nie nie bylam u lekarza niechce boje sie:( zaczynac wszystko od początku mowic znowu o tym samym znowu plakac na wizycie:( jesli chodzi o psychiatre. zostane u tego samego pójde do innego i co pomyśli o jakas chora psychicznie sie znalazla i bedzie mi tu ryczec w gabinecie:(
nie nie bylam u lekarza niechce boje sie:( zaczynac wszystko od początku mowic znowu o tym samym znowu plakac na wizycie:( jesli chodzi o psychiatre. zostane u tego samego pójde do innego i co pomyśli o jakas chora psychicznie sie znalazla i bedzie mi tu ryczec w gabinecie:(
Agnieszko nie możesz tak myślec jeśli ten lekarz nie jest w stanie Ci pomóc to musisz go zmienic.Wiem , że nie jest łatwo opowiadac wszystko od początku , ale jak trzeba to trzeba. Jeżeli masz chodzic do lekarza to przynajmniej do takiego , który Ci pomoże,pozdrawiam.
i od początku znowu wszystko opowiadać??? to boli:( znowu pytania a po co a na co a dlaczego???? opowiadaj znowu czemu chciałas sie wielokrotnie zabić!!! przeciez to boli wspomnienia wracają:( a ja jestem strasznie wrażliwa:( cos nie tak od razu w placz:( jak mojego swagra pies zdychal plakalam jak małe dziecko:( jeszcze stoi buda pokera ja nie potrafie na nia patrzec przeciez go tam juz nie ma:(:( ciezko:(
i od początku znowu wszystko opowiadać??? to boli:( znowu pytania a po co a na co a dlaczego???? opowiadaj znowu czemu chciałas sie wielokrotnie zabić!!! przeciez to boli wspomnienia wracają:( a ja jestem strasznie wrażliwa:( cos nie tak od razu w placz:( jak mojego swagra pies zdychal plakalam jak małe dziecko:( jeszcze stoi buda pokera ja nie potrafie na nia patrzec przeciez go tam juz nie ma:(:( ciezko:(
Agnieszko widac ,że naprawde jestes bardzo wrazliwą osobą i na pewno jest Ci bardzo ciężko zacząc wszystko od początku. Ale moja droga musisz wziąśc się w garśc otworzyc na ludzi. Tak jak ktoś już wcześniej napisał musisz sie nauczyc byc małą egoistką .
Nie urażając nikogo , cieszy mnie widok, że tak wiele osób chce pomagać innym to bardzo dobrze świadczy o tym, że ludzie jeszcze mają serce ...
hmmm , postaram się w miarę jasno wytłumaczyć i mam nadzieje, że każdy zrozumie ....
wszyscy macie dobre chęci tylko, że dobrymi chęciami to piekło jest brukowane !! jak chcecie pomóc skoro nie przeżyliście tego co ona, bo samo wyobrażenie sobie tego to jednak nadal za mało !! jak ma jej pomóc psychiatra który nigdy nie odczuł tego samego co ona , nie zaznał tego samego cierpienia ... ???? Człowiek uczy się całe życie i rozwija , nauka o psychologij też jest na wysokim poziomie ale jest to nadal nauka nigdy do końca nie będzie potrafiła wytłumaczyć wielu rzeczy a szczególnie tych emocjonalnych, uczuciowych, sercowych ....
Mogę się mylić, więc "agusia24101989" wyprowadź mnie z błędu jeśli tak jest :
Każdy z was daje jej porady i pocieszenia myśląc, że to jej na pewno pomorze i jest zadowolony sam z siebie.
Natomiast AGUS..... czytając wasze posty delikatnie się uśmiecha i wzrusza ramionami, nic się nie zmienia i jest dalej załamana ... wiecie czemu ?? bo już pewnie setki razy czytała : ze musi być silna, że życie jest piękne, żeby się nie poddawała etc. czytała to już tyle razy, że nie robi to już na niej wrażenia , czyta kolejny raz tutaj i nic się nie zmienia. Próbowała pewnie coś zmienić na początku ale się nie udało , szuka i potrzebuje czegoś nowego a wszyscy wciąż piszą to samo ..... niestety w Polsce brak nam ludzi wyspecjalizowanych do takiej pomocy mających naprawdę wiedzę z której można skorzystać ,,,
taki przykład :
Narkoman który trafił do Monaru gdzie mają mu pomóc ,, hmmm na pomagają
przez długi czas wpajają mu, że nigdy nie może już wsiąść żadnej używki ....
Taki człowiek wychodzi i Ci silni psychicznie dają rade natomiast cała reszta blisko 80% wytrzymuje do czasu jedni dłużej drudzy krócej i sięgają po to z powrotem i znowu wpadają w nałóg i uzależnienie .... bo został nauczony, że absolutnie nie może tego brać ....
..... a gdyby zamiast wpojonego do głowy zakazu (który nie działa) zostali nauczeni to kontrolować, nauczeni nad tym panować ....
tak przygotowana wcześniej osoba wychodząc z odwyku i stając przed możliwością wciągnięcia kreski nie ma zakazu ale i tak nie weźmie , odmówi następnym razem jednak skosztuję ale nie uzależni się już bo przy kolejnych 10 możliwościach zrezygnuje wiecie czemu ....?? bo wie, że może ale nie musi, więc bierze jak ma ochotę na trochę inna codziennoś a jak nie ma ochoty to nie bierze , nikt mu niczego nie zabronił a jedynie został nauczony jak to kontrolować aby było dobrze ...
