Finansowe rozterki narzeczonego. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Finansowe rozterki narzeczonego.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 241 ]

66

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Tak czy tak, on powinien przegadać z nią ten temat, a nie tylko zgadzać się na wszystko, bo ona tak chce, a on boi się wypowiedzieć swoich myśli, to co to za dogadywanie się...

Uważam tak samo. On zachowuje się tak, jakby na wszystko musiał się godzić i w żadnym aspekcie nie był decyzyjny, pomimo że przecież podobno chcą budować WSPÓLNĄ przyszłość. Ona ma dom (raczej ruinę), to jest spełnienie jej marzenia, ona się nie wyprowadzi, ona go nie sprzeda, ona nie chce pomocy, ona zdecydowała, że ślub po remoncie i że dopiero wtedy tam zamieszkają, ona... Jest tylko ona, ona, ona, jakby on był jakąś bezwolną istotą, która jedyne co może, to się dostosować.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
wieka napisał/a:

Tak czy tak, on powinien przegadać z nią ten temat, a nie tylko zgadzać się na wszystko, bo ona tak chce, a on boi się wypowiedzieć swoich myśli, to co to za dogadywanie się...

Uważam tak samo. On zachowuje się tak, jakby na wszystko musiał się godzić i w żadnym aspekcie nie był decyzyjny, pomimo że przecież podobno chcą budować WSPÓLNĄ przyszłość. Ona ma dom (raczej ruinę), to jest spełnienie jej marzenia, ona się nie wyprowadzi, ona go nie sprzeda, ona nie chce pomocy, ona zdecydowała, że ślub po remoncie i że dopiero wtedy tam zamieszkają, ona... Jest tylko ona, ona, ona, jakby on był jakąś bezwolną istotą, która jedyne co może, to się dostosować.

Ale widzimy narrację z jednej strony - jego i to jeszcze z relacji oaoby trzeciej.
Więc ja bym była bardzo ostrożna w wydawaniu takich wyroków, że ona coś tam. Bo tak naprawdę nie mamy tu ani jej ani jego i nasze dywagacje są bez sensu, bo żadnemu z nich nie doradzimy.

Dla mnie takie rozkminianiw problemu ludzi, którzy nie są na forum jest potwornie nieetyczne. I zastanawiam się po co żyć problemami innych do tego stopnia, że trzeba ich opisywać na forum.

68

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Lady Loka napisał/a:
Olinka napisał/a:
wieka napisał/a:

Tak czy tak, on powinien przegadać z nią ten temat, a nie tylko zgadzać się na wszystko, bo ona tak chce, a on boi się wypowiedzieć swoich myśli, to co to za dogadywanie się...

Uważam tak samo. On zachowuje się tak, jakby na wszystko musiał się godzić i w żadnym aspekcie nie był decyzyjny, pomimo że przecież podobno chcą budować WSPÓLNĄ przyszłość. Ona ma dom (raczej ruinę), to jest spełnienie jej marzenia, ona się nie wyprowadzi, ona go nie sprzeda, ona nie chce pomocy, ona zdecydowała, że ślub po remoncie i że dopiero wtedy tam zamieszkają, ona... Jest tylko ona, ona, ona, jakby on był jakąś bezwolną istotą, która jedyne co może, to się dostosować.

Ale widzimy narrację z jednej strony - jego i to jeszcze z relacji oaoby trzeciej.
Więc ja bym była bardzo ostrożna w wydawaniu takich wyroków, że ona coś tam. Bo tak naprawdę nie mamy tu ani jej ani jego i nasze dywagacje są bez sensu, bo żadnemu z nich nie doradzimy.

Dla mnie takie rozkminianiw problemu ludzi, którzy nie są na forum jest potwornie nieetyczne. I zastanawiam się po co żyć problemami innych do tego stopnia, że trzeba ich opisywać na forum.

Napisałam, że sami zainteresowani powinni zdecydować, niezależnie od tego jakie jest spojrzenie osób postronnych.  Własność tej dziewczyny pozostanie jej własnością i nie ma  tu  o czym dyskutować.

69

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Lady Loka napisał/a:

Ale widzimy narrację z jednej strony - jego i to jeszcze z relacji oaoby trzeciej.
Więc ja bym była bardzo ostrożna w wydawaniu takich wyroków, że ona coś tam. Bo tak naprawdę nie mamy tu ani jej ani jego i nasze dywagacje są bez sensu, bo żadnemu z nich nie doradzimy.

Tak, masz rację. Wiemy tyle, ile powiedział bohater wątku i jeszcze zostało to przekazane za pośrednictwem osoby trzeciej, co niekoniecznie musi oddawać pełny obraz sytuacji, a nawet można założyć, że go nie oddaje. Niemniej wysuwamy wnioski na podstawie tego, co wiemy, co jest w gruncie rzeczy na forum standardem. 

Lady Loka napisał/a:

(...) I zastanawiam się po co żyć problemami innych do tego stopnia, że trzeba ich opisywać na forum.

Może Kleoma odpowie? wink

70

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Zostałam poproszona o radę. To znaczy obydwoje, ja i mój mąż.
Bo on właściwie nie ma się kogo poradzić a problem jest poważny, być może decydujący o jego przyszłości życiowej.
I mamy odmienne zdania.
Dlatego chciałam tu zasięgnąć opinii innych.
Liczyłam, że większość myśli tak jak ja.
Bo ja jestem przeciwna aby jej to teraz proponował.
Niech jeszcze razem trochę pobędą, może w trakcie tych problemów ktoś się odkocha i problem się rozwiąże.
Niech ona robi swoje wedle planu jaki ustaliła.
A on niech oszczędza. Gdyby jej nie poznał to robiłby to bo taki miał plan. nazbierać i kupić coś do remontu na wsi.
Ceny takich starych domów nie są wygórowane.
Zarobi na to w 2-3 lata.

71 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-07-22 15:46:24)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Zostałam poproszona o radę. To znaczy obydwoje, ja i mój mąż.
Bo on właściwie nie ma się kogo poradzić a problem jest poważny, być może decydujący o jego przyszłości życiowej.
I mamy odmienne zdania.
Dlatego chciałam tu zasięgnąć opinii innych.
Liczyłam, że większość myśli tak jak ja.
Bo ja jestem przeciwna aby jej to teraz proponował.
Niech jeszcze razem trochę pobędą, może w trakcie tych problemów ktoś się odkocha i problem się rozwiąże.
Niech ona robi swoje wedle planu jaki ustaliła.
A on niech oszczędza. Gdyby jej nie poznał to robiłby to bo taki miał plan. nazbierać i kupić coś do remontu na wsi.
Ceny takich starych domów nie są wygórowane.
Zarobi na to w 2-3 lata.

Ja uważam kupowanie częsci domu (a tym samym podnosznie rozmowy na ten temat) przed ślubem za nonsens, szczególnie kiedy jeszcze niedługo są razem, a dom jest na jakiejś wsi. Jak chcą być razem to niech się pobiorą, wtedy niech ona przepisze na niego połowę czy część domu, a on da kasę na remont. O ile oczywiście plaują tam mieszkać.

72

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Roxann napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Zostałam poproszona o radę. To znaczy obydwoje, ja i mój mąż.
Bo on właściwie nie ma się kogo poradzić a problem jest poważny, być może decydujący o jego przyszłości życiowej.
I mamy odmienne zdania.
Dlatego chciałam tu zasięgnąć opinii innych.
Liczyłam, że większość myśli tak jak ja.
Bo ja jestem przeciwna aby jej to teraz proponował.
Niech jeszcze razem trochę pobędą, może w trakcie tych problemów ktoś się odkocha i problem się rozwiąże.
Niech ona robi swoje wedle planu jaki ustaliła.
A on niech oszczędza. Gdyby jej nie poznał to robiłby to bo taki miał plan. nazbierać i kupić coś do remontu na wsi.
Ceny takich starych domów nie są wygórowane.
Zarobi na to w 2-3 lata.

Ja uważam kupowanie częsci domu (a tym samym podnosznie rozmowy na ten temat) przed ślubem za nonsens, szczególnie kiedy jeszcze niedługo są razem, a dom jest na jakiejś wsi. Jak chcą być razem to niech się pobiorą, wtedy niech ona przepisze na niego połowę czy część domu, a on da kasę na remont. O ile oczywiście plaują tam mieszkać.

Od początku tak mówimy.

73

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

"Niech się pobiorą, niech ona przepisze na niego połowę..."
Wy tak serio myślicie?
Przecież to są tylko pobożne życzenia.
Załóżmy, ze pobiorą się gdy ona to skończy.
Ale czy mu to przepisze to nie wiadomo.
Zanim dom nie będzie gotowy to ślubu nie będzie.

74

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Miłość kwitnie.

Miłość? Kwitnie? Do czego?

75

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Zanim dom nie będzie gotowy to ślubu nie będzie.

Pozostaje więc pytanie, kiedy ten dom będzie gotowy, bo w takich okolicznościach, jak to teraz wygląda, oboje mogą posiwieć i solidnie się zestarzeć wink.

Swoją drogą do jakiego stanu ona chce dom doprowadzić, by mogła uznać, że już jest gotowy? Pytam, bo w końcu dla różnych ludzi ten standard też może być bardzo różny.

76

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

"Niech się pobiorą, niech ona przepisze na niego połowę..."
Wy tak serio myślicie?
Przecież to są tylko pobożne życzenia.
Załóżmy, ze pobiorą się gdy ona to skończy.
Ale czy mu to przepisze to nie wiadomo.
Zanim dom nie będzie gotowy to ślubu nie będzie.

dlatego kleoma ONI muszą o tym porozmawiać, o tym jak ma wyglądać ich sytuacja mieszkaniowa, finansowa itp
Pisałem ci już ze w związku nie może być żadnego tabu.
Absurdalne jest to jej czekanie do ślubu dopóki nie ukończy domu,sama go albo nie wykończy wcale albo za nie wiadomo kiedy.
chce blokować faceta i jak rozumiem siebie przez następne 10 lat np z dziećmi?
Bo z racji ich wieku za 10 lat to juz będzie za późno.
Dziwna kobieta i facet tez dziwny skoro nie chce o tym z nią otwarcie porozmawiać.

