Swoje pierwsze konto na Tinderze założyłam dawno temu. Wówczas wszystkie "zasady" randkowania przez internet wydawały mi się bardziej oczywiste, niż teraz. Wymieniłam z kimś kilka wiadomości/rozmawiałam parę dni i decydowałam, czy chcę spotkać się z tą osobą. To pozwoliło też na odsianie wszystkich panów, które nie szukają niczego poważnego. Oczywiście, w rzeczywistości nie zawsze były to tak komunikatywne osoby jak podczas rozmowy online.
Ostatnio znów zaczęłam korzystać z tej aplikacji i zdziwiło mnie, ile osób chce spotkać się po wymianie max dwóch-trzech wiadomości, bądź wręcz proponuje spotkanie "na dzień dobry".
Tutaj moje pytanie: kiedy najlepiej się z kimś spotkać? Czy rzeczywiście lepiej popisać kilka dni, czy lepiej od razu zderzyć się z rzeczywistością?
1 2023-02-07 17:53:33 Ostatnio edytowany przez sofialoren (2023-02-07 17:54:13)
Swoje pierwsze konto na Tinderze założyłam dawno temu. Wówczas wszystkie "zasady" randkowania przez internet wydawały mi się bardziej oczywiste, niż teraz. Wymieniłam z kimś kilka wiadomości/rozmawiałam parę dni i decydowałam, czy chcę spotkać się z tą osobą. To pozwoliło też na odsianie wszystkich panów, które nie szukają niczego poważnego. Oczywiście, w rzeczywistości nie zawsze były to tak komunikatywne osoby jak podczas rozmowy online.
Ostatnio znów zaczęłam korzystać z tej aplikacji i zdziwiło mnie, ile osób chce spotkać się po wymianie max dwóch-trzech wiadomości, bądź wręcz proponuje spotkanie "na dzień dobry".
Tutaj moje pytanie: kiedy najlepiej się z kimś spotkać? Czy rzeczywiście lepiej popisać kilka dni, czy lepiej od razu zderzyć się z rzeczywistością?
A co Ci właściwie przeszkadza w spotkaniu się z nimi?
Gdy ja korzystałem z aplikacji randkowych, to tez po kilku wiadomościach proponowałem spotkanie i rozmowę twarzą w twarz.
Nigdy nie lubiłem pisać smsów czy rozmów telefonicznych, nic nie zastąpi rozmowy w realu.
Spotkania od razu mają ten minus że nie wiadomo kto się trafi = bardzo często strata czasu. Wcześniejsza rozmowa pozwala zrobić selekcję i zdecydować czy warto się spotkać. Nie ma jednak co przeciągać, bo na żywo można się sobie nie spodobać = strata czasu.
5 2023-02-07 20:20:32 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-02-07 20:23:11)
Dla mnie jest mocno creepy iść na spotkanie z kimś po wymianie 2 zdań.
Wyobraźmy sobie że kobieta ma nawet 50 par dziennie (o ile siedzi i przegląda tindera) i wszyscy panowie w pierwszej wiadomości piszą "spotkamy się?". Czy ona ma rzucić pracę, żeby chodzić na randki? Jak ma wybrać z kim się spotkać? I właśnie po to trzeba gadać przynajmniej kilka dni.
Faceci często zakładają: "spotkaj się z każdym, a potem wybierz", ale nie rozumieją że kobieta ma za dużo par by to zrobić. Ja uważam że "pogadaj z każdym i wybierz z kim się spotkać".
Taka ciekawostka, czytałam kiedyś o badaniach na temat spotkań z internetu. Związki z ok. 90% pewnością tworzyły się, jeśli ludzie intensywnie rozmawiali co najmniej 30 dni.
Jeśli spotkanie było od razu - prawdopodobieństwo spadało do 20%.
Niestety nie wszyscy chcą tracić czas (a zwłaszcza faceci).
Np. ja z moim męzem gadałam równo 2 tygodnie, zanim się spotkaliśmy.
6 2023-02-07 20:29:39 Ostatnio edytowany przez jakis_czlowiek (2023-02-07 20:34:02)
Niestety nie wszyscy chcą tracić czas (a zwłaszcza faceci).
Tu mi się ciężko zgodzić... Przez rok siedzenia na apkach zauważyłem jedną rzecz - rozmowa powyżej 2 dni, jeśli nie kończy się propozycją spotkania, jest skazana na porażkę w większości przypadków. Po prostu dziewczyna się znudzi, przestanie odpisywać albo usunie parę. I pójdzie pisać z kolejnymi.
Nie mówię, że faceci tak nie robią. Pewnie też. Ale z mojej perspektywy tak to wygląda.
Im szybciej dojdzie do spotkania, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kobieta zakończy kontakt.
8 2023-02-08 01:42:07 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-02-08 01:46:48)
Zadziwiają mnie opinie panów w tym wątku. Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej. Wypracowanie w kilka dni czy tygodni więzi daje ogromną szansę, że nawet jeśli fizycznie nie będzie na żywo perfekt, to będziecie już tak blisko, że kolejne spotkania będą się odbywać i ten wygląd zejdzie na dalszy plan. No ale to trzeba być na tyle fajnym, żeby zainteresować sobą, bo jak ktoś jest nudny i mrukliwy, to wiadomo, ze zostanie olany i na czacie, i na żywo.
Sorry nie, wygląd panów na żywo najczęściej jest rozczarowujący, nie mający się do zdjęć, a przede wszystkim zawsze przegra z wyobrażeniem jakie zbudowało się podczas pisania. I rozczarowanie gotowe. Zresztą w drugą stronę tak samo.
Pisanie to żadna więź jeśli nie ma spotkań.
Ja w większości muszę najpierw trochę się o danej kobiecie dowiedzieć, bo bardzo często profile kobiet są delikatnie mówiąc bardzo skromne i nie zawierają prawie żadnych informacji i te "informacje" trzeba od kobiety wyciągnąć.
I bardzo często się okazuje że informacje otrzymane powodują że już nie mam ochoty się spotkać z daną osobą. Bo nagle się okazuje że Pani ma gromadkę dzieci a w profilu zapomniała napisać że ma dzieci, pali albo mieszka w zupełnie innym miejscu.
Albo wychodzą inne rzeczy że pani jest rozwiedziona ale ... nie do końca bo na razie myśli o rozwodzie ..
Inna rzecz że wiele kobiet z jakimi rozmawiałem ? bardzo fatalnie angażuje się w rozmowę. Normalnie wszystko trzeba od nich wyciągać a druga strona jest mało zainteresowana poznaniem drugiej osoby. Osobiście jak widzę że druga strona zupełnie nie angazuje się w rozmowę i zupełnie jej nie zależy aby drugą stronę poznac to .. kończę rozmowę, bo wiem że nic z tego nie będzie i jestem co najwyżej jedną z wielu "opcji".
Inna rzecz że z mojego doświadczenia jak kobieta jest długo na portalu randkowym to w większości jest już "skażona" nadmiarem "adoratorów" i jest tak pasywna w rozmowach, bo wie że jak nie ja to są dziesiątki innych że w większości szkoda czasu na takie znajomości.
Ja idę na spotkanie tylko z wybranymi kobietami, szkoda mi czasu i pieniędzy na chodzenie na spotkania z każdą, bo coś co na samym poczatku już nie rokuje to jest niemalże pewne że nic z tego nie będzie ..
Tak naprawę znajomości z portalów się dziwne i mało komu udaje się znaleźć wartościową osobę w ten sposób.
Osobiście uważam że na takie spotkanie to można iśc z kimś kogo się zna. Czyli znamy daną osobę, wiemy już trochę o niej od znajomych i itd.
Wtedy jest trochę inaczej ...
No chyba że ktoś umawia się tylko na sex i na jednorazowym sexie mu zależy ![]()
Wtedy faktycznie starczy napisać kilka zdań. Podać adres gdzie się spotkają i napisać o tym aby pamiętał o prezerwatywie , no chyba że to polowanie na sponsora to prezerwatywny nie musi brać ![]()
Zadziwiają mnie opinie panów w tym wątku. Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej. Wypracowanie w kilka dni czy tygodni więzi daje ogromną szansę, że nawet jeśli fizycznie nie będzie na żywo perfekt, to będziecie już tak blisko, że kolejne spotkania będą się odbywać i ten wygląd zejdzie na dalszy plan. No ale to trzeba być na tyle fajnym, żeby zainteresować sobą, bo jak ktoś jest nudny i mrukliwy, to wiadomo, ze zostanie olany i na czacie, i na żywo.
W punkt.
Zadziwiają mnie opinie panów w tym wątku. Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej. Wypracowanie w kilka dni czy tygodni więzi daje ogromną szansę, że nawet jeśli fizycznie nie będzie na żywo perfekt, to będziecie już tak blisko, że kolejne spotkania będą się odbywać i ten wygląd zejdzie na dalszy plan. No ale to trzeba być na tyle fajnym, żeby zainteresować sobą, bo jak ktoś jest nudny i mrukliwy, to wiadomo, ze zostanie olany i na czacie, i na żywo.
Wiesz zawsze można wcześniej zaproponować że na spotkaniu każdy za siebie płaci sam i wtedy będzie wiadomo czy Pani chce się najeść/napić na koszt frajera czy naprawdę jest zainteresowana poznaniem danej osoby.
Bo tak kobieta może codziennie chodzić do restauracji na koszt coraz to nowego faceta ![]()
Z drugiej strony to są tylko spotkania dwóch zupełnie obcych ludzi, wiec raczej normalne że 2 obce sobie osoby same za siebie płacą ![]()
13 2023-02-08 09:39:09 Ostatnio edytowany przez Legat (2023-02-08 09:41:21)
Kasssja napisał/a:Zadziwiają mnie opinie panów w tym wątku. Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej. Wypracowanie w kilka dni czy tygodni więzi daje ogromną szansę, że nawet jeśli fizycznie nie będzie na żywo perfekt, to będziecie już tak blisko, że kolejne spotkania będą się odbywać i ten wygląd zejdzie na dalszy plan. No ale to trzeba być na tyle fajnym, żeby zainteresować sobą, bo jak ktoś jest nudny i mrukliwy, to wiadomo, ze zostanie olany i na czacie, i na żywo.
W punkt.
Nie bardzo, bo nie jesteśmy racjonalni. A ten wywód zakłada racjonalność. To raz. Dwa. Kobiety wybierają wg kluczy wygląd, status, zaradność, emocje. Ktoś fajny znaczy jaki? Często tego fajnego trzyma się w świecie internetu, bo fajnie wypełnia nudę. Do tego kobiety z reguły mają taki problem jak Autorka, nadmiar absztyfikantów. Taki fajny ma marną szansę na przebicie się.
Także wywód dobry racjonalny, idealistyczny. Niestety niewiele mający wspólnego z rzeczywistością.
