samotność w małżeństwie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » samotność w małżeństwie

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 103 ]

39

Odp: samotność w małżeństwie

Witajcie.
Problem samotności w małżeństwie i mi nie jest obcy. Rozmowy nic nie pomagają.
Ostatnio przestałam zwracać uwagę na to jak on się zachowuje i co robi - skupiam się na sobie.
On siedzi na kompie, to ja robię to samo. On jest obojętny, to ja też. On nie rozmawia, ja także. Niech zobaczy, że coś się zmieniło. 
Czemu to my kobiet mamy zawsze wyciągać rękę i pokazywać, że to nam bardziej zależy na bliskości.
Wiem, że jest to ciężkie, ciągle walczę ze sobą, miewam chwile zwątpienia, stany depresyjne.
Myślę jednak, że nie ma innej rady. Trzeba skupić się na sobie, dzieciach, a nie wkładać energii w zmianę zachowania kogoś, kto zmienić się nie chce. Zmieni się tylko jak sam będzie chciał.
Chodzę od niedawna na terapię i jest mi trochę lżej i Wam też polecam.
Nabierzecie trochę dystansu.
Liczę na to, że mój mąż w końcu się obudzi.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: samotność w małżeństwie

czesc . Czuje sie jakbym czytala swoja historie bo tez jesteem po 30 mam 2 dzieci i meza ktory caly czas po pracy siedzi na internecie w tej chwili na grze bo kiedys odkrylam ze zalogowal sie na portalach randkowych i pisal z jakas dziewczyna  tlumaczyl sie przepraszal i byl spokoj 2 lata w tej chwili gra w jakas gre i rowniez probowal nawiazac kontakt z dziewczyna  bo myslal ze sie nie zorientuje skoro tylko gra.Ja niestety stracilam juz do niego zaufanie nie czuje sie kobieco tym bardziej ze niedawno urodzilam dziecko mam lekka nadwage ale ogolnie mysle ze nie wygladam jeszcze najgorzej.MYSLE ze to co najlepsze juz poza mna mieszkam na wsi nawet niebardzo mam sie gdzie wyrwac moi bliscy sa daleko a ja niemoge sie wyrwac gdzies dalej bo  niestety chodzi rowniez o finanse nie mam poprostu za co tak naprawde zadbac o siebie .

41

Odp: samotność w małżeństwie

Lena
Też mieszkam poza miastem i na dodatek obecnie jestem bez pracy.
Może zostaw go od czasu do czasu samego z dziećmi i wyjdź chociaż  na spacer lub do koleżanki. Spróbuj żyć dla siebie i dzieci. Wiem, że to ciężkie, ale innego wyjścia nie ma.
Czy rozmawiasz z mężem na ten temat? Może szczera rozmowa z mężem u Ciebie coś zmieni.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

42

Odp: samotność w małżeństwie

witam. NIESTETY wiele razy rozmawialismy i na krotko bylo dobrze ale pozniej wszystko wracalo do "normy".Nigdy nie myslalam ze czlowiek tak mi bliski potrafi w tak podly sposob mnie wyzywac bo klotnie to u nas sa na porzadku dziennym wszystko co robie robie zle juz nawet sama w to wierze i niechce mi sie tlumaczyc. A co do tego bym zostawila go i wyszla na spacer to by sie dopiero dzialo i szkoda mi dzieci bo wszystko slysza.Moj maz jest bardzo pracowity i sasiedzi bardzo go chwala wiec ja nie mam szans bo tylko siedze z dziecmi w domu on jest wiecznie zmeczony i dziecmi wogole sie nie zajmie.Moze to przez to ze sie budujemy i ciagle czlowiek na ten dom odklada a siebie juz nie liczy, ale jak pomysle ze tak ma wygladac moje zycie to chce mi sie wyc.

43

Odp: samotność w małżeństwie

Dopóki on będzie widział, że Ty się boisz kłótni, wyzwisk - to nic się nie zmieni.
Ty dbasz o to, aby dzieci nie słuchały, a co z nim, jemu na tym nie zależy, przecież jest ojcem.
Wyjdź na ten spacer, masz prawo do odpoczynku i nie bój się.
A co robisz Leno, gdy on Cię wyzywa, jak na to reagujesz?

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

44

Odp: samotność w małżeństwie

Wiesz to nie jest tak ze u nas jest caly czas zle sa dni ze jest milo i fajnie ale ostatnio to wlasnie tych gorszych jest wiecej .Pytasz jak reaguje na wyzwiska otoz dlatego unikam ijuz probuje sie nie odzywac bo robie to co on tez wyzywam a niechce zeby slyszaly to moje dzieci bo coreczka ma juz 6 lat i udaje jakby tego nie slyszala a pozniej mowi ze chcialaby zebysmy byli taka fajna rodzina jak np. u jej kolezanki i to wlasnie boli mnie najbardziej.BOkocham moje dzieci najbardziej na swiecie i chcialabym by mialy szczesliwe dziecinstwo.