Więc , powiem tak pomoc niektórych z was tutaj dla AGUSI... jest jak Monar dla narkomana ani Wy ani Monar nie robicie tego jak należy bo nie macie o tym wystarczającej wiedzy ... więc może umówmy się, że jeśli nie wiemy jak pomóc to nie piszemy dla samego pisania , jeśli wydaje wam się, że wiecie jak pomóc to sprawdźcie najpierw czy naprawdę wiecie czy tylko wam się wydaj ,,,,
Jeszcze jedna historyjka tak dla lepszego zrozumienia : Strasznie załamana i rozpłakana dziewczyna cierpi już długi czas przez faceta , koleżanka pyta się jej : Kochasz go jeszcze ?? TAK , to przestań - odpowiada koleżanka
na co zraniona dziewczyna odpowiada koleżance : Oddychasz ?? no tak -- to przestań ... ![]()
Mam nadzieje, że choć część zrozumiała a jeśli chodzi o Ciebie : "agusia24101989" i dostrzegasz sens w tym co napisałem to zapraszam na prv(pw) , nie obiecuję, że jakkolwiek pomogę czy rozwiążę ten problem ale pomogę Ci zrozumieć dlaczego tak to wszystko się dzieje i nauczę czegoś dzięki czemu sama rozwiążesz swoje problemu , poukładasz to wszystko w całość a nawet wrócą Ci chęci do wszystkiego --- nie obiecuję ale postaram się ze wszystkich sił aby tak było ![]()
Pamiętajmy : trzeba sobie pomagać ![]()
no troche masz racji Czarnaperla ale niestety nie masz w tym racji że wzruszam ramionami i sie uśmiecham:( tak niestety nie jest szukam psychiatry który mnie zrozumie i mi pomoze:):)
Rozumiem , założenie o wzruszeniu ramionami i uśmiechu wziąłem z życia bo często gdy już długo szukamy pomocy której nie możemy znaleść a ciągle natomiast słyszymy i czytamy to samo, co już nam nie pomaga przychodzi po prostu zobojętnienie na próby pocieszenia i pomocy które już dawno wyczerpaliśmy (wzruszenie ramionami) natomiast cieszy nas każdy kolejny post, każda osoba która chce pomóc bo daje nam tą świadomość, że nie jesteśmy sami, że są ludzie którzy chcą pomóc (i tu jest uśmiech).
Może zamiast psychiatry który tylko z wyobrażenia sobie Twojego problemu będzie próbował Ci pomóc ale nie odczuł nigdy tego samego , poszukaj kogoś kto przeszedł przez podobne problemy i sobie poradził - taka osoba będzie w stanie pomóc Ci dużo bardziej ponieważ jego wiedza będzie poparta doświadczeniem życiowym i przeżyciem tego a nie podręcznikowym wyjaśnieniem jak u psychologa
Choć psychologa na pewno łatwiej znaleść .
Agusia mnie też skrzywdził najbliższy człowiek. Postanowiłam odebrać sobie życie . Nie udało się i bardzo dobrze. To znaczy, że jeszcze mam tu coś do zrobienia. Ludzie są podli i nieodpowiedzialni. Ale Ty jesteś inna mimo, że naznaczona przez los to masz piękną dusze i na pewno ktoś t zauważy. Czasami mam wrażenie, że ktoś nad nami czuwa. Może to Bóg może jakaś inna istota. Przychodzi moment, że wszystko się obraca na dobre. A wiesz żyj na razie na złość wszystkim innym. Może by się cieszyli, że " głupiej już nie ma". Ja zaczęłam żyć na złość tym którzy mnie krzywdzili. Po coś tu jestem na tym świecie. Jesteś młoda i może będziesz miała dziecko , które odegra swoją rolę na tym padole. Które pomoże innym. ŻYCIE JEST CUDEM, BO DLACZEGO WŁAŚNIE JA SIĘ URODZIŁAM MILIONY PLEMNIKÓW STANĘŁO DO WALKI . Wygrałaś Ty. Zrób sobie dobrą kawę. Ubierz się ładnie wyjdź na spacer zobacz jaki świat jest piękny. Jakie jest niebieskie niebo a jaka zielona trawa. Uśmiechaj się do innych i powiedz komuś trzy komplementy. To działa. Codziennie trzy komuś. Wymyśl coś. Zobaczysz, że stanie się cud. To nic nie kosztuje. Pozdrawiam Cię serdecznie.