Zadziwiają mnie opinie panów w tym wątku. Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej. Wypracowanie w kilka dni czy tygodni więzi daje ogromną szansę, że nawet jeśli fizycznie nie będzie na żywo perfekt, to będziecie już tak blisko, że kolejne spotkania będą się odbywać i ten wygląd zejdzie na dalszy plan. No ale to trzeba być na tyle fajnym, żeby zainteresować sobą, bo jak ktoś jest nudny i mrukliwy, to wiadomo, ze zostanie olany i na czacie, i na żywo.
W rzeczywistości to nie działa.
Przeciągająca się komunikacja powoduje, że kobiety odpuszczają znajomość z tindera (ghosting) i nigdy do spotkania nie dochodzi.
W rzeczywistości to nie działa.
Przeciągająca się komunikacja powoduje, że kobiety odpuszczają znajomość z tindera (ghosting) i nigdy do spotkania nie dochodzi.
Większość kobiet/facetów nie jest warta aby się z nimi spotkać na żywo. jak kobieta traci zainteresowanie po krótkiej rozmowie to szkoda na nią czasu bo i tak na 99,9999% nic z tego nie będzie.
Znalezienie wartościowego faceta czy kobiety na portalu jest bardzo trudne a kobiety jeszcze trudniejsze z powodu że kobiety dostaja nawet kilkadziesiąt razy (kilkaset) więcej wiadomości od facetów niż sami faceci ..
16 2023-02-08 12:18:16 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-02-08 12:25:11)
Jak widać po tym wątku, co człowiek to inna strategia. Grunt, żeby dobrały się osoby myślące podobnie. Gdy mnie ktoś proponuje spotkanie w pierwszych zdaniach, nigdy się nie zgadzam. Raz w życiu dałam się namówić na "spontan" i wymordowałam się w restauracji z nadzianym korpodyrektorkiem, który przez całe spotkanie chromolił o swojej robocie i o tym, jaki jest w niej ważny. Gdybym z nim wcześniej pogadała choć ze dwa dni, pewnie bym go wyczuła, a tak straciłam tylko wieczór na spotkanie. I pewnie, że dobrze zjadłam, ale dla mnie szama na randkach nie ma dużej wartości, moje życie nie kręci się wokół żarcia.
Każda moja dłuższa znajomość, która zaczynała się w necie, miała fundament w postaci dłuższych rozmów przed spotkaniem. Nie miesiącami, ale parę dni intensywnej wymiany opinii i faktów z życia to baza, dzięki której wiem, że dana osoba nie zaskoczy mnie czymś skrajnie dyskwalifikującym w trakcie spotkania. Wygląd ma dla mnie mniejsze znaczenie niż osobowość i punkt, w którym ktoś się znajduje życiowo, stąd taka strategia. Gdybym bardziej fiksowała na punkcie męskiej urody, to jasne, nie chciałoby mi się człowieka poznawać zanim zobaczę, czy jest wystarczająco przystojny i umięśniony.
Niektórzy faceci cisną na spotkanie zaraz po "cześć, co słychać" i jest im totalnie obojętne, czy mam męża i dzieci, czy pracuję w Żabce czy jestem prawniczką, czy czytam ksiązki czy Chwilę dla ciebie - bo liczy się dla nich tylko to, czy wyglądam jak na zdjęciach. Potem zajmą się resztą. Takich osób nie szanuję i nie widzę powodu, żeby się z nimi umawiać i udowadniac, że ja na focie to naprawdę ja.
Dla ciekawych: od dwóch dni gadam na whatsupie z gościem z Tindera, który mieszka z 600 m ode mnie. Ale żadne z nas na razie nie ciśnie na spotkanie, poznajemy się "od środka" i pewnie w weekend on zaproponuje spotkanie. Na zdjęciach mi się podoba, na żywo może być różnie, bo to wielki chłop, bardzo wysoki, z szerokimi barami i wielkimi łapami, ale nie widać całej sylwetki, więc może mieć np. bęben
Ale nie kusi mnie, żeby to sprawdzić, nie proszę o dodatkowe zdjęcia. Po prostu go poznaję. Gadamy o psach, bo ja mam, a jemu umarł niedawno. O pracy, bo oboje mamy interesującą dla drugiej strony. O tym, dlaczego kto się rozwiódł. O moim synu i czemu on nie ma dzieci. Dla mnie to jest budowanie więzi. Ale rozumiem, że inni tak nie chcą/nie potrafią. I ok, byle trafili na sobie podobnych, a nie awanturowali się, że nie umówię się z nimi po "cześć", jak nie mają nawet opisu w profilu.
17 2023-02-08 23:56:54 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-02-08 23:57:36)
Jak widać po tym wątku, co człowiek to inna strategia. Grunt, żeby dobrały się osoby myślące podobnie. Gdy mnie ktoś proponuje spotkanie w pierwszych zdaniach, nigdy się nie zgadzam. Raz w życiu dałam się namówić na "spontan" i wymordowałam się w restauracji z nadzianym korpodyrektorkiem, który przez całe spotkanie chromolił o swojej robocie i o tym, jaki jest w niej ważny. Gdybym z nim wcześniej pogadała choć ze dwa dni, pewnie bym go wyczuła, a tak straciłam tylko wieczór na spotkanie. I pewnie, że dobrze zjadłam, ale dla mnie szama na randkach nie ma dużej wartości, moje życie nie kręci się wokół żarcia.
Każda moja dłuższa znajomość, która zaczynała się w necie, miała fundament w postaci dłuższych rozmów przed spotkaniem. Nie miesiącami, ale parę dni intensywnej wymiany opinii i faktów z życia to baza, dzięki której wiem, że dana osoba nie zaskoczy mnie czymś skrajnie dyskwalifikującym w trakcie spotkania. Wygląd ma dla mnie mniejsze znaczenie niż osobowość i punkt, w którym ktoś się znajduje życiowo, stąd taka strategia. Gdybym bardziej fiksowała na punkcie męskiej urody, to jasne, nie chciałoby mi się człowieka poznawać zanim zobaczę, czy jest wystarczająco przystojny i umięśniony.
Niektórzy faceci cisną na spotkanie zaraz po "cześć, co słychać" i jest im totalnie obojętne, czy mam męża i dzieci, czy pracuję w Żabce czy jestem prawniczką, czy czytam ksiązki czy Chwilę dla ciebie - bo liczy się dla nich tylko to, czy wyglądam jak na zdjęciach. Potem zajmą się resztą. Takich osób nie szanuję i nie widzę powodu, żeby się z nimi umawiać i udowadniac, że ja na focie to naprawdę ja.Dla ciekawych: od dwóch dni gadam na whatsupie z gościem z Tindera, który mieszka z 600 m ode mnie. Ale żadne z nas na razie nie ciśnie na spotkanie, poznajemy się "od środka" i pewnie w weekend on zaproponuje spotkanie. Na zdjęciach mi się podoba, na żywo może być różnie, bo to wielki chłop, bardzo wysoki, z szerokimi barami i wielkimi łapami, ale nie widać całej sylwetki, więc może mieć np. bęben
Ale nie kusi mnie, żeby to sprawdzić, nie proszę o dodatkowe zdjęcia. Po prostu go poznaję. Gadamy o psach, bo ja mam, a jemu umarł niedawno. O pracy, bo oboje mamy interesującą dla drugiej strony. O tym, dlaczego kto się rozwiódł. O moim synu i czemu on nie ma dzieci. Dla mnie to jest budowanie więzi. Ale rozumiem, że inni tak nie chcą/nie potrafią. I ok, byle trafili na sobie podobnych, a nie awanturowali się, że nie umówię się z nimi po "cześć", jak nie mają nawet opisu w profilu.
Zgadzam się: ważne by ludzie się dobrali pod kątem oczekiwań co do terminu spotkania.
Wielokrotnie faceci pytali mnie już w pierwszej wiadomości o spotkanie. Odmawiałam, oni się wycofywali i ok, ja to rozumiem. Powinni szukać kobiety która spotka się od razu. Ale znałam tez facetów którzy pierwszą wzmiankę o spotkaniu robili po tygodniu czy kilku tygodniach, bo - jak sami twierdzili - nie są oszołomami i chcą najpierw kobietę poznać, zamiast traktować spotkania taśmowo.
Ja ogólnie miałam w życiu kilka związków z netu. I zawsze był to wynik długiego gadania. Jak mówiłam - z mężem po 2 tygodniach. Ale z ex po 8 miesiącach! A z innym ex po 2 miesiącach.
Miałam tez szybkie randki, po jednym dniu - to zawsze była porażka.
W dłuższym gadaniu jest tak, że nawiązuje się więź, bliskość, pewnego rodzaju "zakochanie". I nie jest tak jak niektórzy piszą że potem jest rozczarowanie w realu, ponieważ gadając ze sobą kilka tygodni czy nawet miesięcy, wymienia się dosłownie miliony zdjęć, filmików, gada się przez kamerkę. Że ja idąc na spotkanie znałam każdy pieprzyk (także na ciele) u tej osoby.
W dłuższym gadaniu jest tak, że nawiązuje się więź, bliskość, pewnego rodzaju "zakochanie". I nie jest tak jak niektórzy piszą że potem jest rozczarowanie w realu, ponieważ gadając ze sobą kilka tygodni czy nawet miesięcy, wymienia się dosłownie miliony zdjęć, filmików, gada się przez kamerkę. Że ja idąc na spotkanie znałam każdy pieprzyk (także na ciele) u tej osoby.
Kto ma czas na coś takiego. Wolę czas poświęcić na prawdziwe życie, a nie internetowe.
Zadziwiają mnie opinie panów w tym wątku. Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej. Wypracowanie w kilka dni czy tygodni więzi daje ogromną szansę, że nawet jeśli fizycznie nie będzie na żywo perfekt, to będziecie już tak blisko, że kolejne spotkania będą się odbywać i ten wygląd zejdzie na dalszy plan. No ale to trzeba być na tyle fajnym, żeby zainteresować sobą, bo jak ktoś jest nudny i mrukliwy, to wiadomo, ze zostanie olany i na czacie, i na żywo.
Zgadzam się w 100%! ![]()
Ja wolę jakość, nie ilość. Zatem raczej chciałabym poznać kogoś bardziej niż po dwóch zdaniach iść na kawę. No i o czym bym z Nim rozmawiała skoro jedyna książka którą przeczytał to by był "Kubuś Puchatek"? Eee za stara jestem na to by tak czas marnować ![]()
21 2023-02-09 12:08:34 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-02-09 12:28:42)
sofialoren napisał/a:Swoje pierwsze konto na Tinderze założyłam dawno temu. Wówczas wszystkie "zasady" randkowania przez internet wydawały mi się bardziej oczywiste, niż teraz. Wymieniłam z kimś kilka wiadomości/rozmawiałam parę dni i decydowałam, czy chcę spotkać się z tą osobą. To pozwoliło też na odsianie wszystkich panów, które nie szukają niczego poważnego. Oczywiście, w rzeczywistości nie zawsze były to tak komunikatywne osoby jak podczas rozmowy online.
Ostatnio znów zaczęłam korzystać z tej aplikacji i zdziwiło mnie, ile osób chce spotkać się po wymianie max dwóch-trzech wiadomości, bądź wręcz proponuje spotkanie "na dzień dobry".