45 Ostatnio edytowany przez nika76 (2012-10-31 12:46:02)

Odp: samotność w małżeństwie

Męża nie zmienisz, ale możesz zmienić swoje zachowanie.
Jak będzie Cię wyzywał to wyjdź np. do innego pokoju i powiedź mu, że jak się uspokoi to możecie spokojnie porozmawiać.
Nie wyzywaj go więcej, spróbuj zapanować nad sobą.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

46

Odp: samotność w małżeństwie

wiele razy probowalam wierz mi ale jak ktos krytykuje cie nawet za to jak masz w lodowce poukladane albo jak odkurzasz choc on tego nie robi to poprostu nie mozna tak spokojnie tego sluchac.WIESZ jak teraz o tym wszystkim mysle to bardzo zaluje ze nie zamieszkalismy ze soba przed slubem albo jak byly juz sugnaly przed urodzeniem dzieci molam go zostawic wcholere .Teraz to juz nie jest takie proste bylo wiele rozmow obietnice ze bedzie lepiej ale to wszystko jest tylko na chwile    nie mowie ze ja jestem swieta  ale ja chce byc tylko szczesliwa.

47

Odp: samotność w małżeństwie

Wiem, że ciężko nad sobą zapanować, też z tym walczę. Mój mąż także ostatnio mnie krytykuje, w zasadzie o wszystko.
U mnie niestety problem jest poważniejszy, to już nie są tylko kłótnie. Padły słowa o braku miłości z jego strony, chciał się wyprowadzić.
Dowodów nie mam, ale podejrzewam, że kogoś ma. Strasznie mi z tym ciężko.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

48

Odp: samotność w małżeństwie

Witam  kobietki, ja jestem   nowa na forum.  Od dłuższego czsu szukałam jakiegoś "powiernika", bo wstyd ze szczęśliwymi ludźmi rozmawiać o swoich problemach i braku  zrozumienia  w rodzinie.  Dużo mam do pisania, jestem mężatką z wieloletnim stażem (26 lat), dzieci już dorosłe, ale mieszkajace z nami.  Problem z brakiem komunikacji z mężem  zaczął się od dawna, ale nie analizowałam tego tak dokładnie, dopiero dzisiaj widzę, że moja sytuacja jest beznadziena, coraz mocniej  "dusza boli".
Mój mąż to chodzący ideał ( nie pije,nie pali, pracuje nie okłada mnie) , ale  rozmawiać nie potrafimy, jak o coś się zapytam z uwagą dlaczego coś zrobił  tak? - chcę uzasadnienia ( myślę, że nie jest kłopotem wyjaśnić swoją decyzję, postepowanie)  zaczyna mnie "atakować" słownie  i wymuszć , że ja też coś?, kiedyś? Najgorsze jest to, że  mąż  nigdy dzieciom nie zwracał uwagi, nie miał pretensji, nic nie chciał , żeby w czymś pomogły -  również idealny tatuś.
  To ja zawsze się czepiałam, że lekcje nie odrobione, że naczynia nie umyte, że za późno do domu wracają itp. Oczekiwałam od męża, że stanie po mojej stronie ( bardzo się przeliczyłam), dzieci szybko wybrały - wygodę, akceptację i przynierze z tatusiem. Ta sytuacja już trwa kilka lat, nasila się - ja jestem wrogiem , a reszta rodziny przyjaciółmi.  Zastanawiałm się nad moim postępowaniem, gdzie zrobiłam błąd?   Uważam, że gdy dzieci były małe to rolą rodzica jest je wspierać, ale teraz to  ja mam prawo  oczekiwać od dzieci podziału obowiązków i wypełniania normalnych  czynności codziennych.
   Wielokrotnie próbowałam z całą rodziną porozmawiać, ale oni moje uwagi bagatelizują, wypominająć mi moje błędy i w taki sposób nie jest możliwa rozmowa. Ponieważ dzieci jak o coś proszę to  niechętnie coś robią , albo nie mają czasu - jednym słowem ignorancja. Bardzo mnie to boli, ponieważ zawsze wychowywałam je w  duchu wrażliwości na innego człowieka - ale  mało skutecznie. Sytuacja się pogłębia, jest mi bardzo przykro z powodu  odizolowania i żeby nie słyszeć nic nieprzyjemnego to staram się jak najmniej odzywać.  Czuję, że  "mur"  wyrasta między nami coraz większy Jedynie co mi przychodzi do głowy to się wyprowadzić, ale nie mam gdzie. Co robić?

49

Odp: samotność w małżeństwie

Zima25
Nie wiem, co Ci doradzić, u mnie od zawsze istnieje podobny problem, ja wymagam od dzieci, mąż nigdy.
Zawsze ja jestem tą złą, bo ciągle się czepiam.
Kiedyś zapytałam starszą córkę, czemu ciągle ma do mnie pretensje, a nie do taty. Ona mi na to- bo tata nigdy nic od nas nie chce.
Mnie problemy przerosły na tyle, że nie potrafiłam dać sobie z tym wszystkim rady, dlatego od 2 miesięcy korzystam z pomocy psychologa.
Może i dla Ciebie byłoby to dobre, jeżeli nie wiesz co robić.
Psycholog gotowej recepty Ci nie da, ale pokaże rozwiązania z których będziesz mogła skorzystać lub nie.
Może u Ciebie jest tak, że zwolniłaś męża od odpowiedzialności za wychowanie dzieci, biorąc wszystko na siebie ( ja tak robiłam).
Co by było gdybyś nie zwracała tak samo uwagi jak on, na to co robią lub nie robią dzieci?
Jego postawa świadczy o wygodnictwie, po co ma coś robić, mówić, jeżeli Ty i tak wszystko załatwiasz.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