no tak masz racje łatwiej znaleśc psychologa niż osobe z tym samym problemem ciezko ją znalesc ale nie wolno sie poddawac podobno:(
sprawianie ludziom komplamentow??nie takie łatwe ja sie boje wychodzic do ludzi:(
76 2011-04-08 20:57:04 Ostatnio edytowany przez malinka90 (2011-04-08 20:58:25)
osoba która wycierpiała na ziemi dużo będzie miec tam wynagrodzone... Pamietaj że żyjesz dla siebie i Boga, który Ci dopinguje.. Pisałas że miałas az tyle prób samobójczych, a mimo tego dalej jestes przy życiu.. nie kazdemu by sie tak udało.. Bóg chce Cie przy życiu. Domyslam sie że jest Ci ciezko i nie moge napisać że próbuje wczuc sie w Twoja sytuacje bo nikt który nie przeszedł takiego piekła nie jest w stanie Cie zrozumiec co czujesz itp. I nie mysl że psycholg czy psychiatra będzie myslał że jestes jakas ,,rypnieta" ( przepraszam za wyrazenie) ich pracą jest pomoc takim osobom.. Wiem że będzie Ci ciezko znowu opowiadac swoja historie, wracac do tamtych dni ale pamietaj że cieżej jest tłumić w sobie smutek , zamykac sie itp. Wierze że wkoncu Ci sie poszczesci mimo wszystko.. i mam nadzieje że wybierzesz sie do lekarza który będzie dla Ciebie dobrym przyjacielem z którym bedziesz mogła porozmawiac o wszystkim bo po to oni są. Powodzenia Kochana..
dziekuje:* wiesz ciężko znaleśc lekarza ktory zrozumie nikt kto przez to pieklo nie przeszedł nie zrozumie tkiej osoby:( moze sie starac zrozumiec pójde do psychiatry prywatnego moze tam lepiej mi bedzie mówic wracać do przeszłosci bo państwowo to tylko same porażki:( moze sie uda:):) aloe dziękuje wszystkim ze ze mną jestescie*
Pewnie ,że jesteśmy i będziemy tutaj nadal aby Cię wspierac,pozdrawiam.
CZARNA PERLA nie do końca zrozumialam Twoja wypowiedź.Czy uważasz że pocieszamy AGUSIE ot tak sobie dla lepszego samopoczucia?Chce zauważyc ze to Ona nas znalazla a nie my szukaliśmy jej.Jesli weszla na to forum to znaczy że potrzebuje takiego kontaktu,że szuka wsparcia i pomocy.Nie jesteśmy psychologami(może jednak sie zdazyc) lecz ludzmi znającymi życie.Porady wynikaja z serca ale rowniez z doswiadczenia zyciowego.Wiadomo,najlepiej jęsli AGUSIA trafi na dobrego specjalistę ktory jej pomoże...dopuki jednak to sie nie zdazy niech "pomieszka" na tym forum jesli dostaje tutaj jakiekolwiek pocieszenie w swojej trudnej sytuacji.Mam nadzieje że jej nie szkodzimy,bo już zaczęlam sie martwic.tu jednak niech się wypowie AGUSIA...
Ufam gleboko że AGUSIA sobie poradzi z uplywem czasu ze swoimi problemami.
AGUS caluski
Hej, kasandra, źle mnie zrozumiałaś mój przekaz ma głębsze znaczenie, przeczytaj jeszcze parę razy i spróbuj zinterpretować wyciągając pozytywy z tego co pisałem. a co do całej reszty tego po co jest tu to forum i pomocy tutaj to się zgadzam z Tobą ,, tylko czasem czytam wypowiedzi których być tu nie powinno bo wyglądają jak by ktoś korzystał z opcji kopiuj - wklej i wkleja dobra uniwersalna rade w każdy post ...
agusia odezwij się na pw proszę - myślę, że jestem w stanie trochę pomóc choć na tyle byś dawała sobie sama z tym rade ![]()
Jeszcze jedna historyjka tak dla lepszego zrozumienia : Strasznie załamana i rozpłakana dziewczyna cierpi już długi czas przez faceta , koleżanka pyta się jej : Kochasz go jeszcze ?? TAK , to przestań - odpowiada koleżanka
na co zraniona dziewczyna odpowiada koleżance : Oddychasz ?? no tak -- to przestań ... ![]()
kasandra dokładnie zastanów się nad tym co przekazuje nam ta historyjka spróbuj się do nie odnieść wczuć i zauważyć jaki jest jej głębszy przekaz o czy jeszcze ona mówi poza tym co jest od razu wychwycone .... to powinno Ci wystarczyć aby zrozumieć ![]()
dzieki ze jestescie:* to dzieki wam waszym radom pocieszeniom jeszcze jestem w stanie normalnie funkcjonować:) jestem zadowolona ze tutaj trafilam kasandra nie boj sie własnie wam bardzo dziekuje jestescie kochane staram sie zyc funkcjonowac choc jest ciężko wiadomo po tylu pobytach w szpitalu człowiek musi nauczyc sie id nowa normalnie funkcjonować moze mi sie uda:)
Agnieszko nie warto
Ja to zrozumiałam po wielu wizytach u psychologa i psychiatry....Czasami wracają najgorsze myśli....ale mimo wszystko zrozumiałam ze na przekór wszystkim i wszystkiemu chce żyć....
Bardzo pomogła mi jedna osóbka z forum....dziekuje jej z całych swoich sił,bo to Ona dała mi nadzieję,że może być lepiej i ze warto walczyć....i walcze...
Dziękuje Ci O......
jest zle... jeszcze problem z Kasią:( pisałam w innym wątku:( niewiem jak ja to wszytsko wytrzymam:( czy dam rade??? narazie sie jakos trzymam moze cos sie uda ze z Kasią bedzie lepiej bardzo bym chciala:)
Agusia uda się zobaczysz .Jesteś bardzo dzielną dziewczyna i podziwiam Cię . Pomimo swoich problemów pomagasz siostrze i jej rodzinie. Jesteś WIELKA i pamiętaj o tym zawsze.
nie jestem wielka:( jestem normalną dziewczyną kazdy by tak potąpil jak by miał taką sytuacje:( dzis kasia nie wróci dzieci sie pytają gdzie mama?? niewiem juz co mam odpowiadac?? mowilam ze jest u kolezanki sandra uwieżyła Roxi sie pyta co sie stało nie wierzy ze u kolezanki tak długo?? co mam jej powiedziec?? ze mamusia w szpitalu a jak sie spyta dlaczego??
