Finansowe rozterki narzeczonego. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Finansowe rozterki narzeczonego.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 241 ]

131

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Są takie miejsca, że po prostu się je kocha. I koniec, żadnych pseudo-racjonalnych argumentów. Poza tym całe 100 lat 'rozwoju technologii' nie znaczy nic wobec miejsca, gdzie człowiek może się prawdziwie wyspać. De gustibus no es disputandum.
Ale to dygresja.


Pytanie fundamentalne dla tego wątku: czy jego nieświadomy bohater faktycznie chce kawałek tego domu, czy chodzi tylko o przypodobanie się narzeczonej.
To jest sedno.
Kleomo, potrafisz odpowiedzieć na to pytanie?

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

https://noizz.pl/design/para-z-polski-p … 90nvf5.amp

Ta para nie narzeka, a już trochę zrobili.
A jak wykończy tę ruderę i 10 lat później jej się znudzi życie na wsi to bez problemu sprzeda taką wyremontowaną chatę w zabitej dechami wsi, po atrakcjach z lockdownami przybyło chętnych do posiadania letniskowego domu na wsi, zwłaszcza wśród dobrze sytuowanych ludzi z Warszawy czy Krakowa.

133

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Ależ oczywiście, że można. W internetach mnóstwo jest takich realizacji, przy czym dom na bazie niewielkiej szkoły, to przy tych, których podstawę stanowi stodoła, stajnia czy choćby młyn (wcale nierzadkie), jest relatywnie niewielkim wyzwaniem.  Cała rzecz wciąż rozbija się jednak o to, że taka inwestycja pochłania mnóstwo środków, których tutaj brak.
Dodatkowo, aby miało to sens, remont powinien być generalny, kompleksowy, bo łatanie w zasadzie nigdy nie ma końca i co jedno zostanie naprawione, to drugie się zepsuje.

Widzę jeszcze inny problem. O ile lato na wsi jak najbardziej może wydawać się sielsko-anielskie, to już na przykład mroźna, śnieżna zima, kiedy niemożliwością staje się dostanie gdziekolwiek, choćby po to, by kupić podstawowe artykuły spożywcze czy skorzystać z pomocy lekarza, do tego brak podstawowych wygód, w tym ciepłej wody, palenie w piecu, by się ogrzać, nawet bardzo dzielną kobietę ostatecznie może pokonać.

134

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Olinko, w Polsce nie ma takiego miejsca, które leżałoby dalej niż 10 km od sklepu...
Piece, nawet najtańsze, zaopatrzone są w podajniki; zagląda się do tego raz w tygodniu; jeśli ktoś chce podkładać ręcznie to dlatego że ma taką fanaberię, a nie z musu.
Ciepła woda na wsi grzeje się identycznie jak w mieście...fizyki nie oszukasz.

Ogólnie między mieszkaniem na wysranowie a w centrum Warszawy nie ma żadnej różnicy jakościowej. Jest po prostu inaczej.
''Daleko od szosy'' to nie dokument i do tego mocno już nieaktualny. Naprawdę.

135

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:

Są takie miejsca, że po prostu się je kocha. I koniec, żadnych pseudo-racjonalnych argumentów. Poza tym całe 100 lat 'rozwoju technologii' nie znaczy nic wobec miejsca, gdzie człowiek może się prawdziwie wyspać. De gustibus no es disputandum.
Ale to dygresja.


Pytanie fundamentalne dla tego wątku: czy jego nieświadomy bohater faktycznie chce kawałek tego domu, czy chodzi tylko o przypodobanie się narzeczonej.
To jest sedno.
Kleomo, potrafisz odpowiedzieć na to pytanie?

On z nią by pewnie zamieszkał nawet w psiej budzie gdyby miała takie życzenie. smile
Tak, on chce kawałek tego domu. Jemu tez podoba się to miejsce. Gdyby tam zamieszkał to miałby w odległości  od kilkunastu do ok. 25 km w kilku kierunkach od tego domu możliwość pracy. Bo na dojeżdżanie do obecnej to za daleko. Ewentualnie tak jak teraz, przyjeżdżać tylko na weekendy.
On jest ze wsi, lubi tu mieszkać, potrafi korzystać z uroków wsi.

136 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-07-25 00:41:35)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:

Ależ oczywiście, że można. W internetach mnóstwo jest takich realizacji, przy czym dom na bazie niewielkiej szkoły, to przy tych, których podstawę stanowi stodoła, stajnia czy choćby młyn (wcale nierzadkie), jest relatywnie niewielkim wyzwaniem.  Cała rzecz wciąż rozbija się jednak o to, że taka inwestycja pochłania mnóstwo środków, których tutaj brak.
Dodatkowo, aby miało to sens, remont powinien być generalny, kompleksowy, bo łatanie w zasadzie nigdy nie ma końca i co jedno zostanie naprawione, to drugie się zepsuje.

Widzę jeszcze inny problem. O ile lato na wsi jak najbardziej może wydawać się sielsko-anielskie, to już na przykład mroźna, śnieżna zima, kiedy niemożliwością staje się dostanie gdziekolwiek, choćby po to, by kupić podstawowe artykuły spożywcze czy skorzystać z pomocy lekarza, do tego brak podstawowych wygód, w tym ciepłej wody, palenie w piecu, by się ogrzać, nawet bardzo dzielną kobietę ostatecznie może pokonać.

Mieszkam na wsi, jestem starą, schorowaną kobietą a bez problemów palę w piecu c.o. jak trzeba. Gdy męża nie ma.
Podobnie moje prawie stuletnie samotne sąsiadki.
Gdy jest przygotowany opał to nic trudnego znając zasady poprawnego rozpalania.
Ciepłą wodę mamy z paneli słonecznych za darmo.

Można zrobić duże zapasy z podstawowych artykułów spożywczych, samemu piec chleb, zrobić przetwory z samodzielnie wyhodowanych warzyw i owoców. Pomijając koszt cukru czy soli to masz to za darmo.
Ja mam warzywa od wczesnej wiosny, sałata, rzodkiewka, korzeniowe, ogórki, pomidory 14 odmian w szklarni, fasolki i inne. Ziemniaki, jaja od kur, koguty na rosół.
Tak samo owoce mam prawie wszystkie rosnące w Polsce. Zero kosztów, jem bez ograniczeń, przetwarzam, mrożę.
Patrząc na ceny w warzywniakach to naprawdę dużo można zaoszczędzić.
Można też zamówić w sklepach internetowych sporo żywności i chemię, i kurier dowiezie. Jak masz allegro smart to za darmo.

137

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:

Olinko, w Polsce nie ma takiego miejsca, które leżałoby dalej niż 10 km od sklepu...
Piece, nawet najtańsze, zaopatrzone są w podajniki; zagląda się do tego raz w tygodniu; jeśli ktoś chce podkładać ręcznie to dlatego że ma taką fanaberię, a nie z musu.
Ciepła woda na wsi grzeje się identycznie jak w mieście...fizyki nie oszukasz.

Ogólnie między mieszkaniem na wysranowie a w centrum Warszawy nie ma żadnej różnicy jakościowej. Jest po prostu inaczej.
''Daleko od szosy'' to nie dokument i do tego mocno już nieaktualny. Naprawdę.

Wystarczy, że to będzie 5 km. Nawet w mieście, kiedy drogowców zaskoczy zima, zaczynają się problemy i ludzie mają nie lada kłopot, by zdążyć do pracy wink, a mówimy o potencjalnie samotnej kobiecie mieszkającej w głuchej wsi, gdzie przypuszczalnie jeśli cokolwiek się dzieje, to dzieje się na samym końcu.

I żeby nie było, ja naprawdę znam wieś - i tę współczesną, i tę z końca XX wieku, tę nowoczesną i tzw. zabitą dechami także. Większa część mojej dużej rodziny, zarówno ze strony mamy, jak i taty, mieszka na wsi. Mają bardzo różne warunki i oczekiwane standardy.
Wciąż jednak mam przed oczami dom moich dziadków, którzy mieszkali w pięknym miejscu, ale "na końcu świata". Gdy byli starsi, a działo się to wcale nie tak dawno, to czasem nie byli w stanie wydostać się poza obręb własnego podwórka. Latem było tam pięknie, ale zimą zaczynał się horror. Niemniej oni w taki sposób przeżyli całe życie, byli zahartowani, gdziekolwiek indziej czuli się zwyczajnie nieszczęśliwi.

I oczywiście, że na wsi można żyć bardzo wygodnie, ale to wszystko, o czym wspominasz, to dla bohaterki wątku jakaś daleka przyszłość i nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie, że ona jest mocno oderwana od rzeczywistości. Jeśli jednak ma świadomość, na co się porywa oraz z czym to się wiąże, a mimo to wciąż nazywa to swoim marzeniem, to mogę tylko podziwiać za determinację i odwagę.

Kleomo, o ile dobrze pamiętam, to masz męża, a to jest zupełnie coś innego, jeśli jest się zdaną na samą siebie, a kiedy obowiązki i trudy dzieli się z kimś innym.
Na marginesie dodam, że moja mama po śmierci taty, a potem brata, który z nią mieszkał, też przez kilka lat musiała radzić sobie sama. Miała pod opieką duży, piętrowy dom, sama paliła w piecu, chodziła po zakupy, wykonywała drobne naprawy, zajmowała się ogrodem. Dała radę, ale kiedy robić tego już nie musi, bo się przeprowadziła, to twierdzi, że nie tęskni. Zresztą widać po niej, że obecnie jest jej zdecydowanie lepiej, a muszę dodać, że pochodzi ze wsi, wychowała się w bardzo trudnych warunkach bytowych, w wielodzietnej rodzinie i w biedzie, nigdy się nie skarży, jest bardzo dzielna i pracowita.

