w ktorym punkcie?
W całokształcie, bez wątpienia ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bycie tą trzecią...:/
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
w ktorym punkcie?
W całokształcie, bez wątpienia ![]()
Median napisał/a:w ktorym punkcie?
W całokształcie, bez wątpienia
dobra, wyczuwam zlosliwosc, ale przelykam pigule ![]()
WhatIsLife nie da sie uniknac etapu "zaj**** boli" ale mozesz go zmniejszyc za pomoca samodzielnego podjecia decyzji - przynajmniej ego bedzie sie mialo ok, a uwierz, ze ego potrafi dopiec...oj i to jak bardzo! Mi sie tez pare razy wtedy wlaczylo "moze jeszcze poczekam, bo nie chce potem zalowac, ze cos tam zrobilam, albo czegos nie zrobilam". Z perspektywy czasu i bolu uwazam, ze to byla zla decyzja. Nie powinnam byla dopuscic do sytuacji, w ktorej to on podejmuje decyzje. Gdybym mogla cofnac czas to w calej tej historii zmienilabym jedna rzecz - to ja decyduje o tym, czy zostaje czy odchodze. I nie pozwalam na to, aby to on mnie porzucil.
niekochana72 napisał/a:Median napisał/a:w ktorym punkcie?
W całokształcie, bez wątpienia
dobra, wyczuwam zlosliwosc, ale przelykam pigule
Ani grama złośliwości. Jestem pod wrażeniem tego, co napisałaś. Mam nadzieje, że autorka wątku troszkę zrozumiała...
jak ja nie lubei takie kobiet ;d jak mozna rozwalac pomalu czyjas rodzine. Powiem Ci tyle on ma cie jak zabawke przeciez z zona sie nie rozstanie i to oczywiste. bedziesz jeszcze plakala przez niego. Wiec zakoncz to jak najszybciej poki nie jest jeszcze za pozno. On ma rodzine szanuj to, bo jesli nie to kiedys twoj maz odejdzie do innej.... czego ci nie zycze, swiat jest jaki jest ale jest bardzo sprawiedliwy ;p
kobieto zostaw to, nawet jesli on wybierze Ciebie, to na cudzej krzywdzie szczeście nie zbudujesz.. ![]()
A może poczekaj jeszcze trochę, jak żona się dowie , to go sama wywali i będziesz miała problem rozwiązany . Wtedy będziesz mogła się cieszyć tą miłością bez ukrycia, a żona pójdzie do psychologa, będzie się truć tabletkami, schudnie może 10 kg, dziecko będzie półsierotą , bez ojca , że cierpieć będzie nie tylko żona i dziecko, a także najbliższa rodzina , ale nie to przecież jest najważniejsze, bo najważniejsze jest byś TY była szczęśliwa .
Prawda ?
A za parę lat ,a może nawet szybciej , emocje opadną , miłość nie będzie już taka kolorowa , usiądziesz sobie , zastanowisz się nad swoim życiem i powiesz " rozwaliłam komuś rodzinę, ktoś przeze mnie cierpiał , ile jestem warta ? "
no właściwie granda.. tak też moze zrobić, a nóż się uda, przecież najważniejsza jest miłość własna, każda z nas musi dążyć do swojego szcześcia, po trupach do celu .. ?
Nie jesteś tu po porady, ale chcesz wiedzieć jedynie jak to wygląda. Proszę bardzo...
Wygląda źle. Chyba nie umiesz spojrzeć na swoje zachowanie i postępowanie z boku. Jak dla mnie rozbijanie małżeństwa jest chore! No bo co zyskujesz? Kilka chwil z facetem, który i tak ma Cię gdzieś? Gdyby mu na Tobie zależało, wcześniej by się rozwiódł i spokojnie z Tobą pokazywał w mieście, a nie ukrywa się. To jasno daje do zrozumienia, że on nie zamierza zostawiać rodziny, a Tobą się bawi, jak marionetką. Jesteś na jego każde skinienie palcem... Przez to pogrążasz się. A przez takowe zachowanie niszczysz innym małżeństwo...
Masz z tego satysfakcję? Że ktoś przez Ciebie wylewa łzy? Że komuś odbierzesz ojca? A może nawet być tak, że jeśli już bedziesz ze swoim lubym, to matka może utrudniać kontakt z dzieckiem jemu (czego on się zdecydowanie boi) i pewnego razu zamiast słodkich słówek usłyszysz, że to wszystko Twoja wina...
Dziewczyny radzą abyś go zostawiała... A Ty chciałaś ominąć watek w życiu, gdy boli... Niestety tego nie ominiesz, zawsze będzie Cię bolało, czy to, że on zostawił Cię dla rodziny lub to, że przez Ciebie on nie ma kontaktu z dzieckiem. Zrozum wreszcie jesteś dla niego odskocznią i nikim więcej, mydli Ci oczy tymi słodkimi słówkami...
twierdzisz, że masz już wieczorne myśli... To dopiero początek... Tak traktuje się kochankę, jest ona tylko wtedy gdy facet tego potrzebuje, a nie ona sama. I to nie będą tylko tęsknoty za wspólnym dniem czy śniadaniem, ale i wspólnymi świętami, urlopem itp... Po co być z kimś, a przede wszystkim dla kogoś, kiedy tylko druga osoba chce?! Jak sama trafnie spojrzysz w tym związku nie ma Ciebie, jest tylko on i jego czas, jego potrzeby. A Ty się nie liczysz i nigdy liczyć dla niego nie będziesz...
Temu zachowaj resztki szacunku dla siebie i skończ to dopóki on tego nie zrobi. Poboleje, a jakże. Ale lepiej cierpieć z rozstania z facetem, który się Tobą bawi, niż cały czas być upokarzaną właśnie w sposób, że nie możecie być razem wtedy gdy tego sama pragniesz...
Po co masz poświęcać swoje życie komuś, kto tego nawet nie docenia... Otrząśnij się wreszcie!
A ja pójdę trochę pod prąd.
Wiecie co dziewczyny? Dla mnie facet który zdradza żonę to kompletna szmata. Bałabym się go wziąć, bo będzie jak pies, który raz ugryzł. Trzeba uśpić. Koniec. Kropka.
Jednej ślubował, jest ojcem jej potomstwa, a zachowuje się jak ostatnie ku.wa i stręczyciel w jednym.
Ma wolną wolę - kocha - rozwiązuje sprawę z klasą, płaci alimenty do 28 roku życia na dziecko (jeśli zdolne i chce studiować), może też płacić na żonę jeśli jej sytuacja materialna po rozwodzie uległa pogorszeniu. Jak jest obrotny i go stać a nowej partnerce chce się pracować i dzielić męża między ich wspólne a jego poprzednie dzieci - no problem.
Zakłada nową, szczęsliwą rodzinę i jest git.
Tak zachowuje się mężczyzna który prawdziwie kocha a nie chce umoczyć na starych zasadach.