AGUSIA powiedz dziwczynkom prawde,ze mamusia poczula się źle i musiala iśc na troszke do szpitala żeby pan doktor ją zbadał.Każdy przeciez czasami choruje ,one tez ,więc zrozumieją.Jednak uspokoj je że wszystko będzie dobrze bo to nic powaznego i mamusia niedługo wróci.Trzymaj sie Agusia ,widzisz jak bardzo jestes potrzebna...Ty dzielna dziewuszko...Pozdrawiam seredcznie
dzieki Kasandra:* staram sie musze ale powili trace siły:( jutro Roxi do szkoly wstan rano ubierz odprowadz:( niewiem jak dam rade chce aby Kasia przyjechala wrócila aby bylo jak dawniej:( niewiem czy tak bedzie powoli trace juz nadzieje:(
Witaj:) Nie będę pisać za wiele... ja też mam 20 lat a dokładniej będę miała za miesiąc... mój nr gg 10243877 napisz do mnie to ważne:) POmogę Ci;*:* Wiem co czujesz ....proszę to bardzo ważne odezwij się
AGUSIA jak dobrze że Ty masz siostre,że ona ma Ciebie.widzisz jak wiele możesz jej pomóc w takiej chwili.Poradzisz sobie jutro.Wstaniesz zrobisz jakies kanapeczki,do szkoly też.Ubranka przygotuj dzisiaj na rano wspólnie z siostrzenica żeby unknąć " tego nie chce zakladac'...Zajrzyj z nią do plecaka żeby sprawdzic jakie ma lekcje do odrobienia.No coż ,poczujesz jak to byc mamusia,odpowiedzialną mamusią
Naprawde to nic takiego trudnego AGUSIA.A Kasia przeciez wroci to kwestia czasu.Pozdrawiam cie i życze poradzenia sobie w tym tymczasowym byciu mamusią...
musze teraz o wszystkim decydowac:( wszystko na mojej głowie:( a jej mąż to co??? dlaczego wszystko ja???
musze teraz o wszystkim decydowac:( wszystko na mojej głowie:( a jej mąż to co??? dlaczego wszystko ja???
Agnieszko musisz sie postawic i pogadac ze szwagrem. Tak nie może byc on jest ojcem niech sobie weźmie urlop.chorobowe czy co tam woli i niech sie zajmie rodziną.Powodzenia.
nie jestem w stanie tego mu przetłumaczyc:(
94 2011-04-10 16:57:45 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-04-10 16:58:26)
nie jestem w stanie tego mu przetłumaczyc:(
Agusia na Twoje ramiona spadło bardzo dużo, ale nie musisz być z tym sama. Możesz zwrócić się o pomoc do Centrum Pomocy Rodzinie.
Troszczysz się o siostrę, szwagra, dzieci...a Ty? Pozwól tym ludziom Ci pomóc.
do PCPR? ale po co?? w jakiej sprawie?? oni sie chyba tym nie zajmują co ich obchodzi to ze szwagier nie interesuje sie żoną??
AGUSIA przyznam szczerze że bardzo Cie podziwiam! Ja sama juz jako ta bardzo dorosla mialabym pewnie troche problem zeby zając sie takimi małymi dzieciaczkami.Agusia musisz jakos zmobilizowac swojego szwagra zeby też zajmowal sie dziecmi.Powiedz że ty tez nie czujesz się na tyle silna żeby spęłniac wszystkie obowiązki jako matka.Jesli rozmowa nie poskutkuje możesz nawet go postraszyc ze jak tak dalej będzie to dzieci moga znależć sie w domu dziecka.Może sie troche otrząśnie...Powiedz mu Ze Twojej siostrze tez jest ciężko się wszystkim zajmowac.Myslę że to ja faktycznie przoroslo...Może zwroc sie o pomoc do kogoś bliskiego.
Popatrz AGUSIA co za ironia losu...Ty potrzebujesz pomocy a tymczasem w tym momencie ktoś potrzebuje jej jeszcze bardziej i to Ty musisz stanąc na wysokości zadania.Oh dobra i mądra z dziewczyna...Kochanie zmobilizuj swoje siły ,choć wiem jakie to trudne...Czy wierzysz w Boga?
Niech czuwa nad Wami Opatrznośc
Pozdrawiam cie Agusia,trzymaj sie!
nie wierze w Boga,,, przestałam... wierzyłam do pewnego czasu..zwątpiłam:( wiem ze oni potrzebują mnie mówie o dzieciach i Kasi dziecieczki są kochane czasami brakuje cierpliwosci po prostu:) ze swagrem niechce zaczynac znowu kłutnia po co?? na co??? moze jutro wyjdzie mam nadzieje:)
AGUSIA nie dziwie się że brakuje cierpliwości.Przeciez to są male "potworki"
ciągle czegos chcą,niewiele rozumieją...
