Witam, tak się składa że jestem tą złą żoną o której mowa na tym forum. Tak naprawdę to mamy dwie córki.
Tak, pochodzę z biedniejszej rodziny, średnio zamożnej właściwie. Mój tata i moj bracia to alkoholicy, łatwo nie było. To wszystko przyczyniło się do tego że stałam się silną kobietą, prawilną, walczącą o siebie. Mój tata przestał pić kiedy skończyłam 15 lat, są mniej wykształceni niż męża, nie mówią tak ładnie, są mniej kulturalni ale to moi rodzice. Nawet jak nie mam o czym z nimi rozmawiac, to szacunek mam. Poszłam na studia dziennie, pracując w dwóch pracach aby móc się utrzymac. Wzorowa uczennica..
Męża poznałam w wieku 16 lat, moja pierwsza miłość, pierwszy i jedyny mężczyzna. Wszystko super do czasu kiedy poznałam jego rodziców, oni mega spoko, mili, kulturalni, różnice widać od razu ale zarówno moi jak i jego kochają swoje dzieci. Natomiast jedno bylo wyczuwalne ich oschłość małżenska, to że nie spia razem itd... zero kontaktu bliskiego. Powtarzałam mężowi że ja tak nie chce, chce milosc partnerstwo i szczerosc. W dodatku zauwazylam coś co mi bardzo przeszkadzało, mąż przy nich traktował mnie jak obcą, jak kolezankę, oni wprost uzywali słowa "kolezanka" a on na to nie reagował. Pokłocilismy sie o to że nawet ręki mi nie dotknie, przeprosił i obiecał poprawę. Poprawy nie było, ale kiedy bylismy sam na sam byc cudowny...
Przyjełam jego racje ze może przesadzam.
Kupiliśmy pieska, własciwie ja go kupiłam. Jeździłam z nim do moim rodziców, jak równiez kiedy wyjezdzalismy oddawalam do swoich. Nie myslalam żeby bylo inaczej... Mąż się sprzeciwil że jego rodzina tez kocha pieska york miniaturowy i chcieliby go a nie że wkółko ja oddaje swoim i sam zaczal jezdzic z nim. Wydawało mi się to dziwne ale machnęłam reką... Poza tym ze prosilam aby jego mama nie dawała mu tych surowych żołądków i miesą bo potem wymiotuje i ma biegunke. Jego mama stosowała do mnie sms że to i to podawac psu itd. Poprosiłam męża aby z nia porozmawiał bo inaczej pies tam nie bedzie jeździł bo wymiotuje... ale kit, machnełam potem ręką.
Mam Hashimoto i PCOS, lekarze powiedzieli że im wczesniej zajde w ciążę tym lepiej - po roku starań zaszłam, męża reakcja "to już? myślałem że będzie później?" Bał sie o tym powiedzieć rodzicom, nie dotykał brzucha itd. Doszło do narodzin córeczki, jego mama bardzo mi pomagała sms i telefonicznie, cenne rady bo bardzo chciałam karmić piersią. Kiedy córka skończyła 6 miesiecy tesciowa kupiła do swojego domu łózeczko i zaproponowała by córka u niej pobyła tydzień a ja w ten czas pouczę się do obrony pracy magisterskiej. Zgodziłam się pod wpływem męża który mówił że dziadkowie się pocieszą a ja się poucze i super... ale było mi trudno, mąż mnie nie rozumiał. Pisałam sms jak córka, czy zrobiła sisiu kupke itd. Okazało się że jestem zbyt kontrolująca a mąż kazał mi dać spokój bo jego matka to super kobieta. Dałam... Podziękowałam ale było mi dziwnie.
Za miesiąc znowu prośba o noce... zgodziłam się, po kilku dniach brak sms i zdj córki - córka 7 miesięcy - okazało się ze ma gorączke od kilku dni i oni się super zajmują i jest dobrych rękach a mnie nie chcieli martwić bo miałam się uczyć. Byłam mega zła, ale mąż mnie uspokoił i wyszło że byłam im wdzieczna ale przyrzekłam sobie jedno - nie oddam jej na noc bo to dla mnie za ciężkie.
Przeprowadziliśmy sie do domu jego babci (mama jego mamy), wieczne kontrole, codzienne zakupy, obiady, w tygodniu przyjezdzala jego mama, a dwa razy w tygodniu jego brat. Miałam dość... w dodatku ja organizowałam jego urodziny dla jego rodziny, wigilie, wielkanoce... grille... Kiedy zechciałam wyjśc do ludzi na zasadzie basenu raz w tygodniu w niedziele z córką to zostałam oskarzona o to że izoluje wnuczke i męża od nich... że ten basen celowo... zrezygnowałam. Mąż tez tak twierdził.
Dalej było tylko gorzej, kłótnie, przyjazdy tesciowej - potrafiła mnie obrazac a mąż na to jak stawałam w swojej obronie mówił że jestem bezczelna i mam się słuchac starszych, oskarzano mnie o izolacje o to że jestem złą matką bo nie daje dziecka na noc i traktuje jak karta przetargowa. Faktycznie nie chcialam aby miala wtedy jakikolwiek kontakt bo chcialam sama odpoczac... Bylam bezsilna, stad awantury i krzyki.