77

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Szeptuch napisał/a:

Dziwna kobieta i facet tez dziwny skoro nie chce o tym z nią otwarcie porozmawiać.

Prawda? Niby traktują się poważnie, niby chcą ze sobą budować jakąś przyszłość, a uciekają od rozmowy, która mogłaby wiele wyjaśnić, a być może także zmienić.

78

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Dziwna kobieta i facet tez dziwny skoro nie chce o tym z nią otwarcie porozmawiać.

Prawda? Niby traktują się poważnie, niby chcą ze sobą budować jakąś przyszłość, a uciekają od rozmowy, która mogłaby wiele wyjaśnić, a być może także zmienić.

Ale to jest naprawdę dziwne.
Niby obydwoje są po przejściach,tworzyli już jakieś związki,i nie rozumieją że brak rozmowy,niedopowiedzenia, pozostawianie wszystkiego na to nie sławne "jakoś to będzie" tworzy tylko konflikty/spory/urazy które,nawet jeśli nie od razu,to w dłuższej perspektywie zaowocują niezgodą/pretensjami albo wyrzutami o wykorzystanie.
Albo bawimy się w rodzinę ze wszystkimi plusami i minusami albo układamy sobie życie jako single.

79

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

"Niech się pobiorą, niech ona przepisze na niego połowę..."
Wy tak serio myślicie?
Przecież to są tylko pobożne życzenia.
Załóżmy, ze pobiorą się gdy ona to skończy.
Ale czy mu to przepisze to nie wiadomo.
Zanim dom nie będzie gotowy to ślubu nie będzie.

Widać, że znasz stanowiska obu stron, robiąc za adwokata big_smile
Szkoda, że sami ich nie konfrontują, żeby wiedzieć na czym stoją.

Wiesz chociaż jakie ona ma argumenty, że najpierw remont, potem ślub?
Nie widać tu z obu stron tego wielkiego uczucia, badziej wyrachowanie.

Pewności w życiu nie ma żadnej, ale tu widać obawy przed wspólnym życiem, abstrahując od spraw majątkowych.

80

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Oni rozmawiają na tematy finansowe.
Są dokładnie zorientowani nawzajem co do stanu finansów drugiej strony, zarobków, oszczędności.
Ona prowadzi dziennik budowy, ma zeszyt z rachunkami, rozpisane co w jakim terminie się zrobi i przypuszczalne koszty.
Ma zamówione konkretne ekipy na konkretne terminy i realizacji tego się trzyma, wie na co ją będzie stać jeszcze w tym roku, na co w przyszłym.
A zanim nazbiera kasy na realizację danego etapu to nic się nie robi.
Tak jest np. teraz gdy zbiera z kilku miesięcy wypłaty na szambo bo wieś nie jest skanalizowana.
Gdy to zrealizuje to zacznie zbierać na inną jakąś instalację.
Standard ma być podstawowy: możliwość skorzystania z toalety w domu, kąpieli z bieżącą, ciepłą wodą z kranu o każdej porze roku, podłączenia pralki automatycznej, jakiegoś mało uciążliwego sposobu na gotowanie posiłków itd.

81 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-07-22 22:25:07)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Może ci się to nie spodobać Kleoma, co napiszę, ale niech oni lepiej sami wezmą za odpowiedzialność za swoje wybory. Wiedzą o sobie więcej niż uczestnicy tego forum.
Chce sfinansować, niech finansuje, a niech to będzie udokumentowane, nie chce, to niech nie finansuje. A ona też chyba zdaje sobie sprawę ze swoich problemów i musi sama wybrać, co chce zrobić.

82 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-07-22 22:35:46)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Takie zbieranie potrwa lata, jej nie zależy na wspólnym mieszkaniu, bo tak jej dobrze, sama rządzi, decyduje, tylko nie wiadomo czy oni w ogóle by się dogadywali mieszkając razem.

Jak ona to sobie wyobraża, będzie remontowała parę lat i dopiero razem tam zamieszkają.. w jej domu. A on? Gdzie w tym jest?
Samo rozmawianie o swoich finansach nic nie wnosi.

Dlatego niech on też inwestuje, ale w swoje lokum, za parę lat, jak wezmą ślub, będzie pole do popisu. Jak jeszcze będą razem...

83 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-07-22 22:40:48)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Wielokropek napisał/a:

Miłość kwitnie.

Miłość? Kwitnie? Do czego?

Uważasz, że on powinien zrezygnować bo ona jest bogatsza od niego?
Jego uczuć do niej jestem pewna.
Gdy ją poznał to był przekonany, że ona jest biedniutka myszka z zabitej wsi, nie stać jej nawet na wynajem pokoju, na fryzjera, na kosmetyczkę, paznokcie,  mieszka w suterenie u pracodawcy. I już wtedy świata poza nią nie widział.
Gdy stopniowo go informowała o swojej sytuacji to miał nieco kompleksów z powodu różnicy majątkowej.
Jednak jej przychylność i wyraźna sympatia do niego rozwiały trochę jego wątpliwości.
Postawił wszystko na jedną kartę licząc się z tym, ze dostanie kosza.

84

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Tamiraa napisał/a:

Może ci się to nie spodobać Kleoma, co napiszę, ale niech oni lepiej sami wezmą za odpowiedzialność za swoje wybory. Wiedzą o sobie więcej niż uczestnicy tego forum.
Chce sfinansować, niech finansuje, a niech to będzie udokumentowane, nie chce, to niech nie finansuje. A ona też chyba zdaje sobie sprawę ze swoich problemów i musi sama wybrać, co chce zrobić.

A co mi się ma nie podobać, wszystko co kto napisze na ten temat mi się podoba i coś wnosi.
Na niektóre sprawy po tym wątku też mi się oczy otworzyły.
Nie dostrzegałam sporo rzeczy w tej sprawie.

85

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Takie zbieranie potrwa lata, jej nie zależy na wspólnym mieszkaniu, bo tak jej dobrze, sama rządzi, decyduje, tylko nie wiadomo czy oni w ogóle by się dogadywali mieszkając razem.

Jak ona to sobie wyobraża, będzie remontowała parę lat i dopiero razem tam zamieszkają.. w jej domu. A on? Gdzie w tym jest?
Samo rozmawianie o swoich finansach nic nie wnosi.

Dlatego niech on też inwestuje, ale w swoje lokum, za parę lat, jak wezmą ślub, będzie pole do popisu. Jak jeszcze będą razem...

Oni mieszkają razem w weekendy w tym jej domu. Gotują tam, nawet piorą jak się prało i gotowało w dawnych czasach.
Jedna część gdzie było mieszkanie nauczycielskie niedawno została opuszczona przez lokatora i chociaż w tragicznych warunkach to dają radę tam mieszkać.
Walczyli z myszami, molami, kornikami mieszkając tam i jakoś im to wychodzi, to wspólne mieszkanie.

86

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Mieszkać w weekendy na walizkach, to nie to samo co na co dzień.

On ma różowe okulary, więc dobrze nie widzi big_smile

Nie piszesz jak ona dalej to widzi, bo jak będzie jadł jej z ręki, to ona będzie rozdawała karty w tym związku. On nie będzie miał nic do powiedzenia.
W tej sytuacji, teraz bym mu doradziła, żeby jednak porozmawiał z nią o kupnie części tego domu i nie inwestował w nie swoje. Najbardziej ciekawi, co ona na to, chociaż jak tak dobrze ją znasz, to powinnaś wiedzieć.

87

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Mądre dziewczyny, mądre...

88

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

. Gotują tam, nawet piorą jak się prało i gotowało w dawnych czasach.
i chociaż w tragicznych warunkach to dają radę tam mieszkać.
Walczyli z myszami, molami, kornikami mieszkając tam i jakoś im to wychodzi, to wspólne mieszkanie.

A ja stawiam tezę, że to nie jest żadne mieszkanie, tylko rodzaj przygody i zabawy póki co. Taki ekwiwalent domku na drzewie tudzież namiotu rozbitego na tyłach domu.

Jakieś absurdalne to wszystko: z jednej strony ślub w drodze, z drugiej podstawowe kwestie wspólnego życia zamienione w niedotykalne tabu. Wszystko spowite jego strachem, żeby ona przypadkiem nie zrezygnowała.

P.S. To już drugi wątek dot. tego człowieka, w którym podajesz nierozsądnie dużo szczegółów umożliwiających identyfikację.

89

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Mieszkać w weekendy na walizkach, to nie to samo co na co dzień.

On ma różowe okulary, więc dobrze nie widzi big_smile

Nie piszesz jak ona dalej to widzi, bo jak będzie jadł jej z ręki, to ona będzie rozdawała karty w tym związku. On nie będzie miał nic do powiedzenia.
W tej sytuacji, teraz bym mu doradziła, żeby jednak porozmawiał z nią o kupnie części tego domu i nie inwestował w nie swoje. Najbardziej ciekawi, co ona na to, chociaż jak tak dobrze ją znasz, to powinnaś wiedzieć.

Znam ją jedynie z jego opowiadań i z jej filmików na youtube. Ma ich kilka, pokazuje tam jak ten dom wyglądał gdy go kupiła, a jak  w miarę postepów w remoncie, gdzie co ma być, jak sama różne rzeczy typowo męskie tam robi, burzy ściankę wypożyczonym młotem udarowym, zastawia żywołapki na szczury, kopie dołki pod brakujące słupki ogrodzeniowe, topi lód z zamarzniętego wiadra na herbatę. Ostatnie filmiki to już z nim, tydzień temu robili przetwory, zbierali ślimaki. Całkiem fajna jest. Wprawdzie urodą nie powala, lecz osobowość ciekawa.
Ale co w jej głowie siedzi, jakie naprawdę ma zamiary wobec niego to zagadka. Czas pokaże.
Zaręczyny to nie ślub.