138

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Olinko
Ona pochodzi ze wsi. Trudne warunki  wiejskie nie są dla niej niczym strasznym mimo, ze przez kilka lat mieszkała w luksusowych warunkach w jednym z największych miast świata a obecnie w wielkim mieście w Polsce.

Do mojej wsi sprowadził się ostatnio Polak przez ostatnie kilkadziesiąt lat mieszkający w Ameryce w apartamencie na 20 tym piętrze.
Góral ze wsi.
Gdy przeszedł na emeryturę a wcześniej pochował amerykańską  zonę to pomyślał o powrocie do Polski.
Na wieś.
Otworzył stronę z ogłoszeniami nieruchomości w Polsce i w oko mu wpadły zdjęcia kilku domów z Lubelszczyzny.
Przyjechał, pooglądał i wybrał sobie dom niedaleko nas.
Chociaż wcześniej myślał o powrocie w rodzinne strony.
Robią mu remont, przyłącza do gazu, kanalizacji bo nie było.
Mógł wybrać dom w lepszym stanie, w mieście, nawet w bloku.
Ale ten dom mu się spodobał i okolica. Nawet już nie patrzył na oferty ze swoich okolic. Taka miłość od pierwszego wejrzenia. Ma kasę to sobie zatrudni kogoś do opieki.

139 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-07-25 07:56:46)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:

Olinko, w Polsce nie ma takiego miejsca, które leżałoby dalej niż 10 km od sklepu...
Piece, nawet najtańsze, zaopatrzone są w podajniki; zagląda się do tego raz w tygodniu; jeśli ktoś chce podkładać ręcznie to dlatego że ma taką fanaberię, a nie z musu.
Ciepła woda na wsi grzeje się identycznie jak w mieście...fizyki nie oszukasz.

Ogólnie między mieszkaniem na wysranowie a w centrum Warszawy nie ma żadnej różnicy jakościowej. Jest po prostu inaczej.
''Daleko od szosy'' to nie dokument i do tego mocno już nieaktualny. Naprawdę.

Nie wiem, jak czytam opowieści ze wsi Kleomy to mam wrażenie, że tam technika i cywilizacja dojedzie tak za 50 lat najwcześniej.

Btw. Kleoma nie porównuj ogrzewania w bloku i w domu. Jak masz duży dom i części nie będziesz ogrzewać to w końcu Ci się wyziębi. Jak mieszkam w bloku i grzeje sąsiad nade mną, pode mną i dwójka obok, to ja sobie mogę nie grzać, bo oni mnie ogrzeją. Tyle, że w blokach często i tak jest powiedziane, że w zimie musisz mieć kaloryfer na minimum odkręcony, bo inaczej ci grzejący Cię sąsiedzi muszą grzać więcej, żeby i na Ciebie starczyło. Więc efekt jest taki, że w regulaminach wspólnot zdarzają się zapisy o konieczności grzania zimą.

140

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Z tego co widzę, Kleoma po prostu opisuje rzeczy ciekawe (czyt. dziwne)
Raczej nie ma sensu roztrząsać na forum rzeczy 'zwykłych', takich jak to, że solar na dachu zapewnia gratisową ciepłą wodę a panel prąd.

Nie ma też sensu tłumaczyć, że większość domów, a jeśli chodzi o te stare, to WSZYSTKIE są konstrukcyjnie tak podzielone, że można grzać kawałeczek, a resztę praktycznie wyłączyć z użytkowania, albo zrobić stajnię, albo garaż, albo wydzielić dla młodych jak się pożenią.

Na tej bazie, równie dobrze można sobie wynaleźć jakąś uwięzioną na 3 piętrze, niechodzącą samotną staruszkę i pomstować na jej przykładzie jak straszną udręką jest mieszkanie w bloku.

Gdyby mieszkanie w mieście było obiektywnie 'lepsze' od mieszkania na wsi, to wszyscy by mieszkali w mieście. Gdy transport samochodowy okazał się jednoznacznie lepszy od konnego, konie zniknęły. Tak to działa w realnym świecie.

To jest tylko rzecz gustu.

141

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Jak ja to widzę:
narzeczona porwała się z motyką na słońce. Chce wyremontować wielki, stary dom, by mieszkać na wsi - to jej marzenie. OK. Ale to będzie kosztować. Dużo, bardzo dużo pieniędzy. Zapewne wszystkie instalacje muszą być nowe (hydrauliczna, elektryczna, ogrzewanie). Okna, podłogi, drzwi. Dom wypadałoby ocieplić - inaczej rachunki za ogrzewanie będą potężne. Ogarnąć teren wokół, jakąś altankę albo garaż postawić. Im razem będzie to ciężko wykończyć, a jej samej to się w ogóle nie uda. A co potem? Będą sami w wielkim częściowo wykończonym domu mieszkać? Pokoje na wynajem? (turystom bądź stałym lokatorom). Wydzielone mieszkanie wynajmą? Bo jak na razie to widzę babkę zafiksowaną na punkcie tego domu i gościa zapatrzonego w nią. Nie widzę długofalowego pomysłu na życie w tym domu.

Moje propozycje:
1) Sprzedać, pobrać się, kupić coś zgodnego z ich możliwościami finansowymi na wsi.
2) Rozebrać (cegły z rozbiórki da się sprzedać - będzie jakaś część kasy na nowy dom), wybudować nieduży, nowoczesny, ocieplony dom.
3) Pobrać się, ona przepisuje mu jakąś część (niekoniecznie 50%), on wkłada swoją kasę w remont. Ale to życie może być ciężkie, jeśli będą całą kasę ładować w remont. A gdzie kasa na "nowe" tj. używane auto? A kasa na rozrywki i wycieczki? Cały czas tam będą siedzieć? No można i tak. A jak dziecko/dzieci się pojawią?
4) Żyć jak do tej pory, ale nie ma mowy o założeniu rodziny.
5) Rozstać się.

Ogólnie to słabo to widzę, ale ja może zbyt duży realista jestem ze zbyt małym optymizmem.

142

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

W temacie:
Nie proponowałabym odkupienia  części domu.
Bo może nie dojść do ślubu i będą dla siebie niewygodnymi współwłaścicielami.
Może najprościej: skoro przyjęła pierścionek i ma być żoną można ją zapytać, jak sobie wyobraża sprawy finansowe.
I wysłuchać, potem złożyć swoje propozycje szczegółowo.

143

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Klauss napisał/a:

Jak ja to widzę:
narzeczona porwała się z motyką na słońce. Chce wyremontować wielki, stary dom, by mieszkać na wsi - to jej marzenie. OK. Ale to będzie kosztować. Dużo, bardzo dużo pieniędzy. Zapewne wszystkie instalacje muszą być nowe (hydrauliczna, elektryczna, ogrzewanie). Okna, podłogi, drzwi. Dom wypadałoby ocieplić - inaczej rachunki za ogrzewanie będą potężne. Ogarnąć teren wokół, jakąś altankę albo garaż postawić. Im razem będzie to ciężko wykończyć, a jej samej to się w ogóle nie uda. A co potem? Będą sami w wielkim częściowo wykończonym domu mieszkać? Pokoje na wynajem? (turystom bądź stałym lokatorom). Wydzielone mieszkanie wynajmą? Bo jak na razie to widzę babkę zafiksowaną na punkcie tego domu i gościa zapatrzonego w nią. Nie widzę długofalowego pomysłu na życie w tym domu.

Moje propozycje:
1) Sprzedać, pobrać się, kupić coś zgodnego z ich możliwościami finansowymi na wsi.
2) Rozebrać (cegły z rozbiórki da się sprzedać - będzie jakaś część kasy na nowy dom), wybudować nieduży, nowoczesny, ocieplony dom.
3) Pobrać się, ona przepisuje mu jakąś część (niekoniecznie 50%), on wkłada swoją kasę w remont. Ale to życie może być ciężkie, jeśli będą całą kasę ładować w remont. A gdzie kasa na "nowe" tj. używane auto? A kasa na rozrywki i wycieczki? Cały czas tam będą siedzieć? No można i tak. A jak dziecko/dzieci się pojawią?
4) Żyć jak do tej pory, ale nie ma mowy o założeniu rodziny.
5) Rozstać się.

Ogólnie to słabo to widzę, ale ja może zbyt duży realista jestem ze zbyt małym optymizmem.

Pełna zgoda, z tym, że ona jest teraz tak zafiksowana na ten dom, może nawet bardziej rajcuje ją wrzucanie filmików do sieci, przez co wizja większych pieniędzy... W każdej fazie remontu może sprzedać tę posiadłość, więc ona zawsze wyjdzie na swoje.

Gorzej z nim, ja widzę go jako jej trampolinę do realizacji marzeń... pewnie poprzednicy się wykruszyli big_smile Nie dziwi więc jej "diabelski" plan.
Ona nim już tak zakręciła, że osiągnie to co chce, chłopak zagubiony, skrzywdzony przez rodziców, bo ojciec też  nie był wzorem do naśladowania, myśli, że złapał Pana Boga za nogi...

Ale jak najbardziej powinien przedstawić swój plan, żeby chociaż wiedzieć na czym stoi.

144 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-07-25 09:03:47)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Ela210 napisał/a:

W temacie:
Nie proponowałabym odkupienia  części domu.
Bo może nie dojść do ślubu i będą dla siebie niewygodnymi współwłaścicielami.
Może najprościej: skoro przyjęła pierścionek i ma być żoną można ją zapytać, jak sobie wyobraża sprawy finansowe.
I wysłuchać, potem złożyć swoje propozycje szczegółowo.

