalizują się szczególnie mocno, bo jest to reakcja na obce otoczenie- islam jest ich spoiwem, gwarantem tożsamości na multikulturowej obczyźnie, kilka linijek niżej parę słów o "zgrzytach" międzykulturowych i ten mechanizm wpisuje się w tą tendencję).
Nie jest moją intencją obrażanie kogokolwiek, ale zwrócenie uwagi na fakt, że pewna asertywność kulturowa z naszej strony byłaby wskazana. Bo niektóre ideologie, poglądy, szerzej- kultury nie mogą współistnieć na jednej, wspólnej płaszczyźnie, bo się wykluczają. Multikulturalizm dlatego nie zdaje egzaminu. Nie uważam, że cały świat powinien być jednolity i dostrzegam piękno różnych kultur, ale każda powinna mieć swoje miejsce, każda z osobna może być piękna, ale wszystkie zmieszane razem już takie nie są. Lubię to porównywać do pasków plasteliny- każdy z osobna ma piękną, jaskrawą barwę, można z nich utworzyć jakąś ciekawą formę (to taka metafora rozsądnego kontaktu i wzajemnego czerpania z dorobku innych kultur), ale jeśli bezmyślnie zmiesza się je wszystkie w jedno, to powstaje jednolita masa brzydkiego mętnego koloru... Jest to właśnie dzisiejszy multikulturalizm. Nie dość, że to mieszanie doprowadza do zacierania się indywidualnych rysów niektórych kultur, zanikają one w powszechnej mieszance, to jeszcze dochodzi przy tym do tarć i zgrzytów, przez co nikt nie zyskuje na takim spotkaniu kultur, a tylko wszyscy tracą. Albo, jak wolicie, można to porównać do zupy, jeśli składniki dodawane są z namysłem, w odpowiednich proporcjach etc, to powstaje pyszne danie, a jeśli wrzucamy wszystkie składniki, jakie tylko znajdują się w lodówce, bez namysłu i w przypadkowych ilościach, to wyjdzie niejadalna breja. No, wiecie na pewno, co mam na myśli.