50

Odp: samotność w małżeństwie

do Nika76
Serdecznie dziękuję , za odpowiedź i  słowa wsparcia.  Masz rację, wszystko wziełam na siebie bo uważałam,że wszystko wiem lepiej i robię lepiej i teraz mam to co chciałam. Do psychologa jest mi wstyd iść ( musiałabym mieć czapkę niewitkę) czuję, że  cały czas bym płakała, tak jest mi przykro. Miałam nadzieję, że może ktoś ma podobny problem i jakieś doświadczenia w tekiej sytuacji....

51

Odp: samotność w małżeństwie

Zima25
Nie ma się czego wstydzić, ja na wizytach płaczę prawie co tydzień. Mam nadzieję, że ten ból kiedyś minie.
Może spróbuj troszkę wycofać się i obserwować co zrobi Twój mąż, gdy dzieci późno wrócą, gdy w domu będzie nie posprzątane. Dlaczego tylko Ty masz się tym przejmować, on jest też ojcem, też spoczywa na nim odpowiedzialność za dzieci. Naczynia nie będą zmyte, to niech nie są.
Ja przestałam gonić dzieciaki o sprzątanie, to zaczął mój mąż. Może u Ciebie będzie podobnie.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

52

Odp: samotność w małżeństwie

samotnawmałżeństwie,pocieszę Cię..ja mam podobnie.mój mąż też ma mnie gdzieś.kumple,alkohol i wyjazdy to tu to tam i tak w kółko.mija mnie w pokoju,nawet nie spojrzy w moją stronę,nie pamiętam kiedy do mnie powiedział kochanie,kotku itp...jesteśmy ze sobą od pięciu lat,ale żeby zrobić mi chociaż raz tą głupią herbatę to nigdy,ale gdy on coś chce to muszę być na jego zawołanie;-(ja nie wiem co to się teraz wyprawia w tych małżeństwach.niby na początku jest ładnie,pięknie,a pózniej jak zaczyna się sypać,to wszystko na raz

53

Odp: samotność w małżeństwie

NIKA tak sobie mysle ze musisz byc dzielna kobieta bo przechodzisz bardzo ciezkie chwile w swoim malzenstwie a mimo to doradzasz innym a zycie rowniez cie nie rozpieszcza.Ciekawa jestem czy masz wsparcie w jakis bliskich ci osobach czy wogole wiedza co przechodzisz .BO wiem ze trudno jest komus z otoczenia poskarzyc sie.Przynajmniej ja niestety udaje ze wszystko jest ok.

54

Odp: samotność w małżeństwie

Witaj Leno
Wsparcie mam w rodzicach, chociaż nie do końca. Mój ojciec uważa, że powinnam wymazać te wszystkie lata razem spędzone i żyć jakby się nic nie stało, bez przeżywania smutku. Przyjaciół niestety nie mam, mojemu mężowi nigdy nikt z moich znajomych nie odpowiadał. Wiem teraz, że zrobiłam straszny błąd żyjąc tak, jak on chciał. Teraz zostałam sama.
A jak tam u Ciebie ?

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

55

Odp: samotność w małżeństwie

To dobrze ze mozesz liczyc na rodzicow ja mam tylko mame i niechce jej nic mowic bo wiele przeszla w zyciu i za bardzo by sie tym martwila.Moj maz mysle ze spotykac to by sie raczej nie odwazyl z kims ale tej pewnosci nigdy nie mozna miec.Czasem wydawaloby sie ze jest juz miedzy nami dobrze i znowu lapie go na jakims klamstwie u nas wszystko to wiaze sie z internetem .Wlasciwie widze ze ma nowy login i niewiem czy znowu sie gdzies nie zalogowal w ;poszukiwaniu;kogos, zreszta ja teraz jestem juz bardzo podejrzliwa.Wszystko dla nich poswiecamy a oni pozniej szukaja kogos z pasja z kim mozna pogadac bo my to jestesmy do garow ,prania i sprzatania.

56

Odp: samotność w małżeństwie

Mój ma hasło i na laptopie i na komórce. W tej chwili już się nie zajmuję tym, co tam robi, bo chyba bym zwariowała.
W takim układzie jak jest w tej chwili u nas, nie jestem w stanie już nic zrobić.
Moje małżeństwo w zasadzie nie istnieje. Na razie trudno mi się z tym pogodzić. Walczę teraz o siebie, aby stanąć na nogi, znaleźć pracę i się usamodzielnić.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

57

Odp: samotność w małżeństwie

Jesli juz naprawde nieda sie nic zrobic to trzymam za ciebie goraco kciuki walcz o siebie o swoje szczescie czasem spotyka nas cos zlego po cos teraz trudno ci pewnie w to uwierzyc ale nigdy nie jest tak ze jest zawsze zle.Wierze ze poznasz w przyszlosci kogos kto zasluzy na ciebie ale wtej chwili ty jestes najwazniejsza.trzymam kciuki za to bys znalazla prace i uwierzyla w siebie bo pewnie po takich przezyciach masz niska samoocene.Masz wsparcie w rodzinie ato naprawde duzo niestety faceci mysla tylko o sobie a my o calej rodzine a przedewszystkim o dzieciach i o konsekwencjach naszych wyborow.Badz silna on na ciebie nie zasluguje.