Nie wierzysz w Boga...a ja mysle ze w tym wszystkim jest tez Jego Ręka.Pomysl gdybys nie obudzila sie wtedy w nocy...poszla do siostry....To dzieki tobie nie doszlo do gorszej tragedii...
Kasia pewnie jutro wyjdzie.wiadomo muszą ja troche "wzmocnić' fizycznie i psychicznie.Dobrze ze macie siebie nawzajem.
Aguś to co piszesz jest bardzo smutne. Bardzo dużo wycierpiałaś w życiu lecz wiesz że jesteś chora a choży ludzie się leczą chodzą do lekarza biorą tabletki rozmawiają z lekarzem wykonują zlecone badania aby z wynikami iść do lekarza aby ten postawił dobrą diagnozę.Aguś rozmowa z psychiatrą czy psychologiem jest bardzo ważną terapią dla ciebie. Zobacz obojętnie co mu powiesz to on zasłaniając się tajemnicą lekarską nie będzie mógł o tym komu kolwiek powiedzieć . A ty tym samym sposobem znajdziesz osobę która cię wysłucha będzie chciała ci pomóc i może zdobędziesz przyjaciela do rozmowy o bolesnych i trudnych sprawach dla ciebie . To że lekarz na początku zadaje dużo pytań to wynika z tego że chce cię poznać i pomóc tobie no bo niby jak ma ci pomóc nie znając twojej historii . Dlaczego dzieci pytają gdzie mama ? Bo poprostu tego nie wiedzą a tęsknią za nia i ty musisz im odpowiedzieć aby dać im odpowiedź . W ten sposób oni otrzymują od ciebie wiadomość o mamie i są spokojniejsze i tym samym ty im pomogłaś. Więc jak lekarz zadaje ci pytania po co? dlaczego? kiedy to było? itd to on kiedy otrzyma od ciebie odpowiedzi i pozna twoją ciężką historię też będzie starał ci pomóc. Po to są te pytania . Pozdrawiam
Mam na imiÄ Beata.
Mam juĹź doĹÄ tego zycia.
MoĹźe ktoĹ rzuci jakiĹ nowy pomysĹ na prĂłbÄ tylko skutecznÄ
.
Zycie jest piękne tylko czasami zachwiane Beatko.
A ja powiem tak...Zycie jest trudne...nikt nam nie obiecal w chwili narodzin,że będzie łatwo(bynajmniej ja nie pamiętam)
jest dla nas wielkim wyzwaniem.W sumie to cale życie uczymy się tego życia.Jak sobie radzic żeby nie potłuc sobie tyłka zbyt boleśnie,jak przebrnąc przez gąszcz problemów.Tak naprawde to problemy są jego częścia skladową,trzeba sobie tylko potrafic jakos sobie z nimi poradzić.To takie rebusy,labirynty...Jednak mimo to ja osobiście jestem ciekawa tego życia,bo gdybym umarla to nigdy bym się nie dowiedziala jak bedzie wyglądało jutro...i dalej...dalej...dalej...i mimo przerożnych "dołków" chcę zobaczyc jak będzie wyglądał nastepny dzień...co przyniesie ciekawego :)bom nadal ciekawa
Pozdrawiam
szukam psychiatry takiego dobrego narazie nie znalazlam pojde pewnie do tego samego po leki bo muszę przecież brac a mi sie kończą:( a moze by tak wcale juz ich nie brac??
AGUSIA a może poszukaj przez internet gdzies w Twojej okolicy.Czasami można znależć z opiniami o lekarzach...Uwazam że jesli znajdziesz naprawde dobrego specjaliste to wszystko sie zmieni na lepsze...i to nie jest banał...Wiesz AGUSIA tak ogolnie to nie mozna zamykać się w sobie,trzeba mowic o swoich problemach glośno,czy komuś sie to podoba czy nie.Naprawde mowienie prawdy o tym co nas boli pomaga bardzo...nie mozna tlumić w sobie emocji.wiem sama po sobie że jak się wygadam to lepiej się z tym czuję a jak trzymam coś w tajemnicy to tylko sie męczę...
ja mam problem z tym by mowić glośno o swoich problemsch bo od dziecka byłam uczona ze moje problemy są nie ważne. wychowawcy nie mieli czasu przecież bo bylo duzo wychowankow a w rodzinnym domu dziecka bylo nas 12 dzieci i tylko 2 opiekunow z tego oni mieli 6 swoich dziecki w wieku od kilku miesiecy do 7 lat... a adoptowane dzieci miały od 7 do 15 lat ale to też dzieci przeciez... tam bylo koszmarnie:( byłam uczona ze moje problemy są blache..
Aguś wiesz dobrze że jak przestaniesz brać leki to będzie jeszcze gorzej. Prawda. Kasandra ma rację ukrywanie w sobie emocji jeszcze pogorszy sytuację.
AGUS ja tak naprawde przez wiele lat mialam z tym problem...rzadko mowiłam co czuję,dusilam,tlumilam w sobie a poźniej nabawiłam sie nerwicy.Naprawde...przez wiele lat bralam jakieś prochy...az pewnego dnia postanowilam sobie że z tym koniec,będe innym czlowiekiem.Skończyly się prochy...ale wtedy rozwiązal mi sie język...jak trzeba to i zaklne,chociaz to bardzo nieladnie!Teraz gadam o wszystkim(no prawie,poza jedna tajemnica)i prawie do wszystkich o tym co czuje.Nawet swojej szefowej potrafie tak wywalić ,że omal mnie nie zwolnila z pracy dwa lata temu...w pracy zwierzam sie koleżankom,w domu rodzinie i dalej znajomym itd i calkiem dobrze się z tym czuję
jest mi lżej,czuje się wolniejsza.Moze i ty spróbuj Aguś...krok po kroku,bo tego trzeba sie nauczyc...Ty jesteś ważna i Twoje problemy sa ważne...nawet te najmniejsze
nie jestem ważna:( nie rozczulam sie nad sobą tylko taka jest prawda...
nie jestem ważna:( nie rozczulam sie nad sobą tylko taka jest prawda...