Tutaj moje pytanie: kiedy najlepiej się z kimś spotkać? Czy rzeczywiście lepiej popisać kilka dni, czy lepiej od razu zderzyć się z rzeczywistością?A co Ci właściwie przeszkadza w spotkaniu się z nimi?
Brawo Lady Loka!
Celny strzał.
Dziewczyny nie odpisują, odpisują półsłówkami, nie da się rozmawiać, one nie są zaangażowane. Panowie narzekają na brak zaangażowania. Ale jak gość jedzie z tekstami "jakie jest twoje hobby", albo "co robisz wieczorami", to nie dziwię się, że jak dziewczyna słyszy to setny raz, to ją obrzydzenie bierze -- obrzydzenie do tego nudziarza.
No to co poniektórzy cwaniacy myślą, że będą sypać zaproszeniami od razu i że kobieta po pracy będzie codziennie chodzić na zapoznawcze spotkanie. Pewnie nie będzie.
Wg mnie to jest dobry balans:
Sztuką nie jest szybko namówić dziewczynę na wyjście z domu i przywlec ją do knajpy. Ona wtedy zje co lubi, pójdzie i ...
ale zamiast tego:
nie wróci. Sztuką jest sprawić, by polubiła cię jeszcze na etapie pisania, potem rozmowy telefonicznej.
uważam, że powinno być:
Na spotkaniu, gdy ona w tej knajpie je co lubi, to rozmawiać, aby ona wróciła... .
Gdy mnie ktoś proponuje spotkanie w pierwszych zdaniach, nigdy się nie zgadzam. Raz w życiu dałam się namówić na "spontan" i wymordowałam się w restauracji z nadzianym korpodyrektorkiem, .... tak straciłam tylko wieczór na spotkanie. I pewnie, że dobrze zjadłam, ale dla mnie szama na randkach nie ma dużej wartości, moje życie nie kręci się wokół żarcia.
Będąc kobietą nigdy bym się nie umówił na pierwsze spotkanie dłuższe niż kilkadziesiąt minut. I nie chodziłbym na spotkania z gośćmi, którzy nie proponują kawy, jedzenia, ciastka, abym "w razie wtopy ja coś z tego miała, abym nie czuła, że coś straciłam". Mówię o dorosłych ludziach, a nie studentach, którzy mają mało kasy na kawę. Dorosły gość jak jest sam i mało zarabia, to zamiast na pieluchy niech wydaje na randki. Jak nie ma kasy na randki, to niech kopnie się w tyłek i idzie pracować.
Samotna kobieta, która nie chodzi na spotkania, bo uważa, że nie ma na to czasu, bo traci wieczór, a woli porozmawiać wymieniając online wiele wiadomości, to sama siebie skazuje na porażkę, bo ona przez to doprowadzi się do zniechęcenia.
Chyba w czasach internetu ludzie są skazani na hurtową weryfikację w realu. I trzeba to robić sprawnie, aby nie obciążać swojego życia, czyli małym zaangażowaniem realizować cel.
Ja miałam zasadę, ze muszę mieć jakiś powód, żeby mi się chciało dla tego gościa wyjść z domu. To nie zależało od tego, czy rozmowa była długa. Mogła być dość krótka ale zachecająca, ktoś wzbudził zaufanie, zainteresował mnie czymś, wymiana zdań byłą treściwa. Różnie.
"Samotna kobieta, która nie chodzi na spotkania, bo uważa, że nie ma na to czasu, bo traci wieczór, a woli porozmawiać wymieniając online wiele wiadomości, to sama siebie skazuje na porażkę"
Wyjście z domu to dla mnie większa inwestycja niż pisanie. Trzeba się ubrać względnie nie najgorzej, uczesać, dojechać, narazić na ewentualne nieprzyjemności w przypadku dziwaka, które są gorsze w realu niż online. Oczywiście pisanie bardzo długie to strata czasu, zgadzam się.
Swoje pierwsze konto na Tinderze założyłam dawno temu. Wówczas wszystkie "zasady" randkowania przez internet wydawały mi się bardziej oczywiste, niż teraz. Wymieniłam z kimś kilka wiadomości/rozmawiałam parę dni i decydowałam, czy chcę spotkać się z tą osobą. To pozwoliło też na odsianie wszystkich panów, które nie szukają niczego poważnego. Oczywiście, w rzeczywistości nie zawsze były to tak komunikatywne osoby jak podczas rozmowy online.
Ostatnio znów zaczęłam korzystać z tej aplikacji i zdziwiło mnie, ile osób chce spotkać się po wymianie max dwóch-trzech wiadomości, bądź wręcz proponuje spotkanie "na dzień dobry".
Tutaj moje pytanie: kiedy najlepiej się z kimś spotkać? Czy rzeczywiście lepiej popisać kilka dni, czy lepiej od razu zderzyć się z rzeczywistością?
Te same przeżycia miałam z tą aplikacją ..wejdź na jeden z wątkow o tinderze tam zobaczysz moje doswiadczenia
Ja się dziś zarejestrowałam na Sympatii i nie mogę pisać, bo nie mam tego premium i na razie sprawdzam, czy warto kupić, ale mam totalny zalew propozycji randek już w tych pierwszych wiadomościach od panów. Druga połowa do propozycje seksu, info o długości członka i takie tam... Okropne to, na tinderze tego w ogóle nie było!
Odgrzebie nieco temat.
Zgadzam się z Paniami. Rozbrajają mnie faceci, którzy po wymianie kilu byle jakich zdań wyskakują z propozycją spotkania. Kobitkę trzeba jakoś sobą zainteresować, wzbudzić emocje. Jak ktoś mi proponuje szybko spotkanie, to dla mnie to oznacza, że albo szuka byle kogo, czyli jest zdesperowany albo "oferuje" równie byle jaki seks.
Kobitkę trzeba jakoś sobą zainteresować, wzbudzić emocje.
I tak sto razy? Tysiąc razy? Aż któraś w końcu zdecyduje się spotkać?
Kopiuj/wklej?
Jak ktoś mi proponuje szybko spotkanie, to dla mnie to oznacza, że albo szuka byle kogo, czyli jest zdesperowany albo "oferuje" równie byle jaki seks.
To znaczy, że nie ma czasu na wirtualne znajomości i zabawy, tylko woli spotkania realne.
Byle jaki seks... cóż... jaki seks to już tylko w realu. W rozmowie nie wyczaisz.
Kobitkę trzeba jakoś sobą zainteresować, wzbudzić emocje.
Na tinderze jest kilkadziesiąt lub kilkaset takich.
Kto ma czas na zabawy?
YellowRoseOfTexas napisał/a:Kobitkę trzeba jakoś sobą zainteresować, wzbudzić emocje.
Na tinderze jest kilkadziesiąt lub kilkaset takich.
Kto ma czas na zabawy?
cała zabawa nie polega na tym, aby złapać króliczka, ale aby go gonić ![]()
Bo kobieta to ma się od strzała umawiać z każdym Adasiem, który do niej napisze. Tak jakby spotkanie na żywo dawało gwarancje, że jakiś losowy typ, z którym się wymieniło kilka byle jakich zdawkowych wiadomości na pewno na żywo okaże się świetnym gościem
A nie np. jakimś wyrwanym z totalnie innej bajki jegomościem albo w najgorszym wypadku creepem czy psycholem.
To znaczy, że nie ma czasu na wirtualne znajomości i zabawy, tylko woli spotkania realne.
Ja preferuję najpierw się rozeznać cokolwiek z kim mam do czynienia, czy w ogóle się rozmowa klei, przed spotkaniem pogadać najpierw telefonicznie/video - bo to już kontakt bardziej na żywo niż tylko suche pisanie. Jak się z kimś pogada przez te kilka dni, to można już pewne rzeczy na "nie", a nawet i trupy z szafy wyłowić. Ktoś nie ma czasu na wirtualne znajomości i zabawy, pójdzie na spotkanie tak jak stoi, spoko, ja szanuję swój czas i randek w ciemno nie uznaje. W takie rzeczy to się bawiłam jak byłam małolatą.
Byle jaki seks... cóż... jaki seks to już tylko w realu. W rozmowie nie wyczaisz.
Jak taki Misio na dzień dobry seks proponuje, to dla mnie to wysokie prawdopodobieństwo, że jest nastawiony głównie na to, żeby sobie spuścić z krzyża, obojętnie z kim, pani ma tylko nogi rozłożyć, ewentualnie usta otworzyć.
A ktoś ci każe się spotykać z każdym adasiem?
Ja tez zawsze uważałem, że pisanie to strata czasu.
Co prawda, moje czasy, to bardziej portale, niż apki, ale zawsze od razu proponowałem jakieś spotkanie na mieście, i rozmowę twarzą w twarz.
Nie za bardzo rozumiem, jak można mówić że spotkanie to strata czasu, jednocześnie poświęcając go 100X tyle, na pisanie.
Dzieki temu, jak widziałem tatuaż/kolorowe włosy/otyłość/zrobione usta czy zamawianie drinka, mogłem powiedzieć że nie spełnia moich podstawowych kryteriów, i dziękowałem za spotkanie.
A ktoś ci każe się spotykać z każdym adasiem?
Ja tez zawsze uważałem, że pisanie to strata czasu.
Co prawda, moje czasy, to bardziej portale, niż apki, ale zawsze od razu proponowałem jakieś spotkanie na mieście, i rozmowę twarzą w twarz.
Nie za bardzo rozumiem, jak można mówić że spotkanie to strata czasu, jednocześnie poświęcając go 100X tyle, na pisanie.
Dzieki temu, jak widziałem tatuaż/kolorowe włosy/otyłość/zrobione usta czy zamawianie drinka, mogłem powiedzieć że nie spełnia moich podstawowych kryteriów, i dziękowałem za spotkanie.
Jak rozumiem zastrzeżenia do tatuaży, koloru włosów i całej reszty tak nie kumam tego zamawiania drinka. W sensie, ze co - abstynent jesteś i oczekujesz tego samego, czy jak?
A skoro odrzucasz za tak podstawowe sprawy, to może jednak warto dopytać ? Zajmie to mniej czasu niż spotkanie, bo tak to tylko zawracasz bez potrzeby 4 litery.
Tutaj moje pytanie: kiedy najlepiej się z kimś spotkać? Czy rzeczywiście lepiej popisać kilka dni, czy lepiej od razu zderzyć się z rzeczywistością?
Lepiej popisać kilka dni byle nie kilkadziesiąt.
Dobrze jest się czegoś dowiedzieć o człowieku zanim się zdecydujemy spotkać. Można wiele wywnioskować tego co ktoś pisze oraz ze sposobu w jaki pisze. Nie każdy musi być erudytą niemniej jakiś poziom da się wyczuć.
Pisanie z nadzieją, że wszystkie informacje są prawdziwe a nasze wyobrażenia właściwe nie zawsze się potwierdzą. Szkoda czasu na życie nadzieją, lepiej zweryfikować wyobrażenia z faktami.
Szeptuch napisał/a:A ktoś ci każe się spotykać z każdym adasiem?