58

Odp: samotność w małżeństwie

Dziękuję Leno za wsparcie, aż mi się łezka zakręciła.
Ostatnio myślałam właśnie o tym, że to co dzieje się w tej chwili u mnie, ma jakiś cel.
Mam straszne zmiany nastrojów, raz ryczę, a za chwilę myślę, że wszystko będzie dobrze, cokolwiek by się nie działo.
Mój mąż natomiast kwitnie, jest ciągle zadowolony. Jemu się  nic nie wali, bo to on powiedział do mnie, że już nie kocha i to małżeństwo nie ma sensu. Powiedział i zostawił mnie z tym.
Mam coraz większy dystans do niego i z tego się cieszę. 


Leno, a Ty nie zapominaj o sobie. Musisz znaleźć trochę wolnego czasu dla siebie, a mąż niech się przyzwyczaja. Oprócz tego, że jesteś żoną i matką, jesteś też kobietą. Pisałaś, że po dziecku zostało Ci kilka kilogramów- to zacznij ćwiczyć. Zobaczysz, że to dobrze ci zrobi i mąż też to zauważy.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

59

Odp: samotność w małżeństwie

Tak sobie mysle ze my ciagle musimy cos udowadniac i zawsze byc nie skazitelne , najlepiej zebysmy po porodzie od razu mialy sylwetke sprzed po nieprzespanej nocy usmiechaly sie byly zadbane ,dom posprzatany ,obiad na stole a nasi faceci nic nie musza.Pan przychodzi z pracy to musi byc cisza bo jest zmeczony .Stracilam wiare w facetow.Mam kolezanke ktora ma podobno fajnego meza doslownie jedza sobie z dziobkow ,zazdroscilam jej w jaki sposob on do niej sie odnosi a tym czasem tak sobie go zachwalajac dowiedzialam sie od jego bliskiego kolegi .ze marzy mu sie skok w bok tyle ,ze jej niechcialby stracic - taki niewinny romansik.

60

Odp: samotność w małżeństwie

A ja się zastanawiam jak jest w małżeństwach z długim stażem, np. 20, 30 letnim. Jak oni to robią, że wytrzymują ze sobą tyle lat. Czy trwają ze sobą bez względu na wszystko i żyją niby razem, a jednak osobno ? Czy istnieją małżeństwa, które żyjąc ze sobą tyle lat są naprawdę szczęśliwe. Mało chyba jest takich.
Widzisz jak to jest, ten przykład który podałaś, na zewnątrz super, wszystko idealnie, a jednak...

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

61

Odp: samotność w małżeństwie

Witam Panie ,
Nie miałam czasu w ciagu tygodnia, ale  preczytałam wasze  listy. Nika76 dzięki za radę,  może pójdę do psychologa.....
W tej beznadziejnej sytuacji to ja tkwię od kilku lat i to prawda co ludzie mówią " co nas nie zabije to nas wzmocni" .  Początkowo to ciagle płakałam , a teraz już się zachartowałm, postepuję  w bardziej przemyślany sposób, staram się nie  emocjonować.... na spokojnie , ale nie zawsze tak się da.  Moje postepowanie jest dokladnie takie jak pisałaś wyłączyłam się, nie zwracam uwagi jak coś nie jest zrobione. Posunęłam się nawet dalej.... zwracając często uwagę dzieciom , że coś nie jest zrobione ( nap. nie umyte naczynia) - postanowiłam , że skoro nie można  naczyń umyć lub schować do zmywarki tylko cały dzień  stoją w zlewie - to ja  jestem zwolniona z  gotowania obiadów. I tak zrobiłam, trwa to już prawie rok.

   O ch jaka ja jestem naiwna ... liczyłam na to , że mąż porozmawia z dziećmi, zmobilizuje ich do pracy,  odpowiedzialności za wspólny dom, porządek ... i wszystko wróci do normy.  Mąż  nie zrozumiał  mnie wogóle, przejął obowiązki zakupów i goyowania obiadów bo jak twierdził - że ja powiedziałam ,że gotować nie będę.
   I od tego czasu jest wojna rodzinna - bo chociaż  już  dzieci są dorosłe (powyżej 18 lat) to jednak do dorosłości wiele brakuje. Mają do mnie żal , niechęć - z  ich  zachowania wynika , że to ja ich skrzywdziłam na najbardziej " tatusia" - takiego dobrego, nieporadnego  człowieczka.
  Wiem ,że chcę to zmienić, ale  nie widzę rozwiązań, tak jak wcześniej pisałam , próbowałam rozmawiać , ale naprawdę się nie da. Jedyne rozwiązanie to wyprowadzić się z domu, ale nie mam gdzie.   Chcę po prostu żyć po swojemu.... i być szczęśliwa.