90

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
noben napisał/a:
Kleoma napisał/a:

. Gotują tam, nawet piorą jak się prało i gotowało w dawnych czasach.
i chociaż w tragicznych warunkach to dają radę tam mieszkać.
Walczyli z myszami, molami, kornikami mieszkając tam i jakoś im to wychodzi, to wspólne mieszkanie.

A ja stawiam tezę, że to nie jest żadne mieszkanie, tylko rodzaj przygody i zabawy póki co. Taki ekwiwalent domku na drzewie tudzież namiotu rozbitego na tyłach domu.

Jakieś absurdalne to wszystko: z jednej strony ślub w drodze, z drugiej podstawowe kwestie wspólnego życia zamienione w niedotykalne tabu. Wszystko spowite jego strachem, żeby ona przypadkiem nie zrezygnowała.

P.S. To już drugi wątek dot. tego człowieka, w którym podajesz nierozsądnie dużo szczegółów umożliwiających identyfikację.

Terminu ślubu nie ma ustalonego.
Jest narzeczeństwo, czas przeznaczony na poznawanie się.
Weekendowe wspólne życie też dużo im da.
A, że on się boi aby nie zrezygnowała to nic dziwnego. Spodobała mu się i nie chciałby jej stracić.
U wielu par takie zjawisko występuje, że ciągle jedna strona idzie na kompromis, odpuszcza.
Da się tak żyć.

91

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

A, że on się boi aby nie zrezygnowała to nic dziwnego. Spodobała mu się i nie chciałby jej stracić.
U wielu par takie zjawisko występuje, że ciągle jedna strona idzie na kompromis, odpuszcza.
Da się tak żyć.

Owszem, da się, ale tylko do czasu, bo w końcu i tak pojawiają się problemy, nawet początkowo nieistotne, a jednak drążące skałę.

Ile ta nieruchomość może być warta, że bohater wątku miałby mieć z tym problem i, jak oceniłaś, kompleksy? Nie pytam o szacunkową wartość, pytanie jest raczej retoryczne. Owszem, jest duża, ale to przecież wieś zabita dechami, a sam dom, to rudera bez elementarnych wygód, a nawet warunków sanitarnych.
Napisałaś, że kobieta na szambo odkłada pieniądze przez kilka miesięcy, zatem finansowo jest na tyle niewydolna, że remont potrwa jeszcze ze dwie dekady.

Dziwne to wszystko - cały ten ich układ, jego uległość, jej nieustępliwość. W każdym razie dla mnie jej postawa jest mocno niezrozumiała, skoro podobno planuje z nim wspólne życie, a jednak mocno to życie odsuwa w czasie, pomimo że można inaczej. Raczej nie tak wygląda szczere uczucie i związek oparty na zdrowych zasadach.

92

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Uważasz, że on powinien zrezygnować bo ona jest bogatsza od niego?
Jego uczuć do niej jestem pewna. (...)

Nie jestem surowym rodzicem, stosującym nakazy i zakazy, nie używam słów typu: "powinnam", "muszę" z wszelkimi jego odmianami, stąd nie wiem, co powinien a czego nie powinien zrobić bohater wątku. I lepiej dla niego, gdyby to on właśnie był pewien swych uczuć, także do swej wybranki.



Twa rola w tym układzie? Czy pan jest świadomy tego, że dalej na publicznym forum opisujesz jego/ich życie i problemy?

93

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
Kleoma napisał/a:

A, że on się boi aby nie zrezygnowała to nic dziwnego. Spodobała mu się i nie chciałby jej stracić.
U wielu par takie zjawisko występuje, że ciągle jedna strona idzie na kompromis, odpuszcza.
Da się tak żyć.

Owszem, da się, ale tylko do czasu, bo w końcu i tak pojawiają się problemy, nawet początkowo nieistotne, a jednak drążące skałę.

Ile ta nieruchomość może być warta, że bohater wątku miałby mieć z tym problem i, jak oceniłaś, kompleksy? Nie pytam o szacunkową wartość, pytanie jest raczej retoryczne. Owszem, jest duża, ale to przecież wieś zabita dechami, a sam dom, to rudera bez elementarnych wygód, a nawet warunków sanitarnych.
Napisałaś, że kobieta na szambo odkłada pieniądze przez kilka miesięcy, zatem finansowo jest na tyle niewydolna, że remont potrwa jeszcze ze dwie dekady.

Dziwne to wszystko - cały ten ich układ, jego uległość, jej nieustępliwość. W każdym razie dla mnie jej postawa jest mocno niezrozumiała, skoro podobno planuje z nim wspólne życie, a jednak mocno to życie odsuwa w czasie, pomimo że można inaczej. Raczej nie tak wygląda szczere uczucie i związek oparty na zdrowych zasadach.

Dokładnie, nie się tak żyć normalnie. Kobiety, nie wszystkie oczywiście, potrafią wykorzystać takiego feceta do oporu, przy czym lekceważyć, bo taki facet nie zasługuje na szacunek w ich oczach. Pantofel, jednym słowem.
Widać, że znalazła jelenia...

Ona te filmiki robi pod publiczkę, wrzuca dla sieci, dla zysków, nie znam się na tym, ale jakieś profity z tego ma.
Wystarczy młot wziąć do ręki, zresztą nic nadzwyczajnego nie robi, nawet jakby to sama wszystko robiła.

94

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
Kleoma napisał/a:

A, że on się boi aby nie zrezygnowała to nic dziwnego. Spodobała mu się i nie chciałby jej stracić.
U wielu par takie zjawisko występuje, że ciągle jedna strona idzie na kompromis, odpuszcza.
Da się tak żyć.

Owszem, da się, ale tylko do czasu, bo w końcu i tak pojawiają się problemy, nawet początkowo nieistotne, a jednak drążące skałę.

Ile ta nieruchomość może być warta, że bohater wątku miałby mieć z tym problem i, jak oceniłaś, kompleksy? Nie pytam o szacunkową wartość, pytanie jest raczej retoryczne. Owszem, jest duża, ale to przecież wieś zabita dechami, a sam dom, to rudera bez elementarnych wygód, a nawet warunków sanitarnych.
Napisałaś, że kobieta na szambo odkłada pieniądze przez kilka miesięcy, zatem finansowo jest na tyle niewydolna, że remont potrwa jeszcze ze dwie dekady.

Dziwne to wszystko - cały ten ich układ, jego uległość, jej nieustępliwość. W każdym razie dla mnie jej postawa jest mocno niezrozumiała, skoro podobno planuje z nim wspólne życie, a jednak mocno to życie odsuwa w czasie, pomimo że można inaczej. Raczej nie tak wygląda szczere uczucie i związek oparty na zdrowych zasadach.

Olinko, a czy orientujesz się ile kosztuje taki nowoczesny zbiornik do szamba, plastikowy, z czujnikiem napełnienia, potrzebne akcesoria do tego plus wynajęcie koparki, podnośnika  aby go umieścić w ziemi, robocizna zamontowania wszystkiego? Też się zdziwiłam jaki to koszt.

95

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
Olinka napisał/a:
Kleoma napisał/a:

A, że on się boi aby nie zrezygnowała to nic dziwnego. Spodobała mu się i nie chciałby jej stracić.
U wielu par takie zjawisko występuje, że ciągle jedna strona idzie na kompromis, odpuszcza.
Da się tak żyć.

Owszem, da się, ale tylko do czasu, bo w końcu i tak pojawiają się problemy, nawet początkowo nieistotne, a jednak drążące skałę.

Ile ta nieruchomość może być warta, że bohater wątku miałby mieć z tym problem i, jak oceniłaś, kompleksy? Nie pytam o szacunkową wartość, pytanie jest raczej retoryczne. Owszem, jest duża, ale to przecież wieś zabita dechami, a sam dom, to rudera bez elementarnych wygód, a nawet warunków sanitarnych.
Napisałaś, że kobieta na szambo odkłada pieniądze przez kilka miesięcy, zatem finansowo jest na tyle niewydolna, że remont potrwa jeszcze ze dwie dekady.

Dziwne to wszystko - cały ten ich układ, jego uległość, jej nieustępliwość. W każdym razie dla mnie jej postawa jest mocno niezrozumiała, skoro podobno planuje z nim wspólne życie, a jednak mocno to życie odsuwa w czasie, pomimo że można inaczej. Raczej nie tak wygląda szczere uczucie i związek oparty na zdrowych zasadach.

Dokładnie, nie się tak żyć normalnie. Kobiety, nie wszystkie oczywiście, potrafią wykorzystać takiego feceta do oporu, przy czym lekceważyć, bo taki facet nie zasługuje na szacunek w ich oczach. Pantofel, jednym słowem.
Widać, że znalazła jelenia...

Ona te filmiki robi pod publiczkę, wrzuca dla sieci, dla zysków, nie znam się na tym, ale jakieś profity z tego ma.
Wystarczy młot wziąć do ręki, zresztą nic nadzwyczajnego nie robi, nawet jakby to sama wszystko robiła.

Raczej nie ma z tego żadnych pieniędzy i nie pod publiczkę bo wyświetleń ma niewiele. Kilka, czasem kilkanaście pod filmikiem, kilka komentarzy z czego połowa to moje.

96

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Wielokropek napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Uważasz, że on powinien zrezygnować bo ona jest bogatsza od niego?
Jego uczuć do niej jestem pewna. (...)

Nie jestem surowym rodzicem, stosującym nakazy i zakazy, nie używam słów typu: "powinnam", "muszę" z wszelkimi jego odmianami, stąd nie wiem, co powinien a czego nie powinien zrobić bohater wątku. I lepiej dla niego, gdyby to on właśnie był pewien swych uczuć, także do swej wybranki.



Twa rola w tym układzie? Czy pan jest świadomy tego, że dalej na publicznym forum opisujesz jego/ich życie i problemy?

Moja rola już się właściwie skończyła.
Wczoraj rozmawiał z moim mężem bo się zakumplowali tak na poważnie mimo ponad 10 letniej różnicy wieku. Usłyszał nasze rozbieżne opinie. I jedno ważne zdanie, które padło tu na tym wątku.
Co z tym zrobi, jaką podejmie decyzję to tego jeszcze nie wiem. On sam tego na razie nie wie.