Ja tez zawsze uważałem, że pisanie to strata czasu.
Co prawda, moje czasy, to bardziej portale, niż apki, ale zawsze od razu proponowałem jakieś spotkanie na mieście, i rozmowę twarzą w twarz.
Nie za bardzo rozumiem, jak można mówić że spotkanie to strata czasu, jednocześnie poświęcając go 100X tyle, na pisanie.
Dzieki temu, jak widziałem tatuaż/kolorowe włosy/otyłość/zrobione usta czy zamawianie drinka, mogłem powiedzieć że nie spełnia moich podstawowych kryteriów, i dziękowałem za spotkanie.Jak rozumiem zastrzeżenia do tatuaży, koloru włosów i całej reszty tak nie kumam tego zamawiania drinka. W sensie, ze co - abstynent jesteś i oczekujesz tego samego, czy jak?
A skoro odrzucasz za tak podstawowe sprawy, to może jednak warto dopytać ? Zajmie to mniej czasu niż spotkanie, bo tak to tylko zawracasz bez potrzeby 4 litery.
Tak jestem abstynentem.
Nigdy nie piłem alkoholu.
To moja w pełni świadoma decyzja.
Niestety, wiele razy, gdy pytałem sie czy dana kobieta pije alkohol, słyszałem że nie.
Co sie potem okazywało, ze owszem nie pije, ale dużo.
Bo jeden drink to nie picie.
Zdarzały sie takie agregatki, dla których piwo to nie alkohol.
I to pomimo, że miałem w profilu zaznaczone, że szukam nie pijących i bez żadnych innych nałogów.
Ale cierpliwość sie opłaciła, bo w końcu znalazłem swoja żonę, która podejście do alkoholu ma takie same jak ja.
34 2023-07-12 00:12:59 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2023-07-12 17:28:23)
Bo jeden drink to nie picie.
Zdarzały sie takie agregatki, dla których piwo to nie alkohol.
To jest bardzo popularne podejście. Mój teść tak ma. Dla niego alkohol to wódka (czysta i smakowe). Wino to wino, a piwo to nie alkohol.
Ale wiesz, wśród starszych roczników takie podejście mnie nie dziwi. Tak zastali wychowani i takie coś przekazali niekiedy dzieciom.

A ktoś ci każe się spotykać z każdym adasiem?
Ja tez zawsze uważałem, że pisanie to strata czasu.
Co prawda, moje czasy, to bardziej portale, niż apki, ale zawsze od razu proponowałem jakieś spotkanie na mieście, i rozmowę twarzą w twarz.
Nie za bardzo rozumiem, jak można mówić że spotkanie to strata czasu, jednocześnie poświęcając go 100X tyle, na pisanie.
Dzieki temu, jak widziałem tatuaż/kolorowe włosy/otyłość/zrobione usta czy zamawianie drinka, mogłem powiedzieć że nie spełnia moich podstawowych kryteriów, i dziękowałem za spotkanie.
No ale jeżeli mam nie weryfikować na podstawie rozmowy, tylko od strzała się spotkać z kimś, kto zaproponuje spotkanie, no to na to wychodzi.
Wiesz mi nie chodzi o pisanie miesiącami czy lata, tylko te kilka dni. Dla mnie pisanie to mniejsza "strata czasu", bo mogę robić w międzyczasie inne rzeczy. Każdy ma swoją strategie.
No ale jeżeli mam nie weryfikować na podstawie rozmowy, tylko od strzała się spotkać z kimś, kto zaproponuje spotkanie, no to na to wychodzi.
Wiesz mi nie chodzi o pisanie miesiącami czy lata, tylko te kilka dni. Dla mnie pisanie to mniejsza "strata czasu", bo mogę robić w międzyczasie inne rzeczy. Każdy ma swoją strategie.
Umawiasz się wstępnie na spotkanie za tydzień-dwa i w tym czasie weryfikujesz.
On się stara, ale wie też, że spotkanie umówione, to jest pewniejszy.
YellowRoseOfTexas napisał/a:No ale jeżeli mam nie weryfikować na podstawie rozmowy, tylko od strzała się spotkać z kimś, kto zaproponuje spotkanie, no to na to wychodzi.
Wiesz mi nie chodzi o pisanie miesiącami czy lata, tylko te kilka dni. Dla mnie pisanie to mniejsza "strata czasu", bo mogę robić w międzyczasie inne rzeczy. Każdy ma swoją strategie.Umawiasz się wstępnie na spotkanie za tydzień-dwa i w tym czasie weryfikujesz.
On się stara, ale wie też, że spotkanie umówione, to jest pewniejszy.
Dobry myk. W międzyczasie fantazja już nikogo zanadto nie ponosi, bo nie chce się wyjść na kłamcę.
Dobry myk. W międzyczasie fantazja już nikogo zanadto nie ponosi, bo nie chce się wyjść na kłamcę.
Myk dobry, ale
1. nikt się nie chce umawiać na za tydzień czy dwa, każdy prze na spotkanie w najbliższym czasie, a najlepiej dziś/jutro. Nawiasem mówiąc, czy uważacie propozycję spotkania na ten sam dzień, pierwszą propozycję jaka pada w rozmowie: zaraz, za chwilę, tego samego wieczoru, to nietakt? Według SV kobiecie powinno dać się przynajmniej dobę na ułożenie planów pod spotkanie, przygotowanie się, itd. Jeszcze mi się nie zdarzyło tak umówić, ale to dość częsta propozycja.
2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży.
39 2023-07-13 20:59:27 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-07-13 21:01:18)
2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży.
Też cwane, ale jak widać byłaś cwańsza.
A nie miałaś ochoty dopytać się dlaczego zapadła Cisza? Albo przełożyć spotkanie?
Kasssja napisał/a:2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży.
Też cwane, ale jak widać byłaś cwańsza.
A nie miałaś ochoty dopytać się dlaczego zapadła Cisza? Albo przełożyć spotkanie?
Sam się chyba kapnął, że powinno pójść inaczej i powiedział, że skoro już byliśmy umówieni to dla niego to oznaczało, ze wszystko wszystkim pasuje i poznamy się na żywo. I mogłam przecież sama napisać, zapytać o coś itd. No i niby racja, mogłam. Nie pamiętam już szczegółów, ale ostatnia nasza rozmowa z dnia umawiania się zakończyła się jakoś tak, że on nie odpowiedział albo coś tam od niego innego miało wyjść, więc nie chciałam wyskakiwać przed szereg i grzecznie czekałam, jak się sprawy potoczą. No i przez te 5 dni gadałam już z innymi osobami, z jedną się planowałam umówić, więc z pierwszym po prostu zdechło przez brak kontaktu.
Agnes76 napisał/a:Kasssja napisał/a:2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży.
Też cwane, ale jak widać byłaś cwańsza.
A nie miałaś ochoty dopytać się dlaczego zapadła Cisza? Albo przełożyć spotkanie?Sam się chyba kapnął, że powinno pójść inaczej i powiedział, że skoro już byliśmy umówieni to dla niego to oznaczało, ze wszystko wszystkim pasuje i poznamy się na żywo. I mogłam przecież sama napisać, zapytać o coś itd. No i niby racja, mogłam. Nie pamiętam już szczegółów, ale ostatnia nasza rozmowa z dnia umawiania się zakończyła się jakoś tak, że on nie odpowiedział albo coś tam od niego innego miało wyjść, więc nie chciałam wyskakiwać przed szereg i grzecznie czekałam, jak się sprawy potoczą. No i przez te 5 dni gadałam już z innymi osobami, z jedną się planowałam umówić, więc z pierwszym po prostu zdechło przez brak kontaktu.
Czyli pan przespał sprawę.
Pewnie gdybyś nie rozmawiała z innymi...
I co, warto było umówić się z tym drugim? Wyszło coś z tego?
Czyli pan przespał sprawę.
Pewnie gdybyś nie rozmawiała z innymi...
I co, warto było umówić się z tym drugim? Wyszło coś z tego?
To było ze dwa lata temu, nawet nie pamiętam kto to był, więc raczej nie wyszło ;P Ale ja też nie umawiam się po to, żeby koniecznie coś wychodziło, traktuję to jako rozrywkę, odmianę od codziennej rutyny dom-praca-młody-pies, a teraz jeszcze koszmarny remont.
Ja mam za dużo obowiązków na głowie, żeby dokładać sobie problemów ze stałym facetem. Jak się dobrze zastanowić, to od rozwodu jeszcze mi się w życiu nie trafił taki związek, który byłby dla mnie oparciem, takim totalnym supportem odbarczającym i wspomagającym mnie na różnych polach. Wręcz przeciwnie - wejście w ścisłą relację z facetem 35+ oznaczało zawsze przejęcie na siebie, choćby psychiczne, części jego problemów i trudności życiowych, konieczność rozmów na ten temat, wymyślania rozwiązań, a przede wszystkim dostosowywania się, co przy moim obciążeniu dzieckiem, psem i robotą bez ram czasowych było głupim absurdem. Na stały związek będę mieć czas pewnie dopiero za parę lat, jak młody napisze maturę i pójdzie na studia. No i dobrze, związki dojrzałych osób, z dorosłymi dziećmi, z pozałatwianymi sprawami i pozamykanymi problemami mają mnóstwo zalet. A teraz, na tym etapie okołoczterdziestkowym, każdy z nas jest w coś uwikłany, ma jakieś jazdy z dziecmi i ex małżonkami, opieki takie siakie i owakie, ograniczenia, kredyty i roboty pod korek. Zły czas na nawiązywanie nowych związków.
43 2023-07-14 11:18:00 Ostatnio edytowany przez 2odiak (2023-07-14 11:22:13)
Agnes76 napisał/a:Czyli pan przespał sprawę.
Pewnie gdybyś nie rozmawiała z innymi...
I co, warto było umówić się z tym drugim? Wyszło coś z tego?To było ze dwa lata temu, nawet nie pamiętam kto to był, więc raczej nie wyszło ;P Ale ja też nie umawiam się po to, żeby koniecznie coś wychodziło, traktuję to jako rozrywkę, odmianę od codziennej rutyny dom-praca-młody-pies, a teraz jeszcze koszmarny remont.
Ja mam za dużo obowiązków na głowie, żeby dokładać sobie problemów ze stałym facetem. Jak się dobrze zastanowić, to od rozwodu jeszcze mi się w życiu nie trafił taki związek, który byłby dla mnie oparciem, takim totalnym supportem odbarczającym i wspomagającym mnie na różnych polach. Wręcz przeciwnie - wejście w ścisłą relację z facetem 35+ oznaczało zawsze przejęcie na siebie, choćby psychiczne, części jego problemów i trudności życiowych, konieczność rozmów na ten temat, wymyślania rozwiązań, a przede wszystkim dostosowywania się, co przy moim obciążeniu dzieckiem, psem i robotą bez ram czasowych było głupim absurdem. Na stały związek będę mieć czas pewnie dopiero za parę lat, jak młody napisze maturę i pójdzie na studia. No i dobrze, związki dojrzałych osób, z dorosłymi dziećmi, z pozałatwianymi sprawami i pozamykanymi problemami mają mnóstwo zalet. A teraz, na tym etapie okołoczterdziestkowym, każdy z nas jest w coś uwikłany, ma jakieś jazdy z dziecmi i ex małżonkami, opieki takie siakie i owakie, ograniczenia, kredyty i roboty pod korek. Zły czas na nawiązywanie nowych związków.