Do Autorki - od początku było wiadomo jak to się skończy. Gdyby było "po koleżeńsku" nie ukrywalibyście spotkań. Szczerze i w przyjacielskiej atmosferze wprowadziłby Cię w krąg znajomych rodziny, może zaprzyjaźniłabyś się z jego żoną, dziećmi, wtedy byłoby to uczciwe. A tak - walisz ściemę, nie dziw się że nikt Ci nie wierzy. Gdyby mi mąż się urwał na nockę tylko "porozmawiać z koleżanką", ja bym mu coś urwała niewątpliwie zaraz po powrocie.
Witam
Zarejestrowałam się tutaj głównie z powodu postu autorki, chociaż forum czytam regularnie i czerpie z niego wiele mądrości.
WhatIsLife opowiem Ci moją historię w telegraficznym skrócie.
Mojego "żonatego" poznałam dość dawno (2-3 lata temu) ale mieliśmy bardzo symboliczny kontakt, na tyle koleżeński że nawet nie wiedziałam, że ma rodzinę (on się nie chwalił - ja nie pytałam).
Nawet nie wiem kiedy nasza znajomość bardzo sie rozwineła - zaczęły się codzienne spotkania, wspólne weekendy, poznał moją rodzinę, przyjaciół - ja poznałam jego kolegów! To on do mnie przyjeżdzał (dzieliło nas jakieś 50 km)
Pytałam kilka razy o to czy ma dzieci, jaki jest jego stan cywilny... Odpowiedzi były wymijające a wręcz kłamstwa!
Miał dla mnie bardzo dużo czasu, widywaliśmy się praktycznie KAŻDEGO dnia (codziennie przyjeżdżał te 50 km) każdy weekend spędziliśmy wspólnie - męczyło mnie jedynie, że nie znam jego rodziców... ale i na to było wytłumaczenie bo rodzice mieszkali w mieście oddalonym o jakiaeś 350-400km - rzadko sie widywali.
Sielanka trwała kilka miesięcy! Aż do pewnej imprezy - Jego znajomy "odważny po kielichu" wyznał mi, że dziwi się, że taka fajna dziewczyna jak JA postanowiła związać się z żonatym facetem! Jak to żonatym zapytałam? No przecież ma żonę i dzieci!
Poczułam się jakbym dostała w pysk, mój "ukochany" jednak był tak pijany, ze żadna rozmowa tego wieczoru nie wchodziła w grę. Strzeliłam focha i poszłam spać. Dopiero rano zażądałam wyjaśnień. Długo milczał, próbował zaprzeczać ale nie dałam za wygraną. Przynał się... Pozbierałam swoje rzeczy wsiadłam w auto i odjechałam.
Niestety moje uczucia były tak silne, że nie dałam rady zapomnieć. On wciąż szukał kontaktu więc mi nie ułatwiał.
Dałam się namówić na wcześniej zaplanowany wyjazd (wszystko było dograne tuż przed imprezą) i to był mój błąd. Dałam się omotać, uwierzyłam, że między nim a żoną jest źle, że to małżeństwo tylko dla "dzieci".
Wpadłam jak bułka w masło.
Wiedział, że rani mnie taki układ, ale byłam zbyt słaba żeby powiedzieć KONIEC.
Nadal widywaliśmy sie praktycznie codziennie, wspólne weekendy - ba nawet w "połowie" święta. Byłam świadkiem jego rozmów z "domem" gdzie rozmiawiał jedynie z dziećmi.
Praktycznie u mnie mieszkał. Wykonywał wszelkie obowiązki domowe, począwszy od sprzątania, gotowania po jakieś tam naprawy itp. To nie był związek typu - "szybki sex" i każde w swoją stronę. Nie ukrywaliśmy się, nie było problemu żeby iść do kina, knajpy czy do centrum handlowego.
Pół roku temu powiedziałam mu, że daje mu czas do końca roku na podjęcie decyzji "co chce zrobić ze swoim życiem". Jeśli taka decyzja nie zapadnie - ODEJDĘ.
Dotrzymałam słowa - przed końcem roku kazałam mu się spakować (przez ten czas nagromadziło sie dość dużo jego rzeczy) i wynieść z mojego życia. Wiem, że jego małżeństwo to fikcja - zbyt wiele czasu spędziliśmy razem bym nie miała tej pewności. Ale ja nie zamierzam żyć w tej jego "fikcji" i czekać na cud! Dostał wystarczająco dużo czasu by zrobić porządek w swoim życiu - argumenty "że dzieci są zbyt małe (7,11) przestały do mnie docierać.
Nie trzeba być mężem by być dobrym ojcem.
Szczerze mówiąc jest mi go ŻAL bo nigdy nie będzie szcześliwym człowiekiem. Zapewne za chwile poszuka sobie mojej następczyni - pewnie będzie cudownie dopóki prawda nie wyjdzie na jaw. Ale ile można tak żyć? Dzieci dorosną, opuszczą rodzinny dom a oni będą żyć jak współlokatorzy - skoro przy dzieciach nie rozmawiają ze sobą więcej niż to konieczne.
Od naszego ostatniego spotkania mineły 2 tygodnie - boli jak diabli - ale jestem twarda.
Wierze, że kiedyś się wyleczę z tej "chorej" miłości...
Dziewczyno uciekaj póki jeszcze masz na to siły! Im dłużej będziecie "razem" tym trudniej będzie odejść.
Też miałam nadzieję, że jestem tym "wyjątkiem" któremu się uda- przeciez poświęcił mi TYLE czasu, TYLE nas łączyło... nie musiałam się prosić o spotkania, naturalne było, że był ze mną każdego dnia! - ale prawda jest taka, że nie zbuduje się szczęścia na kłamstwie i krzywdzeniu innych.
Trzymam kciuki, że Ci sie uda.
Ja sobie wmówiłam, że jesli faktycznie mnie kocha to znajdzie do mnie drogę - przecież ja tylko "odeszłam" a nie umarłam.
Chociaż staram się nie łudzić, że z tego będzie jakiś Happy End.
"Rozłąka osłabia mierne uczucie, a wzmaga wielkie, jak wiatr gasi świecę, a rozpala ogień."
Agniechaaa,
dzięki za Twoją opowieść. Postąpiłaś słusznie i podjęłaś dla siebie bardzo trudną, ale jedyną w tej sytuacji decyzję. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale zastanowiłam się czy znam jakąś podobną historię, która skończyłaby się szczęśliwie. I doszłam do wniosku, że nie znam. Cierpi żona, niczemu niewinna, cierpi kochanka (i słusznie), cierpią dzieci, bo tatus ma dla Nich mniej czasu, a On sam, czuje się jak młody Bóg, bo przecież jest tak wspaniały, że dwie kobiety o Niego walczą.