97

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

U wielu par takie zjawisko występuje, że ciągle jedna strona idzie na kompromis, odpuszcza.
Da się tak żyć.

Nie.
Jeśli tylko jedna strona wciąż ustępuje, to nie jest żaden kompromis. W dodatku pod presją niewypowiedzianego szantażu: 'jak nie ustąpisz, to cię zostawię'.

Prawda, że tak da się żyć i wiele par tak żyje. Tylko co to za życie dla strony ustępującej?!
Ty, Kleomo, występujesz tutaj w roli osoby życzliwej temu facetowi, więc tym bardziej powinnaś się wzdragać przed taką opcją dla niego.

A jak chcesz coś doradzić facetowi, to mu doradź: niech się tej kobiecie sprzeciwi w jakiejkolwiek sprawie; niech zrobi coś po swojemu nie tak jak ona oczekuje.
Z czystej ciekawości.

98 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2022-07-23 09:24:28)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Ale się "zafikołkowali" z tym domem. Ja w sumie rozumiem tę babkę, bo sama jestem bardzo nieufna i wolałabym nie mieć niczego na spólkę z nikim, bo to tylko generuje problemy. Prędzej, później, kiedyś tam.. ale zawsze nadejdą.
Jest jeszcze jedno wyjście które przyszlo mi do glowy. Facet może kupić od niej część udziałów w tej nieruchomości z zapisem w księdze wieczystej o prawie pierwokupu dla niej na wypadek, gdyby on chciał je sprzedać w przyszłości. W ten sposób ona miałaby pieniądze na remont, on nie czułby się jak nie u siebie, a w przypadku gdyby coś się miedzy nimi popsuło i chcieliby się rozstać, ona miałaby zagwarantowane  prawo odkupienia od niego udziałów aby nie sprzedał tego np. obcym ludziom. Nie musi być wydzielona dla niego część tej nieruchomości, wystarczy aby sprzedała mu jakiś procentowy udział, wtedy nawet trudniej to sprzedać komuś obcemu, ale właściciel calości jak najbardziej powinien być zainteresowany.
Przy takim układzie oboje poczuliby się chyba nieco zabezpieczeni i nie postawieni w sytuacji "szach mat".

99 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-07-23 11:31:34)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

"Niech się pobiorą, niech ona przepisze na niego połowę..."
Wy tak serio myślicie?
Przecież to są tylko pobożne życzenia.
Załóżmy, ze pobiorą się gdy ona to skończy.
Ale czy mu to przepisze to nie wiadomo.
Zanim dom nie będzie gotowy to ślubu nie będzie.

Kleoma napisał/a:

Oni rozmawiają na tematy finansowe.
Są dokładnie zorientowani nawzajem co do stanu finansów drugiej strony, zarobków, oszczędności.
Ona prowadzi dziennik budowy, ma zeszyt z rachunkami, rozpisane co w jakim terminie się zrobi i przypuszczalne koszty.
Ma zamówione konkretne ekipy na konkretne terminy i realizacji tego się trzyma, wie na co ją będzie stać jeszcze w tym roku, na co w przyszłym.
A zanim nazbiera kasy na realizację danego etapu to nic się nie robi.
Tak jest np. teraz gdy zbiera z kilku miesięcy wypłaty na szambo bo wieś nie jest skanalizowana.
Gdy to zrealizuje to zacznie zbierać na inną jakąś instalację.
Standard ma być podstawowy: możliwość skorzystania z toalety w domu, kąpieli z bieżącą, ciepłą wodą z kranu o każdej porze roku, podłączenia pralki automatycznej, jakiegoś mało uciążliwego sposobu na gotowanie posiłków itd.

Zorientowanie nawzajem co do stanu finansów drugiej strony, zarobków, oszczędności, to jeszcze nie są poważne rozmowy dotyczące spraw finansowych. Tym bardziej, że jak sama piszesz facet nie wie czy ona mu coś przepisze, na jakich zasadach i kiedy. Jeśli dwoje ludzi planuje być razem to rozmawia nie tylko o swoich zarobkach ale też o przyszłości, też tej wspólnej, również pod względem finansowym. A tu, o ile dobrze zrozumiałam, kobieta chce własnymi siłami wykończyć tę nieruchomość, nawet jeśli miałoby to potrwać kilka lat.
Nie rozumiem, jaki jest problem w tym by wprost ją zapytać czy i jak widzi ich współną przyszłość, zaproponować choćby w luźnej rozmowie własny wkład pod warunkiem przepisania/odsprzedaży częsci.
Jakbym miała w jakikolwiek sposób postawić się na miejscu tej dziewczyny, choć to oczywiście trudne, mimo wieleu szczegółów, na pewno nie zgodziłabym się na odsprzedaż częsci nieruchomości przed ślubem. Z drugiej strony chcąc być z danym facetem, nie widziałabym sensu zwlekania x lat aż sama doprowadzę ten dom do użyteczności. Tu moim zdaniem coś zgrzyta. Może dlatego, że znają się jeszcze stosunkowo niedługo. Plus (niejako) dla niej, że nie chce jego "pomocy".
Co do kanału YT to moim zdaniem fajne posunięcie. Jeśli sprawa nabierze rozgłosu, dziewczyna może liczyć na różne współprace.
Niemniej jednak, podobnie jak ktoś już wyżej pisał, takie polowe warunki mogą być fajne na chwilę czy weekend, szczególnie teraz jak jest ciepło, jednak prawdziwe, codzienne życie w takim miejscu, raczej dość szybko wyjdzie bokiem.
Ja bym się chyba poważnie zastanowiła na miejscu chłopaka, czy w ogóle warto w tę nieruchomość inwestować własne pieniadze, czy np. nie lepiej pomóc rozpromować kanał i korzystać z ew popularności, a oszczędności przeznaczyć na bardziej praktyczne, nawet mniejsze mieszkanie w bardziej "cywilizowanym" miejscu. Wtedy każde by miało coś swego.

100

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Wszystko można rozważać, ale nie w sytuacji, gdzie facet boi się ust otworzyć, żeby przypadkiem go nie zostawiła. To ona ma jaja w tym związku.


"Facet może kupić od niej część udziałów w tej nieruchomości z zapisem w księdze wieczystej o prawie pierwokupu dla niej na wypadek, gdyby on chciał je sprzedać w przyszłości. W ten sposób ona miałaby pieniądze na remont, on nie czułby się jak nie u siebie, a w przypadku gdyby coś się miedzy nimi popsuło i chcieliby się rozstać, ona miałaby zagwarantowane  prawo odkupienia od niego udziałów aby nie sprzedał tego np. obcym ludziom."

Tak, tylko prawnie raczej nie da się tak zrobić, bo jak jest własność, to nie może być żadnych ograniczeń.

Zresztą on nic nie powie, bo przecież ona już zdecydowała, jak to dalej ma wyglądać...

A on nie ma nic własnego, gdzie mieszka?

101

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Tak, tylko prawnie raczej nie da się tak zrobić, bo jak jest własność, to nie może być żadnych ograniczeń.
?

Nie rozumiem wieka co chciałaś powiedziec, możesz to wyjaśnić?

102

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Olinko, a czy orientujesz się ile kosztuje taki nowoczesny zbiornik do szamba, plastikowy, z czujnikiem napełnienia, potrzebne akcesoria do tego plus wynajęcie koparki, podnośnika  aby go umieścić w ziemi, robocizna zamontowania wszystkiego? Też się zdziwiłam jaki to koszt.

Nie chodzi o to jaka to jest kwota, ale że to i tak jest dopiero ułamek potrzeb, które muszą sfinansować. Ona przez kilka miesięcy odkłada na szambo, a do minimum trzeba jeszcze jakiejś przyzwoitej łazienki (to zawsze kosztuje sporo), kuchni, dom trzeba ogrzać, nie ma w nim ciepłej wody, a pewnie i ściany dobrze byłoby odświeżyć, może wstawić nowe okna, jakieś drzwi, wymienić podłogi. O meblach i innych sprzętach, jak choćby pralka, która do tej pory nie miała racji bytu, nie wspominając.

Na miejscu Twojego byłego lokatora, bo rozumiem, że to o nim mowa, postawiłabym sprawę jasno, że albo żyją razem i na normalnych zasadach, albo każe niech swoje finanse rozgrywa po swojemu, ale z wszelkimi tego konsekwencjami. On lepiej, aby nie pakował swoich pieniędzy w stary, wielki dom, który jest workiem bez dna, a w którym przypuszczalnie nigdy nie będzie miał udziału we własności, a przede wszystkim dlatego, że to wciąż świeża znajomość i i mogą nie przejść tej próby (wesoło to na pewno nie wygląda) i wtedy w duchu będzie się cieszył, że nie okazał się naiwny. Ona z kolei jest zbyt honorowa, by w wiadomej sprawie mogli się porozumieć.

wieka napisał/a:

Tak, tylko prawnie raczej nie da się tak zrobić, bo jak jest własność, to nie może być żadnych ograniczeń.

Przeciwnie, rozwiązanie zaproponowane przez Salomonkę brzmi sensownie i jest jak najbardziej zgodne z prawem. Zresztą każda księga wieczysta ma dział, który nazywa się "prawa, roszczenia i ograniczenia" i to tam dokonuje się stosownych wpisów, których podstawy warto, a zwykle trzeba, wcześniej ustalić przed notariuszem.

103 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-07-23 12:38:56)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:

Na miejscu Twojego byłego lokatora, bo rozumiem, że to o nim mowa, postawiłabym sprawę jasno, że albo żyją razem i na normalnych zasadach, albo każe niech swoje finanse rozgrywa po swojemu, ale z wszelkimi tego konsekwencjami. On lepiej, aby nie pakował swoich pieniędzy w stary, wielki dom, który jest workiem bez dna, a w którym przypuszczalnie nigdy nie będzie miał udziału we własności, a przede wszystkim dlatego, że to wciąż świeża znajomość i i mogą nie przejść tej próby (wesoło to na pewno nie wygląda) i wtedy w duchu będzie się cieszył, że nie okazał się naiwny. Ona z kolei jest zbyt honorowa, by w wiadomej sprawie mogli się porozumieć.