Z jednej strony w pale się to nie mieści, bo co to za kolesie, ale z drugiej strony patrząc co się porobiło z wielu względów, to takich miękkich buł co z bele pierdoły mają spory problem sobie z tym poradzić, jest z roku na rok coraz więcej. To nie jest zły czas, tylko ludzie ![]()
Nawiasem mówiąc, czy uważacie propozycję spotkania na ten sam dzień, pierwszą propozycję jaka pada w rozmowie
Zależy od tego z kim po drugiej stronie rozmawiam. Jeżeli ma stosowne argumenty i po 2-ch słowach jestem przekonany, że chcę, to tak. Natomiast domyślam się , że w tym przypadku jest to mało przekonujące.
2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży
No słabo i to grubo. Powiedz, że to się nie dzieje naprawdę ?
Z marszu po czymś takim zlałbym taką znajomość i to dość dosadnie. Ale jaki to trzeba mieć tupet, żeby po takim olaniu pytać się czy aktualne
Na co ten gościu liczył? Na głupią kurę jak on?
No nie wierzę
Sorry za taki komentarz, no ale przy niektórych historiach, no nie mogę ![]()
2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży
No słabo i to grubo. Powiedz, że to się nie dzieje naprawdę ?
Z marszu po czymś takim zlałbym taką znajomość i to dość dosadnie. Ale jaki to trzeba mieć tupet, żeby po takim olaniu pytać się czy aktualne
Na co ten gościu liczył? Na głupią kurę jak on?
No nie wierzę
Sorry za taki komentarz, no ale przy niektórych historiach, no nie mogę
Zaplusowałeś u Kassja
![]()
2odiak napisał/a:2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży
No słabo i to grubo. Powiedz, że to się nie dzieje naprawdę ?
Z marszu po czymś takim zlałbym taką znajomość i to dość dosadnie. Ale jaki to trzeba mieć tupet, żeby po takim olaniu pytać się czy aktualne
Na co ten gościu liczył? Na głupią kurę jak on?
No nie wierzę
Sorry za taki komentarz, no ale przy niektórych historiach, no nie mogę
Zaplusowałeś u Kassja
![]()
![]()
Maybe
![]()
Wszakże podobni do siebie się przyciągają ![]()
![]()
Ale teraz na poważnie, nie zlałbyś takiego numeru? Albo konkrety, albo taborety ![]()
No przecież nikt poważny i szanujący siebie na takie tańce nie pójdzie. A najlepsze jest zawsze na końcu, - ale ja nie wiedziałem
No tak, tak
![]()
46 2023-07-14 12:14:03 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-07-14 12:16:36)
Z jednej strony w pale się to nie mieści, bo co to za kolesie, ale z drugiej strony patrząc co się porobiło z wielu względów, to takich miękkich buł co z bele pierdoły mają spory problem sobie z tym poradzić, jest z roku na rok coraz więcej. To nie jest zły czas, tylko ludzie
Nie no, ja bym żadnych kolesi tu nie obwiniała ani bułami ich nie nazywała. To taki wiek, że ludzie są świeżo porozwodzeni, szarpią się na wielu frontach, próbują pogodzić stare z nowym. Trudno oczekiwać, że ich dzieci nagle znikną albo że oni odpuszczą sobie opiekę tylko dlatego, że rejestrują się na tinderze i chcą w ten swój chaos wcisnąć jeszcze randki. Co ciekawe, często słyszałam, że poprzednie związki im się pokończyły, bo panie nie mogły zaakceptować ich obowiązków. W praktyce to oznaczało, że nie wciskały się w jedyne wolne "okienka" w ich napiętym grafiku wożenia dzieci DO i Z pierdylion razy w tygodniu, nocowania dzieci u nich w weekendy i w określone dni tygodnia, dowożenia własnej matki na zabiegi, delegacji do Rzeszowa i wuj wie co jeszcze. Panie odeszły albo oni odeszli, bo za rzadko się widywali, ale z nową kobietą chcą prowadzić tę samą grę pt. "mam wolne w sobotę za tydzień między 12 a 17, bądź wtedy gotowa"
Nie ma tu złej woli, a jedynie naiwność, że druga strona jest bądź chce być tak elastyczna i marnować swój czas i młodość na czekanie na delikwenta w te wszystkie dni czy tygodnie, gdy on ma opiekę i inne obowiązki. Może byłoby to możliwe, gdyby druga strona była samotną singielką, najlepiej bezdzietną i bezrobotną.
Co w macie z tym pisaniem...
Jak spotkałem żonę, wymieniliśmy sie z zona numerami, to dogadaliśmy sie, że następne spotkanie będzie w następna niedziele po 17.
I cały tydzień z sobą nie pisaliśmy, bo po co? skoro można interesujące nas tematy obgadać w 4 oczy, widząc mimikę i ogólne reakcje interlokutora?
Ani dla mnie, ani dla niej, nie było to olewanie.
Po prostu dorośli ludzie umawiają sie na spotkanie, mając w międzyczasie jakiś szereg obowiązków.
Co to gimnazjum? Aby sie serduszkami wymieniać?
Zlitujcie sie.
Cały nasz etap randkowania, ani zona, ani ja, nie pisaliśmy do siebie, w zasadzie noc poza:
"spóźnię sie, o tyle i tyle"
"A co powiesz na zmianę miejsca spotkania na takie"
"Upieke sernik, moze zróbmy sobie piknik w ten dzień o tej godzinie, pasuje Ci"
I do tej pory tak to wygląda, jak mamy sobie cos do powiedzenia, to mówimy to sobie w twarz, a nie tworzymy smsowe rozprawki.
Jak pisałem z kobietami na portalach, przed spotkaniem zony, to tez praktycznie od razu proponowałem spotkanie
Bo niestety, kobiety maja bardzo nieprzyjemny zwyczaj, retuszowania albo kadrowania swoich zdjęć.
Na fotce fajna ładna twarz, a przychodzi na spotkanie ulaniec 100kg
Albo inne rzeczy, które napisałem kilka postów wyżej.
Jeżeli jakiejś kobiecie to nie pasowało, jej sprawa.
Ale nie zdarzyła mi sie sytuacja, aby kobieta nie przyszła.
48 2023-07-14 12:34:15 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-07-14 12:36:01)
Co w macie z tym pisaniem...
Jak spotkałem żonę,...
Bo niestety, kobiety maja bardzo nieprzyjemny zwyczaj, retuszowania albo kadrowania swoich zdjęć.
Na fotce fajna ładna twarz, a przychodzi na spotkanie ulaniec 100kg
Po prostu jesteś innym niż my typem człowieka, nie ma się co nad tym rozwodzić.
Kobiety rzadko mają ochotę pędzić na spotkanie po wymianie dwóch zdań tylko po to, żeby udowodnić randomowi z netu, że nie są ulańcem 100 kg. Przewaga pisania nad spotkaniem z byle kim polega na tym, że napisać parę zdań możesz siedząc na wc, gotując ziemniaki albo mając przerwę w pracy. Nie trzeba angażować całego wieczoru, przygotować się, ubrać, pomalować, fryzurę zrobić i pewnie świeże pazury tylko po to, żeby na miejscu zastać szeptucha-ulańca, w dodatku nudnego, zadufanego w sobie albo debila, bo nie dało się tego wcześniej zweryfikowac.
2odiak napisał/a:Z jednej strony w pale się to nie mieści, bo co to za kolesie, ale z drugiej strony patrząc co się porobiło z wielu względów, to takich miękkich buł co z bele pierdoły mają spory problem sobie z tym poradzić, jest z roku na rok coraz więcej. To nie jest zły czas, tylko ludzie
Nie no, ja bym żadnych kolesi tu nie obwiniała ani bułami ich nie nazywała. To taki wiek, że ludzie są świeżo porozwodzeni, szarpią się na wielu frontach, próbują pogodzić stare z nowym. Trudno oczekiwać, że ich dzieci nagle znikną albo że oni odpuszczą sobie opiekę tylko dlatego, że rejestrują się na tinderze i chcą w ten swój chaos wcisnąć jeszcze randki. Co ciekawe, często słyszałam, że poprzednie związki im się pokończyły, bo panie nie mogły zaakceptować ich obowiązków. W praktyce to oznaczało, że nie wciskały się w jedyne wolne "okienka" w ich napiętym grafiku wożenia dzieci DO i Z pierdylion razy w tygodniu, nocowania dzieci u nich w weekendy i w określone dni tygodnia, dowożenia własnej matki na zabiegi, delegacji do Rzeszowa i wuj wie co jeszcze. Panie odeszły albo oni odeszli, bo za rzadko się widywali, ale z nową kobietą chcą prowadzić tę samą grę pt. "mam wolne w sobotę za tydzień między 12 a 17, bądź wtedy gotowa"
Nie ma tu złej woli, a jedynie naiwność, że druga strona jest bądź chce być tak elastyczna i marnować swój czas i młodość na czekanie na delikwenta w te wszystkie dni czy tygodnie, gdy on ma opiekę i inne obowiązki. Może byłoby to możliwe, gdyby druga strona była samotną singielką, najlepiej bezdzietną i bezrobotną.
Zauważ, że nadal jest to problem właśnie tych osób. Dlaczego nazwałem bułami? Bo marnują Twój, czy mój czas, różnymi nie do pojęcia zagrywkami, a w konsekwencji okazuje się , że jeszcze uwieszają się z własnym tobołkiem dodatkowo dokładając. Czy takiego czegoś oczekujesz? No nie. Jak każda normalna poukładana osoba oczekujesz takiej samej. Dla mnie niepojęte jest mieć jakieś sprawy i ładować się w coś następnego, ale w nowoczesnych czasach taka praktyka jest coraz częściej stosowana, bo tak się nauczono, bo tak kombinuje kredyt spłacić kredytem. Nie ma co tłumaczyć takich zachowań, a nazywać rzeczy po imieniu. Wszystko jest dla ludzi, ale coś takiego jest po prostu niepoważne i skreśla w takiej sytuacji z marszu taką osobę jeżeli chodzi o normalną szanująca się i zdrową relację. To co opisujesz jest nie do przyjęcia. To jest szukanie durnej i naiwnej która na takie warunki pójdzie, to jest taka sama zła wola jak szukanie łosia żeby go wydymać.
Mnie cieszy to , że masz głowę na karku i odpowiednio reagujesz ![]()
Co w macie z tym pisaniem...
Jak spotkałem żonę, wymieniliśmy sie z zona numerami, to dogadaliśmy sie, że następne spotkanie będzie w następna niedziele po 17.