Piszesz nie chcę porad tylko chcę wiedzieć jak to wygląda. To ja jako żona z 14 letnim starzem i dzieckiem - opiszę ci jak to wygląda z mojego punktu widzenia: mąż jest taki zapracowany nie ma czasu dla domu dzieci ale przecież musi zarabiać - wychodzi wieczorami ma prawo do spotkań ze znajomymi wkońcu tyle pracuje, nie kochamy się tak często pewnie jest zmęczony źle się czuje itd...... nieświadoma żona (do pewnego czasu będzie szukać każdego możliwego wyjścia nie dopuszczając zdrady tym bardziej że mąż owszem zmienił się ale i tu znajdzie przyczyny inne niż kochanka. Mąż - kochanie szef każę (lub własny biznes trzeba doglądać) dbam o dom , kiedyś zobaczysz będę mniej pracował, kocham cie i dzieci itd....
Kochanka: z żoną nie śpi, mają kredyt, małe dzieci, długii itd... ale powiedział że za jakiś czas (oczywiście nie określony) będziemy razem rozwiedzie się muszę tylko być cierpliwa.
Tak dla mnie to wygląda skutek - prawie zawsze (jeśli żona go nie kopnie w przysłowiowy tyłek gdy klapki spadną z oczu) zerwie kontakt z kochanką podając tysiące powodów lub też całkiem nie i wróci potulnie do żony łóżka i domu - może nie na stałe bo czasem szukają kolejnych kochanek które na początku nie są natarczywe nie stawiają żądań ot po prostu cieszą się OCHŁAPAMI jakie dostają od żonatych facetów. I jeszcze jedno nie wież w chonor i uczciwość takich gości bo jeśli zdradzają kobietę której przysięgali, kłamią i ukrywają to te zalety nie są im znane.
Szkoda że kolejna naiwna kobieta funduje sobie taki los i stratę czasu a życie jest tylko jedno.
Przyznam szczerze ze nie do konca wierzylam, ze zakladajac ten watek bedzie w stanie cokolwiek do mnie dotrzec. Bardziej szukalam potwierdzenia wlasnych przemyslen niz odmiennych opinii. A przyznam szczerze dziewczyny ze potrzasnelyscie mna. I to tak za nogi i o ściane....
Musze sobie to jakos we łbie poukładać bo narazie to mi sie tu troche bajzel zrobił... Kazda z Was ubrała w słowa praktycznie to co gdzies we mnie siedzialo gleboko tylko nie chcialam o tym mowic na glos...
So much for my happy ending....
Agniechaaa jak bardzo twoja historia przypomina mi moją. Z tą tylko różnicą że mój facet do zostawił żonę i zamieszkaliśmy razem. Ale co z tego?? Szybko mu się znudziło takie życie. Po kilku miesiącach doszedł do wniosku że starsznie tęskin za dziećmi (22 i 20 lat) nie potrafi dłużej walczyć z tym uczuciem, kocha mnie i właśnie dla mojego dobra to robi!!!! W takich związkach nie ma HEPPY ENDU. Wiecie jak się teraz czuje? Jak szmata, tak wiem mam to na własną prośbę. Został mi tylko żal, ból. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć żę taki związek nic dobrego do życia nie wnosi. Facet wróci do żony a my zostajemy z pustką. Ja straciłam trzy lata życia.
Przyznam szczerze ze nie do konca wierzylam, ze zakladajac ten watek bedzie w stanie cokolwiek do mnie dotrzec. Bardziej szukalam potwierdzenia wlasnych przemyslen niz odmiennych opinii. A przyznam szczerze dziewczyny ze potrzasnelyscie mna. I to tak za nogi i o ściane....
Teraz rozumiesz dlaczego zaluje, ze nie weszlam tu w trakcie lecz po? ![]()
Rozumiem...co prawda nadal mam mętlik w głowie ale to już nie jest sieczka tylko artystyczny nieład;) A tak serio: do głowy dociera tylko jeszcze trzeba durne serce w ryzach zamknąć...
Zamknij serce bo dziś jeszcze je masz a za kilka lat takiego związku nawet jego nie będzie. Powodzenia
Co by zmienilo, gdybym weszla na forum? Chociazby to, ze bylam w tym sama. Spotykalismy sie po kątach, nikt o tym nie wiedzial. Nikt z moich znajomych o nim nie wiedzial. Przeciez kochanka to ZŁOOOO! To, w jaki sposob i co mowil moglam tylko sama sobie interpretowac, niestety zinterpretowalam blednie. Siedzac na forum, juz po fakcie, po rozstaniu (chociaz adekwatne okreslenie to porzucenie jak smiecia) pozalowalam, ze nie znalazlam sie tu wczesniej, bo podawalam pewne fakty, ktorymi bylam zaslepiona, a dziewczyny podawaly mi interpretacje jego zachowan itd. Wiem, ze to moze brzmiec idiotycznie, ale to naprawde otwiera oczy. I gdybym w trakcie o tym pisala to mialabym jakas alternatywe. Hm..nie wiem, czy dobrze tlumacze, ale prosta rzecz dla przykladu - mowil, ze obecnej powie za miesiac, bo teraz stracila robote i nie chce jej dokladac problemow. Ja myslalam o tym, ze ok - on jest szlachetny, rozumiem, bo tez byloby mi ciezko zostawic potencjalnego obecnego w takiej sytuacji. Zaloze sie, ze dziewczyny przedstawily by to w zupelnie inny sposob, ktorego ja po prsotu nie widzialam. O to chodzi - o to, ze bylam slepa i ufalam, wierzylam, ze bedzie dobrze i nie mial kto mna potrzasnac.
Median i to jest cała prawda, w takiej sytuacji brakuje kogoś kto da ci przysłowiowego kopa i poprowadzi na racjonalne tory myślenia, bo jak wiadomo człowiek zakochany myśli niestety irracjonalnie.
Rozumiem...co prawda nadal mam mętlik w głowie ale to już nie jest sieczka tylko artystyczny nieład;) A tak serio: do głowy dociera tylko jeszcze trzeba durne serce w ryzach zamknąć...
Napisałaś wcześniej, że twoje serce nie rozstało się z nim już te kilka lat temu, i chyba nadszedł na to czas.
Jest też takie powiedzenie : Jeśli kogoś kochasz puść wolno, jeśli wróci będzie tylko twój, jeśli nie to znaczy że nigdy twój nie był.
Median i to jest cała prawda, w takiej sytuacji brakuje kogoś kto da ci przysłowiowego kopa i poprowadzi na racjonalne tory myślenia, bo jak wiadomo człowiek zakochany myśli niestety irracjonalnie.
Dziewczyny drogie, potrzebne jest coś jeszcze - otwartość na to, co do nas mówią.