Po ślubie, też mogą wziąć rozwód i... Ale jednak najpierw powinien być ślub, to by mu powiedziało, że ona też widzi go dzisiaj jako partnera życiowego, a nie jak pomocnika...

Nie ma tu za bardzo innej opcji jak jakiś jego udział w części tego domu,  sama jej reakcja na taką propozycję dużo powie.

145

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

W temacie:
Nie proponowałabym odkupienia  części domu.
Bo może nie dojść do ślubu i będą dla siebie niewygodnymi współwłaścicielami.
Może najprościej: skoro przyjęła pierścionek i ma być żoną można ją zapytać, jak sobie wyobraża sprawy finansowe.
I wysłuchać, potem złożyć swoje propozycje szczegółowo.

Po ślubie, też mogą wziąć rozwód i... Ale jednak najpierw powinien być ślub, to by mu powiedziało, że ona też widzi go dzisiaj jako partnera życiowego, a nie jak pomocnika...

Nie ma tu za bardzo innej opcji jak jakiś jego udział w części tego domu,  sama jej reakcja na taką propozycję dużo powie.

Rozterki fonansowe bardzo często się zdarzają, szczególnie w obecnych czasach kiedy ogólnie miaszkania/nieruchomości są bardzo drogie. Przecież nawet na forum było tu sporo tematów poruszających ten wątek. Rzadko się zdarza, że 2 ludzi 'startuje' z tego samego poziomu/pułapu i podobnie zarabia. Zawsze ktoś pod tym względem zyska, a inny straci. Tyle że chyba cześciej obecnie mamy do czynienia z przypadkami, kiedy ktoś mieszka na swoim i/lub spłaca kredyt, a druga osoba ma się ew do niego przeprowadzić. Wtedy też pojawia się problem czy i ile ktoś ma dokładać do tego mieszkania, jeśli nie jest jego itd. Biorąc pod uwagę fakt, że róznie w życiu bywa i nie mówimy tu raczej o ludziach, którzy mają bardzo dobrą sytucję finansową, to jednak każdy jednak chce zachować raczej swoją właśność, ew. robić coś w tym kierunku jak już pojawią dzieci.
Tu jest znacznie bardziej skomplikowana sytuacja bo nie tylko chodzi o miejsce ale też to, że w ten dom trzeba jeszcze duuużo zainwestować.
Jaszcze apropos tego co napisał Klaus:

Klauss napisał/a:

Moje propozycje:
1) Sprzedać, pobrać się, kupić coś zgodnego z ich możliwościami finansowymi na wsi.
2) Rozebrać (cegły z rozbiórki da się sprzedać - będzie jakaś część kasy na nowy dom), wybudować nieduży, nowoczesny, ocieplony dom.
3) Pobrać się, ona przepisuje mu jakąś część (niekoniecznie 50%), on wkłada swoją kasę w remont. Ale to życie może być ciężkie, jeśli będą całą kasę ładować w remont. A gdzie kasa na "nowe" tj. używane auto? A kasa na rozrywki i wycieczki? Cały czas tam będą siedzieć? No można i tak. A jak dziecko/dzieci się pojawią?
4) Żyć jak do tej pory, ale nie ma mowy o założeniu rodziny.
5) Rozstać się.

Ogólnie to słabo to widzę, ale ja może zbyt duży realista jestem ze zbyt małym optymizmem.

Ja bym "wybrała" 3. lub 4. opcję. Przy czym 4-ta bym rozwinęła o to co pisałam już wcześniej.
Inna sprawa, jego rodzinny dom. Póki matka zyje i jak tu było pisane "wszyscy" chcą by on tam zamieszkał, a brat (właściciel) jest za granicą, dlaczego bohater tego wątku nie zawalczy o swoje już teraz? O ile nie są skóceni, a skoro takie propozycje padają, to ma pole do negocjacji. Jak rozumiem jest to dom czy też siedlidko na wsi. Nie wiem jak daleko te miesca są od siebie ale... wszystko jest do dogadania.
Ja też, podobnie jak Olinka, mam sporo rodziny i znajomych na wsiach i to w różnych zakątkach i często tak jest, że całość "zapisuje się" jednemu dziecku, który wszystko przejmie i dochowa rodziców. Tylko w pojedyńczych przypadkach i to małych gospodarstw dzieliło się działki. Wtedy ta osoba/dziecko, która miała zostać dostawała główną część, a 'reszta' jakieś inne działki. Ja nie wiem czy tu też inne działki wchodzą w grę ale jeśli nie to bez sensu trochę było to dzielić. Inaczej by było gdyby brat był na miejscu, szczególnie w kontekście perspektywy dochowywania rodziców.
Podam przykład z życia i to całkiem świeży. Też domek na wsi wraz z ziemią został przepisany na 1 z rodzeństwa. Inni już wyprowadzili. Ziemia wydzierżawiona więc nie było tam 'gospodarstwa'. Oczywiście z czasem pojawiały się pretensje czy roszczenia rodzeństwa. Wtedy ta osoba powiedziała, ok ja mogę oddać/przepisać/sprzedać i podzielić, cokolwiek ale jeśli ktoś się zgodzi wziąć Rodziców na starość do siebie albo po prostu nimi zająć. Wtedy każdy wycofał, mało tego sam zrzekł się jakiegokolwiek prawa do tej działki/gospodarstwa. To jednak nie było gdybanie tylko poważna rozmowa.

146

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Z tego co pisałaś, ja wywnioskowałam, że nie ma pola do negocjacji, bo matka zapisała tamtemu synowi wszystko za dożywocie.

Czyli matka umiera, wszystko przejmuje tamten syn, a to, że "wszyscy" chcą, żeby ten chłopak się tam wprowadził to tylko po to, żeby pomagał matce.
Może po śmierci matki, brat by mu pozwolił z łaski swojej dalej tam mieszkać i remontować na bieżąco, ale przecież nie o to chodzi.

Dopytaj go przy okazji, w jakim trybie brat stał się właścielem całej nieruchomości.

147

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Tutaj tak naprawdę jest zbyt wiele niewiadomych żeby sensownie doradzić. Wiemy, że znają się od kilku miesięcy i już się zaręczyli. On ma 39 lat a ona nie wiadomo. Nie wiemy czy rozmawiali o dzieciach, czy i kiedy chcieliby je mieć. Może już tutaj są rozbieżności. Dziwi mnie też jak można się komuś oświadczyć nie mając wcześniej ustalone gdzie będą mieszkać i na jakich zasadach (wynajem, kupno wspólnie nieruchomości, itd.). Takie: jakoś to będzie. Możliwe, że ona przyjęła zaręczyny żeby nie zrobić mu przykrości odrzucając go, ale sama czuje, że to za wcześnie na deklaracje i chce jeszcze trochę pobyć w związku zanim zdecyduje się na większe kroki w stylu wspólne zobowiązania finansowe. I wcale jej się nie dziwię, szczególnie jeśli jest młodsza i nie ma jeszcze parcia na dziecko.

148 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-07-25 13:42:41)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Z tego co pisałaś, ja wywnioskowałam, że nie ma pola do negocjacji, bo matka zapisała tamtemu synowi wszystko za dożywocie.

Czyli matka umiera, wszystko przejmuje tamten syn, a to, że "wszyscy" chcą, żeby ten chłopak się tam wprowadził to tylko po to, żeby pomagał matce.
Może po śmierci matki, brat by mu pozwolił z łaski swojej dalej tam mieszkać i remontować na bieżąco, ale przecież nie o to chodzi.

Dopytaj go przy okazji, w jakim trybie brat stał się właścielem całej nieruchomości.

Póki wszyscy żyją, brat nie wraca z zagranicy i jest chęć i wola by tam zamieszkał z matką (nie są pokłoceni), zawsze można negocjować, dogadać itd.
Jak pisałam wyżej w takim dziedziczeniu "ojcowizny" zawsze lub bardzo często jest aspekt dochowania kogoś. A do tego mało kto (szczególnie w obecnych czasach) się pali.

jeneste92 napisał/a:

Dziwi mnie też jak można się komuś oświadczyć nie mając wcześniej ustalone gdzie będą mieszkać i na jakich zasadach (wynajem, kupno wspólnie nieruchomości, itd.). Takie: jakoś to będzie. Możliwe, że ona przyjęła zaręczyny żeby nie zrobić mu przykrości odrzucając go, ale sama czuje, że to za wcześnie na deklaracje i chce jeszcze trochę pobyć w związku zanim zdecyduje się na większe kroki w stylu wspólne zobowiązania finansowe. I wcale jej się nie dziwię, szczególnie jeśli jest młodsza i nie ma jeszcze parcia na dziecko.

Czy ja wiem? Wiele młodych par zaręcza nie patrząc na 'przeciwności', jednak jeśli facet ma już rzeczywiście ok 40-tki, to sorry. Powinien z tą deklaracją mieć albo rozwiązanie co do dalszego życia albo propozycję, a On jak wynika z tego co pisze Kleoma się boi zapytać. O takich rzeczach nawet nie tyle powinno ale należy rozmawiać.
Idać po najmniejszej linii oporu radziłabym szczerą rozmowę o przyszłości i finansach. Skoro chcą być razem niech on zaproponuje swoje rozwiązanie, ona swoje tak by wszyscy byli zadowoleni wink Na razie na luzie, tzn bez zobowiązań choć poważnie. Jak ona to widzi, jak on.

149

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Wnioskując z dotychczasowych opisów tego faceta, podejrzewam, że zarówno oświadczyny, jak teraz 'zakup' części domu mają na celu przede wszystkim przytrzymanie jej, takie mentalne (i nie tylko) przekupienie, by z nim była.