I cały tydzień z sobą nie pisaliśmy, bo po co? skoro można interesujące nas tematy obgadać w 4 oczy, widząc mimikę i ogólne reakcje interlokutora?
Ani dla mnie, ani dla niej, nie było to olewanie.
Po prostu dorośli ludzie umawiają sie na spotkanie, mając w międzyczasie jakiś szereg obowiązków.
Co to gimnazjum? Aby sie serduszkami wymieniać?
Zlitujcie sie.
Ale nad czym?
Pisanie - jedna z form poznawania się, komunikowania się . Forma w jaki sposób, kwestia dogadania. Każdy sposób jest dobry jeżeli da się nim osiągnąć cel. Ważne by w tym wszystkim mieć odpowiednie podejście i być elastycznym.
Serduszka? jak ktoś tego potrzebuje? "Duże chłopce sklejają modele i nikt ich gimnazjalistami nie nazywa " ![]()
Kobiety rzadko mają ochotę pędzić na spotkanie po wymianie dwóch zdań tylko po to, żeby udowodnić randomowi z netu, że nie są ulańcem 100 kg.
Raczej nikt nie ma zamiaru nigdzie udowadniać, że nie jest koniem ![]()
51 2023-07-14 13:07:44 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-07-14 13:41:32)
Zauważ, że nadal jest to problem właśnie tych osób. Dlaczego nazwałem bułami? Bo marnują Twój, czy mój czas, różnymi nie do pojęcia zagrywkami, a w konsekwencji okazuje się , że jeszcze uwieszają się z własnym tobołkiem dodatkowo dokładając. Czy takiego czegoś oczekujesz? No nie. Jak każda normalna poukładana osoba oczekujesz takiej samej. Dla mnie niepojęte jest mieć jakieś sprawy i ładować się w coś następnego, ale w nowoczesnych czasach taka praktyka jest coraz częściej stosowana, bo tak się nauczono, bo tak kombinuje kredyt spłacić kredytem. Nie ma co tłumaczyć takich zachowań, a nazywać rzeczy po imieniu. Wszystko jest dla ludzi, ale coś takiego jest po prostu niepoważne i skreśla w takiej sytuacji z marszu taką osobę jeżeli chodzi o normalną szanująca się i zdrową relację. To co opisujesz jest nie do przyjęcia. To jest szukanie durnej i naiwnej która na takie warunki pójdzie, to jest taka sama zła wola jak szukanie łosia żeby go wydymać.
Mnie cieszy to , że masz głowę na karku i odpowiednio reagujesz
Myślę, że gdyby ten wątek był bardziej popularny (i w innym dziale) to zleciałoby się tu stado kobiet, które w takie okienka między obowiązkami pana się wciskały, krótko potem stały się macochami, gospodyniami i są teraz szczęśliwe w swojej rodzinie patchworkowej. Bo i tak się na pewno da, kwestia priorytetów. Możliwe, że ja sama mam za dużo na głowie, a mam naprawdę dużo za dużo jak na jedną niewielką osobę, by podołać wpasowywaniu się w czyjś grafik. Z jednej strony pracuję ile i kiedy chcę i mam duże, niewymagające opieki dziecko, z drugiej jestem tak dociśnięta psychicznie z kilku stron, tyle rzeczy może mi się posypać, jeśli coś zawalę, że marzy mi się relacja z kimś, kto ma dla mnie czas i nie zwraca mi już gitary swoimi rozwodami, żonglowaniem dziećmi, urlopami tylko w okresie szkolnych ferii, problemami rodzinnymi itd.
Jedna z moich ostatnich relacji, chyba już ją tu opisywałam. Fajny gość, spełniający wymogi wizualne, intelektualne, mieszkalne (że w Krakowie, a nie w jakimś Honolulu), ale z opieką naprzemienną i matką z Alzheimerem. Gdy udało mu się wymęczyć na rodzinie jeden cały weekend i pojechaliśmy w góry, przez całą, calusieńką trasę odbierał w samochodzie (na głosnomówiącym, wiadomo) telefony od matki, która nie wiedziała jak się naciska pilota od tv. Raz było uroczo, bo on taki troskliwy i cierpliwy, drugi jeszcze też, trzeci i czwarty milczałam i słuchałam z uniesioną brwią, a po szóstym i dziesiątym dostałam wewnętrznego wkurwa. Ale co z tym można zrobić? Nic, matka to matka, choroba to choroba, życie. Ale to był nasz wyczekany weekend w górach. Na miejscu wyciszył telefon, bo sam czuł, że tak nie można odpoczywać we dwoje. Ale napięcie było cały czas, on zerkał czy dzwoniła, ja zerkałam czy on non stop zerka, chujoza na maksa. A drugi wyjazd odwołał, bo zachorowała ex teściowa i ex żona rzuciła mu małoletnich mimo już opłaconego wyjazdu. Rozmowa o tej sytuacji była nasza ostatnią. Tak to właśnie wygląda z "tatuśkami" i "synusiami". Ja się do tego nie nadaję, ja nie chcę żyć czyimiś problemami, wpasowywać się i odwieszać na wieszak swoje, bo na tapecie są kolejne, cudze. No i bujam się sama po świecie, cóż. Lepsze to niż życie czyimś życiem. Za to chętnie umawiam się na randki, czasem kilka pod rząd, bez zobowiązań.
Myślę, że gdyby ten wątek był bardziej popularny (i w innym dziale) to zleciałoby się tu stado kobiet, które w takie okienka między obowiązkami pana się wciskały, krótko potem stały się macochami, gospodyniami i są teraz szczęśliwe w swojej rodzinie patchworkowej. Bo i tak się na pewno da, kwestia priorytetów. Możliwe, że ja sama mam za dużo na głowie, a mam naprawdę dużo za dużo jak na jedną niewielką osobę, by podołać wpasowywaniu się w czyjś grafik. Z jednej strony pracuję ile i kiedy chcę i mam duże, niewymagające opieki dziecko, z drugiej jestem tak dociśnięta psychicznie z kilku stron, tyle rzeczy może mi się posypać, jeśli coś zawalę, że marzy mi się relacja z kimś, kto ma dla mnie czas i nie zwraca mi już gitary swoimi rozwodami, żonglowaniem dziećmi, urlopami tylko w okresie szkolnych ferii, problemami rodzinnymi itd.
Jedna z moich ostatnich relacji, chyba już ją tu opisywałam. Fajny gość, spełniający wymogi wizualne, intelektualne, mieszkalne (że w Krakowie, a nie w jakimś Honolulu), ale z opieką naprzemienną i matką z Alzheimerem. Gdy udało mu się wymęczyć na rodzinie jeden cały weekend i pojechaliśmy w góry, przez całą, calusieńką trasę odbierał w samochodzie (na głosnomówiącym, wiadomo) telefony od matki, która nie wiedziała jak się naciska pilota od tv. Raz było uroczo, bo on taki troskliwy i cierpliwy, drugi jeszcze też, trzeci i czwarty milczałam i słuchałam z uniesioną brwią, a po szóstym i dziesiątym dostałam wewnętrznego wkurwa. Ale co z tym można zrobić? Nic, matka to matka, choroba to choroba, życie. Ale to był nasz wyczekany weekend w górach. Na miejscu wyciszył telefon, bo sam czuł, że tak nie można odpoczywać we dwoje. Ale napięcie było cały czas, on zerkał czy dzwoniła, ja zerkałam czy on non stop zerka, chujoza na maksa. A drugi wyjazd odwołał, bo zachorowała ex teściowa i ex żona rzuciła mu małoletnich mimo już opłaconego wyjazdu. Rozmowa o tej sytuacji była nasza ostatnią. Tak to właśnie wygląda z "tatuśkami" i "synusiami". Ja się do tego nie nadaję, ja nie chcę żyć czyimiś problemami, wpasowywać się i odwieszać na wieszak swoje, bo na tapecie są kolejne, cudze. No i bujam się sama po świecie, cóż. Lepsze to niż życie czyimś życiem. Za to chętnie umawiam się na randki, czasem kilka pod rząd, bez zobowiązań.
Kolesi takich też zapewne by nie brakowało. Wszystko zależy od tego kto na co się godzi i dlaczego, ale... , to już są indywidualne sprawy. Szczerze , to nie wyobrażam sobie komuś zawracać gitary, bo podobnie jak Ty sam bym nie chciał , by ktoś mnie takimi sprawami męczył, a takie niestety są dość meczące, do tego jeszcze własne sprawy, - chcesz resetu, chcesz odpocząć, wsparcia, poczuć się dobrze i mieć to wszystko gdzieś. Przede wszystkim nie myśl , że możesz coś zawalić. Jeżeli coś się stanie, trudno , zdarzają się różne rzeczy natomiast obwinianie siebie za coś, myślenie o czymś co może się stać , a nie musi to dodatkowe siebie dociskanie. Pomyśl za to, ze świetnie dajesz sobie radę. Relację którą opisujesz jest niedojrzała ze strony gościa. Rozumiem, że każdy chce szczęścia i gdzieś tam ucieka nieraz w desperacji, ale nie czyimś kosztem w ten sposób. Co z tego miałaś ? Zszargane nerwy, dyskomfort i presję. Tak samo szlag by mnie trafił. Oj tam, nie musisz się bujać sama, przecież znajomi na pewno są, wyjechać na coś grupowego tez można, a pewnie poznasz jeszcze wiele fajnych osób które bezinteresownie Ciebie odciążą jak nie fizycznie to psychicznie. Bardzo dobrze, ze się umawiasz, korzystasz w taki sposób jaki uważasz dla siebie za stosowny. Ważne by rozwijać horyzonty na wszystkich możliwych szczeblach, nie siedzieć samemu, bo zwariujesz.
Kasssja:
Ja po postu nie lubię pisać smsów, czy rozmawiać telefonicznie.
nie lubię, sa to dla mnie kalekie formy komunikacji.
Szczególnie, z oosba, która potenialnie, moze byc kandydatem na żone.
Widzisz, ja swojego czasu pracowałem po 16h, nie miałem ani czasu, ani ochoty bawić sie w wiadomość "jak ci minął dzień"
Nigdy tez, nie robiłem tak jak ty, i nie pisałem z kilkoma kandydatami jednocześnie
Dla mnie jest to nie uczciwe.
Gdy umawiałem spotkanie, powiedzmy na sobotę, to była to jedyna osoba z która sie umówiłem.
Jak mi sie nie spodobało, to po prostu o tym mówiłem, ucinałem relacje, i zaczynałem pisać z kolejna osoba.
czytając jakie masz podejście do roli faceta:
"który byłby dla mnie oparciem, takim totalnym supportem odbarczającym i wspomagającym mnie na różnych polach"
Jednocześnie : "wejście w ścisłą relację z facetem 35+ oznaczało zawsze przejęcie na siebie, choćby psychiczne, części jego problemów i trudności życiowych, konieczność rozmów na ten temat, wymyślania rozwiązań, a przede wszystkim dostosowywania się"
To sorry kass, żaden normalny facet na cos takiego nie pójdzie, ewentualnie jakiś beciak, którego rola będzie supportowanie cie, jednoczenie nie upominając sie o to samo.