Agnieszko jesteś ważna tak samo jak twoje problemy.Nie chodzi tu o rozczulanie sie ale tak jak każdy ma swoje problemy tak samo i ty i jak ważne są one dla innych tak samo sa ważne dla ciebie.
moje problemy nie są dla mnie ważnie bo nie wierze juz ze uda sie je rozwiązać.. to co było nie cofnie sie.. wole komuś innemu"dyłek" ratować niz sie martwić o siebie bo stracuiłam juz nadzieje:( ze bedzie lepiej ze coś sie zmieni.
moje problemy nie są dla mnie ważnie bo nie wierze juz ze uda sie je rozwiązać.. to co było nie cofnie sie.. wole komuś innemu"dyłek" ratować niz sie martwić o siebie bo stracuiłam juz nadzieje:( ze bedzie lepiej ze coś sie zmieni.
Agnieszko dlaczego jesteś tak pesymistycznie nastawiona do życia? Każdy w zyciu coś przeszedł i każdy ma jakieś problemy.Nie możesz mówic ani wiedziec czy sie da czy tez nie rozwiązac Twoje problemy. Wiadomo ,że czasu już nie cofniesz i tamtych już nie naprawisz ani nie rozwiążesz. Musisz zacząc wierzyc w siebie i swoje mozliwości. Nie trac nadzieji jestes jeszcze młoda i całe życie przed Tobą.To co teraz robisz dla rodziny Twojej siostry jest godne podziwu , ale nie zapominaj o sobie.Ty tez jestes człowiekiem i jesteś ważna.
Witam,
od dłuższgo czasu poczytuję ten wątek i mimo szczerej chęci nie mam pojęcia jak Ci pomóc. Przede wszystkim nie mam odpowiednich kwalifikacji a jestem pewna że same dobre chęci i przysłowiowe "poklepywanie po ramieniu" nie wystarczy.
Droga Agnieszko, Twoje "przygody" z cięciem się = samookaleczanie, bardzo traumatyczne przeżycia z dzieciństwa i teraz - emocjonalne uzależnienie od najbliższej rodziny - nie wróży nic dobrego. Już piszę do czego zmierzam; kiedy boli Cię ząb tak że nie możesz stłumić bólu na własną rękę - idziesz do dentysty, jeżeli zlamiesz rękę - lądujesz na pogotowiu - przecież nie będziesz jej sama składać. Tak samo uważam że potrzaskanej duszy nie złożysz sama do kupy.
Tu na forum znajdziesz słowa pocieszenia, otuchy i wsparcia których zapewne bardzo potrzebujesz, ale nie znajdziesz prawdziwej pomocy na której mogłabyś się oprzeć, rozłożyć swoje bóle na czynniki pierwsze, przepracować je a następnie ich się pozbyć raz na zawsze tak, abyś mogła żyć jak szczęśliwa i spełniona kobieta z nadzieją patrząca w przyszłość.
Tu na forum - z tego co wiem - jest dwoje specjalistów, ktorzy mogliby Ci pomóc znaleźć pomoc "w realu" to: Pani Justyna Piątkowska i Pan Wojciech Imielski. Proszę - wpisz w wyszukiwarkę forum te nazwiska i skontaktuj się z nimi.
Jest również forum w internecie gdzie spotykają się osoby z problemami identycznymi do Twoich (oraz wszelkimi innymi dotyczącymi chorób duszy - jak ja to nazywam). Wystarczy wpisać w google "nerwica forum" i tam znajdziesz mnóstwo osób które przechodzą to co Ty, znajdziesz porady specjalistów, być może ktoś udzieli Ci informacji o dobrym lekarzu w Twojej okolicy - sprawdzonym i takim któremu mogłabyś zaufać.
Życzę Ci powodzenia, zdrowia, siły i dużo szcęścia. Pozdrawiam.
z Panem Wojciechem mam kontakt:):) bardzo mi pomaga:):)
dziękuje wszystkim ze staracie mi sie pmoc doceniam to:) ale jak człowiek niechce to nie mozna go zmusic choc bardzo by ktoś chcial... mnie trudno zmusic niestety ale jakos nmoją siostre przekonalam ze ona musi isc do psychologa ja nie musze nie wierze ze to cos da:(
AGUSIA nie mozna nikogo do niczego zmuszać,i tu tez nie chodzi o to żebys się zmuszala do wizyt.To powinno wyniknąc z Twoich checi z potrzeby otworzenia się na innych,opowiedzenia szczerze o problemach.Myslę ze nadejdzie taka chwila ze sie przemożesz i będzie cie "stac" na taka szczera rozmowe z odpowiednim specjalistą.widzisz,sama jednak przekonalas siostre
więc rozumiesz że to jest dla jej dobra i jednak w jakims stopniu wierzysz ,że takie wizyty mogą pomóc...