150

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:

Wnioskując z dotychczasowych opisów tego faceta, podejrzewam, że zarówno oświadczyny, jak teraz 'zakup' części domu mają na celu przede wszystkim przytrzymanie jej, takie mentalne (i nie tylko) przekupienie, by z nim była.

A to jest coś złego czy dziwnego?
Spodobała mu się to i chwyta się różnych sposobów aby ją mieć. Nie krzywdzi jej w żaden sposób.
Oświadczył się i to co te oświadczyny ze sobą niosą to chce zrealizować, zwieńczyć ślubem.
Za dom chce zapłacić realnym pieniądzem.

151

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
jeneste92 napisał/a:

Tutaj tak naprawdę jest zbyt wiele niewiadomych żeby sensownie doradzić. Wiemy, że znają się od kilku miesięcy i już się zaręczyli. On ma 39 lat a ona nie wiadomo. Nie wiemy czy rozmawiali o dzieciach, czy i kiedy chcieliby je mieć. Może już tutaj są rozbieżności. Dziwi mnie też jak można się komuś oświadczyć nie mając wcześniej ustalone gdzie będą mieszkać i na jakich zasadach (wynajem, kupno wspólnie nieruchomości, itd.). Takie: jakoś to będzie. Możliwe, że ona przyjęła zaręczyny żeby nie zrobić mu przykrości odrzucając go, ale sama czuje, że to za wcześnie na deklaracje i chce jeszcze trochę pobyć w związku zanim zdecyduje się na większe kroki w stylu wspólne zobowiązania finansowe. I wcale jej się nie dziwię, szczególnie jeśli jest młodsza i nie ma jeszcze parcia na dziecko.

Rozmawiali o dzieciach i chcą je mieć.
Po ślubie, gdy dom będzie gotowy.
On jej oferował mieszkanie na wynajmie już teraz, gdzie on zobowiązałby się do płacenia za całość. Nie zgodziła się, uważając że to strata pieniędzy.

152

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Klauss napisał/a:

Jak ja to widzę:
narzeczona porwała się z motyką na słońce. Chce wyremontować wielki, stary dom, by mieszkać na wsi - to jej marzenie. OK. Ale to będzie kosztować. Dużo, bardzo dużo pieniędzy. Zapewne wszystkie instalacje muszą być nowe (hydrauliczna, elektryczna, ogrzewanie). Okna, podłogi, drzwi. Dom wypadałoby ocieplić - inaczej rachunki za ogrzewanie będą potężne. Ogarnąć teren wokół, jakąś altankę albo garaż postawić. Im razem będzie to ciężko wykończyć, a jej samej to się w ogóle nie uda. A co potem? Będą sami w wielkim częściowo wykończonym domu mieszkać? Pokoje na wynajem? (turystom bądź stałym lokatorom). Wydzielone mieszkanie wynajmą? Bo jak na razie to widzę babkę zafiksowaną na punkcie tego domu i gościa zapatrzonego w nią. Nie widzę długofalowego pomysłu na życie w tym domu.

Moje propozycje:
1) Sprzedać, pobrać się, kupić coś zgodnego z ich możliwościami finansowymi na wsi.
2) Rozebrać (cegły z rozbiórki da się sprzedać - będzie jakaś część kasy na nowy dom), wybudować nieduży, nowoczesny, ocieplony dom.
3) Pobrać się, ona przepisuje mu jakąś część (niekoniecznie 50%), on wkłada swoją kasę w remont. Ale to życie może być ciężkie, jeśli będą całą kasę ładować w remont. A gdzie kasa na "nowe" tj. używane auto? A kasa na rozrywki i wycieczki? Cały czas tam będą siedzieć? No można i tak. A jak dziecko/dzieci się pojawią?
4) Żyć jak do tej pory, ale nie ma mowy o założeniu rodziny.
5) Rozstać się.

Ogólnie to słabo to widzę, ale ja może zbyt duży realista jestem ze zbyt małym optymizmem.

Ad. 2  Trzeba być niespełna rozumu kładąc nowy dach za krocie  a następnie zniszczyć go wyburzając dom i budować od nowa.
Dach sam się nie zdejmie. Masz pojęcie ile kosztowałby demontaż? Delikatnie aby coś z niego nadawało się na ten drugi dom.
Chyba nie za bardzo zastanowiłeś się jak to technicznie wyglądałoby.

153

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Wnioskując z dotychczasowych opisów tego faceta, podejrzewam, że zarówno oświadczyny, jak teraz 'zakup' części domu mają na celu przede wszystkim przytrzymanie jej, takie mentalne (i nie tylko) przekupienie, by z nim była.

A to jest coś złego czy dziwnego?

Tak to jest złe. Płaszczy się przed nią jak podnóżek. Zero własnych wymagań i granic.
Miłości dziewczyny nie kupi, a że zachowanie jak podnóżek jest mało atrakcyjne przekona się, gdy panna i tak kopnie go w 4 litery.

154

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

To może z własnego podwórka. Syn od roku mieszka z dziewczyną, mieszkają w zachowanym przez nas dla niego mieszkaniu, ale już remont związany także z przebudową (kuchnię zdecydowali się przenieść do obszernego salonu, by z pomieszczenia po kuchni wygospodarować dodatkowy pokój) sami sobie sfinansowali. Niemniej dlatego, że syn ma udział we własności, a chcieliśmy jakoś ten temat "ładnie" załatwić i w razie rozstania zabezpieczyć jego partnerkę, napisałam umowę, którą następnie uwierzytelniliśmy u notariusza, a w niej zawarte zostały wszystkie warunki ewentualnego rozliczenia środków włożonych we własność, która do niej nie należy (tzw. umowa o dokonanie ulepszeń w lokalu mieszkalnym). Zapisy umowy zostały zatwierdzone przez wszystkie strony, a zostały tak skonstruowane, by wszyscy czuli się komfortowo i po prostu bezpiecznie. Oczywiście nikt nie zakłada niczyjej złej woli, ale życie życiem i jednak rozsądek nakazuje, by takie rzeczy omówić wcześniej.
Pamiętam przy tym, że kiedy zaproponowałam to rozwiązanie, a potem przekazałam do zapoznania się z gotowym dokumentem, dziewczyna ani jej rodzice nie mieli żadnych zastrzeżeń, a potem ona, już po cichu, powiedziała, że to bardzo miłe, że potrafiliśmy w tak bezproblemowy sposób podejść do jej obaw, choć dla mnie było oczywiste, że jeśli wkłada swoje środki, to zwykły rozsądek nakazuje w jakiś sposób się zabezpieczyć. My z mężem zresztą też czuliśmy się z tym bardziej komfortowo, także z uwagi na ich oboje, czyli zarówno syna, jak i jego partnerkę, a ewentualną przyszłą synową.

Wspominam, bo to jest dobra opcja, oczywiście pod warunkiem, że ludzie mimo wszystko traktują się poważnie i mają w stosunku do siebie w pełni czyste intencje.

155

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Ciotki się kłócą. big_smile

156

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Wnioskując z dotychczasowych opisów tego faceta, podejrzewam, że zarówno oświadczyny, jak teraz 'zakup' części domu mają na celu przede wszystkim przytrzymanie jej, takie mentalne (i nie tylko) przekupienie, by z nim była.

A to jest coś złego czy dziwnego?
.

Tak, to jest skrajnie złe i skrajnie dziwne. Do tego chore i długofalowo destrukcyjne.

157

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:

To może z własnego podwórka. Syn od roku mieszka z dziewczyną, mieszkają w zachowanym przez nas dla niego mieszkaniu, ale już remont związany także z przebudową (kuchnię zdecydowali się przenieść do obszernego salonu, by z pomieszczenia po kuchni wygospodarować dodatkowy pokój) sami sobie sfinansowali. Niemniej dlatego, że syn ma udział we własności, a chcieliśmy jakoś ten temat "ładnie" załatwić i w razie rozstania zabezpieczyć jego partnerkę, napisałam umowę, którą następnie uwierzytelniliśmy u notariusza, a w niej zawarte zostały wszystkie warunki ewentualnego rozliczenia środków włożonych we własność, która do niej nie należy (tzw. umowa o dokonanie ulepszeń w lokalu mieszkalnym). Zapisy umowy zostały zatwierdzone przez wszystkie strony, a zostały tak skonstruowane, by wszyscy czuli się komfortowo i po prostu bezpiecznie. Oczywiście nikt nie zakłada niczyjej złej woli, ale życie życiem i jednak rozsądek nakazuje, by takie rzeczy omówić wcześniej.
Pamiętam przy tym, że kiedy zaproponowałam to rozwiązanie, a potem przekazałam do zapoznania się z gotowym dokumentem, dziewczyna ani jej rodzice nie mieli żadnych zastrzeżeń, a potem ona, już po cichu, powiedziała, że to bardzo miłe, że potrafiliśmy w tak bezproblemowy sposób podejść do jej obaw, choć dla mnie było oczywiste, że jeśli wkłada swoje środki, to zwykły rozsądek nakazuje w jakiś sposób się zabezpieczyć. My z mężem zresztą też czuliśmy się z tym bardziej komfortowo, także z uwagi na ich oboje, czyli zarówno syna, jak i jego partnerkę, a ewentualną przyszłą synową.

Wspominam, bo to jest dobra opcja, oczywiście pod warunkiem, że ludzie mimo wszystko traktują się poważnie i mają w stosunku do siebie w pełni czyste intencje.