Autorce wątku towarzyszyłyśmy z Median wczoraj dość długo ![]()
warto bylo bo sie dowiedzialam, ze jestem dobrym czlowiekiem ![]()
Jestem przeciwna krzyczeniu na kochanke i wmawianiu jej, ze jest zla i glupia itp albo, ze zona bedzie cierpiec i takie tam. Trzeba inaczej przedstawic problem w przypadku, kiedy kochanka mysli tylko o sobie. Watpie w to, aby sytuacja zony mogla kochanke wzruszyc...
Ale, ale, często zapominamy, że w takich układach największym winowajcą jest Pan Mąż. Odsądzamy od czci i wiary kochankę, ale cóż, do tanga trzeba dwojga. Pewnie, że mogłaby od razu powiedzieć stop, Panu Żonatemu dziękuję, ale jeśli nie Ona to znajdzie się następna, która nie będzie miała takich obiekcji.
Co do tego nie ma wątpliwości.
Ale, ale, często zapominamy, że w takich układach największym winowajcą jest Pan Mąż. Odsądzamy od czci i wiary kochankę, ale cóż, do tanga trzeba dwojga. Pewnie, że mogłaby od razu powiedzieć stop, Panu Żonatemu dziękuję, ale jeśli nie Ona to znajdzie się następna, która nie będzie miała takich obiekcji.
bo wszystkim kobietom wydaje sie, ze to kochanka dopadla zonatego i trzymajac mu pistolet przy glowie zmusila do zdrady... takie myslenie jest najprostsze. Podobnie jak ze stereotypami ![]()
Coś mi się przypomniało.
Kiedyś przeczytałam takie "łopatologiczne" wytłumaczenie przez chłopaka (tak, nawet nie mężczyznę), co znaczy, że On kocha swoją dziewczynę.
Powiedział: Moim ideałem kobiecego piękna jest Angelina Jolie. To, że kocham swoją dziewczynę oznacza, że pomimo iż nie jest tak piękna jak A.J. to, nie mam wątpliwości jak bym się zachował, gdyby A.J. stanęła teraz przede mną i powiedziała "chodź, będę Twoja na zawsze". Gdy kogoś kochamy - inni w ogóle nas nie interesują. Bez względu jak wygladają i jak się zachowują.
Mam nadzieję, że moja córka spotka właśnie takiego chłopaka ![]()
A ja mam nadzieję, że mój syn taki własnie jest=)
Tylko żebym jeszcze babcią nie została, bo jest tak zakochany, że unosi się nad ziemią nie stąpa ![]()
A ja mam nadzieję, że mój syn taki własnie jest=)
Tylko żebym jeszcze babcią nie została, bo jest tak zakochany, że unosi się nad ziemią nie stąpa
Zatem gratuluję Tobie (wychowania syna) i Jemu (charakteru).
Ale musisz obiektywnie przyznać, że to widok dający nadzieję - Ci młodzi unoszący się nad ziemią
Heh... nam trudniej, bo zafundowałyśmy sobie "balaścik" ![]()
Tak więc droga autorko wątku - takiego mężczyzny szukaj, bo Twój z takim gigantycznym balastem to nawet nie podskoczy. O pofrunięciu nawet nie wspomnę.
Niekochana,
dziekuję bardzo. A co do młodych to rzeczywiście słodki widok.
Powiedział: Moim ideałem kobiecego piękna jest Angelina Jolie. To, że kocham swoją dziewczynę oznacza, że pomimo iż nie jest tak piękna jak A.J. to, nie mam wątpliwości jak bym się zachował, gdyby A.J. stanęła teraz przede mną i powiedziała "chodź, będę Twoja na zawsze". Gdy kogoś kochamy - inni w ogóle nas nie interesują. Bez względu jak wygladają i jak się zachowują.
Hmmm... sugerujesz, ze jednak ci zdradzajacy faceci tak naprawde nie kochaja swoich kobiet?
A moze czasem taka zdrada jest potrzebna aby facet sobie uswiadomil, ze kocha "obecna" ? No moj podobno sobie to uswiadomil..........
Hmmm... sugerujesz, ze jednak ci zdradzajacy faceci tak naprawde nie kochaja swoich kobiet?
A moze czasem taka zdrada jest potrzebna aby facet sobie uswiadomil, ze kocha "obecna" ? No moj podobno sobie to uswiadomil..........
Uważam, że nie kochają ani żony ani kochanki. Za to bardzo kochają siebie. Nawet dzieci nie kochają, choć bardzo często używają ich jako uzasadnienia powrotu do żony.
Mam wrażanie, że powrót do żony odbywa się na zasadzie zimnego bilansu strata-zysk. Strata finansowa, często wykluczenie wśród znajomych i rodziny, zwyczajne wyrzuty sumienia.
Lepiej wrócić do "znanego", a jak się znów znudzi, to będzie kolejna. I duże prawdopodobieństwo, że będzie już sprytniejszy - nauczony doświadczeniem ![]()
Jedynym "pożytkiem" ze zdrady może być to, że żona zauważy w porę, koło jakiego dupka chciała spędzić życie i kopnie go w dupę.
Tak jak napisałaś - nic nie zatrzyma prawdziwie kochającego mężczyzny przed uczynieniem wszystkiego, by być z ukochaną kobietą. Więc - nie kocha żadnej.
hmm... to, o czym piszesz oczywiscie ma sens, ale mysle tez o tym, ze czesto jest tak, ze jak ktos cos straci to zaczyna to doceniac. Moze tak tez jest w przypadku niektorych facetow. Nie twierdze, ze wszystkich, ale moze przynajmniej jakiejs czesci?
Byliście parą, rozstaliście się, nie sądzę, że nie było powodu rozstania? No chyba, że Wasze uczucie faktycznie było szczeniackie, jak piszesz i tak słabe, że powodu nie musiało być. Raczej nie chce mi się wierzyć, że samo ludzkie gadanie potrafi spowodować rozpłynięcie się uczuć dwojga ludzi. Coś jednak było nie tak..
Bohater Twojej opowieści jest zwykłym hipokrytą, a hipokryzja to chyba najgorsza wada ludzka! Pamiętaj, że on taki jest i to się nie zmieni. Cierpiałabyś żyjąc z nim. Wydaje mi się, że cierpienie już się wdarło, a przecież wydzierasz się o szczęście..Nie licz na to, chyba, że serce o którym piszesz w rzeczywistości jest twarde jak głaz.
Bez większych skrupułów niszczy życie kobiety, której ślubował wierność. Ona już się nie liczy!!?? Czy taki człowiek może być w porządku? Raczej chyba deklarował jej miłość!!?? Pomyśl, co będzie z Tobą?
Wrażenia i odczucia, które opisujesz, uniesienia, tęsknota, zakochanie, uzależnienie, euforia i wszystko inne, ta cała wzniosłość chwil jakie teraz przeżywacie i które dają Ci teraz szczęście są ulotne!!! I co dalej? Co jeśli spotka swoją żonę w czasie, gdy w Waszym związku zapanuje melancholia, a w łóżku zawieje nudą? Nawet nie żonę..eh inną kobietę, świeżą, piękną, dumną i pragnącą szczęścia..