Pozdrawiam Aguś ![]()
w pewnym sencie wierzę ale nie jestem na to teraz gotowa by zrobić taki krok
Nie jestes gotowa,rozmiesz jednak że inni moga sobie pomóc w ten sposób.To juz jestes na dobrej drodze :)a tak fokle to sie cięsze że tu jestes
i mam wrażenie ze mimo tych przeroznych dolkow radzisz sobie calkiem nieźle...
każdy ma o mnie takie wrażenie..kogo spotkam.. jedna dziewczyna powiedziała mi ze nie widac po mnie abym miala jakiekolwikek problemy... a ja sie tylko uśmiechnelam. choc w sercu wiedziałam ze mam problemy jak kazdy czlowiek nie ma ludzi idealnych... tylko nie pokazuje po sobie ze jest mi ciezko i zle... bo po co?? po co mówic o swoich probkemach?
"usmiecham się w usmiechu cala prawda smutku
Nie widzi nikt ja placze po cichutku'
Cos w tym rodzaju Aguś...prawda?
szukam psychiatry takiego dobrego narazie nie znalazlam pojde pewnie do tego samego po leki bo muszę przecież brac a mi sie kończą:( a moze by tak wcale juz ich nie brac??
Agusiu, a kontaktowałaś się z przychodnią Dewajtis na Bielanach? Pisałam już, że jedna z forumowiczek ORSZULIK polecała ją w którymś wątku.
Nie radziłabym Ci samej odstawiać leków. Niektórych leków, nie można przestać stosować z dnia na dzień, tylko stopniowo zmniejszać dawkę, bo grozi powikłaniami. Czasem, jest taka informacja od wytwórcy zawarta w ulotce, ale to lekarz ostatecznie powinien zadecydować.
jedna dziewczyna powiedziała mi ze nie widac po mnie abym miala jakiekolwikek problemy... a ja sie tylko uśmiechnelam. choc w sercu wiedziałam ze mam problemy jak kazdy czlowiek nie ma ludzi idealnych... tylko nie pokazuje po sobie ze jest mi ciezko i zle... bo po co?? po co mówic o swoich probkemach?
Zatem, śmiejesz się otwarcie, a płaczesz tylko w ukryciu...
Należysz do osób, które duszą w sobie stany emocjonalne. O swoich problemach należy mówić ( w rozsądnych granicach),z pewnością wiele osób mówi Ci co przeżywa, więc otwórz się i Ty na rozmowę w realu, a nie bądź tylko słuchaczem. Niech mówienie o swoich problemach, przestanie być dla Ciebie problemem. Ciebie też wysłuchają, tak jak my tutaj na forum. Wierz mi, to przynosi ulgę...myślę , że już trochę jej zaznałaś prowadząc z nami rozmowy na forum. To dobry znak, że dążysz do zmiany swojego nastawienia i aby z każdym dniem było coraz lepiej.
Do Twojego wątku dołączyła BEATA - też jest w dołku psychicznym, ma jakieś problemy, ale nie nawiązała dalszej rozmowy.
Beato , jeśli zaglądasz na forum , to odezwij się, porozmawiaj z Agusią, bo ona najlepiej Cię zrozumie.
w szpitalu byłam uczona by ciedziec cicho i mowic ze jest dobrze.. a jak mówiłam na obchodzie ze mnie cos boli ze slysze głosy ze mam halucynacje nic z tegio nie robili.. posłuchali i poszli i po co mam mowić na darmo? w rodzinie byłam uczona mowilam swoje problemy i tak nikt mi nie wierzył mówiłam ze tata mnie molestowal kiedy bylam z nim sam na sam i tak nikt nie wierzy mimo ze siedzial w wiezieniu za gwałt... jego partnerka mi nie wierzy bo mowi ze Piotruś czyli mój tata siedzial za niewinnosc...przez 10 lat to jest normalne???? ech...
Agusiu kochana twoja historia jest bardzo smutna i wiem że jest ci ciężko...ale mam nadzieję że stanie się coś co sprawi że poczujesz iż warto zyc...przeszłość mineła była straszna pozostawiła rane która musi się w końcu zagoić, pokaż wszystkim że wybijesz się z dna i osiągniesz wiele...jesteś młoda popatrz ile przd tobą ...miłośc która cię spotka ...a spotka kiedys na pewno :)a co do całkowitej niezdolności do pracy to wclae nie jesteś przekreślona, są firmy które dostają dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych i takie osoby są bardzo mile widziane :)całe życie przed tobą a ty jestęs stworzona aby coś pozostawić po sobie, pamietaj samobojstwo to nie rozwiązanie , a przyjaciele są wszedzię rozejrzyj się
twoim losem przejeli sie obcy ludzie którzy trzymają kciuki staraja sie tobie pomoc walczą o to abyś żyła:) Wiesz moja mama miała bardzo straszne dzieciństwo ojciec umarł matka miała wiele kochanków rozpiła się porzuciła ich ,trafili do domu dziecka gdy sama mam swoje dziecko i jestem juz dorosła przyznała mi sie że też była molestowana:( podziwiam ją za to że jednak nei poddała sie i dała nam tyle milosci ile tylko mogla, a przeciez sama jej wiele nie otrzymala...pomysl ze tez kiedys zostaniesz matka mozesz podarowac komus ta milosc:) trzymaj się kochana nei poddawaj sie walcz o siebie o swoja przyszlosc:)
zy ma sens rozpoczynać nowy dział zycia?? wszystko od nowa??