A co do małżeństw z długim stażem, to  zdarzają się tacy co się kochają na prawdę, znam takich i im zazdroszczę.
pozdrawiam

62

Odp: samotność w małżeństwie

Znajomość z moim mężem rozpoczęła się niezwykle pięknie, byliśmy wzorem dla innych, tak nas postrzegali, teraz gdy jesteśmy niespełna 2 lata po ślubie cały ten czar prysnął. Zaraz po ślubie zaszłam w ciążę, urodziłam cudownego syna, który jest moim największym szczęściem, i zawsze powtarzałam sobie, że nic piękniejszego w życiu nie mogło mnie spotkać. Więc o co chodzi, jaki jest problem? Wszystko było jak z bajki, miałam świetną pracę, zaszłam w ciążę, zrobiłam prawo jazdy, no i na największe nieszczęście z dużego miasta zostałam zmuszona przenieść się na wieś i wtedy, do dziś pamiętam tę datę 22 czerwiec, wszystko zaczęło się sypać. Urodziłam Alanka, moje wielkie szczęście, i przez moment nadal było jak w bajce do momentu, kiedy nagle wszystko zaczęło nas różnić, mąż całymi dniami pracował, ja stałam się przysłowiową kurą domową; całymi dniami z dzieckiem, zero kontaktu z bliskimi, koleżankami, bo zostawiłam ich przecież w wielkim mieście a tutaj pozostałam sama sobie, bez przyjaciół, rodziny, bez męża, ale dodam, że z teściową istny koszmar. Moją jedyną atrakcją było wyjście na zakupy, umycie w biegu włosów i zrobienia makijażu tak dla poprawy nastroju, bo przecież mąż i tak mnie nie zauważał. Teraz ciągle się kłócimy, nie potrafimy ze sobą rozmawiać, kiedy próbuję z nim porozmawiać, on odwraca się i zajmuje się innymi sprawami, taka całkowita ignorancja, a ja czuję się niesamowicie samotna, zamknięta w klatce, pozbawiona skrzydeł, którymi kiedyś zdobywałam świat. A przecież miało być tak pięknie: ślub, dziecko, dom, który razem urządzaliśmy..............a jest pustka i samotność, której nie potrafię odpędzić od siebie:-(

63

Odp: samotność w małżeństwie

Magbeth
Doskonale Cię rozumiem. Także przeniosłam się po ślubie z dużego miasta na wieś.
Wiem, jak się żyje, gdy jest się przyzwyczajonym do czegoś innego, gdy nie ma na miejscu znajomych.
Ja znalazłam wyjście dla siebie, szukam pracy w mieście. Trudno, będę musiała dojeżdżać. Pracując tu przez kilka lat stwierdziłam, że ta praca mnie nie rozwija, wręcz się cofam.
Może i dla Ciebie byłoby to rozwiązaniem, gdy synek podrośnie. 

Zima25
Nie myśl o tym, aby się wyprowadzić. Jak to zrobisz dzieciaki zarzucą Ci kiedyś, że je zostawiłaś.
Dzieci Cię kochają, wyprowadzając się możesz stracić z nimi zupełnie kontakt.
Twój mężuś przyjął postawę kozła ofiarnego, obarczając Cię winą za wszystko.
Nie wiem tylko co się stało, że dzieci tak ojca popierają.  Czym skrzywdziłaś ich ojca, tym, że obiadów nie gotujesz?
Ja bym skupiła się na poprawie stosunków z dziećmi, może jakieś wspólne wyjście. Może zwykła rozmowa, ale nie o tym co jest do zrobienia i czego one nie robią. Zwyczajne zainteresowanie ich sprawami. Musisz próbować przebić ten mur, który wyrósł między Tobą, a dziećmi.
A męża na razie zostaw w spokoju.

Pozwól sobie na porzucenie wszystkiego, co Ci nie służy, nie rozwija Cię i nie daje Ci szczęścia.

64

Odp: samotność w małżeństwie

Witaj  Nika,
  Myslę, że  masz rację, skupię się na dzieciach. Ale to takdo końca nie będzie proste, one już są dorosłe mają swoje środowisko studenckie.
   Na  zakupy też nie będzie  łatwo razem  iść skoro wcześniej się tego nie praktykowało.....
Jak przeanalizuję  ponad 25 lat " wspólnego" życia to trudno uwieżyć, że cały czas było żle... to teraz tak to widzę, bo wcześniej  żyłam dniem codziennym i ciągle zmagałam się z brakiem pieniędzy.
   Pracowaliśmy z mężem w budżetówce - kiedyś, teraz tyko mąż.   Żyliśmy bez fajerwerków, proste życie codzienne, dzieci  przyszły na świat po trzech latach.   Było bardzo trudno , początek lat 90, przemiany, bezrobocie - byłam na wychowawczym i nie było gdzie wrócić do pracy....... ale zawsze  byłam przedsiębiorcza i  obecnie  znowu zaczynam od nowa  bo prowadzę własną działaność.    Mam wiele pretensji do męża i goryczy -  nigdy nie wykazywał inicjatywy by robić coś więcej oprócz pracy na etacie. Wskazywałam mu wiele pomysłów co mógłby robić dodatkowo, ale cenił sobie własną wygodę . Teraz zastanawiam się, czy on rozumie słowo  "kocham".    My matki , pojmujemy miłość zupełnie inaczej, i ta cała sytuacja  między nami bardzo wpłynęła na rodzinę ( ja wiecznie martwiąca się o finanse, mąż spokojnie siedzący przed telewizorem).
   Ja  cały czas o pieniądzach, bo jeżeli ciągle  trzeba kupować towary najtańsze, nie stać na żadne "szaleństwo" to co to za życie.  Ja nie mam wygórowanych oczekiwań, po prostu  czsami chciałabym iść do kina , teatru, spotkać sięze znajomymi...  ale  teraz uż wiem ,że o wszystko muszę sama zadbać, więć po co mi mąż  ??????