Prawdę powiedziawszy ja również po przeczytaniu szczegółów dotyczących nieruchomości uważam, że to jest studnia bez dna i się trochę dziwię, że ten chłopak nawet mając podobno dość dobre zarobki i jakieś oszczęśdności chce w nią inwestować. Taki dom na zabitej wsi może być opcją na weekendy czy szeroko pojmowaną starość, choć to też dyskusyjne jeśli wszędzie dalko.
Ja nie wiem ile oboje mają lat (być może coś przeoczyłam) ale... jednak wolałabym zainwetować w coś bardziej praktycznego, a tą nieruchomość traktowała nieco hobbystycznie, co zresztą już robi ta dziewczyna, baz parcia na zamieszkanie w nim jak najszybciej. Dokumentowanie efektów żmudnej pracy doprowadzającej to miejsce do użyteczności poprzez nagrywanie na YT może się opłacić w postaci jakieś wpółpracy, co często się zdarza w dzisiejszych czasach. Mój znajomy remontował jakąś ruderę, też z solidnymi fundamentami czy też materiałem budowlanym na fajnej, ciekawej działce z historią  i zarobił na tym krocie, na tyle, że potem pobudował własny dom. Oczywiście to nie jest łatwe ale wiadomo jak działają social media, jak coś zaskoczy, to potem już z górki.
Co innego gdyby oboje, albo jedno z nich miało extra gotówkę i mogło w to miejsce lekką ręką zainwestować. Skoro jak Kleoma pisze, z tego budynku można wyodrębnić nawet 3 miaszkania, to zastanowilabym się czy ta okolica jest ciekawa turystycznie. Zabita wieś, to też może być plus.
Inny znajomy, który odziedziczył domek na równie zabitej wsi, choć z mediami, jednak na czy obok szlaku turystycznego, obecnie dostosowuje go pod turystów. Zaczął zaledwie kilka msc temu, a już są chętni na nocleg. Na razie to jednak działa tzw. pocztą pantoflową ale ... od czegoś trzeba zacząć. Niemniej jednak on sam ma firmę wykończeniowo-budowlaną i co jest w stanie, to własnymi rękoma remontuje.
Ogólnie rzecz biorąc już teraz współczuję mieszkania tam w okresie póżnojesienno-zimowym. Nie ważne w którym regionie Polski.
Także myśląc czysto praktycznie, ja na miejscu chłopaka nie inwestowałabym w ten dom swoich oszczędności, tylko w inną nieruchomość, bardziej praktyczną. Jak będą razem, to mogą pomyśleć co i jak zrobić by też na niej zarobić.

104

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Salomonka napisał/a:
wieka napisał/a:

Tak, tylko prawnie raczej nie da się tak zrobić, bo jak jest własność, to nie może być żadnych ograniczeń.
?

Nie rozumiem wieka co chciałaś powiedziec, możesz to wyjaśnić?

Olinka lepiej zna się na prawie, dlatego napisałam raczej. Chociaż taka opcja u nich też pewnie by nie zadziałała, bo niezgodna z jej wizją. Sama powinna mu coś zaproponować, żeby nie czuł się jak nie u siebie.

105

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
wieka napisał/a:

Tak, tylko prawnie raczej nie da się tak zrobić, bo jak jest własność, to nie może być żadnych ograniczeń.
?

Nie rozumiem wieka co chciałaś powiedziec, możesz to wyjaśnić?

Olinka lepiej zna się na prawie, dlatego napisałam raczej. Chociaż taka opcja u nich też pewnie by nie zadziałała, bo niezgodna z jej wizją. Sama powinna mu coś zaproponować, żeby nie czuł się jak nie u siebie.

W pawie nie ma "raczej", albo coś można zrobić albo nie można, w tym wypadku jak najbardziej można. Co do jej "wizji" i tego co powinna mu zaproponować, to jak się jej nie podpowie jakie są możliwe rozwiązanie, to ona sama może nie mieć o nich pojęcia. Dlatego byłoby dobrze, gdyby "lokator" właśnie coś zaproponowal, skoro nie chce czekać ze ślubem, aż ona ten dom wyremontuje. 
Najlepiej mieć kilka opcji do zaproponowania i wspólnie skupić się na najlepszej według uznania obojga.

106

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Z tym, że każda opcja niesie dla niej brak komfortu psychicznego, bo wszystko jest dobrze jak jest dobrze... Prawo prawem, a po sądach ludzie się włóczą... Ale takie życie, nic nie ma bez ryzyka.

Kleoma, napisz kiedyś jak ich losy się potoczą.

107

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Roxann napisał/a:

Także myśląc czysto praktycznie, ja na miejscu chłopaka nie inwestowałabym w ten dom swoich oszczędności, tylko w inną nieruchomość, bardziej praktyczną. Jak będą razem, to mogą pomyśleć co i jak zrobić by też na niej zarobić.

Ja podobnie. Choćby to miało być jego własne mieszkanie, w którym w razie "W" będzie mógł zamieszkać, a które, jeśli tak zdecyduje, będzie też mógł sprzedać lub wynająć. Swoje to zawsze swoje i pewne, a jak ułoży się między nimi i co będzie dalej, to jedna, wielka niewiadoma. 

Swoją drogą znam takie wsie zabite dechami, a nawet w jednej z nich spędzałam w dzieciństwie wakacje i obecnie nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby w coś takiego topić swoje ciężko zarobione pieniądze. I pal sześć, gdyby choć czuć się z takim miejscem w jakiś sposób związanym, ale tutaj mamy tylko jakąś średnio rokującą znajomość. Szkoda faceta, gdyby miał okazać się naiwny, tym bardziej, że wydaje się poczciwy.

wieka napisał/a:

Z tym, że każda opcja niesie dla niej brak komfortu psychicznego, bo wszystko jest dobrze jak jest dobrze... Prawo prawem, a po sądach ludzie się włóczą...

Prawda. Jak ludzie są uczciwi i jeszcze jest między nimi dobrze, to nie są potrzebne żadne pisemne umowy ani zapisy w księgach. Gorzej jak zaczynają się problemy i któraś ze stron bardzo nie chce wywiązać się z wcześniej poczynionych ustaleń.

108

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

No ale jak oni są razem kilka miesięcy to serio ktokolwiek oczekuje, że ta dziewczyna weźmie od niego kasę albo da mu współwłasność? Kilka miesięcy? Za kilka miesięcy mogą nie być razem. Ja się dzuewczynie nie dziwię, że nie chce od niego kasy. Potem nie będzie miała z czego mu oddać. I nie, to nie oznacza, że ona z nim nie chce być, bo to wylicza. To jest w obecnych czasach przejaw zdrowegi rozsądku w świeżym związku. Lepiej tak, niż potem mieć pretensje po zerwaniu, żw ktoś wydał na coś, co nie jest jego.

I kij że się zaręczyli. Zaręczyny nie są po to, żeby się poznawać, na to jest czas przed zaręczynami. Zaręczyny są po to, żeby zaplanować ślub. Mogą zrobić współwłasność po ślubie.

A to że ten gość taki pierdołowaty, to już z poprzedniego wątku wiadomo.

109

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Przeczytałam wypowiedzi Kleomy z tamtego wątku, ciekawa historia tego chłopaka, ale do końca niezrozumiała.
Nie wiem jak matka mogła zapisać wszystko swojemu jednemu synowi, przecież musiał być podział majątku po śmierci ojca, jeśli mieli wspólność, to dzieciom należała się 1/4, a jak to wszystko było na matkę i mogła przekazać jednemu synowi, to drugiego sądownie wydziedziczyła, że mu się nic nie należy?

On powinien pójść z tym do sądu, tym bardziej jak wkładał w ten dom swoje pieniądze.

110

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

On powinien pójść z tym do sądu, tym bardziej jak wkładał w ten dom swoje pieniądze.

Wygląda, że gość lubi topić swoją kasę w cudzych domach...

111

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:


Nie wiem jak matka mogła zapisać wszystko swojemu jednemu synowi, przecież musiał być podział majątku po śmierci ojca, jeśli mieli wspólność, to dzieciom należała się 1/4, a jak to wszystko było na matkę i mogła przekazać jednemu synowi, to drugiego sądownie wydziedziczyła, że mu się nic nie należy?

Istnieje możliwość, że dom był wyłączną własnością matki, wtedy jak najbardziej mogła przepisać go tylko jednemu z synów i ten drugi nic z tym nie zrobi, nawet gdyby cały świat uznał to za niesprawiedliwe. Może jednak domagać się zwrotu nakładów poniesionych na remont tego domu i będąc na jego miejscu skorzystałabym z tego prawa.

Mam zresztą w otoczeniu nieco podobną sytuację, przy czym dotyczy podziału majątku po rozwodzie. Mężczyzna miał z żoną współwłasność domu, a że w pewnym momencie stało się to dla nich niewygodne, to swoją część przepisał na mieszkającego z matką syna, zupełnie pomijając przy tym jego siostrę, a swoją córkę. Córka oczywiście ma żal, bo brat już na starcie dostał własny dach nad głową, a ona, w zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu, może poza krytycznym stosunkiem do nowej partnerki ojca), nie dostała nic w zamian. Ojciec mógł oboje obdzielić po równo - z zastrzeżeniem, że ewentualnie kiedyś jedno spłaci drugie, ale miał prawo tego nie zrobić i nie zrobił.

Tak czy siak bohater wątku istotnie niczego się nie nauczył, jeśli tamto doświadczenie nie zmieniło jego podejścia do tematu na bardziej życiowy.