Więc nie ma żadnych powodów aby cieszyć się życiem - tylko usiąść i płakać.Wczoraj też użalałam się nad sobą,zadawałam sobie pytanie dlaczego matka nie potrafiła mnie przytulić,dlaczego mam takiego męża który ...ble ble ble no wiesz.
Przestałam użalać się nad sobą kiedy zwróciłam uwagę na niewidomego pana który krzyczał
"czy ten autobus jedzie w stronę Jubilatu" Zdałam sobie sprawę z tego za ile spraw mogę dziękować swojej Sile Wyższej - chodzę,widzę,słyszę.
Jesteś taka młoda,naprawdę sporo w Twym życiu bólu ale cholera kiedy sobie powiesz - nigdy nie będę już małą dziewczynką.Jedynie co możesz to zaopiekować się tą mała dziewczynką która jest w Tobie.Kiedy czujesz że jest Ci żle,to użyj wyobrażni - przytul ją.
Wcale nie musisz zaczynać od nowa - możesz dalej użalać się nad sobą,obwiniać rodziców którzy pewnie też mieli przerąbane(nie usprawiedliwiam ich),pozwolić aby życie dalej przeciekało Ci przez palce.Możesz z tego wyjść i jeszcze wiele dać innym .Mówi się że Bóg nie przygniecie krzyżem którego człowiek nie mógłby unieść.Żyjesz,opowiedziałaś nam swoją historie - a mogłaś łazić w szpitalnym szlafroku jak żywy trup z martwym nieobecnym wzrokiem,nafaszerowana lekami ...Albo gdyby któraś z tych prób samobójczych się udała - nie wydaje Ci się że byłoby to straszne.Odejść w nicość,ciemność.Też kiedyś miałam próbe samobójczą -teraz tego żałuje,z żalem myślę że kiedyś to nastąpi ,że umre.Ale nie ja o tym będę o tym decydować- teraz chce cieszyć się ciepłem słonecznych dni,chcę cieszyć się i odnajdywać piękno w każdym jego wymiarze.
Agnieszko twoje problemy są ważne. Nie zamykaj się w sobie bo to nic nie da. Tutaj na forum możesz porozmawiać z kim chcesz a to jest dużo żeby mieć kogoś kto cię wysłucha. jakiś czas temu też myslałam że nikogo nie obchodzę że wogóle to nic nie znaczę. W jednym czasie umarł ktoś z moich bliskich i pogorszył mi się stan zdrowia do maksimum a człowiek z którym chciałam o tym pogadać poprostu mnie olał a ja myślałam że mogę na niego liczyć w trudnych chwilach. Myślałam że już nie mam co robić i że nie jestem nikomu potrzebna . Uśmiechałam się do ludzi , mówiłam że wszystko jest dobrze ,pięknie itd. A w rzeczywistości tak nie było. Miałam żal do ludzi i do życia że to wszystko tak się potoczyły. Zadawałam pytanie dlaczego mnie to spotkało i po co. Aż pewnego dnia powiedziałam sobie dość. Zaczełam czytać o takich ludziach jak ja . Dowiedziałam się wszystkiego o mojej chorobie . Zaczełam rozmawiać z innymi o tym co mnie cieszy a co smuci co mi się podoba a co jest moim zdaniem źle lub powinno być inaczej. Uważam że jeśli sama czegoś nie zrobię to nie będę miała niczego bo nikt mnie nie będzie wyręczał. I dopiero teraz doceniam pomoc ludzi w najdrobniejszych sprawach ale dla mnie to jest dużo. Osoba na którą wtedy liczyłam nie odzywa się ale może to i dobrze bo gdzieś głęboko w sercu czuję żal do niej za to jak mnie potraktowała lecz wiem że świat niei kończy się na niej .Pozdrawiam.
Witaj Agnieszko.
Jestem dla Ciebie pełen podziwu.Powiem krótko.Ja bym tego nie wytrzymał.
Trzymaj się i walcz dokąd starczy Ci sił.
Pozdrawiam.
staram sie walczyc. choc to nie jest łatwe. jest bardzo cieżko.narazie mi sie udaje.Dziękuje:)
Witaj.
Bardzo trudno radzić cokolwiek.
Codziennie to samo,te same myśli,ten sam płacz,te same problemy.
Wiem że sił wystarczy do pewnego momentu ale co dalej?
Każdy powie że trzeba nad soba pracować,tylko po co kiedy nie ma dla kogo?
Całe życie zakładałem że polubię co mi los przyniesie,ale niestety nie przyniósł nic dobrego.
Nie powiem było czasami fajnie ale teraz jestem sam i mam z tym problem.
Strasznie trudno znaleźć siły do codziennej walki,ale daję jeszcze radę.
Mówi się że zawsze po burzy wychodzi słońce,mam nadzieję że dla mnie i innych też kiedyś wyjdzie.
Dlaczego inni mają lepiej?
Pozdrawiam i trzymaj się.
Mariusz.
hej Mariusz napisałam Ci emalia otrzymałeś? odezwij sie na emaila....
jest coraz gorzej... zawsze miec nadzieje na to że bedzie lepiej?tak mówią....