Czytam Was z zaciekawieniem
Czyli faceci dzielą sie na takich kochających uczciwych i takich, co mogą zdradzić/mają do tego sklonnosc?
Wtedy nie bede musiala pytac jak to sie dzieje że mezczyzna ktory slubowal po kilku latach dopuszcza sie zdrady....
Wtedy bym wiedziala, że wina lezy tylko w tym, kogo poznalam te pare lat temu a nie w fakcie że brakowalo nam czegos w zwiazku....
Kazdy dojrzaly czlowiek powinien starac sie rozwiazac problem- jesli nam zalezy na drugiej osobie, a nie uciekac w ramiona osoby trzeciej. Tak robią tchorze-kobiety i mezczyzni...
Mam takiego kumpla(26lat) ze studiow, pisalismy maile do siebie, dosyc szczere, bo miedzy na nic sie nie zapowiadalo ani nic nie bedzie,
on nagle napisal że z ostatnią dziewczyną byl rok ale to pierwsza ktorej nie zdradził.
byłam w szoku! i takie wyznanie mialoby pocieszyc dziewczyne ktora chcialaby z nim byc?
moja sympatia do niego natychmiast zmalała a chec poznania go na blizej jako "na mojego faceta" umarła...
to na koniec dnia moja historia- moje małżeństwo od lat to ja mój mąz i ta druga miłosć wielka góry przenosili a ja cierpliwie czekałąm i obserwowałamokoło 2 lata temu zdecydował się mój boski idealny maż z którą chce być oczywiscie wybrał tą drugą. Cóż nasze drogi sie rozeszły a ja spokojnie cierpliwie czekałam i znowu obserwowałam i przez ostatnie lata widziałam jego zdrady tym razem tej swojej drugiej miłości tej miłosci życia widziałam rozstania powroty ich znowu cudowne dni kiedy to przyrzekał jej że bedzie cudnie i znowu zdrada . na dzisiaj ich drogi znowu sie rozeszły Mój cudowny wspaniały były mąz jest juz z inną miłościa życia ja sobie układam zycie najlepiej jak potefie ta druga jest w fazie załamanie bo przecież czekała tyle lat tyle lat wierzyła a ta 3 ma teraz chwile szczescia ................... no ale to tylko kwestia czasu . Jedno wiem facet żonaty jest dla mnie terenem zamknietym niech bedzie cudny piękny bogaty błyskotliwy mądry wspaniały czuły ja wiem ze facet który zdradził żonę raz zrobi to kolejny raz - wiec dziewczyny unikajcie tajich facetów szkoda życia, szkoda czasu. Pozdrawiam cieplutko
Czyli faceci dzielą sie na takich kochających uczciwych i takich, co mogą zdradzić/mają do tego sklonnosc?
Wszyscy LUDZIE dzielą się na uczciwych i nieuczciwych.
jak dla mnie Autorko uwierzylas naprawde że jestes "wyjątkową tą trzecią" bo argumentem jest fakt, że byliście juz kiedys ze sobą...
nie zmienia to jednak za wiele, w koncu spotykalas sie potajemnie z zonatym mezczyzną a tego nalezy unikac!!! i to nie powinno ulegac dyskusji. facet zonaty/zajety powinien byc tematem tabu dla innych kobiet nawet tych w zwiazku, ale nie jest, stad tyle rozpadow zwiazkow i rodzin...
Witajcie
Rozetrzyjcie się dokoła czy na pewno takie związki kończą się źle?
Ja znam kilka które się skończyły dobrze.
Cześć z was zna moją historie, byłem w związku z tą trzecią. I to był wspaniały okres mojego życia. dziękuje jej ze była.
Skończyło się, ale warto było po to się urodzić żeby ja spotkać.
Czy koniec był szczęśliwy?
Mimo ze nie jestem z nią to tak, zawsze pozostanie moim ideałem.
Twoja obwieści jest moim potwierdzeniem ze przyjaźń miedzy kobietą i mężczyzną prędzej czy później zmienia się w miłość.
Morfeusz,
Twoja żona zapewne także się cieszy, że przezyłeś wspaniały okres swojego życia z kochanką.
I bardzo się mylisz, sądząc że przyjaźń między kobietą a mężczyzną zawsze zmienia się w miłość.
Moja przyjażń nadal jest przyjaźnią i bardzo ją sobie cenię.
Monia Zawsze są dwie strony medalu, żeby ktoś wygrał inny musi przegrać.
Chcesz wiecznie przegrywać? Ja nie.
Powiesz że jestem egoistą, Może masz racje ale jak ja sam ze sobą będę się męczył, i będzie mnie zżerała zazdrość ze ktoś ma ze komuś się udało.
Byłem szczęśliwy i nie zepsuje sobie tego roztkliwianiem się nad tym ze ktoś nie był.
Ilu ludziom mógłbym dać szczęście gdybym przegrał. ilu by się cieszyło z mojego nieszczęścia? A ilu jestem kompletnie obojętny?
To wszystko nie ważne wiem ze to kim dzisiaj jestem zawdzięczam swoim wcześniejszym wyborom. Nikt nie miał na to wpływu.
Monia zapytaj się swojego przyjaciela czy cię kocha? Zapytaj sama siebie czy nie kochasz swojego przyjaciela?
Tylko nie o to czy sypiasz z nim, czy pociąga cie seksualnie, tylko o miłość.
A ja się zastanawiam, dlaczego?
Jeśli np. zaczynam związek z facetem, który dla mnie odszedł od innej dziewczyny/żony, to jest dla mnie sygnał, że kiedyś ze mną postąpi tak samo, dlatego trzymam się od żonatych z daleka. Od tych zajętych również. Problem tylko w tym, że mój obecny chłopak mnie okłamał na samym początku - powiedział, że ze swoją dziewczyną zerwał rok temu. I teraz żyję z kłamcą. Zdaję sobie z tego sprawę. Przestałam myśleć, zastanawiać się, kontrolować. Z góry zakładam, że jeśli nie jest ze mną, to jest z nią. Ja w tym czasie realizuję siebie. I pewnie kiedyś nie wytrzymam i go zostawię. Ale na razie nie mam tyle siły. Ani alternatywy... Bo jak można żyć z kłamcą?
Facet, który się ożenił, spłodził dzieciaka, a potem wraca do swojej szczenięcej miłości jest niedojrzałym emocjonalnie szczylem. Z "wielką miłością" zrobi to samo - poszuka następnej, albo po pierwszych uniesieniach serca wróci do żony. Albo i jedno i drugie - będzie próbował wrócić do żony, a potem - jeśli ta go nie przyjmie - poszuka następnej "wielkiej miłości". Co raz nie wyszło, nie wyjdzie za drugim razem. Wszystko płynie. Takie życie.
pannanikt
A jak będziesz miała alternatywę to odejdziesz? I nic nie będziesz miała sobie do zarzucenia.