112 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-07-24 07:23:52)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Ale od kogo on może się domagać zwrotu poniesionych nakładów w remont domu matki? Od brata czy od matki?
Matka żyje, mieszka w tym domu, ma rentę rodzinną po mężu, nie ma ani grosza oszczędności.
Właścicielem domu jest obecnie brat przebywający za granicą.
Remont zrobiony był w czasie gdy właścicielką jeszcze była matka.
Ani matka, ani brat nie wyganiają go, wręcz przeciwnie, nawet bardzo chcą aby mieszkał tam nadal/ i opiekował się matką/.
Gdyby chciał to w każdej chwili może tam wrócić i mieszkać.
Do śmierci matki ma zagwarantowane, że nikt go stamtąd nie wyrzuci.
Dom był wyłączną własnością matki. Otrzymała go przed ślubem od swoich rodziców.

113 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2022-07-24 08:56:25)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Kleoma, całość tej sytuacji to jeden miszmasz. Nie wiadomo też czy brat jest właścicielem wpisanym już do Księgi Wieczystej, czy tylko istnieje testament spisany przez matkę która wskazuje brata jako jedynego spadkobiercę.
Twój "lokator" pewnie i tak nic z tych rzeczy nie zrobi, ale po pierwsze; O zwrot poniesionych nakładów powinien pozwać matkę, bo to ona się "wzbogaciła" i uzyskała korzyść. To, że później dom przpisała komuś, sprzedała, czy przegrała w ruletkę to już nie ma nic do rzeczy. Co do tego prawa istnieje jakiś ściśle określony czas gdy można się o to ubiegać w sądzie, nie pamiętam teraz ile to trwa, ale chyba 6 lat. Tutaj może być cyrk w tej sprawie, bo "lokator" w czasie gdy ponosił nakłady o których mowa cały czas w tym domu mieszkał, a wtedy dochodzi jeszcze kwestia tzw. nakładów koniecznych tj, takich które po prostu muszą zostać poniesione przez użytkownika aby dom nadawał się do użytku itd. Sprawa może ciągnąć się latami i wcale nie musi być przez "lokatora" wygrana, a biorąc pod uwagę że bez prawnika on nie jest w stanie sobie poradzić, to naprawdę skórka nie jest warta wyprawki.

Druga sprawa to ten nieszczęsny zapis domu.
Jeśli matka dom przekazała jednemu synowi a drugiego kompletnie pominęła, to jeszcze ważne jest jak to zrobiła, bo jeśli drugiego tylko pominęła a nie wydziedziczyła go, to w tym wypadku "lokator" ma prawo do zachowku, czyli w praktyce jest to połowa wartości spadku która należałaby mu się gdyby normalnie w spadku uczestniczył. Oczywiście mówimy o spadku, czyli po śmierci matki. W tej chwili, gdy matka jeszcze żyje to sytuacja jest patowa. Chyba, że jak wspomniałam wcześniej istnieje tylko testament który zawsze można zmienić.
Tak czy siak jakoś "lokator" ma zezowate szczęście w życiu do tych starych chałup w które inwestuje lub ma inwestować. Na jego miejscu po prostu bym nic nie robiła z tym domem jego dziewczyny i dokładnie jej wyłuszczyła jaka jest sytuacja i jakie mam obawy po doświadczeniach w życiu. Mieszkać tam i tak się nie da, więc niech ona sobie go remontuje jak taka Zosia Samosia, a może z czasem coś jej się odmieni. W końcu jeśli chcą być razem to niech robią tak, aby druga strona czuła się bezpiecznie. A żyć ze sobą w zgodzie i  dziecko powołać do życia można w każdej chwili, o ile wiem tego nie robi się obrączką smile

114 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-07-24 09:16:44)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Można powiedzieć, że syn wrodził się w ojca, ale jednak dało mu to do myślenia, skoro nie chce wchodzić do domu dziewczyny jak lokator, tylko mieć udział w tym domu, pytanie czy da radę to przeforsować... Ojcu się nie udało, jemu pewnie też nie i powieli życie ojca, który całe życie mieszkał u żony i wyszedł na tym, jak wyszedł...

Matka widać przepisała na tego syna umową dożywocia, nie darowizny, dlatego zachowek się nie należy drugiemu dziecku, więc brat ma wszystko na wyłączność.
Ale po śmierci matki, nic nie stoi na przeszkodzie żeby brat przepisał na na naszego bohatera część majątku, ze względu chociażby na swoje sumienie.

115

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Salomonka napisał/a:

Kleoma, całość tej sytuacji to jeden miszmasz. Nie wiadomo też czy brat jest właścicielem wpisanym już do Księgi Wieczystej, czy tylko istnieje testament spisany przez matkę która wskazuje brata jako jedynego spadkobiercę.
Twój "lokator" pewnie i tak nic z tych rzeczy nie zrobi, ale po pierwsze; O zwrot poniesionych nakładów powinien pozwać matkę, bo to ona się "wzbogaciła" i uzyskała korzyść. To, że później dom przpisała komuś, sprzedała, czy przegrała w ruletkę to już nie ma nic do rzeczy. Co do tego prawa istnieje jakiś ściśle określony czas gdy można się o to ubiegać w sądzie, nie pamiętam teraz ile to trwa, ale chyba 6 lat. Tutaj może być cyrk w tej sprawie, bo "lokator" w czasie gdy ponosił nakłady o których mowa cały czas w tym domu mieszkał, a wtedy dochodzi jeszcze kwestia tzw. nakładów koniecznych tj, takich które po prostu muszą zostać poniesione przez użytkownika aby dom nadawał się do użytku itd. Sprawa może ciągnąć się latami i wcale nie musi być przez "lokatora" wygrana, a biorąc pod uwagę że bez prawnika on nie jest w stanie sobie poradzić, to naprawdę skórka nie jest warta wyprawki.

Druga sprawa to ten nieszczęsny zapis domu.
Jeśli matka dom przekazała jednemu synowi a drugiego kompletnie pominęła, to jeszcze ważne jest jak to zrobiła, bo jeśli drugiego tylko pominęła a nie wydziedziczyła go, to w tym wypadku "lokator" ma prawo do zachowku, czyli w praktyce jest to połowa wartości spadku która należałaby mu się gdyby normalnie w spadku uczestniczył. Oczywiście mówimy o spadku, czyli po śmierci matki. W tej chwili, gdy matka jeszcze żyje to sytuacja jest patowa. Chyba, że jak wspomniałam wcześniej istnieje tylko testament który zawsze można zmienić. )

No, właśnie pytanie, dlaczego matka zapisała dom tylko jednemu synowi, bo jakaś przyczyna musiała być. Czy matka zmieni testament?

116

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Ty chyba Kleoma z tych średnio kumatych jesteś. Podalas tyle szczegółów, ze bez problemu teraz można poinformować wlascicielke domu o zamiarach tego typa:)

117

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
wieka napisał/a:


Nie wiem jak matka mogła zapisać wszystko swojemu jednemu synowi, przecież musiał być podział majątku po śmierci ojca, jeśli mieli wspólność, to dzieciom należała się 1/4, a jak to wszystko było na matkę i mogła przekazać jednemu synowi, to drugiego sądownie wydziedziczyła, że mu się nic nie należy?

Istnieje możliwość, że dom był wyłączną własnością matki, wtedy jak najbardziej mogła przepisać go tylko jednemu z synów i ten drugi nic z tym nie zrobi, nawet gdyby cały świat uznał to za niesprawiedliwe. Może jednak domagać się zwrotu nakładów poniesionych na remont tego domu i będąc na jego miejscu skorzystałabym z tego prawa.

Mam zresztą w otoczeniu nieco podobną sytuację, przy czym dotyczy podziału majątku po rozwodzie. Mężczyzna miał z żoną współwłasność domu, a że w pewnym momencie stało się to dla nich niewygodne, to swoją część przepisał na mieszkającego z matką syna, zupełnie pomijając przy tym jego siostrę, a swoją córkę. Córka oczywiście ma żal, bo brat już na starcie dostał własny dach nad głową, a ona, w zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu, może poza krytycznym stosunkiem do nowej partnerki ojca), nie dostała nic w zamian. Ojciec mógł oboje obdzielić po równo - z zastrzeżeniem, że ewentualnie kiedyś jedno spłaci drugie, ale miał prawo tego nie zrobić i nie zrobił.

Tak czy siak bohater wątku istotnie niczego się nie nauczył, jeśli tamto doświadczenie nie zmieniło jego podejścia do tematu na bardziej życiowy.

Tu właśnie przykład jak "Olinka zna się na prawie"... nawet jak matka była jedyną właścicielką, musiałaby drugie dziecko wydziedziczyc, albo to drugie dziecko musiałoby notarialnie zrzec się roszczeń. Jeżeli nie było jednego i drugiego to nawet pomimo darowizny ma prawo do części majątku.

118

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
BEKAśmiechu napisał/a:
Olinka napisał/a:
wieka napisał/a:


Nie wiem jak matka mogła zapisać wszystko swojemu jednemu synowi, przecież musiał być podział majątku po śmierci ojca, jeśli mieli wspólność, to dzieciom należała się 1/4, a jak to wszystko było na matkę i mogła przekazać jednemu synowi, to drugiego sądownie wydziedziczyła, że mu się nic nie należy?

Istnieje możliwość, że dom był wyłączną własnością matki, wtedy jak najbardziej mogła przepisać go tylko jednemu z synów i ten drugi nic z tym nie zrobi, nawet gdyby cały świat uznał to za niesprawiedliwe. Może jednak domagać się zwrotu nakładów poniesionych na remont tego domu i będąc na jego miejscu skorzystałabym z tego prawa.

Mam zresztą w otoczeniu nieco podobną sytuację, przy czym dotyczy podziału majątku po rozwodzie. Mężczyzna miał z żoną współwłasność domu, a że w pewnym momencie stało się to dla nich niewygodne, to swoją część przepisał na mieszkającego z matką syna, zupełnie pomijając przy tym jego siostrę, a swoją córkę. Córka oczywiście ma żal, bo brat już na starcie dostał własny dach nad głową, a ona, w zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu, może poza krytycznym stosunkiem do nowej partnerki ojca), nie dostała nic w zamian. Ojciec mógł oboje obdzielić po równo - z zastrzeżeniem, że ewentualnie kiedyś jedno spłaci drugie, ale miał prawo tego nie zrobić i nie zrobił.