65

Odp: samotność w małżeństwie

Magbeth,
  Dziewczyno , to dopiero wasz początek, docieracie się i trzeba to zrobić z klasą ( teraz to wiem, bo kiedyś szybciej działałam niż myślałam).      Czujesz się samotna, to zrozumiałe  w obcym otoczeniu. Skup się na synku, on  chce widzieć  zawsze uśmiechniętą mamę tylko teraz gdy jest taki mały to  Ty możesz mu dać najwięcej swojej miłości i w przyszłości to będzie naprawdę  Twoja duma i ostoja.  Jeżeli będziesz poświęcać więcej czsu dziecku to też on szybciej  zleci , będziesz bardziej zadowolona z postepów synka i z entuzjazmem będziesz witać męża przekazując mu dobre emocje.  Mężczyżni też mają problemy w pracy więć gdy wracają do domu to czas na dobre wiadomości.  Myślę, że w ten sposób  będzie  ławiej o porozumienie.  Spryt kobiety powinien polegać na tym, że  żeby coś otrzymać to trzeba trzeba pokazać mężczyżnie naszą życzliwą stronę.   Ja postępowałam niewłąściwie : robiłam mężowi wyrzuty, jak coś chciał zrobić to byłam niezadowolona itp.....   Teraz wiem , że pochwałą , uśmiechem, życzliwością   można osiągnąć cel i zadowolenie ze wspólnego życia.
   To  wszystko możesz  osiągnąć, tylko trzeba wybrać właściwą drogę.

pozrawiam, powodzenia

66

Odp: samotność w małżeństwie

Witajcie panie mam 56 lat i 35 lat jestem mężatka mam dwóch dorosłych synow ijestem babcia  wmoim małzenstwie terz bylo duzo goryczy problem mam z synem jako dziecko był dobrym wrazliwym chłopcem poszedł do wojska pisał czesto dzwonił ,tam zapoznał dziewczyne isie ozenił  itam zamieszkał  po jakims czasie za czeły sie problemy ztesciowa l moj syn zaczal coraz czesciej popijac i o wszystko sie go trzepiała gdy ja poznałam sama sie przekonalam co to za czlowiek stawaqlam na glowie zeby go siagnoc z rodzina donas pomoglismy mu zalatwic prace i mieszkanie pomoglismy umeblowac opiekowalismy sie wnukiem bylismy na kazde zawolanie zrobnil sie wulgarny nawet przy dziecku sie tak za chowuje zwracamy mu nato uwage  to probujewine zwalac na nas ze to my jestesmy winni niewiem jak znim rozmawiac jak dotrzec  mowi ze nas kocha i szanuje a rani  nas coraz bardziej co mam robic pałlina

67

Odp: samotność w małżeństwie

Zadzam sie z panią ZIMA dzieci są dla nas najważniejsze ale nie powinnyśmy zapominać o sobie to że mąż wraca do domu zmęczony a ,my powinnyśmy witać go z uśmiechem choć też miałyśmy zły dzień to uważam za lekką przesade.Są mężczyzni którzy doceniają prace kobiet w domu są jej wdzieczni za to że nie obciąża go domowymi problemami ale próbuje też jej jakoś pomóc choćby rozmową jakimiś miłymisłowami ale niestety większość panów uważa że praca w domu to nie praca i czym my jesteśmy zmeczone a my probujac być właśnie idealnymi żonami wpadamy wdepresje i szukamy właśnie takich forów aby się wygadać i znalezc zrozumienie .

68

Odp: samotność w małżeństwie

Witaj
Mam podobny problem,czuje się nie potrzebny,zachowanie mojej żony przygnębia mnie coraz bardziej.Próbowałem porozmawiać i nic to nie dało,mimo że odciążam ją w obowiązkach domowych (sprzątanie gotowanie itp) to i tak jest nie zadowolona,kiedyś nawet rozstawaliśmy się potem wracaliśmy do siebie. Nawet próbowałem pocieszenia u koleżanek i to było najgorsze co mogłem zrobić,żona jak się dowiedziała to robiła mi awanturę, ale ja już nie mogłem sobie poradzić potrzebowałem rozmowy ,wsparcia.Seksu nie uprawiamy pozwala mi tylko na pieszczenie stóp choć i tak coraz rzadziej ,nie potrafię już sobie poradzić i nawet nie wiem co zrobić :(

69 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-11-17 00:24:08)

Odp: samotność w małżeństwie

Tak poczytałam sobie Wasze historię i po raz pierwszy ucieszyłam się, że nie mam męża. W sumie dziwne....