No dobrze, a jak to będzie dalej?
Załóżmy, ze pomieszkają ze sobą kilka czy kilkanaście  lat i zechcą się rozstać bo nie wyszło, synowi spodoba się ktoś inny.
Wy czy syn wypłacicie jej pieniądze za ten jej wkład. Które to pieniądze mogą być groszami przy galopującej inflacji i zmianie cen.
Podczas trwania tego związku będzie musiała żyć pod presją czy nie narazi się partnerowi czymś co może spowodować u niego chęć rozstania.

158

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Podczas trwania tego związku będzie musiała żyć pod presją czy nie narazi się partnerowi czymś co może spowodować u niego chęć rozstania.

A to jest coś złego albo dziwnego???

159

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Zakładając, ze podałby matkę do sądu o zwrot kosztów jakie poniósł w związku z modernizacją tego domu to nawet gdyby sąd zasądził coś od matki to ona nie miałaby z czego mu oddać. Nawet posługując się komornikiem to trwałoby latami bo dochody ma niewielkie a koszty utrzymania, leczenia duże.
Z kolei od brata to na jakiej podstawie mógłby czegoś żądać?
Zresztą matka mu powiedziała, że jeszcze on jest jej winien bo mieszkał od ukończenia szkoły kilkanaście lat za darmo u niej.
Gdyby przez te lata wynajmował stancję to zapłaciłby więcej niż wart jego remont.
Bo ona nie miała obowiązku go trzymać po uzyskaniu pełnoletności i zawodu.
I on nie chce matki ciągać po sądach, sam też nie ma na to czasu i szkoda mu kasy na adwokatów  gdzie raczej wątpliwe aby wyrok był dla niego pomyślny.

160

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Podczas trwania tego związku będzie musiała żyć pod presją czy nie narazi się partnerowi czymś co może spowodować u niego chęć rozstania.

A to jest coś złego albo dziwnego???

Złe, bo powód może być błahy i już lądujesz na ulicy, musisz zaczynać od nowa.
Co w pewnym wieku może być trudne.

161

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Wnioskując z dotychczasowych opisów tego faceta, podejrzewam, że zarówno oświadczyny, jak teraz 'zakup' części domu mają na celu przede wszystkim przytrzymanie jej, takie mentalne (i nie tylko) przekupienie, by z nim była.

A to jest coś złego czy dziwnego?
.

Tak, to jest skrajnie złe i skrajnie dziwne. Do tego chore i długofalowo destrukcyjne.

Te oświadczyny mogła mu zasugerować dziewczyna... chłopak chciałby mieć swój kawałek podłogi...
Najgorsze jest to, że on we wszystkim jej przytakuje, czy mu pasuje czy nie, to kiedyś walnie...

162

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

(...)
Zresztą matka mu powiedziała, że jeszcze on jest jej winien bo mieszkał od ukończenia szkoły kilkanaście lat za darmo u niej.
Gdyby przez te lata wynajmował stancję to zapłaciłby więcej niż wart jego remont.
Bo ona nie miała obowiązku go trzymać po uzyskaniu pełnoletności i zawodu.(...)

Czyli wychodzi na to, że on przez te kilkanaście lat zarabiał tylko tyle, że wynajmując pokój ledwo byłby w stanie przeżyć od 1 do 1? Pisałaś w innym wątku, że on w 2021 r czyli raptem rok temu mając 38 lat zarabiał 500 zł tygodniówki za pracę 50-60h tygodniowo. Potem wyjechał za granicę i coś tam odłożył, ale szczerze wątpię, by była to kwota wystarczająca na remont. Teraz tym bardziej to wygląda na mężczyznę polującego na nieruchomość.

163

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:

A to jest coś złego czy dziwnego?
.

Tak, to jest skrajnie złe i skrajnie dziwne. Do tego chore i długofalowo destrukcyjne.

Te oświadczyny mogła mu zasugerować dziewczyna... chłopak chciałby mieć swój kawałek podłogi...
Najgorsze jest to, że on we wszystkim jej przytakuje, czy mu pasuje czy nie, to kiedyś walnie...

Oświadczyny to był jego pomysł.
Najpierw jej zapytał czy to wypada aby facet oświadczał się po kilku miesiącach znajomości.
Ona odpowiedziała, że tak bo okres narzeczeństwa jest niezobowiązujący do ślubu, może trwać różnie długo, służy do poznawania się, zawsze można się wycofać gdy coś nie pasuje.
Więc on poprosił o rozmiar jej palca na pierścionek.
Ona poprosiła by pierścionek był skromny i z malutkim oczkiem.
A co do  ślubu to jemu akurat pasuje, ze dużego wesela nie będzie.
I większość tego co ustaliła mu pasuje.

164

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
jeneste92 napisał/a:
Kleoma napisał/a:

(...)
Zresztą matka mu powiedziała, że jeszcze on jest jej winien bo mieszkał od ukończenia szkoły kilkanaście lat za darmo u niej.
Gdyby przez te lata wynajmował stancję to zapłaciłby więcej niż wart jego remont.
Bo ona nie miała obowiązku go trzymać po uzyskaniu pełnoletności i zawodu.(...)

Czyli wychodzi na to, że on przez te kilkanaście lat zarabiał tylko tyle, że wynajmując pokój ledwo byłby w stanie przeżyć od 1 do 1? Pisałaś w innym wątku, że on w 2021 r czyli raptem rok temu mając 38 lat zarabiał 500 zł tygodniówki za pracę 50-60h tygodniowo. Potem wyjechał za granicę i coś tam odłożył, ale szczerze wątpię, by była to kwota wystarczająca na remont. Teraz tym bardziej to wygląda na mężczyznę polującego na nieruchomość.

Te niskie zarobki to był bardzo krótki czas. Zmieniał zawód, miał pracodawcę, który zarabiał niewiele więcej bo brał robotę aby cokolwiek zarobić.
Lepsze parę groszy niż siedzenie w domu.
A wcześniej zarabiał więcej za godzinę.  Po śmierci ojca zaoszczędził na remont poddasza na mieszkanie.

165

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

No dobrze, a jak to będzie dalej?
Załóżmy, ze pomieszkają ze sobą kilka czy kilkanaście  lat i zechcą się rozstać bo nie wyszło, synowi spodoba się ktoś inny.
Wy czy syn wypłacicie jej pieniądze za ten jej wkład. Które to pieniądze mogą być groszami przy galopującej inflacji i zmianie cen.
Podczas trwania tego związku będzie musiała żyć pod presją czy nie narazi się partnerowi czymś co może spowodować u niego chęć rozstania.

Ale przez te kilka, kilkanaście lat ona przecież będzie korzystać z mieszkania, używać sprzętów, mebli, one też będą tracić na wartości, a ten wkład znowu nie jest tak duży, żeby móc czuć się skrzywdzonym. Poza tym tak to zostało podzielone, że pokryte z jej środków zakupy to głównie sprzęty, które można zabrać, ewentualnie sprzedać, z jego te, które są integralną częścią mieszkania. Wydaje mi się zresztą, że zawsze lepiej mieszkać u kogoś i z kimś na zdrowych zasadach, a te naprawdę udało nam się wypracować, niż płacić komuś za wynajem. Jest jeszcze taka kwestia, że za kilka lat to mieszkanie przypuszczalnie zostanie sprzedane i będzie stanowić wkład na kupno czegoś większego.

Równocześnie przyznaję, że jeśli chodzi o drugą część Twojej wypowiedzi, to zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Zabrzmiało to tak, jakby ludzie mieli ze sobą żyć, coś tworzyć i do czegoś wspólnie dążyć, a mimo to czuć się pod stałą presją i w strachu, żeby się przypadkiem nie wychylić/narazić, bo to zakończy się rozstaniem. Przecież coś takiego nie ma prawa działać, tak nie wygląda związek oparty na zdrowych zasadach. Myśląc w ten sposób, lepiej w ogóle z nikim się nie wiązać, bo jakieś ryzyko, że coś nie wyjdzie, zawsze istnieje. Musisz mieć złe doświadczenia, bo ja zupełnie w taki sposób nie kalkuluję, pomimo że dawno nauczyłam się żucia i ostrożności.
Ponadto są ludzie i ludzie, tacy, po których nigdy nie wiesz czego się spodziewać i tacy, którzy z zasady Cię nie skrzywdzą. Młodzi są ze sobą już kilka ładnych lat, sprawdzili się w wielu sytuacjach i nie wygląda na to, by mieli się rozstawać. To wspólne zamieszkanie było kolejnym, dorosłym już, etapem ich związku, póki co bardzo im to służy i jest tylko lepiej.

W każdym razie jeśli spotyka się dwoje życzliwych sobie, uczciwych ludzi, to wszystko można ze sobą ustalić w cywilizowany sposób, nawet jeśli po drodze coś się zmieni.

Kleoma napisał/a:

Złe, bo powód może być błahy i już lądujesz na ulicy, musisz zaczynać od nowa.
Co w pewnym wieku może być trudne.

No właśnie nie, między innymi temu miała służyć ta umowa, by do takiej sytuacji nigdy nie doszło.
Reszta jak wyżej. Z takim widzeniem tematu lepiej w ogóle z nikim się nie wiązać, bo człowiek zawsze będzie w stresie, a jeśli się wiązać i podejmować poważne decyzje, to z kimś, komu się ufa i zdąży się go poznać na tyle, by wiedzieć, że cokolwiek się zdarzy, to zachowa się na poziomie.

166

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
wieka napisał/a:
noben napisał/a:

Tak, to jest skrajnie złe i skrajnie dziwne. Do tego chore i długofalowo destrukcyjne.

Te oświadczyny mogła mu zasugerować dziewczyna... chłopak chciałby mieć swój kawałek podłogi...
Najgorsze jest to, że on we wszystkim jej przytakuje, czy mu pasuje czy nie, to kiedyś walnie...