Tak czy siak bohater wątku istotnie niczego się nie nauczył, jeśli tamto doświadczenie nie zmieniło jego podejścia do tematu na bardziej życiowy.

Tu właśnie przykład jak "Olinka zna się na prawie"... nawet jak matka była jedyną właścicielką, musiałaby drugie dziecko wydziedziczyc, albo to drugie dziecko musiałoby notarialnie zrzec się roszczeń. Jeżeli nie było jednego i drugiego to nawet pomimo darowizny ma prawo do części majątku.

Ale to nie była darowizna, tylko przepisanie majątku z dożywociem, a przy tym okazuje się, że nie na zachowku.

119

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Wystarczy pójść do notariusza i powiedzieć: chcę przepisać dom na syna w taki sposób, żeby nikt nie mógł wnieść roszczeń.
Naprawdę, wystarczy.
Notariusz, nawet mierny umie to ogarnąć lepiej od forumowych mądrali, więc wszelkie Wasze dywagacje tutaj są jałowe.

Tym bardziej, że Kleoma wie tyle ile się dowie od swojego lokatora, a lokator raczej nie z tych wnikliwych i zorientowanych.

120

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
BEKAśmiechu napisał/a:

Tu właśnie przykład jak "Olinka zna się na prawie"... nawet jak matka była jedyną właścicielką, musiałaby drugie dziecko wydziedziczyc, albo to drugie dziecko musiałoby notarialnie zrzec się roszczeń. Jeżeli nie było jednego i drugiego to nawet pomimo darowizny ma prawo do części majątku.

Ale co Ci się nie zgadza? Dopóki matka żyje, a przecież żyje, to syn nic z tym nie zrobi, dopiero po jej śmierci może domagać się należnego mu zachowku, liczonego od masy spadkowej obejmującej również tę nieruchomość. Na ten moment, o ile z kolei ta możliwość nie uległa przedawnieniu, może za to wystąpić z roszczeniem o zwrot nakładów poniesionych na dom niebędący jego własnością. Jeśli dobrze pamiętam, miało być zupełnie inaczej, ale skoro matka z umowy się nie wywiązała, to jak najbardziej należy z tej opcji skorzystać.

My niestety wciąż mamy za mało szczegółów, ale jeśli ma łeb na karku (pytanie: czy ma?), to pójdzie do prawnika, który zapozna się ze sprawą, z dokumentami i nie da sobie zrobić krzywdy.

121

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Olinka napisał/a:
BEKAśmiechu napisał/a:

Tu właśnie przykład jak "Olinka zna się na prawie"... nawet jak matka była jedyną właścicielką, musiałaby drugie dziecko wydziedziczyc, albo to drugie dziecko musiałoby notarialnie zrzec się roszczeń. Jeżeli nie było jednego i drugiego to nawet pomimo darowizny ma prawo do części majątku.

Ale co Ci się nie zgadza? Dopóki matka żyje, a przecież żyje, to syn nic z tym nie zrobi, dopiero po jej śmierci może domagać się należnego mu zachowku, liczonego od masy spadkowej obejmującej również tę nieruchomość. Na ten moment, o ile z kolei ta możliwość nie uległa przedawnieniu, może za to wystąpić z roszczeniem o zwrot nakładów poniesionych na dom niebędący jego własnością. Jeśli dobrze pamiętam, miało być zupełnie inaczej, ale skoro matka z umowy się nie wywiązała, to jak najbardziej należy z tej opcji skorzystać.

My niestety wciąż mamy za mało szczegółów, ale jeśli ma łeb na karku (pytanie: czy ma?), to pójdzie do prawnika, który zapozna się ze sprawą, z dokumentami i nie da sobie zrobić krzywdy.

Olinka, ale skoro jest tak, że matka przepisała wszystko tamtemu synowi umową dożywocia, to temu nie należy się zachowek w ogóle. Matka nie ma nic, więc żadnej sprawy spadkowej nie będzie.
A ten syn się nie wywiązuje się z umowy, ma też na pewno zapisne, że ma się matką opiekować, ale ma to w tyle.. . A ta ma czelność wymagać opieki od tego syna którego z automatu wydziedziczyła.

122

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
BEKAśmiechu napisał/a:

Ty chyba Kleoma z tych średnio kumatych jesteś. Podalas tyle szczegółów, ze bez problemu teraz można poinformować wlascicielke domu o zamiarach tego typa:)

Nawet gdyby się dowiedziała, to co?
On ma uczciwe zamiary wobec niej.
Nie chce jej oszukać, okraść, wyłudzić. Tylko normalnie kupić część jej nieruchomości.
Transakcja uczciwa z korzyścią dla obu stron.

Ona nie remontuje całości tego domu tylko wydzieloną część. Jedna z przybudówek i część pierwotnej części budynku. Ma tam być kuchnia, łazienka, 2 pokoje, pomieszczenia gospodarcze jak spiżarka, komórka, korytarze.
Ta część w której obecnie mieszkają/ druga przybudówka/ na razie nie jest w jej planie remontu. Bez remontu zostanie też część części pierwotnej.
On jest chętny na tę część nieremontowaną. Całą lub jedynie tę przybudówkę.
Dach zrobiła na całości, ale nawet wówczas gdy wydawało jej się, że wystarczy kasy na więcej to nie miała zamiaru kończyć od razu wszystkiego.
Bo to za duży metraż dla jednej osoby.

123

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Dziewczyny, które piszecie, ze niech ona to sprzeda bo to głucha wieś, jak tam mieszka w zimie...
To co dla was jest mankamentem dla innych jest zaletą.
Są ludzie, którzy specjalnie porzucili miasto aby zamieszkać na wsi.
Ja sama mieszkałam najpierw w małych miastach, potem w wielkim przez kilka lat aż w końcu trafiłam na wieś.
I nie wyobrażam sobie zmieniać tego.
Żadna siłą mnie stąd nie ruszy, znalazłam tu swój raj, swoje miejsce na ziemi.
Nie wyobrażam sobie mieszkać w bloku na 4 piętrze bez windy, bez możliwości posiadania ogrodu, ogromu kwiatów, warzyw.
I właścicielka tej rudery tak samo ma. Mieszkanie na wsi, ciągły kontakt z przyrodą to spełnienie jej marzeń.

124

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Można powiedzieć, że syn wrodził się w ojca, ale jednak dało mu to do myślenia, skoro nie chce wchodzić do domu dziewczyny jak lokator, tylko mieć udział w tym domu, pytanie czy da radę to przeforsować... Ojcu się nie udało, jemu pewnie też nie i powieli życie ojca, który całe życie mieszkał u żony i wyszedł na tym, jak wyszedł...

Matka widać przepisała na tego syna umową dożywocia, nie darowizny, dlatego zachowek się nie należy drugiemu dziecku, więc brat ma wszystko na wyłączność.
Ale po śmierci matki, nic nie stoi na przeszkodzie żeby brat przepisał na na naszego bohatera część majątku, ze względu chociażby na swoje sumienie.

Sumienie dla brata? ha, ha, ha. Sprzedałby go gdyby mógł.
Kłamca, krętacz, mitoman. Udało mu się oszukać matkę, nadal ja oszukuje, zwodzi. A ona zaślepiona miłością do niego broni go, wierzy w te bajki, ze on wróci do Polski, założy tu firmę, wybuduje się, będzie mogła patrzeć jak wnuki rosną.
Jeszcze rok, jeszcze dwa, już ma prawie wszystko uzgodnione do powrotu tylko jakaś drobna przeszkoda, potem kolejna.
Naiwność niektórych ludzi bywa taka jak w tych sprawach oszustw ' na wnuczka" czy na pomoc policji w rozpracowaniu szajki bankowej.

125

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:

Dziewczyny, które piszecie, ze niech ona to sprzeda bo to głucha wieś, jak tam mieszka w zimie...
To co dla was jest mankamentem dla innych jest zaletą.
Są ludzie, którzy specjalnie porzucili miasto aby zamieszkać na wsi.
Ja sama mieszkałam najpierw w małych miastach, potem w wielkim przez kilka lat aż w końcu trafiłam na wieś.
I nie wyobrażam sobie zmieniać tego.
Żadna siłą mnie stąd nie ruszy, znalazłam tu swój raj, swoje miejsce na ziemi.
Nie wyobrażam sobie mieszkać w bloku na 4 piętrze bez windy, bez możliwości posiadania ogrodu, ogromu kwiatów, warzyw.
I właścicielka tej rudery tak samo ma. Mieszkanie na wsi, ciągły kontakt z przyrodą to spełnienie jej marzeń.

Taaa tylko jest jeszcze duuuuuuża przestrzeń pomiędzy blokiem, a ruderą bez bieżącej wody.
Mnie jest ciężko sobie wyobrazić to, że dziewczyna w moim wieku z własnej woli mieszka w czymś takim. A ja nie jestem z tych, którzy mają jakieś ogromne wymagania. Ale jednak działająca toaleta, prysznic czy kuchenka to dosyc podstawowe sprzęty.
Ona może przecież to sprzedać i kupić coś mniejszego, w co nie będzie musiała tyle zainwestować. Bo tutaj spoko, jedną część sobie wyremontuje i co dalej? Ocieplić musi całość, podatek płaci za całość, nieużywane części też trzeba ogrzać. A kasa leci.
Wiem jak się żyje w długoletniej budowie i ciężko w tym znaleźć jakąkolwiek stabilizację życiową, a z tego co piszesz, to ona będzie żyć na budowie całe życie, bo co z tego że swoją część zrobi jak reszta będzie straszyć.

126

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
wieka napisał/a:

Można powiedzieć, że syn wrodził się w ojca, ale jednak dało mu to do myślenia, skoro nie chce wchodzić do domu dziewczyny jak lokator, tylko mieć udział w tym domu, pytanie czy da radę to przeforsować... Ojcu się nie udało, jemu pewnie też nie i powieli życie ojca, który całe życie mieszkał u żony i wyszedł na tym, jak wyszedł...