70

Odp: samotność w małżeństwie

Witam,
Widzę, że nie jestem jedyną samotną w związku, opowiem Wam moją historię, może przez to będzie mi lżej...
Mam 27 lat mężatka od ponad 2 lat. Poznaliśmy się 6 lat temu, przed ślubem było cudownie, on troskliwy, opiekuńczy, czuły i spontaniczny. Czułam się przy nim wyjątkowo, byłam dla niego całym światem. Jestem osobą otwartą, zawsze otoczoną ludźmi a przynajmniej taka byłam. Problemy zaczęły się już pół roku po ślubie :( Zaczął traktować mnie jak powietrze,przestał przytulać, całować na dzień dobry, ciągle coś było nie tak. Przestaliśmy wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi. Wieczory przed tv, żyliśmy obok siebie. Na seks on zawsze miał ochotę, ja się godziłam bo pragnęłam jego bliskości choć przez chwilę. Im on bardziej się oddalał tym ja bardziej się o niego starałam. Mimo, iż pracowałam do późna zawsze robiłam wymyślne obiadki, piekłam ciasta, zostawiałam mu w różnych miejscach karteczki, na których pisałam że go kocham, że uwielbiam itp. Jednak to nic nie dawało. Próbowałam rozmawiać (do dziś próbuję) ale on nie widzi problemu, według niego czepiam się bez powodu. Na początku tego roku mąż wyjechał do pracy za granicę, pomyślałam, że to dobrze nam zrobi gdy będziemy się widzieli raz na jakiś czas i to na początku dało efekty. Do tego postanowiłam zrobić studia podyplomowe więc otaczałam się nowymi ludźmi, znowu zaczęłam żyć :)Gdy przyjeżdżał do Polski na kilka dni było cudownie ale przed wyjazdem wracał dawny on :( Kilka razy ja pojechałam do niego i oczywiście pierwsze dni były cudowne a później znowu to samo, brak zainteresowania itp. W czerwcu skończyłam studia i mąż zaproponował abym się przeprowadziła do niego. Długo się nad tym zastanawiałam bo w Polsce miałam dobrą pracę, rodzinę i znajomych, którzy też są ważni dla mnie. Jednak postanowiłam, że dla naszego dobra przeprowadzę się do niego. Pomyślałam, że zaczniemy wszystko od początku. Wyjechałam z Polski w sierpniu a już we wrześniu żałowałam tej decyzji. Nigdy nie czułam się tak samotna jak teraz, nie mam pracy, nie znam tu nikogo, nie znam języka choć powoli się uczę. Czuję się bezwartościowa, niedoceniana. Mąż obiecał, że pójdę na kurs języka ale do tej pory nic w tym kierunku nie zrobił. On ma tu pracę, kolegów i gosposię, tak gosposię bo tak się czuję. Mimo to dalej się o niego starałam, chwilami było dobrze ale były też chwile koszmarne... Pod koniec października postanowiłam pojechać do Polski aby pomyśleć, miał być tydzień a skończyło się na trzech. Czas spędzony z rodziną i znajomymi był cudowny, znowu odżyłam, czułam się jak ryba w wodzie. Doszłam do wniosku, że powalczę o siebie, że jeśli mąż się nie zmieni to wracam do Polski. Kilka dni temu wyjechałam z Polski, autobusem i tam poznałam kogoś (nazwijmy go "D") ,"D" jechał do tego samego miasta co ja :) Po drodze były pewne problemy z autobusem i w wyniku tego zamiast jechać 12 godzin jechaliśmy 16 ale mi to nie przeszkadzało. "D" okazał się być kimś, za kim tęskniłam, to była cudowna podróż, on słuchał mnie a ja jego (ma żonę z którą też się nie dogaduje). Mieliśmy sobie tyle do powiedzenia jakbyśmy znali się nie od dziś. Na koniec przytuliliśmy się do siebie, czułam dreszcze, on też. Niestety podróż dobiegła końca, ciężko było się rozstać. Wymieniliśmy się numerami i myślałam, że na tym się skończy. Mąż gdy mnie zobaczył po trzech tygodniach na powitanie powiedział, że koszmarnie wyglądam, to prawie to samo co "tęskniłem" albo "dobrze, że już jesteś" prawda? Dziwne ale wcale mnie to nie zabolało, było mi obojętne co myśli, mówi, byłam zauroczona kimś innym ( nadal jestem). Całymi dniami piszę z "D" smsy, czasami rozmawiamy na skype, cały czas czuję dreszcze, podekscytowanie. Nie spotkaliśmy się jeszcze bo on do późna pracuje ale mamy taki zamiar. Dzięki niemu uwierzyłam w siebie, ciągle się uśmiecham, mam ochotę żyć. Teraz ja zaczęłam traktować męża jak powietrze, nie rozpieszczam, unikam pocałunków, przytulania, seksu. On widzi, że się zmieniłam ale nic z tym nie robi. Uświadomiłam sobie, że go nie kocham, że nie tak chcę żyć. Tyle, że jest jeden problem, wzięliśmy ślub kościelny i przysięga małżeńska jest dla mnie ważna, kościół jest dla mnie ważny. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie od niego odejść właśnie dlatego, że mu przysięgałam. Nie mam w sobie tyle siły aby zrobić coś co nie jest zgodne z moją wiarą, strasznie się tego boję. Obawiam się także reakcji rodziny, znajomych bo na zewnątrz jesteśmy idealnym małżeństwem :( Chciałabym odejść, zacząć żyć i to nie dlatego, że kogoś poznałam, że ktoś zawrócił mi w głowie ale dlatego ponieważ zrozumiałam, że życie nie musi tak wyglądać. Nie wiem co robić :(