Tobie wolno jemu nie, super filozofia
Wiesz co, nie przejmuj się, jest tu pełno zdradzonych, porzuconych żon, które w zgorzknieniu dają dobre rady, żebyć "rzuciał ich męża", zadbała o jego żonę, dzieci, (czytaj zadbała onnie). Dbaj o siebie, one też nie będą nigdy dbać o Ciebie. W życiu nie wiadomo jak jest najlepiej, ale trzeba je przeżyć i najlepiej szczęśliwie. Nie wiem jak Was czeka przyszłość, kto będzie pierwszą, a kto drugą lub wcale. Wiem, że miłość wcla tak często się nie zdarza i nie czeka za każdym rogiem, bo nie mówię o płatnej. Pozdrawiam.
Moje pytanie brzmi po co pchać się tam gdzie nas nie chcą. Skoro facet ma żonę a kochanką zainteresowany jest średnio to po co dawać mu satysfakcję i za nim biegać.
Wiesz co, nie przejmuj się, jest tu pełno zdradzonych, porzuconych żon, które w zgorzknieniu dają dobre rady, żebyć "rzuciał ich męża", zadbała o jego żonę, dzieci, (czytaj zadbała onnie). Dbaj o siebie, one też nie będą nigdy dbać o Ciebie. W życiu nie wiadomo jak jest najlepiej, ale trzeba je przeżyć i najlepiej szczęśliwie. Nie wiem jak Was czeka przyszłość, kto będzie pierwszą, a kto drugą lub wcale. Wiem, że miłość wcla tak często się nie zdarza i nie czeka za każdym rogiem, bo nie mówię o płatnej. Pozdrawiam.
Masz rację trzeba dbać o siebie.
Ale miłość to związek dwóch osób nie trzech.
Jeżeli On kocha naprawdę i jest dobrym człowiekiem, to niech da Jej spokój na pół roku. Rozwiedzie się z żoną jako dobry człowiek powinien wiedzieć, że sprawi jej mniej bólu odchodząc od niej bo przestał kochać, a nie z powodu kochanki i to byłej miłości.
Kocha Ją?
Ile jest w stanie dla niej poświęcić?
Pół roku to nic jak chce z nią spędzić resztę życia.
pannanikt
A jak będziesz miała alternatywę to odejdziesz? I nic nie będziesz miała sobie do zarzucenia.
Tobie wolno jemu nie, super filozofia
Mówiąc "alternatywa" miałam na myśli pomysł na inne życie, a nie zmianę chłopaka. Ostatnio nie narzekam na zainteresowanie przez płeć przeciwną, więc pewnie długo sama bym nie była, gdybym go rzuciła. Ale nie chcę. Nie interesuje mnie to.
Moim zdaniem związki oparte na błędnych założeniach, o ile przez jakiś przypadek nie zostaną przewartościowane w trakcie, zawsze kończą się źle.
Wśród moich znajomych nie ma szczęśliwej pary, która poznałaby się w okolicznościach typu - ja rzucam moją dziewczynę/chłopaka/żonę/męża dla ciebie. To zawsze kończy się cierpieniem, a nie można na czyimś cierpieniu zbudować szczęśliwego związku. Poza tym to też świadczy o pewnej dozie bezwzględności, która tkwi w jednej lub drugiej stronie. Bo jeżeli jesteśmy ze sobą na dobre i złe, to oznacza to, że nie porzucamy kogoś, gdy jest źle, tylko staramy się to naprawić. Wiele osób nie potrafi "pracować" nad związkiem. Pojawiają się jakiekolwiek problemy i już uciekają w inne ramiona. A ja uważam, że właśnie problemy to powinno być coś, co związek cementuje. Napotykamy trudności i razem podejmujemy działania, żeby je przezwyciężyć, razem ustalamy strategię tych działań, wspieramy się nawzajem i motywujemy do dalszych działań. Sukces jest naszym wspólnym sukcesem.
Oczywiście są wyjątki.
Podam tylko jeden przykład: alkoholizm.
Ale pisząc to, co napisałam powyżej, nie miałam na myśli żadnych patologii, tylko sytuacje, kiedy ludzie myślą, że stan zauroczenia będzie trwał wiecznie. A najpiękniejszym momentem związku jest właśnie przezwyciężanie wspólne tych codziennych trudności.
Wiem.Nie zawsze faceci wracają do żon,jedni zostają inni odchodzą.W moim przypadku było tak że wrócił do żony i do dzieci mimo iż jakiś czas mieszkal u mnie.Nigdy mu nie broniłam kontaktu z dziećmi(widywał je prawie codziennie)i to nie ja chciałam aby odszedł od niej.On sam tego chciał.A ja teraz tego żałuje.Głupia byłam że mu na to pozwoliłam,że pozwoliłam mu na to aby się do mnie wprowadził.Teraz pozostał mi po nim tylko ból i cierpienie.No i jeszcze pare jego ubrań w mojej szafie
Trzecia ma ciężko. Właśnie zostawiła mojego prawie byłego męża, po dwóch miesiącach wielkiej miłości, dla której wiał z domu aż się kurzyło. I nie dała rady... A on ... biedny, porzucony, oszukany próbuje zrobić ze mnie kącik wypłakiwania żalów - bezczelny. Chyba chciał wrócić, ale zanim to wyartykułował, dałam do zrozumienia, że nie ma szans. Dla mnie umarł już wtedy, teraz po prostu dalej nie żyje. I nie współczuję, bo wiedziałam, że tak to się skończy. Chociaż myślałam, że potrwa dłużej.
Witaj Marynarko ! lubie czytac twoje posty - nie daj sie zlamac temu ,,porzuconemu,,, prosze .....
Nigdy w życiu Ladyred,
dowaliłam mu dzisiaj korespondencyjnie tyle uwag merytorycznych włącznie z prośbą o przebadanie na HIV zanim zbliży się do dzieci, że chyba nawet on, nie zniży się aż tak. Ale jest wojna, miało być pięknie. On u boku ukochanej zgodny co do rozwodu, a tu kłopot. Ukochanej nie ma, pajac sam nie wie co ze sobą począć i denerwuje niepotrzebnie. Ja na pewno wiem co mam robić. I zrobię. I nie pozwolę nikomu zdemolować mojej nowej, cudownej, odrodzonej i wolnej tożsamości. Nie doradzę mu przecież grubego sznurka i mocnej gałęzi, bo to nieetyczne? Chciałam mu nową panią pomóc wyszukać "na cito", ale odmówił. Zmiennym charakterem obdarowany może teraz co chwilę mieć inne zdanie na każdy temat. Staram się jak mogę, żeby z rozwodu nie zrezygnował. Nie, żebym obrażała wprost, ale uderzam równymi, nie za mocnymi sierpowymi, a raz na jakiś czas, dla przyjemności kolanem w j..a. Żeby wiedział jak się sprawy mają. Że stabilnie. U mnie stabilnie. Do czego to dochodzi, żebym ja mu lali chciała szukać dla własnego spokoju?