I fakt, że twoje dziecko wyfrunie z rodzinnego gniazda, nic tu nie zmieni.
54 2023-07-14 19:01:02 Ostatnio edytowany przez YellowRoseOfTexas (2023-07-14 19:02:17)
YellowRoseOfTexas napisał/a:No ale jeżeli mam nie weryfikować na podstawie rozmowy, tylko od strzała się spotkać z kimś, kto zaproponuje spotkanie, no to na to wychodzi.
Wiesz mi nie chodzi o pisanie miesiącami czy lata, tylko te kilka dni. Dla mnie pisanie to mniejsza "strata czasu", bo mogę robić w międzyczasie inne rzeczy. Każdy ma swoją strategie.Umawiasz się wstępnie na spotkanie za tydzień-dwa i w tym czasie weryfikujesz.
On się stara, ale wie też, że spotkanie umówione, to jest pewniejszy.
Jest to spoko sprawa, tylko jak koleżanka napisała poniżej, są panowie, którzy na to nie przystaną, bo oni chcą (niektórzy wręcz żądają, bo oni są zainteresowani, a czy ja jestem to już nieważne) spotkania już tego samego dnia albo na następny, co jest dla mnie nie zrozumiałe, bo ja nie leżę całymi dniami odstrzelona na łóżku czekając tylko żeby pójść się spotkać z jakimś facetem, który mi napisał "co tam/jak mija dzień'.
czytając jakie masz podejście do roli faceta:
"który byłby dla mnie oparciem, takim totalnym supportem odbarczającym i wspomagającym mnie na różnych polach"
Jednocześnie : "wejście w ścisłą relację z facetem 35+ oznaczało zawsze przejęcie na siebie, choćby psychiczne, części jego problemów i trudności życiowych, konieczność rozmów na ten temat, wymyślania rozwiązań, a przede wszystkim dostosowywania się"
To sorry kass, żaden normalny facet na cos takiego nie pójdzie, ewentualnie jakiś beciak, którego rola będzie supportowanie cie, jednoczenie nie upominając sie o to samo.
I fakt, że twoje dziecko wyfrunie z rodzinnego gniazda, nic tu nie zmieni.
A czytałeś te moje opisy problematycznych facetów? W takich relacjach nie ma w ogóle przestrzeni dla drugiej osoby i jej codziennych trudności, bo facet ma taki życiowy sajgon, że wszystko się temu podporządkowuje. Już samo to, że próbowałam w tym przez parę miesięcy funkcjonować świadczy o mojej dobrej woli i typ pieprzonym genie troski o drugą osobę, który odziedziczyłam po mojej matce. Ale mam też swoje granice i gdy jestem tylko wspierającym, nie dostając w zamian tego samego, to idę w cholerę. Mnie potrzeba równowagi, właśnie tego, o czym mówisz, a tatuśkowie i synusiowie 40+ najwyraźniej potrzebują tylko brać (czas, uwagę, troskę, wsparcie, pomoc). Mnie zaproszenia do drogich knajp nie rekompensują gadania w tych knajpach o problemach z ex żoną i tłumaczenia typa, dlaczego cały przyszły tydzień albo siedzimy z jego dziećmi albo się nie widzimy. Nie rozumiem, dlaczego tylko beciak (?) miałby umieć taką równowagę utrzymać w relacji.
Nie rozumiem, dlaczego tylko beciak (?) miałby umieć taką równowagę utrzymać w relacji.
bo beciak podporządkuje całe swoje życie pod kobietę i wtedy zresztą nie ma równowagi
Ja preferuję najpierw się rozeznać cokolwiek z kim mam do czynienia, czy w ogóle się rozmowa klei, przed spotkaniem pogadać najpierw telefonicznie/video - bo to już kontakt bardziej na żywo niż tylko suche pisanie. Jak się z kimś pogada przez te kilka dni, to można już pewne rzeczy na "nie", a nawet i trupy z szafy wyłowić. Ktoś nie ma czasu na wirtualne znajomości i zabawy, pójdzie na spotkanie tak jak stoi, spoko, ja szanuję swój czas i randek w ciemno nie uznaje. W takie rzeczy to się bawiłam jak byłam małolatą.
Słuszne podejście. Ludzie są nieobliczalni, więc warto być ostrożnym
Choć bywają sytuacje specyficzne...
Pamiętam, że kiedyś pisałem na tinderze z (jak to wyszło w trakcie dialogu) kuzynką koleżanki ze studiów. Wymieniliśmy kilka zdań i w trakcie rozmowy narzekała na facetów, z którymi dotąd się spotkała (opisała mi też kilka różnych sytuacji). Stwierdziła, że ciężko jej poznać kogoś wartościowego. Dialog był kontynuowany, aż w końcu zwieńczony jej propozycją spotkania (to wszystko w ramach tej jednej, pierwszej rozmowy) - stwierdziła, że się jej dobrze ze mną rozmawia i chciałaby się ze mną spotkać - spontanicznie, jeszcze dzisiaj.
Tutaj zrobię mały przerywnik. Jako osoba wysoce wrażliwa, o introwertycznej naturze, preferująca uprzedzać działanie przemyśleniami, miałem w jednej chwili natłok różnych myśli. Z jednej strony była zadbana studentka, która wydawała się ciekawą osobą. Z drugiej strony była moja głowa, która podowiadała, aby się wycofać i spróbować kupić trochę czasu. Koniec końców, głowa wygrała.
Napisałem zatem, że podziwiam jej otwartość i doceniam zaufanie jakim mnie obdarzyła, ale dla mnie to troszeczkę za szybko. Wyraziłem jednocześnie chęć dalszego poznawania się w formie niewerbalnej (póki co). Kilka minut później, bez słowa, zostałem usunięty ![]()
Wiadomo, że jej chęć spotkania była podsycona tym, że znaliśmy tą samą osobę (jej kuzynkę) z reala, przez co czuła się zapewne bardziej komfortowo proponując spotkanie. Cóż, ja potrzebowałem troszeczkę więcej - przynajmniej na samym początku. Nie byłem wówczas przywykły do spotkań z ludźmi poznanymi przez internet - w sumie nadal nie jestem ![]()
Czy dziś postąpiłbym inaczej? Czy coś bym zmienił? Chyba tak. Nawet jeśli spotkanie okazałoby się rozczarowaniem to miałbym chociaż ciekawe wspomnienia, a sam byłbym bogatszy wewnętrznie i nie pisałbym teraz na forum kobiet, że gdzieś kiedyś jakaś dziewczyna chciała się ze mną spotkać, ponieważ jej się tak po prostu spodobałem.
58 2023-07-15 23:50:31 Ostatnio edytowany przez 2odiak (2023-07-15 23:51:09)
Pragnę tylko zaznaczyć , że to Kasssja
bierze na klatę tych wszystkich miszczy ![]()
Beciak? Nie sądzę , Panna i to konkretna, która też chce szczęścia i ma do tego jak największe prawo ![]()
Kasssja, to , że odziedziczyłaś jest Twoim in plus ![]()
Jako osoba wysoce wrażliwa, o introwertycznej naturze, preferująca uprzedzać działanie przemyśleniami, miałem w jednej chwili natłok różnych myśli. Z jednej strony była zadbana studentka, która wydawała się ciekawą osobą. Z drugiej strony była moja głowa, która podowiadała, aby się wycofać i spróbować kupić trochę czasu. Koniec końców, głowa wygrała.
Napisałem zatem, że podziwiam jej otwartość i doceniam zaufanie jakim mnie obdarzyła, ale dla mnie to troszeczkę za szybko. Wyraziłem jednocześnie chęć dalszego poznawania się w formie niewerbalnej (póki co). Kilka minut później, bez słowa, zostałem usunięty
Wiadomo, że jej chęć spotkania była podsycona tym, że znaliśmy tą samą osobę ...
Wiadomo? A skąd wiadomo? Bo według mojej wiedzy i doświadczenia, tylko ci się coś tam wydaje, że coś tam wiadomo, a tymczasem panna cię odpaliła najprawdopodobniej dlatego, że nie byłeś pierwszym ani jedynym, który tyłek jej zawracał bezproduktywną pisaniną unikając spotkania.
Miałem kiedyś identyczną sytuację z tym że dziewczyna pisała ze mną jadąc pociągiem. Oboje mieszkaliśmy w tym samym mieście, no i ona skądś tam wracała. Pisaliśmy tak chyba ze trzy godziny i w końcu musiałem wyjść z psem na dwór. Poszedłem z tym psem na pięć minut, ale na dole spotkałem znajomego, poszliśmy razem do sklepu, no i wracam po chyba godzinie... jeszcze nie było wtedy tindera ani chyba nawet fejsbuka, pamiętam że znalazłem ją na nieistniejącym już portalu randkowym iLove, a pisaliśmy jeszcze wtedy na gadugadu, matko z córko, kiedy to było... no i wracam z tym psem, a na tym gadugadu ona pisze, że dojedzie za ok. godzinę i czy po nią wyjdę na pociąg. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie widziałem jej na żywo, tylko na zdjęciach. Ale że podobała mi się bardzo i z gęby i z gadki, no to po krótkim namyśle mówię a jebać, pojadę na ten dworzec i zobaczymy co będzie dalej. Zaczynam się stroić, bo czasu nie zostało dużo, a jeszcze muszę się przebić przez centrum w godzinach szczytu o czym ją uprzedziłem, że mogę się trochę spóźnić... ale ona już się nie odezwała. Nigdy.
Dopiero sto lat później przez zupełny przypadek wyświetliła mi się na FB. Nawet nie w propozycjach znajomych czy czymś, tylko w międzyczasie została radną w naszym mieście i rozpoznałem ją na zdjęciu z jakichś tam uroczystości państwowych, nie pamiętam nawet jakich. Oczywiście odnalazłem ją na tym FB, zaprosiłem do znajomych, zaproszenie przyjęła i zaczęliśmy pisać. Po krótkiej wymianie uprzejmości wyjawiłem kim jestem, na co ona, że przecież od razu wiedziała, no i zeszliśmy na temat tamtych wydarzeń sprzed lat. Zapytałem dlaczego tak się zachowała i nie dała się przekonać, że tylko wyszedłem z psem, no kurwa skąd mogłem wiedzieć, że za chwilę ten pieprzony pociąg przyjedzie... na co ona, że wracała wtedy ze spotkania u prawnika ze swoim jeszcze wtedy mężem z którym miała się rozwodzić i potrzebowała się spotkać, pójść gdzieś na kawę czy gdziekolwiek, żeby oderwać myśli i przewietrzyć głowę, a może przy okazji coś więcej by z tego wyszło, no ale skoro okazałem się zwykłym pajacem i nawet jej nie odpisałem na propozycję spotkania (bo byłem z psem, ile razy mam tłumaczyć) to dla niej był koniec rozmowy, bo na pewno nie takiego faceta wtedy potrzebowała i bez żalu skasowała znajomość. Koniec.
