noben napisał/a:Olinko, w Polsce nie ma takiego miejsca, które leżałoby dalej niż 10 km od sklepu...
Piece, nawet najtańsze, zaopatrzone są w podajniki; zagląda się do tego raz w tygodniu; jeśli ktoś chce podkładać ręcznie to dlatego że ma taką fanaberię, a nie z musu.
Ciepła woda na wsi grzeje się identycznie jak w mieście...fizyki nie oszukasz.
Ogólnie między mieszkaniem na wysranowie a w centrum Warszawy nie ma żadnej różnicy jakościowej. Jest po prostu inaczej.
''Daleko od szosy'' to nie dokument i do tego mocno już nieaktualny. Naprawdę.
Wystarczy, że to będzie 5 km. Nawet w mieście, kiedy drogowców zaskoczy zima, zaczynają się problemy i ludzie mają nie lada kłopot, by zdążyć do pracy
, a mówimy o potencjalnie samotnej kobiecie mieszkającej w głuchej wsi, gdzie przypuszczalnie jeśli cokolwiek się dzieje, to dzieje się na samym końcu.
I żeby nie było, ja naprawdę znam wieś - i tę współczesną, i tę z końca XX wieku, tę nowoczesną i tzw. zabitą dechami także. Większa część mojej dużej rodziny, zarówno ze strony mamy, jak i taty, mieszka na wsi. Mają bardzo różne warunki i oczekiwane standardy.
Wciąż jednak mam przed oczami dom moich dziadków, którzy mieszkali w pięknym miejscu, ale "na końcu świata". Gdy byli starsi, a działo się to wcale nie tak dawno, to czasem nie byli w stanie wydostać się poza obręb własnego podwórka. Latem było tam pięknie, ale zimą zaczynał się horror. Niemniej oni w taki sposób przeżyli całe życie, byli zahartowani, gdziekolwiek indziej czuli się zwyczajnie nieszczęśliwi.
I oczywiście, że na wsi można żyć bardzo wygodnie, ale to wszystko, o czym wspominasz, to dla bohaterki wątku jakaś daleka przyszłość i nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie, że ona jest mocno oderwana od rzeczywistości. Jeśli jednak ma świadomość, na co się porywa oraz z czym to się wiąże, a mimo to wciąż nazywa to swoim marzeniem, to mogę tylko podziwiać za determinację i odwagę.
Kleomo, o ile dobrze pamiętam, to masz męża, a to jest zupełnie coś innego, jeśli jest się zdaną na samą siebie, a kiedy obowiązki i trudy dzieli się z kimś innym.
Na marginesie dodam, że moja mama po śmierci taty, a potem brata, który z nią mieszkał, też przez kilka lat musiała radzić sobie sama. Miała pod opieką duży, piętrowy dom, sama paliła w piecu, chodziła po zakupy, wykonywała drobne naprawy, zajmowała się ogrodem. Dała radę, ale kiedy robić tego już nie musi, bo się przeprowadziła, to twierdzi, że nie tęskni. Zresztą widać po niej, że obecnie jest jej zdecydowanie lepiej, a muszę dodać, że pochodzi ze wsi, wychowała się w bardzo trudnych warunkach bytowych, w wielodzietnej rodzinie i w biedzie, nigdy się nie skarży, jest bardzo dzielna i pracowita.