71

Odp: samotność w małżeństwie

Wpisuje się na listę samotnych w małżeństwie...nie polecam tej lektury :)

72

Odp: samotność w małżeństwie

Witam co moge powiedziec jest mi zle zle i jeszcze raz zle ale co mam robic po 30latach malzenstwa i bycia kura domowa wychowania3 dzieci zrobil ze mnie sluzaca ma za nic lezac w jednym lozku ze mna potrafi sie onanizowac brk mi slow i sil samotna

73 Ostatnio edytowany przez ONA78 (2012-12-02 16:18:52)

Odp: samotność w małżeństwie

Dzisiaj po prostu wyszłam z domu. Nie mogłam już ścierpieć jego przy komputerze. Poszłam do galerii handlowej. Kupiłam sobie nawet kilka dupereli ale humor wcale mi się nie poprawił. Wręcz przeciwnie, miałam ochotę krzyczeć. Wróciłam do domu. On nadal na komputerze, dziecko w piżamie. "Dlaczego miałem go ubrać?" No właśnie, dlaczego? Przecież o 14 jeszcze można być w piżamie. Ale nie mam co narzekać. Mam dach nad głowa, zdrowe dziecko i pracę. A chłopy takie są. Wczoraj skończyłam kolejne studia w ramach podnoszenia kwalifikacji, utrzymywania pracy. Kupił sobie kolejna grę komputerową. Jestem z Ciebie dumny kochanie!

Czujesz? Wiatr pachnie wolnością.....

74 Ostatnio edytowany przez lilla63 (2012-12-10 23:08:27)

Odp: samotność w małżeństwie

Lilla63 ..Witam wszystkie panie,duzo czytam co piszecie ipomyslalam ze to chyba iakis sposob moc'' wykrzyczec''toco sie tlumi w srodku ..Najbardzej solidaryzuie sie zZimna25,to jakby odbicie moiego zycia,dzieci dorosleico z tego zero obowiazkow,boi tak mama wszystko za nich zrobi.Manz niepowiem czasami wyslucha ,a raczej uda ze slucha i ma swoj swiat w ktorym zyje...aja tkwie wtym zwiazku udajac ze wszystko jest pieknie ,bosa dzieci wspolny dom,znaiomi rodzina..Wiec musze grac dalej te role wspomagajac sie czyms na uspokojeniei mazyc  otakim zyciu jakiego nie mam .

75 Ostatnio edytowany przez lilla63 (2012-12-10 23:22:29)

Odp: samotność w małżeństwie
lilla63 napisał/a:

Lilla63 ..Witam wszystkie panie,duzo czytam co piszecie ipomyslalam ze to chyba iakis sposob moc'' wykrzyczec''toco sie tlumi w srodku ..Najbardzej solidaryzuie sie zZimna25,to jakby odbicie moiego zycia,dzieci dorosleico z tego zero obowiazkow,boi tak mama wszystko za nich zrobi.Manz niepowiem czasami wyslucha ,a raczej uda ze slucha i ma swoj swiat w ktorym zyje...aja tkwie wtym zwiazku udajac ze wszystko jest pieknie ,bosa dzieci wspolny dom,znaiomi rodzina..Wiec musze grac dalej te role wspomagajac sie czyms na uspokojeniei mazyc  otakim zyciu jakiego nie mam .

76

Odp: samotność w małżeństwie
lilla63 napisał/a:
lilla63 napisał/a:

Lilla63 ..Witam wszystkie panie,duzo czytam co piszecie ipomyslalam ze to chyba iakis sposob moc'' wykrzyczec''toco sie tlumi w srodku ..Najbardzej solidaryzuie sie zZimna25,to jakby odbicie moiego zycia,dzieci dorosleico z tego zero obowiazkow,boi tak mama wszystko za nich zrobi.Manz niepowiem czasami wyslucha ,a raczej uda ze slucha i ma swoj swiat w ktorym zyje...aja tkwie wtym zwiazku udajac ze wszystko jest pieknie ,bosa dzieci wspolny dom,znaiomi rodzina..Wiec musze grac dalej te role wspomagajac sie czyms na uspokojeniei mazyc  otakim zyciu jakiego nie mam .

Posty [ 39 do 76 z 103 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » samotność w małżeństwie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018