Jedyne czego chciałam to byc kochana. Mąż pisałam sms z mamą na mój temat, negatywne. Pojawienie się drugiego dziecka - dla mnie również zaskoczenie - byłam zdesperowana a z drugiej strony sie cieszyłam bo ta mała kruszynka dodała mi siły do życia. Pragnęłam tylko miłosci. Nie mogłami nie moge doprosić sie zeby mąż ubrał obraczke i spojrzał mi głeboko w oczy. A co do choinki, kłamstwo. Mąż miał z nami jechac, miał byc dzien rodzinny a pojechał z tatą. Jak jeżdzi do rodziców to wraca o 24... siedzi cały dzień. Poweidziałam jasno, córka może jezdzić i ja mogę ją zawozić ale nie na noc. Zanegowali, bo nie będzie tak jak ja gówniara sobie wymyśli. Nie będe przecież dyktowac warunków. Było wiele prób, zaproszenia na urodziny itd, wszystko nie tak, bo zaprosilam sms bo coś tam... Podczas chrztu przyjechali do kosciola a po kosciele podeszlam do nich zapraszajac do resturacji to otrzymałam wukgarna odpowiedz ze jestem złą matką i zniszczylam relacje itd. Mąż cały czas za nimi.
Dzien dziecka - tesciowa pisze do meza sms czy może tylko Hanie na caly dzien - klotnia bo wiadomo że się nie zgodziłam, chcialam spedzic ten czas w czworke niezaleznie od tego czy rozwod czy nie. Tesciowie przyjechali o 19 z prezentami, Hania zapytala sie gdzie prezent, powiedzialam ze tutaj i że ma podziekować dziadkom, w tym momencie tesciowa wyskoczyła że jak ja wychowuje swoje dziecko i jak smie kazac dziekowac. Nie wytrzymałam i powiedziałam że nikt nie ma prawa wchodzic miedzy mnie a corke kiedy z nia rozmawiam. Mój mąz na to że jestem bezczelna i mam się zamknąc, wyszedł i cały nastepny dzien byl u rodzicow. Jak mam sie czuc kiedy jest rocznica a mąż u rodzicow i w odpowiedzi slysze ze mam nie dzwonic bo u rodzicow jest i przeszkadzam? Jak mam sie czuc skoro do szpitala na porodowke jade taxi bo mąż nie moze zawieźć bo jego matka powiedziala że naraze na stres porodowy starsza corke i powinnam ją jej oddac na tydzień? Zadzwonila do mnie nawet dniu terminu porodu i pyta sie czy nosze słonia że tak długo w ciązy jestem i mam oddac jej starsza corke bo tak sobie zaplanowala a sama odpoczac, kiedy sie nie zgodziłam to mnie wyzwala od złych matek itd. Mąż ją poparł "bo powinnam oddac". Jak mam się czuc jak jedyne czego potrzebowałam to czuć sie wazna i kochana a na pytanie o kwiaty po porodzie slysze odpowiedz "kazda kobieta rodzi", albo jak mowi mamie "nie wiem skąd drugie dziecko".
Jak mam się czuc jak mąż jedzie na Mazury z rodzicami? ... Albo na niedzielny obiad z rodzicami do drugiej babci a i ze starsza corka. Jak mam sie czuc skoro na sms mi nie odpisuje, rozmawia tylko o pierdolach i moje problemy sie nie liczą?
Poszłam do pracy, starsza do przedszkola, młodsza do złobka - nadal mieszkamy tutaj. Ciągle slysze jak źle zrobiłam dziecku że jest w żłobku i mogla by byc u jego rodzicow... Walczyłam i długo prosiłam o miłość, nic więcej. Nawet kilka dni temu o terapie ale taka szczerą, a nie jak tamta o ktorej Wam opisywał - wykorzystał nią przeciwko mnie, dowiedział się o przeszlosci i to wykorzystuje że dziecinstwo nie takie. To co, wtedy dzieci z domu dziecka powinny być skreślone? Absurd! Zabrakło wtedy tej szczerości i chęci wysłuchania siebie a nie doszukiwania. Ja popełniłam mnostwo błedów ale nie mam przestrzeni do naprawy - cokolwiek zaproponuje jej źle. Nie przyjęłam domu ktory wybudowali jego rodzice obok swojego domu a wnetrze ogarnela jego matka, dziwne? Czy tak ciezko zrozumiec że zależy mi na tym aby mój mąż był mężem?
Tylko potrzebowałam miłości i wsparcia...
Do moich rodzicow jezdziłam raz w tygodniu jako odskocznia od codziennosci, mam 27 lat, trudno mi bylo siedziec dzien dzien w domu z dziećmi. Weekendy natomiast chciałam spędzać z mężem i dziecmi lub bez ale przeciez od razu trzeba je na noc zostawiac...najlepiej na kilka dni bo tak mówi mama.
Wszystkich Swietych, pytam sie czy jedziemy razem a on na to że nie, on jedzie z rodzicami, tatą...
Widziałam coś że przebrałam dziecko za rybe? Córka uwielbia syrenki i bardzo chciała nią byc na urodzinach, sukienka lekka z delikatnym ogonkiem z tyłu, była zadowolona - wszystko dla dzieci... Z bezsilnosci byly decyzje o rozwodzie... nie z żadnego szantazu. Terapeuta stwierdził że ma nieodcieta pepowine, ale nie da sobie nic powiedziec. trudno... szkoda.
Jest dobrym człowiekiem, kocham go, ale na wiecej sobie nie pozwolę. Nie chce szczerej terapii, sam fakt był na jednej a pisał z Wami tutaj i mnie nagrywał...
Będzie rozwód bez orzekania o winie, dzieci są wspólne i kochają zarówno mnie jak i jego. Logiczne jest że bardziej związane są ze mną skoro młodsza ma 1,5 roczku a starsza 4 latka...