Do autorki wątku:
Twój kochanek ma ewidentnie problem z nie wchodzeniem po raz drugi do tej samej rzeki. Byłaś kiedyś jego pierwszą poważną, coś Was rozdzieliło - musiało być na tyle problematyczne, że do rozstania doszło. Teraz w jego związku jest problematycznie, a Ty jawisz się jako Kraina mlekiem i miodem płynąca. To co mu ułatwia romans i usprawiedliwia przed nim samym, to fakt, że to właśnie Ty - jego pierwsza miłość.
Niech Cię to jednak nie zwiedzie - jeśli nawet Twój facet odejdzie od żony do Ciebie, to za jakiś czas będzie kręcił z żoną za Twoimi plecami. Bo będą tak jak i w Waszym przypadku wspomnienia, wspólne sprawy i pamięć o niegdysiejszej miłości, która go zaprowadziła przed ołtarz.
Ewidentnie facet nie umie przecinać pępowiny, a i Ty również. Licząc na związek właśnie z nim wystawiasz się na to, że wróci do ciebie to samo. W tej sytuacji jest to dla mnie jasne.
Mam 21 lat. Od dwóch lat spotykam się z mężczyzna starszym ode mnie o 25 lat. Z początku oboje traktowalismy ta znajomość bardzo luźno. On od razu uprzedził mnie, ze ma żonę i dwójkę dzieci. Z czasem zaczęło być coraz intymniej. Teraz jest nam razem cudownie. Wiem ze jest miedzy nami miłość. Sytuacja jest o tyle łatwiejsza od tej jaka maja inne kochanki, ze jego dom i rodzina jest 300 km od miejsca gdzie my sie spotykamy. W zasadzie mozna powiedziec, ze razem mieszkamy. On pracuje tutaj, a w weekendy jeździ do domu. Wiec mam go dla siebie prawie cały czas. Niby są jakieś tematy na temat tego co będzie w przyszłości. Ale nie ma nic na pewno. Myślicie, ze powinnam czekać? Patrząc na to ze jestem młoda i będę miała jeszcze czas ( w razie gdyby okazało się najgorsze ) na znalezienie swojej drugiej połówki?
witaj Joannagwr, nie będę pewnie oryginalna i powiem tak: na co Ty chcesz czekać? Przecież facet ewidentnie nie zamierza nic zmieniać..tak jest dobrze
Nawet nie licz na to, że pewnego dnia zdecyduje, że odchodzi od rodziny. A nawet jeśli, to na pewno nie dla Ciebie. Może jakaś inna sytuacja okaże się wygodniejsza od tej, którą ma teraz. Wydaje mi się, że kobiety, które wikłają się w podobne sytuacje zupełnie nie mają poczucia własnej wartości, poniekąd depczą swoją godność.
Przepraszam jeśli Cię uraziłam, wyraziłam tylko swoje zdanie.
Wiem ze jest miedzy nami miłość. Sytuacja jest o tyle łatwiejsza od tej jaka maja inne kochanki, ze jego dom i rodzina jest 300 km od miejsca gdzie my sie spotykamy. W zasadzie mozna powiedziec, ze razem mieszkamy. On pracuje tutaj, a w weekendy jeździ do domu. Wiec mam go dla siebie prawie cały czas.
Byc moze sie myle, ale widze to tak:
- wiesz, ze miedzy Wami jest milosc. Skad ten pomysl? Bo mi sie tez zawsze wydaje, ze "miedzy nami jest milosc" i podejrzewam, ze wiekszosci kochanek, ktore nie oczekuja sponsoringu wydaje sie, ze to milosc.. co oczywiscie jest mylne.
- facet mieszka 300km dalej. Moim zdaniem ma genialna sytuacje - jeden dom tu, drugi tam - po chwili zastanowienia mysle, ze byc moze tez bym sie skusila na taki uklad (gdybym miala prace tu, a zycie tam
)- samotnosc nie bylaby mi wtedy grozna...
Uwazam, ze facet fajnie sie zorganizowal kosztem obu kobiet... Fajnie dla niego (zeby nie bylo niedomowien)
Median chyba jestem Twoją fanką ![]()
Smołka, nie pogardze
Cos dawno Cie nie widzialam...
Nie mam już co pisać, jak przeczytam Twoją wypowiedź
Nie chcę się powtarzać. A tak poważnie, to ja mam tak z tym forum, że potrafię przesiedzieć na nim cały dzień, a później przez tydzień nie zaglądać.
Uwazam, ze facet fajnie sie zorganizowal kosztem obu kobiet... Fajnie dla niego (zeby nie bylo niedomowien)
Może i jestem naiwna, ale zamierzam z nim zostać. Wiem, ze na pewno stworzył sobie sytuacje idealna. I tu i tu ma do kogo wracać. Ale mnie tez jest dobrze. Jestem zdania, ze nie ważne ze on nie może być mój ( choć nie wykluczam tego - byłoby wspaniale ) ważne jest to ile razy miałam go tylko dla siebie... ;-)
aaa.. no to skoro Ci dobrze, to nie rozumiem po co pytalas o to czy czekac itp. Wszystko jasne.
Aaa... tylko jeszcze jedno - bedziesz mu zmieniac pampersy za xx lat? Nie drwie, po prostu pytam.
Smołka, a ja tu sie kiedys tak naprodukowalam w jedym watku dla Ciebie, a Ty nic... no tak nie mozna! :)
To Twoje życie i tak na prawdę ostatecznie sama dokonasz/łaś wyboru. Zastanów się tylko czego pragniesz. Wygląda na to, że na pewno nie pragniesz ,,normalnej" rodziny.
Czy on na prawdę jest aż tak wyjątkowy, byś Ty już na początku swego dorosłego życia z tego życia rezygnowała? Czy warto dla tych chwil, gdy jest ,,tylko Twój" (a w rzeczywistości wcale nie!!!) zatracać samą siebie? Odbierać sobie szansę na prawdziwe szczęście?
Gdzieś daleko odepchnęłaś rozsądek, a na jego miejsce wdarła się chęć przeżywania przemijającej przyjemności.
Joannagwr to Twoje życie i tak na prawdę ostatecznie sama dokonasz/łaś wyboru. Zastanów się tylko czego pragniesz. Wygląda na to, że na pewno nie pragniesz ,,normalnej" rodziny.
Czy on na prawdę jest aż tak wyjątkowy, byś Ty już na początku swego dorosłego życia z tego życia rezygnowała? Czy warto dla tych chwil, gdy jest ,,tylko Twój" (a w rzeczywistości wcale nie!!!) zatracać samą siebie? Odbierać sobie szansę na prawdziwe szczęście?