Cała ta historia rozgrywa się na przestrzeni ok. 15 lat, dzisiaj ona ma kogoś, ja mam kogoś, nie traktujemy siebie nawzajem jako potencjalnych partnerów czy choćby kandydatów na jakiś romans, nic z tych rzeczy. Jesteśmy po prostu znajomymi na fejsbuku i czasem coś tam pogadamy, bez ciśnienia i spiny, że coś ma z tego wyjść.
Fajna dupa kurde, nawet dzisiaj po latach by ją jeszcze... no ale cóż, takie jest życie. Dlatego jak laska proponuje ci spotkanie, to się nie zastanawiasz kiedy ewentualnie mogłoby ci pasować, tylko pytasz w jednym krótkim zdaniu, gdzie i o której masz być. Czy to jest jasne?
Dlatego jak laska proponuje ci spotkanie, to się nie zastanawiasz kiedy ewentualnie mogłoby ci pasować, tylko pytasz w jednym krótkim zdaniu, gdzie i o której masz być. Czy to jest jasne?
I więcej nie potrzeba pisać.
Agnes76 napisał/a:Dobry myk. W międzyczasie fantazja już nikogo zanadto nie ponosi, bo nie chce się wyjść na kłamcę.
Myk dobry, ale
1. nikt się nie chce umawiać na za tydzień czy dwa, każdy prze na spotkanie w najbliższym czasie, a najlepiej dziś/jutro. Nawiasem mówiąc, czy uważacie propozycję spotkania na ten sam dzień, pierwszą propozycję jaka pada w rozmowie: zaraz, za chwilę, tego samego wieczoru, to nietakt? Według SV kobiecie powinno dać się przynajmniej dobę na ułożenie planów pod spotkanie, przygotowanie się, itd. Jeszcze mi się nie zdarzyło tak umówić, ale to dość częsta propozycja.
2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży.
O serio? To teraz rozumiem
Bo ja zwykle mam tak, że jak się umawiam na powiedzmy za pare dni, to wcale nie potrzebuje żadnej rozmowy do tego czasu. Mamy ustalone spotkanie to sobie pogadamy, a tu gość jeden, czy drugi mi marudzi, że on by chciał mieć jakiś kontakt ze mną przed spotkaniem i popisać, mnie to wnerwia i rezygnuje ze spotkania. Nie dość, ze niedługo spotkanie to jeszcze mi gitarę zawraca, ze on pisać chce.
Kasssja napisał/a:Agnes76 napisał/a:Dobry myk. W międzyczasie fantazja już nikogo zanadto nie ponosi, bo nie chce się wyjść na kłamcę.
Myk dobry, ale
1. nikt się nie chce umawiać na za tydzień czy dwa, każdy prze na spotkanie w najbliższym czasie, a najlepiej dziś/jutro. Nawiasem mówiąc, czy uważacie propozycję spotkania na ten sam dzień, pierwszą propozycję jaka pada w rozmowie: zaraz, za chwilę, tego samego wieczoru, to nietakt? Według SV kobiecie powinno dać się przynajmniej dobę na ułożenie planów pod spotkanie, przygotowanie się, itd. Jeszcze mi się nie zdarzyło tak umówić, ale to dość częsta propozycja.
2. zdarzyło mi się, że zgodnie z tą strategią umówiłam się np. za 5 dni na sobotę i myślałam, że przez ten czas normalnie poznam typa online. Ale zapadła cisza i dopiero w sobotę rano typ pisze, czy jestem gotowa na spotkanie, bo on tak. Nie wiem, czy to kogoś zdziwi, ale w takiej sytuacji odpowiedziałam, że nieaktualne. Jak ktoś potrafi się tylko umówić i przyjść, a pomiędzy nie podtrzymuje kontaktu, to źle to wróży.O serio? To teraz rozumiem
Bo ja zwykle mam tak, że jak się umawiam na powiedzmy za pare dni, to wcale nie potrzebuje żadnej rozmowy do tego czasu. Mamy ustalone spotkanie to sobie pogadamy, a tu gość jeden, czy drugi mi marudzi, że on by chciał mieć jakiś kontakt ze mną przed spotkaniem i popisać, mnie to wnerwia i rezygnuje ze spotkania. Nie dość, ze niedługo spotkanie to jeszcze mi gitarę zawraca, ze on pisać chce.
Szkoda, że takie osoby nie trafiają na ludzi mających takie samo podejście ![]()
[Dialog był kontynuowany, aż w końcu zwieńczony jej propozycją spotkania (to wszystko w ramach tej jednej, pierwszej rozmowy)
....
Napisałem zatem, że podziwiam jej otwartość i doceniam zaufanie jakim mnie obdarzyła, ale dla mnie to troszeczkę za szybko.
Będąc dziewczyną bym przestał już z Tobą rozmawiać.
Wiadomo, że jej chęć spotkania była podsycona tym, że znaliśmy tą samą osobę (jej kuzynkę) z reala, przez co czuła się zapewne bardziej komfortowo proponując spotkanie.
Nieprawda.
Piotreeek napisał/a:Jako osoba wysoce wrażliwa, o introwertycznej naturze, preferująca uprzedzać działanie przemyśleniami, miałem w jednej chwili natłok różnych myśli. Z jednej strony była zadbana studentka, która wydawała się ciekawą osobą. Z drugiej strony była moja głowa, która podowiadała, aby się wycofać i spróbować kupić trochę czasu. Koniec końców, głowa wygrała.
Napisałem zatem, że podziwiam jej otwartość i doceniam zaufanie jakim mnie obdarzyła, ale dla mnie to troszeczkę za szybko. Wyraziłem jednocześnie chęć dalszego poznawania się w formie niewerbalnej (póki co). Kilka minut później, bez słowa, zostałem usunięty
Wiadomo, że jej chęć spotkania była podsycona tym, że znaliśmy tą samą osobę ...
Wiadomo? A skąd wiadomo? Bo według mojej wiedzy i doświadczenia, tylko ci się coś tam wydaje, że coś tam wiadomo, a tymczasem panna cię odpaliła najprawdopodobniej dlatego, że nie byłeś pierwszym ani jedynym, który tyłek jej zawracał bezproduktywną pisaniną unikając spotkania.
Miałem kiedyś identyczną sytuację z tym że dziewczyna pisała ze mną jadąc pociągiem. Oboje mieszkaliśmy w tym samym mieście, no i ona skądś tam wracała. Pisaliśmy tak chyba ze trzy godziny i w końcu musiałem wyjść z psem na dwór. Poszedłem z tym psem na pięć minut, ale na dole spotkałem znajomego, poszliśmy razem do sklepu, no i wracam po chyba godzinie... jeszcze nie było wtedy tindera ani chyba nawet fejsbuka, pamiętam że znalazłem ją na nieistniejącym już portalu randkowym iLove, a pisaliśmy jeszcze wtedy na gadugadu, matko z córko, kiedy to było... no i wracam z tym psem, a na tym gadugadu ona pisze, że dojedzie za ok. godzinę i czy po nią wyjdę na pociąg. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie widziałem jej na żywo, tylko na zdjęciach. Ale że podobała mi się bardzo i z gęby i z gadki, no to po krótkim namyśle mówię a jebać, pojadę na ten dworzec i zobaczymy co będzie dalej. Zaczynam się stroić, bo czasu nie zostało dużo, a jeszcze muszę się przebić przez centrum w godzinach szczytu o czym ją uprzedziłem, że mogę się trochę spóźnić... ale ona już się nie odezwała. Nigdy.
Dopiero sto lat później przez zupełny przypadek wyświetliła mi się na FB. Nawet nie w propozycjach znajomych czy czymś, tylko w międzyczasie została radną w naszym mieście i rozpoznałem ją na zdjęciu z jakichś tam uroczystości państwowych, nie pamiętam nawet jakich. Oczywiście odnalazłem ją na tym FB, zaprosiłem do znajomych, zaproszenie przyjęła i zaczęliśmy pisać. Po krótkiej wymianie uprzejmości wyjawiłem kim jestem, na co ona, że przecież od razu wiedziała, no i zeszliśmy na temat tamtych wydarzeń sprzed lat. Zapytałem dlaczego tak się zachowała i nie dała się przekonać, że tylko wyszedłem z psem, no kurwa skąd mogłem wiedzieć, że za chwilę ten pieprzony pociąg przyjedzie... na co ona, że wracała wtedy ze spotkania u prawnika ze swoim jeszcze wtedy mężem z którym miała się rozwodzić i potrzebowała się spotkać, pójść gdzieś na kawę czy gdziekolwiek, żeby oderwać myśli i przewietrzyć głowę, a może przy okazji coś więcej by z tego wyszło, no ale skoro okazałem się zwykłym pajacem i nawet jej nie odpisałem na propozycję spotkania (bo byłem z psem, ile razy mam tłumaczyć) to dla niej był koniec rozmowy, bo na pewno nie takiego faceta wtedy potrzebowała i bez żalu skasowała znajomość. Koniec.
Cała ta historia rozgrywa się na przestrzeni ok. 15 lat, dzisiaj ona ma kogoś, ja mam kogoś, nie traktujemy siebie nawzajem jako potencjalnych partnerów czy choćby kandydatów na jakiś romans, nic z tych rzeczy. Jesteśmy po prostu znajomymi na fejsbuku i czasem coś tam pogadamy, bez ciśnienia i spiny, że coś ma z tego wyjść.
Fajna dupa kurde, nawet dzisiaj po latach by ją jeszcze... no ale cóż, takie jest życie. Dlatego jak laska proponuje ci spotkanie, to się nie zastanawiasz kiedy ewentualnie mogłoby ci pasować, tylko pytasz w jednym krótkim zdaniu, gdzie i o której masz być. Czy to jest jasne?
Dzisiaj możesz się pochwalić, że coś przeżyłeś w przeciwieństwie do mnie - punkt dla Ciebie. Pamiętam tą dziewczynę jako osobę konkretną, z ustawionymi priorytetami. Twardo stąpającą po ziemi. Ja byłem wówczas marzycielem, filozofem. Oczywiście nie dziwię się jej, że zareagowała na moją wiadomość tak, a nie inaczej. Ona już wiedziała, czego szuka. Byłem dla niej po prostu kolejnym niezdecydowanym gościem, który robi w gacie na myśl o spotkaniu przesiadując w swojej strefie komfortu - jak najbardziej trafny obraz.
Aż do wieku studenckiego uciekałem od dziewczyn jak mogłem. Próbowały mnie wyciągnąć gdzieś, gdziekolwiek. Ja odmawiałem. Każdy zapewne jako dzieciak przeżył jakieś traumy, a ja tutaj nie jestem wyjątkiem. Jednak to ja wyjątkowo źle postępowałem odmawiając wszystkim tym dziewczynom, rezygnując z siebie.
Tak więc...
Dlatego jak laska proponuje ci spotkanie, to się nie zastanawiasz kiedy ewentualnie mogłoby ci pasować, tylko pytasz w jednym krótkim zdaniu, gdzie i o której masz być. Czy to jest jasne?
Tak, wszystko jasne.
O serio? To teraz rozumiem
![]()