Oświadczyny to był jego pomysł.
Najpierw jej zapytał czy to wypada aby facet oświadczał się po kilku miesiącach znajomości.
Ona odpowiedziała, że tak bo okres narzeczeństwa jest niezobowiązujący do ślubu, może trwać różnie długo, służy do poznawania się, zawsze można się wycofać gdy coś nie pasuje.
Więc on poprosił o rozmiar jej palca na pierścionek.
Ona poprosiła by pierścionek był skromny i z malutkim oczkiem.
A co do  ślubu to jemu akurat pasuje, ze dużego wesela nie będzie.
I większość tego co ustaliła mu pasuje.

Jemu wszystko pasuje, co ona ustali...

Gdzie ona teraz mieszka? Dlaczego nie weźmie narzeczonego do siebie?

167

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Powiedziałabym nawet, że on zachowuje się bardzo desperacko, a desperacja nigdy nie jest dobrym doradcą.

168 Ostatnio edytowany przez GOSTY (2022-07-25 23:06:55)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Powinien jej pokazać coś takiego (✿≖ᆺ≖ ) 凸 big_smile Kropka.

169

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
Kleoma napisał/a:
wieka napisał/a:

Te oświadczyny mogła mu zasugerować dziewczyna... chłopak chciałby mieć swój kawałek podłogi...
Najgorsze jest to, że on we wszystkim jej przytakuje, czy mu pasuje czy nie, to kiedyś walnie...

Oświadczyny to był jego pomysł.
Najpierw jej zapytał czy to wypada aby facet oświadczał się po kilku miesiącach znajomości.
Ona odpowiedziała, że tak bo okres narzeczeństwa jest niezobowiązujący do ślubu, może trwać różnie długo, służy do poznawania się, zawsze można się wycofać gdy coś nie pasuje.
Więc on poprosił o rozmiar jej palca na pierścionek.
Ona poprosiła by pierścionek był skromny i z malutkim oczkiem.
A co do  ślubu to jemu akurat pasuje, ze dużego wesela nie będzie.
I większość tego co ustaliła mu pasuje.

Jemu wszystko pasuje, co ona ustali...

Gdzie ona teraz mieszka? Dlaczego nie weźmie narzeczonego do siebie?

Ona mieszka w domu pracodawców.
Na parterze są gabinety, na piętrze mieszkanie pracodawców, a ona i jeszcze jedna dziewczyna mieszkają w suterenie. Płacą tylko za liczniki.

170

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Ona odpowiedziała, że tak bo okres narzeczeństwa jest niezobowiązujący do ślubu, może trwać różnie długo, służy do poznawania się, zawsze można się wycofać gdy coś nie pasuje.
.

Tłumacząc z polskiego na nasze: ona uprzedziła, że w zasadzie, to nieszczególnie ma zamiar brać z nim ślub, a te zaręczyny to tak tylko dla picu. Termin ślubu na 'po ukończeniu domu' to jest na św. Nigdy, bo ten dom, to życiowe hobby i nawet w zamiarze remont ma trwać zawsze, jako swoista rozrywka i specyficzne hobby.

Jak za 5 lat okaże się, że pani kogoś nowego poznała, to go spuści w kiblu z niewinną miną, że przecież od początku tak byli umówieni i dlaczego on ma pretensje.

Z tych szczątków opisu Kleomy coraz wyraźniej wyłania się obraz bezwzględnej egoistki.

171

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Ona odpowiedziała, że tak bo okres narzeczeństwa jest niezobowiązujący do ślubu, może trwać różnie długo, służy do poznawania się, zawsze można się wycofać gdy coś nie pasuje.
.

Tłumacząc z polskiego na nasze: ona uprzedziła, że w zasadzie, to nieszczególnie ma zamiar brać z nim ślub, a te zaręczyny to tak tylko dla picu. Termin ślubu na 'po ukończeniu domu' to jest na św. Nigdy, bo ten dom, to życiowe hobby i nawet w zamiarze remont ma trwać zawsze, jako swoista rozrywka i specyficzne hobby.

Jak za 5 lat okaże się, że pani kogoś nowego poznała, to go spuści w kiblu z niewinną miną, że przecież od początku tak byli umówieni i dlaczego on ma pretensje.

Z tych szczątków opisu Kleomy coraz wyraźniej wyłania się obraz bezwzględnej egoistki.

Też tak myślę, jakby chciala z nim zamieszkać, znalazłaby sposób, chociażby w tej suterenie, koleżanka by się mogła wyprowadzić, ale po co, jak znalazła "jelenia".

Życie go jeszcze nie nauczyło, żeby nie dawać z siebie więcej niż się bierze...

172

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Ona odpowiedziała, że tak bo okres narzeczeństwa jest niezobowiązujący do ślubu, może trwać różnie długo, służy do poznawania się, zawsze można się wycofać gdy coś nie pasuje.
.

Tłumacząc z polskiego na nasze: ona uprzedziła, że w zasadzie, to nieszczególnie ma zamiar brać z nim ślub, a te zaręczyny to tak tylko dla picu. Termin ślubu na 'po ukończeniu domu' to jest na św. Nigdy, bo ten dom, to życiowe hobby i nawet w zamiarze remont ma trwać zawsze, jako swoista rozrywka i specyficzne hobby.

Jak za 5 lat okaże się, że pani kogoś nowego poznała, to go spuści w kiblu z niewinną miną, że przecież od początku tak byli umówieni i dlaczego on ma pretensje.

Z tych szczątków opisu Kleomy coraz wyraźniej wyłania się obraz bezwzględnej egoistki.

Też tak myślę, jakby chciala z nim zamieszkać, znalazłaby sposób, chociażby w tej suterenie, koleżanka by się mogła wyprowadzić, ale po co, jak znalazła "jelenia".

Życie go jeszcze nie nauczyło, żeby nie dawać z siebie więcej niż się bierze...

Zaiste, gdybyś była tą koleżanką to na pewno byś się wyprowadziła dobrowolnie z mieszkania, które jest prawie za darmo i wynajęła sobie pokój za 1200-1500 zł aby umożliwić koleżance mieszkanie z chłopakiem.
A poza tym o tym kto tam ma mieszkać decydują właściciele. One są ich pracownicami, korzystają z ich pracy.

Może i ona jest egoistką, tego nie wiem. Na pewno przynajmniej na razie nie wykorzystuje go finansowo, nie naciąga na nic, a nawet stopuje jego zamiary lekkiego sponsorowania jej np. w sprawach żywieniowych.

173

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

W każdym razie ona dba tylko o swój interes i dobrze, ale on też powinien o swój, ona nie chce niby nic być mu winna, ale jego wkładu pracy nie liczy... W ogóle z nim się nie liczy...

174

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Na pewno przynajmniej na razie nie wykorzystuje go finansowo, nie naciąga na nic, a nawet stopuje jego zamiary lekkiego sponsorowania jej np. w sprawach żywieniowych.

Z jednej strony szlachetne, uczciwe, ale z drugiej pokazuje, że nie traktuje go poważnie, jak partnera na życie, z którym dzieli się zarówno te dobre chwile, jak i problemy. Tam każde gra do swojej bramki, przy czym on swojej własnej nie ma, więc usiłuje sobie to wszystko jakoś poukładać i stworzyć. Trochę to wygląda na chęć uwieszenia się na niej, ale intencje ma dobre i chce jej nieba przychylić, oczywiście na miarę własnych możliwości, które są ograniczone.

Z kolei ona nie wzbudza mojego zaufania jako kandydatka na partnerkę. Usiłuje być za bardzo samodzielna, jest uparta, nie liczy się z jego zdaniem, wszystko musi być, jak sama zdecyduje. On ma się dostosować, a że jest uległy, to się dostosowuje. W każdym razie mają zadatki na toksyczną relację.

175

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Asymetria tej znajomości wali po oczach i tyle.
Powtarzam swoją wcześniejszą radę: niech on zrobi coś po swojemu, tak jak on chce,  wbrew niej. Wtedy zobaczy ile to wszystko warte.

176

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:

Asymetria tej znajomości wali po oczach i tyle.
Powtarzam swoją wcześniejszą radę: niech on zrobi coś po swojemu, tak jak on chce,  wbrew niej. Wtedy zobaczy ile to wszystko warte.

Proszę podaj jakieś przykłady tego co on może zrobić teraz po swojemu przeciwko niej.
Bo mnie nic konkretnego do głowy nie przychodzi.
Były takie sytuacje gdzie ona miała na coś plan a po jego uwagach zrezygnowała i zrobiła tak jak radził.
Zrobiła też parę rzeczy specjalnie pod niego mimo, że jej to nie będzie potrzebne w przyszłości.
To wprawdzie drobiazgi, ale jednak.

177

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Asymetria tej znajomości wali po oczach i tyle.
Powtarzam swoją wcześniejszą radę: niech on zrobi coś po swojemu, tak jak on chce,  wbrew niej. Wtedy zobaczy ile to wszystko warte.

Proszę podaj jakieś przykłady tego co on może zrobić teraz po swojemu przeciwko niej.

On wynajmie jakieś mieszkanie, a ona ma się do niego wprowadzić. Bez wspólnego zamieszkania o żadnym ślubie czy zaręczynach nie powinno być mowy.

178

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
M!ri napisał/a:
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Asymetria tej znajomości wali po oczach i tyle.
Powtarzam swoją wcześniejszą radę: niech on zrobi coś po swojemu, tak jak on chce,  wbrew niej. Wtedy zobaczy ile to wszystko warte.