Gdzieś daleko odepchnęłaś rozsądek, a na jego miejsce wdarła się chęć przeżywania przemijającej przyjemności.
Median to mnie zażyłaś! Chociaż przyznam, że jestem z tych zakręconych, które czytając polecenie, czytają tylko kilka pierwszych zdań
:( Czytając smsa, nie odpowiadają na ostatnio zadane pytanie
Nie bierz, więc mojego przeoczenia osobiście ![]()
Szybko muszę odgrzebać Twojego posta.
Serdecznie pozdrawiam
No i kolejna wpadka..wzięłam opcję cytuj post i wyszło coś takiego..teraz skorzystałam z opcji edytuj, mam nadzieję, że lepiej
Joannagwr: napisz proszę, czego oczekujesz po tym "związku".
Czy wiesz, co może byc przyczyną, że właśnie w takiej sytuacji się znalazłaś?
dziwnie po czasie czytac swoj watek sprzed ponad pol roku...ale gwoli informacji: ten "zwiazek" zakonczylam. wykańczał mnie psychicznie i nie wiem do czego by doprowadził. I choc musze przyznac ze zawsze bede miala do Niego slabosc to teraz widze ze to bylo chore. On tkwi dalej przy zonie i wciaz próbuje odnowic kontakt miedzy nami. Taaa....nadal jest biedny, nieszczęśliwy, nierozumiany...jednym słowem standard. Ciesz sie ze zdecydowalam sie na ten krok i odseparowalam od niego <mimo ze troche wbrew wlasnej woli> ale dzieki temu od kilku miesiecy jestem naprawde szczesliwa w zwiazku z najcudowniejszym facetem pod sloncem
Dla ktorego jestem jedyna a nie ktoras z kolei. Dzieki wszystkim za dobre rady i za kubel zimnej wody na leb ![]()
dziwnie po czasie czytac swoj watek sprzed ponad pol roku...ale gwoli informacji: ten "zwiazek" zakonczylam. wykańczał mnie psychicznie i nie wiem do czego by doprowadził. I choc musze przyznac ze zawsze bede miala do Niego slabosc to teraz widze ze to bylo chore. On tkwi dalej przy zonie i wciaz próbuje odnowic kontakt miedzy nami. Taaa....nadal jest biedny, nieszczęśliwy, nierozumiany...jednym słowem standard. Ciesz sie ze zdecydowalam sie na ten krok i odseparowalam od niego <mimo ze troche wbrew wlasnej woli> ale dzieki temu od kilku miesiecy jestem naprawde szczesliwa w zwiazku z najcudowniejszym facetem pod sloncem
Dla ktorego jestem jedyna a nie ktoras z kolei. Dzieki wszystkim za dobre rady i za kubel zimnej wody na leb
Witaj. Z racji tego, ze to głównie ze mną i z Median prowadziłaś wtedy dialog - pozwolę sobie napisać do Ciebie.
Tiaaa... ten kubeł zimnej wody to chyba głównie ja ![]()
Bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa - zasługujesz na to
Byłaś (jak miło używać czasu przeszłego) jedną z nielicznych "trzecich", które przyjmowały (choć z pewnymi oporami) to, co usiłowałyśmy tłumaczyć i pokazywać z naszego punktu widzenia.
Jeśli jest taka możliwośc - nie jest to dla Ciebie zbyt bolesne - napisz proszę, jak rozmijały się Twoje wyobrażenia, jego obietnice i rzeczywistość. Może przeczyta to kiedyś kobieta w podobnej sytuacji i pomożesz jej podjąć decyzję najlepszą dla NIEJ.
Ściskam Cie mocno i życzę dużo szczęścia.
:D
A ja pójdę trochę pod prąd.
Wiecie co dziewczyny? Dla mnie facet który zdradza żonę to kompletna szmata. Bałabym się go wziąć, bo będzie jak pies, który raz ugryzł. Trzeba uśpić. Koniec. Kropka.
Jednej ślubował, jest ojcem jej potomstwa, a zachowuje się jak ostatnie ku.wa i stręczyciel w jednym.
Ma wolną wolę - kocha - rozwiązuje sprawę z klasą, płaci alimenty do 28 roku życia na dziecko (jeśli zdolne i chce studiować), może też płacić na żonę jeśli jej sytuacja materialna po rozwodzie uległa pogorszeniu. Jak jest obrotny i go stać a nowej partnerce chce się pracować i dzielić męża między ich wspólne a jego poprzednie dzieci - no problem.
Zakłada nową, szczęsliwą rodzinę i jest git.
Tak zachowuje się mężczyzna który prawdziwie kocha a nie chce umoczyć na starych zasadach.Do Autorki - od początku było wiadomo jak to się skończy. Gdyby było "po koleżeńsku" nie ukrywalibyście spotkań. Szczerze i w przyjacielskiej atmosferze wprowadziłby Cię w krąg znajomych rodziny, może zaprzyjaźniłabyś się z jego żoną, dziećmi, wtedy byłoby to uczciwe. A tak - walisz ściemę, nie dziw się że nikt Ci nie wierzy. Gdyby mi mąż się urwał na nockę tylko "porozmawiać z koleżanką", ja bym mu coś urwała niewątpliwie zaraz po powrocie.
"
KRISS droga nie mogę się zgodzić z Twoją opiną!Dla Ciebie to jest takie proste,oczywiste.Jesli drań zdradzil to nie ma szans.Uśpić dziada!Wedlug mnie kazdy czlowiek powinien chociaż raz w życiu dostac tę drugą szanse żeby naprawić swój błąd,jesli tego chce .
Druga sprawa to dla Ciebie jest proste ze jak się zakochal to niech odejdzie i uklada sobie życie z nową partnerką.Nie każda sytuacja jest taka sama,zważ na to.Generalizujesz!Tym czasem zycie nie jest takie proste,i nie ma w nim łatwych wyborów i rozwiązań.
Wyobraź sobie sytuacje gdzie jest malżeństwo ,ktore łączą juz tylko wspolne interesy i niepelnosprawne dziecko.On się zakochał i chce odejśc.Zona mowi że NIGDY mu na to nie pozwoli a jesli to zrobi to ujawni wszystkie jego szwindle w firmie a on pójdzie siedzieć.
Jakie proponowała bys wyjscie z takie sytuacji?
Wedlug mnie są tylko trzy rozwiązania.
a)zamordowac żonę ![]()
b)pozwolić zeby wszystko się ujawnilo i oddac się w ręce sprawiedliwości(to zapewne byloby uczciwe,tylko nie wiem czy na to go stać)
c)zostawić wszystko tak jak jest i ewentualnie trzymac dalej kochanke na boku jesli ona się na to zgodzi...
Czy według Ciebie to jest latwa sytuacja?Czy masz proste rozwiązanie?
Czy mozesz zarzucić facetowi w takiej sytuacji że nie kocha prawdziwie?
Pozdrawiam ![]()
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bycie tą trzecią...:/
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024