Matka widać przepisała na tego syna umową dożywocia, nie darowizny, dlatego zachowek się nie należy drugiemu dziecku, więc brat ma wszystko na wyłączność.
Ale po śmierci matki, nic nie stoi na przeszkodzie żeby brat przepisał na na naszego bohatera część majątku, ze względu chociażby na swoje sumienie.

Sumienie dla brata? ha, ha, ha. Sprzedałby go gdyby mógł.
Kłamca, krętacz, mitoman. Udało mu się oszukać matkę, nadal ja oszukuje, zwodzi. A ona zaślepiona miłością do niego broni go, wierzy w te bajki, ze on wróci do Polski, założy tu firmę, wybuduje się, będzie mogła patrzeć jak wnuki rosną.
Jeszcze rok, jeszcze dwa, już ma prawie wszystko uzgodnione do powrotu tylko jakaś drobna przeszkoda, potem kolejna.
Naiwność niektórych ludzi bywa taka jak w tych sprawach oszustw ' na wnuczka" czy na pomoc policji w rozpracowaniu szajki bankowej.

Mnie nie żal tej matki, synuś wróci, jak matka umrze, pewnie nie uśmiecha mu się opieka nad matką i dobrze, za swoje decyzję trzeba płacić, więc teraz ma na to, na co zasłużyła.

Miejmy nadzieję, że ten chłopak będzie miał na tyle odwagi, że porozmawia z dziewczyną o tak ważnych dla niego sprawach i nie skończy jak ojciec.

127 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-07-24 23:01:34)

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Lady Loka napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Dziewczyny, które piszecie, ze niech ona to sprzeda bo to głucha wieś, jak tam mieszka w zimie...
To co dla was jest mankamentem dla innych jest zaletą.
Są ludzie, którzy specjalnie porzucili miasto aby zamieszkać na wsi.
Ja sama mieszkałam najpierw w małych miastach, potem w wielkim przez kilka lat aż w końcu trafiłam na wieś.
I nie wyobrażam sobie zmieniać tego.
Żadna siłą mnie stąd nie ruszy, znalazłam tu swój raj, swoje miejsce na ziemi.
Nie wyobrażam sobie mieszkać w bloku na 4 piętrze bez windy, bez możliwości posiadania ogrodu, ogromu kwiatów, warzyw.
I właścicielka tej rudery tak samo ma. Mieszkanie na wsi, ciągły kontakt z przyrodą to spełnienie jej marzeń.

Taaa tylko jest jeszcze duuuuuuża przestrzeń pomiędzy blokiem, a ruderą bez bieżącej wody.
Mnie jest ciężko sobie wyobrazić to, że dziewczyna w moim wieku z własnej woli mieszka w czymś takim. A ja nie jestem z tych, którzy mają jakieś ogromne wymagania. Ale jednak działająca toaleta, prysznic czy kuchenka to dosyc podstawowe sprzęty.
Ona może przecież to sprzedać i kupić coś mniejszego, w co nie będzie musiała tyle zainwestować. Bo tutaj spoko, jedną część sobie wyremontuje i co dalej? Ocieplić musi całość, podatek płaci za całość, nieużywane części też trzeba ogrzać. A kasa leci.
Wiem jak się żyje w długoletniej budowie i ciężko w tym znaleźć jakąkolwiek stabilizację życiową, a z tego co piszesz, to ona będzie żyć na budowie całe życie, bo co z tego że swoją część zrobi jak reszta będzie straszyć.

No jest bo jak w bloku wyłączą wodę, prąd, gaz, ogrzewanie to jest tragedia. Kuchenki nie zadziałają a co się będzie działo w toalecie to lepiej nie wiedzieć.
a w takiej ruderze człowiek sobie jakoś poradzi z gotowaniem czy myciem tak jak robił to do tej pory.

Czemu ona ma to sprzedawać?
Tego domu nikt jej nie narzucił, to była jej świadoma, dobrowolna  decyzja, lubi to miejsce, w ciągu kilku lat to wykończy.
Nie musi ogrzewać całości.

128

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
wieka napisał/a:

Olinka, ale skoro jest tak, że matka przepisała wszystko tamtemu synowi umową dożywocia, to temu nie należy się zachowek w ogóle. Matka nie ma nic, więc żadnej sprawy spadkowej nie będzie.
A ten syn się nie wywiązuje się z umowy, ma też na pewno zapisne, że ma się matką opiekować, ale ma to w tyle.. . A ta ma czelność wymagać opieki od tego syna którego z automatu wydziedziczyła.

Ale my tego nie wiemy, nigdzie nie zostało sprecyzowane w jakiej formie dom został przekazany bratu. Kleoma wspomniała jedynie, że do śmierci matki nikt nie wyrzuci z domu jej byłego lokatora, nic więcej, cała reszta to jedynie domysły. No chyba, że jednak pojawiła się taka informacja, ale to ja ją przeoczyłam?

To też właśnie dlatego ostatecznie napisałam, że mamy za mało szczegółów i jedyne co możemy, to sobie gdybać. Bohater wątku powinien wszystko dokładnie sprawdzić i udać się do prawnika, który przeanalizuje zebrane dane i powie jakie ewentualnie przysługują mu prawa.

Kleomo, ale przyznasz, że jest znacząca różnica pomiędzy mieszkaniem na głuchej wsi, ale w przyzwoitych warunkach, a na głuchej wsi w ruderze będącej studnią bez dna tylko dlatego, że jest głuchą wsią. I o ile jak najbardziej rozumiem chęć zaszycia się gdzieś z dala od zgiełku miasta i szybkiego tempa życia czy po prostu miłość do jakiegoś kawałka ziemi, o tyle to drugie kojarzy mi się z brakiem wyobraźni i rozsądku.

129

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.
Kleoma napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Dziewczyny, które piszecie, ze niech ona to sprzeda bo to głucha wieś, jak tam mieszka w zimie...
To co dla was jest mankamentem dla innych jest zaletą.
Są ludzie, którzy specjalnie porzucili miasto aby zamieszkać na wsi.
Ja sama mieszkałam najpierw w małych miastach, potem w wielkim przez kilka lat aż w końcu trafiłam na wieś.
I nie wyobrażam sobie zmieniać tego.
Żadna siłą mnie stąd nie ruszy, znalazłam tu swój raj, swoje miejsce na ziemi.
Nie wyobrażam sobie mieszkać w bloku na 4 piętrze bez windy, bez możliwości posiadania ogrodu, ogromu kwiatów, warzyw.
I właścicielka tej rudery tak samo ma. Mieszkanie na wsi, ciągły kontakt z przyrodą to spełnienie jej marzeń.

Taaa tylko jest jeszcze duuuuuuża przestrzeń pomiędzy blokiem, a ruderą bez bieżącej wody.
Mnie jest ciężko sobie wyobrazić to, że dziewczyna w moim wieku z własnej woli mieszka w czymś takim. A ja nie jestem z tych, którzy mają jakieś ogromne wymagania. Ale jednak działająca toaleta, prysznic czy kuchenka to dosyc podstawowe sprzęty.
Ona może przecież to sprzedać i kupić coś mniejszego, w co nie będzie musiała tyle zainwestować. Bo tutaj spoko, jedną część sobie wyremontuje i co dalej? Ocieplić musi całość, podatek płaci za całość, nieużywane części też trzeba ogrzać. A kasa leci.
Wiem jak się żyje w długoletniej budowie i ciężko w tym znaleźć jakąkolwiek stabilizację życiową, a z tego co piszesz, to ona będzie żyć na budowie całe życie, bo co z tego że swoją część zrobi jak reszta będzie straszyć.

No jest bo jak w bloku wyłączą wodę, prąd, gaz, ogrzewanie to jest tragedia. Kuchenki nie zadziałają a co się będzie działo w toalecie to lepiej nie wiedzieć.
a w takiej ruderze człowiek sobie jakoś poradzi z gotowaniem czy myciem tak jak robił to do tej pory.

Czemu ona ma to sprzedawać?
Tego domu nikt jej nie narzucił, to była jej świadoma, dobrowolna  decyzja, lubi to miejsce, w ciągu kilku lat to wykończy.
Nie musi ogrzewać całości.

Jak nie będzie ogrzewać całości przynajmniej trochę, to za chwilę bedzie mieć pół domu wyziębione. A ona tego nie wykończy w ciągu kilku lat, bo nie ma kasy.

Sorry Kleoma, ale jak 30 lat żyję, tak nie zdarzyło się, żeby jednocześnie odłączyli wodę, prąd i gaz. Ba, nie pamiętam, żebyśmy nie mieli prądu dłużej niż 3h. Teraz się zobaczy jak będzie, niemniej w dalszym ciągu są to inne warunki niż rudera na wsi. Ale jak woli cofać się 100 lat w rozwoju technologii, to jego własna wola.

130

Odp: Finansowe rozterki narzeczonego.

Lady Loka
Moi teściowie gdy żyli to użytkowali pół domu. Bo w drugiej części, po drugiej stronie z osobnym wejściem mieszkali dziadkowie. A gdy zmarli to nikt tam nie mieszkał i nie było ogrzewane. A mimo to ani teściowie, ani później lokator nie narzekali na temperaturę. Jak się napaliło to było ciepło.
Ona teraz też mieszka i pali w piecach tylko w tej przybudówce, reszta jest nieogrzewana.
Moja sąsiadka, starsza osoba, w zimie pali tylko w piecu w kuchni i tam śpi. I ma ciepło nawet gorąco. a w pokojach jak w lodówce.
Dopiero na wiosnę przenosi się ze spaniem do pokoju.
I jeszcze znam kilka przypadków gdzie ludzie nie ogrzewają całego domu.
Znajomi kupili bliźniak, mieszkają w jednej części bo im wystarcza miejsca, dzieci małe.
Dopiero gdy podrosną i będą chciały mieć swoje pokoje to uruchomią tam ogrzewanie.
W blokach też niektórzy zakręcają kaloryfery aby mniej płacić.

Posty [ 66 do 130 z 241 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Finansowe rozterki narzeczonego.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024