Proszę podaj jakieś przykłady tego co on może zrobić teraz po swojemu przeciwko niej.

On wynajmie jakieś mieszkanie, a ona ma się do niego wprowadzić. Bez wspólnego zamieszkania o żadnym ślubie czy zaręczynach nie powinno być mowy.

To by sobie zrobił sam kuku finansowe.
Wynajęcie mieszkania wiąże się umową, kaucją. Nie za bardzo da się dziś wynająć, jutro zrezygnować. Trzeba mieć na uwadze także właściciela mieszkania.
Gdyby nie chciała się tam wprowadzić to jemu takie mieszkanie niepotrzebne dla samego siebie bo sam ma gdzie mieszkać.

179

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Watek staje się coraz ciekawszy, ale wszelkie rady, by bohater zrobił coś wbrew woli wybranej kobiety są warte funta kłaków.
Dlaczego? Dlatego:

Kleoma napisał/a:

(...) Spodobała mu się to i chwyta się różnych sposobów aby ją mieć. (...)

180

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Asymetria tej znajomości wali po oczach i tyle.
Powtarzam swoją wcześniejszą radę: niech on zrobi coś po swojemu, tak jak on chce,  wbrew niej. Wtedy zobaczy ile to wszystko warte.

Proszę podaj jakieś przykłady tego co on może zrobić teraz po swojemu przeciwko niej.
Bo mnie nic konkretnego do głowy nie przychodzi.
Były takie sytuacje gdzie ona miała na coś plan a po jego uwagach zrezygnowała i zrobiła tak jak radził.
Zrobiła też parę rzeczy specjalnie pod niego mimo, że jej to nie będzie potrzebne w przyszłości.
To wprawdzie drobiazgi, ale jednak.

Drobiazgi nie mają tu znaczenia, nie chodzi też o to, żeby robił coś przeciwko niej, tylko nosił spodnie w tym związku, był decyzyjny, nie godził się na wszystko, co ona wymyśli.

Kleoma my piszemy jak to widzimy, Ty widzisz inaczej... A jak jest  to też nie wiesz, bo tylko tyle ile on Ci powie.

181

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
M!ri napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Proszę podaj jakieś przykłady tego co on może zrobić teraz po swojemu przeciwko niej.

On wynajmie jakieś mieszkanie, a ona ma się do niego wprowadzić. Bez wspólnego zamieszkania o żadnym ślubie czy zaręczynach nie powinno być mowy.

To by sobie zrobił sam kuku finansowe.
Wynajęcie mieszkania wiąże się umową, kaucją. Nie za bardzo da się dziś wynająć, jutro zrezygnować. Trzeba mieć na uwadze także właściciela mieszkania.
Gdyby nie chciała się tam wprowadzić to jemu takie mieszkanie niepotrzebne dla samego siebie bo sam ma gdzie mieszkać.

Wynajęcie mieszkania na rok i na próbę pomieszkanie z wybranką - kuku finansowe
Kupić pół rudery na jakimś wygwizdowie - świetny pomysł

“Czemuś biedny? Boś głupi! Czemuś głupi? Boś biedny”

182

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Wielokropek napisał/a:

Watek staje się coraz ciekawszy, ale wszelkie rady, by bohater zrobił coś wbrew woli wybranej kobiety są warte funta kłaków.
Dlaczego? Dlatego:

Kleoma napisał/a:

(...) Spodobała mu się to i chwyta się różnych sposobów aby ją mieć. (...)

Ale czy to tylko on tak postępuje?
Czy tak nie jest w innych związkach?
Zacznijmy od tego, że ludzie /większość / na randki się stroi, maluje, kąpie, goli, perfumuje i inne czynności aby się podobać.
Kupuje kwiaty, prezenty, szuka miejsc gdzie przyjemnie można spędzić czas i będzie to się podobało drugiej stronie.
Rezygnuje z miejsc gdzie wiadomo, ze druga strona się nie odnajdzie/ np. mecz żużlowy czy jakiś łzawy melodramat.
Gdy randka w domu to się sprząta, przygotowuje smakołyki.
No wszyscy/ prawie/ tak postępują aby się przypodobać, zdobyć czyjąś sympatię, to w czym on jest inny?
Ona też mu sprawia drobne przyjemności, nie karmi go tym czego on nie lubi, czasami specjalnie dla niego coś ugotuje gdy on kosi trawę czy kopie na grządki a sama wcale tego nie jada.

183

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
M!ri napisał/a:
Kleoma napisał/a:
M!ri napisał/a:

On wynajmie jakieś mieszkanie, a ona ma się do niego wprowadzić. Bez wspólnego zamieszkania o żadnym ślubie czy zaręczynach nie powinno być mowy.

To by sobie zrobił sam kuku finansowe.
Wynajęcie mieszkania wiąże się umową, kaucją. Nie za bardzo da się dziś wynająć, jutro zrezygnować. Trzeba mieć na uwadze także właściciela mieszkania.
Gdyby nie chciała się tam wprowadzić to jemu takie mieszkanie niepotrzebne dla samego siebie bo sam ma gdzie mieszkać.

Wynajęcie mieszkania na rok i na próbę pomieszkanie z wybranką - kuku finansowe
Kupić pół rudery na jakimś wygwizdowie - świetny pomysł

“Czemuś biedny? Boś głupi! Czemuś głupi? Boś biedny”

Gdyby kupił ruderę to ma szansę ją sprzedać i nawet jeszcze na tym zarobić może po jakimś czasie i trochę wkładu własnej pracy.
A gdy wynajmie mieszkanie, które będzie stało puste przez rok /12 X 2500 -3000 zł/ to jest zupełna głupota.

184

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Kleomo,
skoro wszystko jest pięknie, wszystko jest cacy, a miłość bohaterów kwitnie, to skąd Twa potrzeba udowadniania nam tego wszystkiego? To, oczywiście, pytanie retoryczne.

Za poinformowanie mnie o tym, na czym polegają początki znajomości i tworzenie związku, dziękuję. smile

185

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
Kleoma napisał/a:
noben napisał/a:

Asymetria tej znajomości wali po oczach i tyle.
Powtarzam swoją wcześniejszą radę: niech on zrobi coś po swojemu, tak jak on chce,  wbrew niej. Wtedy zobaczy ile to wszystko warte.

Proszę podaj jakieś przykłady tego co on może zrobić teraz po swojemu przeciwko niej.
Bo mnie nic konkretnego do głowy nie przychodzi.
Były takie sytuacje gdzie ona miała na coś plan a po jego uwagach zrezygnowała i zrobiła tak jak radził.
Zrobiła też parę rzeczy specjalnie pod niego mimo, że jej to nie będzie potrzebne w przyszłości.
To wprawdzie drobiazgi, ale jednak.

Drobiazgi nie mają tu znaczenia, nie chodzi też o to, żeby robił coś przeciwko niej, tylko nosił spodnie w tym związku, był decyzyjny, nie godził się na wszystko, co ona wymyśli.

Kleoma my piszemy jak to widzimy, Ty widzisz inaczej... A jak jest  to też nie wiesz, bo tylko tyle ile on Ci powie.

To uważasz, że w porządku byłoby gdyby kupił sam ten zbiornik na szambo, wynajął ekipę, włamał się na posesje i zamontował bez jej zgody?
Czy jakieś inne czynności w tym domu zrobił i pokrył koszty? Bez jej zgody?
Wtedy miałby jaja?

186 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-07-26 15:10:39)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

dubel

187

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Wielokropek napisał/a:

Kleomo,
skoro wszystko jest pięknie, wszystko jest cacy, a miłość bohaterów kwitnie, to skąd Twa potrzeba udowadniania nam tego wszystkiego? To, oczywiście, pytanie retoryczne.

Za poinformowanie mnie o tym, na czym polegają początki znajomości i tworzenie związku, dziękuję. smile

Ja nie twierdzę, że jest pięknie w tym związku.
Jak najbardziej jestem świadoma, że w chwili obecnej on jest na pozycji przegranej i będzie nadal jeśli tylko ona zawsze będzie właścicielką tego domu.
Staram się obiektywnie na to patrzeć, wczuwam się w jej sytuację.
Aż tak bardzo jej się nie dziwię, że nie chce nic od niego bo różnie może być.
A jakie ma plany po ślubie, czy wtedy będzie chciała korzystać z jego finansów i jakoś to prawnie ureguluje to też nie wiadomo aż to się nie stanie.
Nawet gdyby dzisiaj były jakieś deklaracje to są tylko słowa. Niekoniecznie zobowiązujące.

188

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

A gdy wynajmie mieszkanie, które będzie stało puste przez rok /12 X 2500 -3000 zł/ to jest zupełna głupota.

Kleoma napisał/a:

To uważasz, że w porządku byłoby gdyby kupił sam ten zbiornik na szambo, wynajął ekipę, włamał się na posesje i zamontował bez jej zgody?
Czy jakieś inne czynności w tym domu zrobił i pokrył koszty? Bez jej zgody?

Co to w ogóle za pomysły, że on miałby robić coś bez jej zgody lub za plecami?

Mieszkanie miałby wynająć i któregoś dnia ją przyprowadzić i oznajmić kochanie od dziś tu mieszkamy?

To jest postawienie sprawy na głowie. Zupełnie nie o to chodzi.


Chodzi o dialog i stawianie granic i warunków. Przykłady:
A) musimy się lepiej poznać przed ślubem, wynajmę mieszkanie, jaki masz inny pomysł na wspólne zamieszkanie.
B) nie chcesz abym się dokładał do remontu - ok, ale nie będę tam mieszkał dopóki nie będzie tego, tego i tego.
C) chcesz abym sfinansował część remontu - ok, ale w zamian dostanę część nieruchomości.


Kleoma napisał/a:

A jakie ma plany po ślubie, czy wtedy będzie chciała korzystać z jego finansów i jakoś to prawnie ureguluje to też nie wiadomo aż to się nie stanie.

Byłoby wiadomo gdyby ze sobą rozmawiali. On chce brać ślub bez uzgodnienia takich kwestii? Ma coś z głową?

189

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

A jakby on jej nigdy nie poznał to co by teraz robił? Oszczędzał na mieszkanie/wkład własny czy już szukał jakiejś nieruchomości do kupienia? Nie rozumiem po co on tak chce pędzić ze wszystkim, to bardziej odstrasza i niepokoi niż zbliża. Niech odpuści na razie temat wspólnego mieszkania,  kupna udziału w nieruchomości, remontu, itp. i niech da tej relacji spokojnie się rozwijać. Mam wrażenie, że to on nadaje takie szybkie tempo, a jej niekoniecznie sie to podoba, ale z jakiegos powodu nie chce mu o tym powiedzieć.

190

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Ja nie twierdzę, że jest pięknie w tym związku.
Jak najbardziej jestem świadoma, że w chwili obecnej on jest na pozycji przegranej i będzie nadal jeśli tylko ona zawsze będzie właścicielką tego domu.

No właśnie, dlatego on robi wszystko, aby czuć się jak jej partner, ale ręce ma bardzo związane - jej nieustępliwością i swoimi własnymi lękami, z powodu których stara się nie wychylać i wciąż na wszystko się godzi, dokładnie tak, jakby nie miał wyboru.
Bardzo niezdrowa sytuacja. 

Kleoma napisał/a:

Staram się obiektywnie na to patrzeć, wczuwam się w jej sytuację.
Aż tak bardzo jej się nie dziwię, że nie chce nic od niego bo różnie może być.

Pójdę dalej i głośno wyrażę coś, co już od jakiegoś czasu podpowiada mi intuicja - Ty się z nią bardzo utożsamiasz, prawda?

191

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Ja nie twierdzę, że jest pięknie w tym związku.
Jak najbardziej jestem świadoma, że w chwili obecnej on jest na pozycji przegranej i będzie nadal jeśli tylko ona zawsze będzie właścicielką tego domu.

No właśnie, dlatego on robi wszystko, aby czuć się jak jej partner, ale ręce ma bardzo związane - jej nieustępliwością i swoimi własnymi lękami, z powodu których stara się nie wychylać i wciąż na wszystko się godzi, dokładnie tak, jakby nie miał wyboru.
Bardzo niezdrowa sytuacja. 

Kleoma napisał/a:

Staram się obiektywnie na to patrzeć, wczuwam się w jej sytuację.
Aż tak bardzo jej się nie dziwię, że nie chce nic od niego bo różnie może być.

Pójdę dalej i głośno wyrażę coś, co już od jakiegoś czasu podpowiada mi intuicja - Ty się z nią bardzo utożsamiasz, prawda?

Moja historia jest zupełnie inna lecz z pewnością wiele cech mamy podobnych.
Mnie zawsze z trudnością przychodziło zwracanie się o pomoc do innych.
Unikałam tego za wszelką cenę a jak już nie było wyjścia to było to traumatyczne przeżycie.

192

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
jeneste92 napisał/a:

A jakby on jej nigdy nie poznał to co by teraz robił? Oszczędzał na mieszkanie/wkład własny czy już szukał jakiejś nieruchomości do kupienia? Nie rozumiem po co on tak chce pędzić ze wszystkim, to bardziej odstrasza i niepokoi niż zbliża. Niech odpuści na razie temat wspólnego mieszkania,  kupna udziału w nieruchomości, remontu, itp. i niech da tej relacji spokojnie się rozwijać. Mam wrażenie, że to on nadaje takie szybkie tempo, a jej niekoniecznie sie to podoba, ale z jakiegos powodu nie chce mu o tym powiedzieć.

Już to pisałam, miał zamiar nazbierać i kupić coś  nawet do remontu na wsi.

193

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Staram się obiektywnie na to patrzeć, wczuwam się w jej sytuację.

Sprzeczność!
Albo obiektywnie, albo wczuwasz się w jej sytuację.
Olinka ma rację- wczuwasz się z uporem wręcz śmiesznym; zważywszy, że jej nawet nie znasz. A jednak kombinujesz  tylko w tę stronę, aby JEJ było dobrze.
W pewnym sensie przyjmujesz punkt widzenia tego nieszczęśnika: on się nie liczy, liczy się tylko usatysfakcjonowanie jej.

Argument, że ona przygotowuje mu coś do jedzenia, gdy on pracuje przy JEJ domu, jako dowód na jej starania na rzecz tego związku jest...bez urazy...głupi.

Temat wątku już dawno się wyczerpał, ale dyskusja jest niezwykle ciekawa właśnie ze względu na psychologiczny aspekt Autorki wątku.
Stawiam roboczą tezę, że podświadomie chcesz się już pozbyć tego lokatora ze swojego życia i dlatego zamiatasz pod dywan wszelkie fakty, które mogłyby temu przeszkodzić.

194

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
M!ri napisał/a:
Kleoma napisał/a:

A gdy wynajmie mieszkanie, które będzie stało puste przez rok /12 X 2500 -3000 zł/ to jest zupełna głupota.

Kleoma napisał/a:

To uważasz, że w porządku byłoby gdyby kupił sam ten zbiornik na szambo, wynajął ekipę, włamał się na posesje i zamontował bez jej zgody?
Czy jakieś inne czynności w tym domu zrobił i pokrył koszty? Bez jej zgody?

Co to w ogóle za pomysły, że on miałby robić coś bez jej zgody lub za plecami?

Mieszkanie miałby wynająć i któregoś dnia ją przyprowadzić i oznajmić kochanie od dziś tu mieszkamy?

To jest postawienie sprawy na głowie. Zupełnie nie o to chodzi.


Chodzi o dialog i stawianie granic i warunków. Przykłady:
A) musimy się lepiej poznać przed ślubem, wynajmę mieszkanie, jaki masz inny pomysł na wspólne zamieszkanie.
B) nie chcesz abym się dokładał do remontu - ok, ale nie będę tam mieszkał dopóki nie będzie tego, tego i tego.
C) chcesz abym sfinansował część remontu - ok, ale w zamian dostanę część nieruchomości.


Kleoma napisał/a:

A jakie ma plany po ślubie, czy wtedy będzie chciała korzystać z jego finansów i jakoś to prawnie ureguluje to też nie wiadomo aż to się nie stanie.

Byłoby wiadomo gdyby ze sobą rozmawiali. On chce brać ślub bez uzgodnienia takich kwestii? Ma coś z głową?

Rozmawiali o finansach, o przyszłości.
On to przemyślał, wpadł mu do głowy pomysł z kupnem części i stąd ten wątek.

A. Są kobiety, które w ogóle nie zdecydują się na zamieszkanie razem przed ślubem.  I narzeczeni to szanują, nie nalegają. Są związki na odległość gdzie nie da się razem zamieszkać.  Oni mieszkają razem w weekendy.
B. To by było bardzo dziecinne, takie fochy, że czegoś tam nie ma. Gdy już kilka miesięcy mieszkał tam i nie narzekał.
C. Ona nie chce by finansował, więc ten argument odpada.

195

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Staram się obiektywnie na to patrzeć, wczuwam się w jej sytuację.

Sprzeczność!
Albo obiektywnie, albo wczuwasz się w jej sytuację.
Olinka ma rację- wczuwasz się z uporem wręcz śmiesznym; zważywszy, że jej nawet nie znasz. A jednak kombinujesz  tylko w tę stronę, aby JEJ było dobrze.
W pewnym sensie przyjmujesz punkt widzenia tego nieszczęśnika: on się nie liczy, liczy się tylko usatysfakcjonowanie jej.

Argument, że ona przygotowuje mu coś do jedzenia, gdy on pracuje przy JEJ domu, jako dowód na jej starania na rzecz tego związku jest...bez urazy...głupi.

Temat wątku już dawno się wyczerpał, ale dyskusja jest niezwykle ciekawa właśnie ze względu na psychologiczny aspekt Autorki wątku.
Stawiam roboczą tezę, że podświadomie chcesz się już pozbyć tego lokatora ze swojego życia i dlatego zamiatasz pod dywan wszelkie fakty, które mogłyby temu przeszkodzić.

Fizycznie to na razie już się go pozbyłam. Zabrał wszystkie swoje rzeczy od nas i umieścił u niej. Nie przejeżdża już do nas na weekendy.
A, że jest kumplem mojego męża i nawet go chce prosić na świadka ślubu to już w naszym życiu zostanie na te kilka następnych lat.
To jest nieprawda, że trzymam jej stronę. Gdybym widziała, że ona go wykorzystuje to byłabym przeciw niej. Lecz nie mam powodu. Ona jest fair wobec niego.
A, że on robi coś dla niej to jego decyzja. Zamiast siłowni za którą trzeba zapłacić ma za darmo wysiłek fizyczny i zgrabną sylwetkę przy pracach u niej na świeżym powietrzu. Plus darmo noclegi/pobyt jak w agroturystyce ma.
Mógłby siedzieć na swojej kwaterze i pić, grać w karty, oglądać pornosy, słuchać pieprznych kawałów i disco polo  z tymi co nie pojechali na weekend do rodziny.
Mój mąż też chodzi narąbać sąsiadkom staruszkom drzewa czy śnieg odgarnąć zupełnie za darmo.

Posty [ 131 do 195 z 241 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Finansowe rozterki narzeczonego.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024